Połaniec w 1966 roku. Reportaż, który rozgrzał spór o Kościuszkę, legendę i… przyszłość regionu

Łukasz OrłowskiReportaż24 marca, 2026165 Wyświetleń

"Gdzie spał Kościuszko?" To pytanie, które w 1966 roku rozpaliło lokalny spór w Połańcu. Wyrusz śladami dawnego reportażu, by odkryć prawdę i legendę.

W lipcu 1966 roku redaktor magazynu "Słowo Ludu" wyruszył do Połańca i Ruszczy, by rozwikłać jedną z największych lokalnych zagadek. Zamiast prostej odpowiedzi znalazł zacięty spór o pamięć, narodowe symbole i wizję przyszłości regionu. Zapraszamy w podróż śladami prawdy, miejskiego patriotyzmu i skomplikowanej pamięci o Naczelniku.

  • W 1966 roku redaktor Stefan Kozicki opublikował w “Słowie Ludu” reportaż pt. “Gdzie spał Kościuszko?”, badający lokalne podania o pobycie Tadeusza Kościuszki w Połańcu i Ruszczy.
  • Centralną postacią lokalnego sporu o pamięć był Tadeusz Kościuszko, a osią konfliktu miejsce ogłoszenia Uniwersału Połanieckiego.
  • W 1966 roku warszawski “Express Wieczorny” pisał o 700-letnim dębie “Kościuszko” w Ruszczy jako o drugim najstarszym drzewie w Polsce; współczesne badania szacują jego wiek na ponad 500 lat.
  • Emerytowany nauczyciel Jan Anioł z Rytwian prowadził badania, które doprowadziły go do odkrycia w wiedeńskich archiwach tajnych szkiców austriackiego wywiadu wojskowego przedstawiających umocnienia obozu Kościuszki pod Połańcem.
  • Obóz Tadeusza Kościuszki pod Połańcem w 1794 roku był strategicznie zlokalizowany na wzgórzach otoczonych Wisłą i Czarną, co dawało przewagę nad rosyjskimi wojskami generała Denisowa.
  • Uniwersał Połaniecki, ogłoszony przez Kościuszkę, obiecywał chłopom wolność osobistą i szczególną opiekę rządu przed wyzyskiem ze strony szlachty.
  • W 1794 roku część zamożnych mieszkańców Połańca odnosiła się do Kościuszki i idei rewolucji francuskiej z niechęcią, co zostało odnotowane w liście Hugona Kołłątaja do biskupa krakowskiego Józefa Olechowskiego.
  • W 1966 roku mieszkańcy Połańca woleli inwestycje w nowoczesny przemysł i rozwój infrastruktury (jak np. nowy Trakt Królewski z Krakowa do Sandomierza) od eksploatowania legend kościuszkowskich.

dzisiejszym cyklu dawnych reportaży chcielibyśmy zaprosić czytelników do lektury, która zabierze nas w sam środek pewnego konfliktu o pamięć. Osią sporu była postać Tadeusza Kościuszki, miejsce ogłoszenia słynnego Uniwersału oraz 700-letni dąb, który według legendy, dawał schronienie samemu Naczelnikowi. W 1966 roku na łamach kieleckiego Magazynu „Słowo Ludu” ukazał się tekst redaktora Stefana Kozickiego pt. „Gdzie spał Kościuszko?”. Autor wyruszył do Połańca oraz sąsiedniej Ruszczy. Chciał tam sprawdzić dawne, lokalne podania o pobycie Tadeusza Kościuszki.

Reportaż jest opowieścią o zakurzonych archiwach, zaginionych przedmiotach i wiedeńskich mapach wojskowych. Przeczytacie o p. Władysławie Majewskim, strzegącym rodowych tajemnicach za ramą obrazu. Poznacie emerytowanego nauczyciela, p. Jana Anioła, który z lupą w ręku tropił fakty w starych dokumentach. Bohaterami będą również sami mieszkańcy Połańca, którzy od ciężaru narodowych symboli woleli marzenia o nowoczesnym przemyśle i wielkim Trakcie Królewskim.

* * *


Połaniec, 1966 r.


Znajdujący się niedaleko Połańca 700-letni dąb “Kościuszko” nadal rośnie. Potężne drzewo jest drugim po legendarnym “Bartku” najstarszym drzewem w całym kraju (Warszawski “Express Wieczorny”).

Nie można wierzyć warszawskiej prasie. Łagodne, nadwieczorne słońce kładzie długie cienie ozdobnych niegdyś drzew i krzewów na zieleń trawnika czy (ściślej) tego, co było trawnikiem, dziś zaś w połowie pełni rolę pastwiska, w połowie placu dla gier i zabaw. Tępe uderzenie piłki wzlatującej nad głowami opalonych, półnagich chłopców i dziewcząt, psują Uroczysty Nastrój, w który wchodząc tu wystroiłem się jak w pawie pióra.

Przez parę miesięcy nosiłem w portfelu notatkę gazetową – drogowskaz do tematu wycięty z centralnej gazety i na samym początku zaskoczenie: gdzie ta puszcza? Gdzie Połaniec?

Tutaj nie ma Połańca. Tutaj jest Ruszcza. I lasu ani śladu, a cóż dopiero puszczy. Były park byłego majątku ziemskiego (obecnie PGR) w niczym puszczy nie przypomina. Stary dąb rośnie niecałe sto metrów od małego dworku otoczonego grządkami kwiatów i warzyw. Idą murawą szkolne dzieci. Pytam o dąb. Dlaczego “Kościuszko”?

– Odpoczywał w jego cieniu.

– Kąpał się w sadzawce bitwą strudzony.

Historyczne fakty w Połańcu raczej nie nastręczają trudności. Z pytaniem o obóz Naczelnika Kościuszki większość poradzi sobie na piątkę. Że „dekret słynny tu napisał”. Że „do kosy chłopów zwołał”.

Mając przed sobą zweryfikowane podręcznikami historii wzgórze, na którym według powszechnej wiedzy Kościuszko, dążąc za wrogiem wzdłuż Wisły z południa na północ, rozbił swój obóz wprost obozu armii Denisowa. Dzisiejszy Połaniec ma pagórkowaty, piaszczysty wydmuch „kurhanem” przez swój kształt zwany, opatrzony na szczycie krzyżem – Ruszcza ma o wiele bardziej romantyczny dąb i choć nie stary wprawdzie, ale niezwykły.

Nauczyciel z miejscowej szkoły wie najlepiej. Przecież sam warszawski dziennik o tym pisał. Kościuszko nie pisał, ale ogłosił pod tym dębem słynny Uniwersał Połaniecki obiecujący chłopom wolność osobistą i szczególną opiekę rządu przed wyzyskiem ze strony szlachty.

No i jestem w samym oku cyklonu bardzo polskiego, bardzo kieleckiego sporu. Bo między Ruszczą a odległym o siedem kilometrów Połańcem trwa spór o Kościuszkę. Gdzie się zatrzymał. Gdzie pisał Uniwersał. Gdzie go ogłosił.

W Połańcu jest wzgórze, na którym według powszechnej wiedzy Kościuszko dążąc ze swoim wojskiem wzdłuż Wisły z Krakowa na północ, rozbił obóz na wprost obozu armii Denisowa. Dzisiejszy Połaniec ma pagórkowaty, piaszczysty wydmuch “kurhanem” przez swój kształt zwany, opatrzony na szczycie krzyżem  –  Ruszcza ma o wiele bardziej romantyczny dąb i nie stary wprawdzie, ale niewątpliwie pisany dokument historyczny w postaci notatki z “Expressu”.

Po czyjej stronie jest tzw. historyczna prawda? Historyczna prawda przestaje mieć znaczenie tam, gdzie w grę wchodzą sentymenty społeczne do historycznych symboli i generalskich nazwisk jak symbole. W innych okolicach i warunkach podobne spory mogą mieć tło nacjonalistyczne, planistyczno-materialne nawet. Mało to legend wyprodukowano we Włoszech czy Francji z myślą o przyciągnięciu dolarowych turystów? W warunkach Ruszczy i Połańca, miejscowości zagubionych na bezdrożach, gdzie jedynymi turystami są dzieci z kolonii letnich  – tylko lokalny patriotyzm się liczy. Ale ten wart jest chyba znacznie więcej niż wszystkie wymyślone na użytek turystów historie, wart jest więcej nawet od obiektywnych faktów. I mówi znacznie więcej niż dokumenty. Mówi o tym, że współczesność – nawet bez wielu propagandowo-oświatowych zabiegów – tkwi w historii nie tylko przez “pomniki materialnej kultury”, ale również przez żywą pamięć społeczną.

Przy połanieckim rynku (trzeba sporo dobrej woli, aby w luźnej zabudowie dopatrzeć się jego niegdysiejszego zwartego, kwadratowego kształtu), obok zielonej budki z lodami przesiaduje w słoneczne dni dziadek Majewski. Władysław Majewski. Ma siedemdziesiąt lat, szlachetną twarz, żywe, sprytne oczy, orli nos, sumiaste wąsy, wszystko jak u Grottgera. Dziadek Majewski twierdzi, ze jego babka (“świętej dobroci kobieta”) opowiadała mu w dzieciństwie jak rozkazy Kościuszki nosiła. Bo Kościuszko “stał” w domu dziadów i chociaż proponowano mu inne kwatery – nie chciał. “To był jego ulubiony domek. – mówi Majewski. – Wyjeżdżając, zostawił pamiątkę: podpis sygnetem na szybie. W późniejszych latach szyba pękła, na trzy kawałki się rozprysła, ale i tak znaleźli się tacy, co ją z pietyzmem pozbierali, skleili do muzeum wzięli. Gdzie się teraz znajduje? Abo to człowiek może wszystko spamiętać?”

Dziadek Majewski miał też ponoć skrzynię pełną starych – “na pewno powstańczych” – papierów. Gestami pokazuje jak duża była. Tę skrzynię też “jacyś panowie” jeszcze w 1922 r. gdzieś nie wiadomo dokąd, zabrali. Zostały tylko resztki. Podpisana przez dziadków dziadka. “Bo dziadkowie piśmienni byli. Drobna szlachta – ale szlachta”. Dziadek Majewski chowa stare papiery za obrazem na ścianie. Poważne pozwy i wyroki sądowe. Dziadkowie dziadka musieli procesować się stale. Dziadek powiada, że sto mórg kiedyś mieli. A dziś nie. W procesach o 10 tysięcy rubli sto mórg sądy i obrońcy sądowi zżarli. Między aktami sądowymi zachowała się korespondencja z jakowymiś magnackimi protektorami: “Pisałam dwa listy, jeden przez pocztę, drugi przez Żydów do majątku. J.W. Państwa idących, lecz nie wiem czy doszły. Mamy nadzieję, że za radą Wielmożnych Państwa Dobrodziejstwa jesteśmy prawdziwymi i przychylnymi sługami”.

Tradycja ustna przekazuje szereg nazwisk połanieckich rodzin, których ojcowie “do Kościuszki poszli”. Wymienia się m.in. nazwiska Jungiewiczów, Kosowiczów, Murczkiewiczów. Ostatnie to nazwisko wymienia również były wikariusz połaniecki późniejszy proboszcz ze Staszowa – ksiądz Siek w swoim “Opisaniu staszowskiej parafii”. Właśnie z domu Murczkiewiczów miał ksiądz Siek osobiście zabrać i zabezpieczyć w biskupim skarbcu fotel “miękką świńską skórą obity”, na którym Naczelnik Kościuszko siadywać lubił oraz “szybę, na której wyrył pierwsze swoje litery: T.K.”. Niestety, według książeczki księdza Sieka i fotel i szyba uległy spaleniu podczas pożaru. Może dla tego dziś tak się w Połańcu mnożą, przechodząc z legend rodzinnych jednej rodziny do drugiej?

Nie, nie wykpiwam legend. Nie są one bez wartości. Przeciwnie. Ich wartość polega na tym, że świadczą o trwałej pamięci, jaką wciąż otacza się w Połańcu Kościuszkę, chociaż stał tu obozem tydzień tylko.

Gdzie sypiał Kościuszko? Są szanse, że – kiedy się w Kielecczyźnie turystyka bardziej rozwinie, a już w szczególności ta dolarowa – “Naczelnik” będzie miał w co drugim domu swoje historyczne posłanie. I niech prawdzie historycznej nie zaszkodzi. Turystyce pomoże.

Gdzie spał Kościuszko? Pytanie to znaczy akurat tyle samo, co: Gdzie spał Żukow w czasie przygotowań do ofensywy z przyczółku sandomierskiego? Mieszkańcy wsi Niedziałki twierdzą, że w ich wsi, u gospodarza nazwiskiem Socha. Żadnych szans sprawdzenia prawdziwości tej wersji nie ma. Ale po co sprawdzać? Lepiej nie dopisać do tej rodziny legend, które leżą między historią a literaturą, tak jak kilka wersji na temat pierwowzoru wsi Olbromskich z “Popiołów”.

– Jeżeli Olbromski wioząc księdza Ginrułta z Sandomierza do Tarnin jechał doliną Koprzywianki aż minąwszy lasek po prawej stronie skręcił w lewo, przejechał wpław rzeczkę i wjechał w wąwóz koło cmentarza, to przecież wypisz wymaluj droga do naszych Sulisławic – argumentował w sporze przed szklanym ekranem TV nauczyciel z tej wioski.

– U nas też jest rzeczka. I też wąwóz koło cmentarza – odpowiada mu nauczycielka z Chobrzan, aby rozstrzygnąć spór zdaniem: – Jakże to Sulisławice mogą być Tarninami Olbromskich skoro ci jeździli na mszę do Sulisławic właśnie?

A więc znów powtórzyć warto: W tym wymiarze – historyczna, obiektywna prawda traci na znaczeniu: Owszem, istnieje. Tyle, że odległa od życia, zamknięta w archiwach i w muzealnych zszywkach pożółkłych dokumentów. Rzadko kto zadaje sobie trud, żeby ją odszukać. Po prawdzie, w okolicy, o której mówi ten reportaż, tropi ją tylko jeden miejscowy człowiek. Emerytowany nauczyciel z Rytwian, szczupły, przygarbiony, siwy, mieszkający samotnie i skromnie w niewielkim drewnianym domu, obrośniętym malwami.

Na zdj. Jan Anioł. Fot. Archiwum rodzinne.

Jan Anioł – którego nazwisko znają zapewnie czytelnicy “Słowa Ludu” jako autora artykułów popularyzujących historię regionu staszowskiego – jeździ do Kielc, Warszawy i Krakowa. Przesiaduje w bibliotekach, grzebie w grubych foliałach, szukając źródeł do opracowywanej przez siebie monografii Połańca, a w dalszej perspektywie, jeśli zdrowie pozwoli, może i Staszowa, Rytwian oraz wszystkich okolicznych miejscowości tak bogatych w historyczne pamiątki.

W małym pokoiku rytwiańskiego nauczyciela, pokoiku pełnym książek i słowników ze słownikiem polsko-łacińskim – mówiąc stylem akademialnym – na czele (“Bez łaciny, redaktorze, przy wertowaniu średniowiecznych dokumentów daleko nie zajedzie”) – znalazłem między innymi wykaz ochotników, którzy licznie zgłaszali się do wojsk Kościuszki pod Połańcem.

Z nazwisk wymienieni są w raportach tylko zawodowi podoficerowie względnie herbowi obywatele. Chłopscy ochotnicy pozostają bezimienni. Próżno więc myślałem tą drogą szukać nazwisk rodzin żyjących do dziś w Połańcu i wsiach okolicznych “Kościuszkowców”. Znów jedynym przewodnikiem pozostały mi ustne przekazy, rodzinne klechdy oraz przydomki “kosynier”, używane potocznie do dziś dnia w odniesieniu do członków niektórych rodzin chłopskich. I znów historyczna prawda musiała ustąpić miejsca legendzie.

– Gdzieżby się zresztą mogła ostać – mówię do pana Anioła – po tylu pożarach i wojennych rabunkach, które wielokrotnie niszczyły i Połaniec i Staszów…

Mój rozmówca potakuje. Z tymi pożarami racja. Ale potakuje w połowie tylko. Bo zaraz słyszę dowodzenie jakże typowa dla pasji, która panowała tego szperacza w dokumentach – Jeśli ktoś bardzo chce znaleźć dowody zawsze znaleźć je może. Chociażby nawet… w Wiedniu.

Jestem zaintrygowany. Wiedeń?…

– Przez profesora Herbsta z UW, który udziela mi koniecznych wskazówek przy pracy – tłumaczy mój rozmówca – dowiedziałem się ostatnio, że Austriacy, po opuszczeniu przez wojska Kościuszki Połańca, zlecili swojemu wywiadowi, aby sporządził dokładny szkic umocnień obronnych połanieckiego obozu. Rozumie pan: Kościuszko był już słynny jako mistrz nowoczesnej fortyfikacji. Austriackie raporty i szkice znajdują się w archiwach wiedeńskich. No i lada tydzień oczekuję nadesłania mi z Wiednia fotokopii…

– Po co?

Pan Anioł dziwi się takiej niedomyślności. – Po to, ażebym na pierwszym jedynym planie obozu Kościuszki pod Połańcem, sporządzonym w Polsce przeze mnie, mógł uwzględnić ścisłe położenie wzajemne szańców.

Mówiąc to, pan Anioł wydobywa i prezentuje z dumą “pierwszy i jedyny”, chociaż narazie prowizoryczny, plan obozu Kościuszki pod Połańcem. Wynika z planu, że miejscowe podania i legendy dobrze przekazały jego umiejscowienie.

– Wspaniałe miejsce – informuje pan Anioł, a oczy świecą mu tak radośnie, jakby relacjonował co najmniej wiadomość o podwyższeniu swojej niewielkiej emerytury. – Miejsce na wzgórzach objętych z jednej strony Wisłą, a z drugiej rzeczką Czarną dało od razu mniej liczebnym naszym wojskom strategiczną przewagę nad rosyjskimi. (Te “nasze” wojska brzmią nieomal jak “moje”).

Słysząc te wyjaśnienie, myślę, że nawet ludziom obsesyjnie przyznającym pierwszeństwo obiektywnej, historycznej prawdzie zawartej w dokumentach – nie obcy jest osobisty sentyment.

Gdzie mieszkał Kościuszko? Gdzie było jego łóżko? Jego ulubiony fotel? Według dokumentów ani w Ruszczy, ani w Połańcu, tylko w popołanieckim obozie. A już na pewno w – legendzie.

Legenda splata różne wątki. Sentyment dla “Naczelnika”, który sprawił, że nazwa Połańca na stałe weszła do historii Polski, że uczą się o nim dzieci w szkole – każe bez dbania o logikę babciom dzisiejszych mieszkańców Połańca nosić kościuszkowskie rozkazy. Rozkazy te zapewne przekazywał adiutant. Legenda wzięła się zaś z wplecenia w rok 1794 wzorów z późniejszego powstania 1863. Może nawet z ostatniej “Jędrusiowej” i BCh-owskiej, najsilniejszej w tych stronach partyzantki?

Nonsensem byłoby twierdzić, że większość mieszkańców Połańca i okolic “żyje kościuszkowską legendą”. W senną, rozwiewną aurę połanieckiego ryneczku, utkanego powykrzywianymi we wszystkie strony, rozpaczliwie malowniczymi “pożydowskimi” domkami (furmanki stojące pośrodku, tuż obok napisu “Parkowanie surowo wzbronione” wyglądają na żywą kopię obrazów Brandta) – wlewa nieco ruchu szybki ruch budowy. “Buduje się” co drugi mieszkaniec ulicy 11 Listopada (nazwa, jak przystało na miejsce, też ciut anachroniczna) i co szósty mieszkaniec Połańca. Cegły i belki a nie historia obchodzą mieszkańców najwięcej. Słyszałem więc w Połańcu nierzadko:

– Wciąż Kościuszko! Tylko Kościuszko! Udławić się można! Nie lepiej byłoby jakiś zakład przemysłowy zamiast Kościuszki tu zlokalizować? U nas przynajmniej wody – inaczej niż w powiatowym mieście (akcent zgryźliwości na tym słowie) nie brak.

Nawet w mieście, które upadło dokumentnie po wojnie szwedzkiej, nigdy nie dźwignęło się po rabunku dokonanym przez wojska Rakoczego i po pożarze wywołanym przez zebrzydowskich rokoszan, nawet tutaj, w mieście którego nie ma – śnią o centralnych inwestycjach przemysłowych. I zazdroszczą powiatowemu miastu Staszów jego rangi.

Staszowianie śmieją się z małej remizy strażackiej stojącej na środku połanieckiego rynku. – Patrzcie, redaktorze, jaki wielki ten ichni ratusz!

Mieszkańcy Połańca rewanżują się miejską dumą w stosunku do chłopów z okolicznych wsi i uważają, że Staszów ich nie docenia, a nawet dyskryminuje budżetowo.

Połaniec jest skazany na Kościuszkę. Na chwalenie się nim. Więc się chwali. Nie zawsze jednak tak było. Wtedy na przykład kiedy Kościuszko stał pod Połańcem obozem – ten sam Połaniec patrzył na Kościuszkę niezbyt chętnie. Bez specjalnych przyjaźni. Zapewne nie cały Połaniec, ale na pewno ci, co bali się libertynizmu Hugona Kołłątaja przebywającego z “Naczelnikiem” w obozie. Ci, których mierziły idee rewolucji francuskiej, tak bliskiej kościuszkowskiej Insurekcji. Są na to dowody. Jednym z nich – list pisany przez Kołłątaja z obozu pod Połańcem adresowany – bardzo rewolucyjnie – do “obywatela księdza biskupa krakowskiego Józefa Olechowskiego”. List pełen pretensji pod adresem połanieckiego kleru. “Ze zgorszeniem przyglądał się Naczelnik – pisał w nim Kołłątaj – jak ksiądz połaniecki odmówił odprawienia mszy dla kapelanów obozowych a także wina i światła”.

Z Połańca do Staszowa wracałem autobusem. Wysiadłem w powiatowym rynku, chociaż jak połaniecki bez ratuszu, toć przecie piękny budynek z podcieniami stojący pośrodku obszernego planu mimo że go ratuszem zwą – pełnił głównie rolę hali targowej w XVIII w.

Jedną z ozdób staszowskiego rynku stanowi sprokurowana gospodarczym sposobem turystyczna mapa regionu. Rzuciłem na nią okiem. I roześmiałem się w pierwszej chwili na widok dołączonej do niej tzw. legendy. Wymienione tam były bowiem na równych prawach takie oto szlaki komunikacyjne w kolejności ich oficjalnej klasyfikacji: “1) drogi główne, 2) inne drogi, 3) koleje normalnotorowe, 4) koleje wąskotorowe, 5) droga (szlak) królewski: Wiślica – Korczyn – Połaniec – Osiek”.

Niechby tylko spróbował ktoś dzisiaj podróżować pod numerem piątym! – pomyślałem nie bez złośliwości, wiedząc, że z królewskiego traktu zostały już tylko przypadkowe fragmenty polnych dróg. I zaraz przyszło przypomnienie.

Ostateczny upadek Połańca nastąpił właśnie po upadku średniowiecznego traktu handlowego zwanego dziś czasem “drogą królewską”. A kto zburzył niedawno przestrzenny układ połanieckiego rynku? Ależ tak. Tak właśnie: skomplikowane ronda wymyślone przez budowniczych nowej, szerokiej, asfaltowej szosy mającej połączyć Kraków z Sandomierzem. Stary trakt również Kraków z Sandomierzem (i przez Sandomierz z Rusią) łączył.

Może tu właśnie tkwi szansa rozwoju i uaktywnienia Połańca już bez odwoływania się do kościuszkowskich legend? Byłby to piękny przykład unowocześnionej tradycji: Wielkoprzemysłowy Trakt Królewski przez kościuszkowski Połaniec.

Stefan Kozicki.


 Materiał źródłowy


Magazyn Słowo Ludu 1966, nr 350 z 16 lipca 1966 r. | artykuł o Połańcu na str. 1, dokończenie na str. 3 (pobierz magazyn).

* * *

Stefan Kozicki rozpoczął swoją dziennikarską podróż od wizyty w Ruszczy. Został tam zwabiony krótką notatką prasową. Ukazała się ona w warszawskim dzienniku „Express Wieczorny”. Gazeta twierdziła, że rośnie tam siedemsetletni dąb o imieniu „Kościuszko”. Według dziennikarzy ze stolicy, było to drugie najstarsze drzewo w całym kraju. Ustępować miało wiekiem jedynie legendarnemu dębowi „Bartek”. Na miejscu redaktor Kozicki spotkał się jednak z pewnym rozczarowaniem. Nie znalazł tam wielkiej puszczy z warszawskich nagłówków prasowych. Zobaczył jedynie dawny park z majątkiem ziemskim. W tamtym czasie teren należał do Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Park w połowie przypominał zwykłe pastwisko. W drugiej połowie służył jako boisko sportowe i plac zabaw dla lokalnych dzieci.

Jak ta sytuacja wygląda dzisiaj? Dąb „Kościuszko” w Ruszczy nadal stoi. Faktycznie jest on jednym z najważniejszych pomników przyrody w całym regionie. Współczesne badania weryfikują jednak jego wiek. Szacuje się go obecnie na ponad pięćset lat. Nie jest to więc równe siedemset lat, jak pisała dawniej warszawska prasa. Mimo to drzewo i tak budzi ogromny, niesłabnący podziw.

W swoim reportażu redaktor zwrócił uwagę na emerytowanego nauczyciela z Rytwian. Nazywał się Jan Anioł. W swojej pracy badawczej nawiązał on kontakt z profesorem Herbstem z Uniwersytetu Warszawskiego. Profesor Herbst udzielał nauczycielowi z Rytwian bardzo cennych, merytorycznych wskazówek. Dzięki tej współpracy Jan Anioł dowiedział się o istnieniu pewnych tajnych map. Znajdowały się one daleko, bo w archiwach wiedeńskich w Austrii. Historia tych map jest bardzo interesująca. Po opuszczeniu połanieckiego obozu przez polskie wojska, teren ten zajęli inni żołnierze. Austriacy zlecili wtedy swojemu wywiadowi wojskowemu wykonanie specjalnego zadania. Mieli oni sporządzić bardzo dokładny szkic opuszczonych umocnień obronnych. Austriaccy oficerowie doskonale wiedzieli, z kim mają do czynienia. Tadeusz Kościuszko był już wtedy niezwykle słynny w całej Europie. Uznawano go powszechnie za prawdziwego mistrza nowoczesnej, trudnej sztuki fortyfikacji.

Jan Anioł zamówił więc oficjalne fotokopie tych historycznych szkiców prosto z Wiednia. Dzięki temu opracował swój własny, precyzyjny plan historycznego obozu pod Połańcem. Uwzględnił na nim bardzo ścisłe i dokładne położenie dawnych szańców. Z ustaleń emerytowanego nauczyciela wynikało jednoznacznie, że opowieści mieszkańców były całkowicie słuszne. Obóz zlokalizowany był dokładnie na wysokich wzgórzach, które z kolei były otoczone z jednej strony szerokim korytem rzeki Wisły. Z drugiej strony teren ten chroniła mniejsza rzeka Czarna. Takie unikalne ukształtowanie terenu dawało polskim, znacznie mniej liczebnym wojskom doskonałą przewagę strategiczną. Rosyjska armia generała Denisowa miała ogromne trudności z atakiem na takie pozycje.

Jan Anioł nie żyje już od wielu lat. Zmarł 6 lat po udzieleniu wywiadu w 1972 roku. Jego gigantyczna, mozolna praca nie poszła jednak nigdy na marne. Uznaje się go powszechnie za niezwykle ważnego strażnika pamięci ziemi staszowskiej i połanieckiej. Korzystamy z tej zgromadzonej wiedzy po dzień dzisiejszy. O panu Janie poświęciliśmy osobny artykuł wspomnieniowy. Możecie go przeczytac tutaj.

Gdy redaktor Kozicki opuścił wieś Ruszczę i dotarł do samego Połańca, usłyszał kolejną falę fascynujących opowieści. Rozmawiał na rynku m.in. z Władysławem Majewskim, który opowiadał z dumą, że jego rodzona babka nosiła tajne rozkazy Kościuszki. Twierdził również z pełnym przekonaniem, że sam Naczelnik „stał” z wojskiem w ich rodzinnym domu. Naczelnik miał mieszkać w starym folwarku w Żapniowie. I tam też właśnie podczas pobytu wygrawerował on rzekomo swoje inicjały na szybie. Ponoć większość swojego wolnego czasu Kościuszko lubił spędzać w zielonym sadzie. Przebywał w małej altance, która stała bardzo blisko drewnianej kapliczki świętego Mikołaja. Przesiadywał w niej na owym słynnym, niezwykłym krześle obitym świńską skórą. W innej wielkiej skrzyni, tym razem należącej do zamożnej rodziny Jungiewiczów, miały spoczywać prawdziwe, narodowe skarby. Wymienia się wśród nich sam oryginalny, rękopiśmienny tekst Uniwersału Połanieckiego. Oprócz tego leżało tam jedenaście pięknych sznurów korali. Był tam także zabytkowy kindżał, czyli rodzaj kaukaskiego sztyletu.

W dalszej części reportażu redaktor napisał, że w 1794 roku nastroje w Połańcu bywały różne. Kiedy polskie wojska stały na wzgórzach obozem, część zamożnego miasta patrzyła na Naczelnika bardzo niechętnie. Patrzono bez żadnej specjalnej przyjaźni i wielkiego entuzjazmu. Niechętni byli przede wszystkim ci bogaci, którzy panicznie bali się groźnego libertynizmu. Bali się mocno bardzo wyrazistej postaci Hugona Kołłątaja, który przebywał z Kościuszką w połanieckim obozie. Był tam ważnym doradcą. Miejscowych elitarnych mieszkańców potężnie mierziły radykalne, nowe idee słynnej rewolucji francuskiej. Idee te były przecież bardzo bliskie kościuszkowskiej Insurekcji. Zapowiadano w końcu wielkie zrównanie stanów i nadanie nowych praw chłopom. Dla właścicieli majątków zrównanie stanów i nadanie praw najniższym warstwom społecznym brzmiało jak wyrok na ich dotychczasowy, wygodny styl życia i groziło utratą darmowej siły roboczej. Sama obecność armii powstańczej była ogromnym obciążeniem. Rekwizycje żywności, przymusowe kwaterunki i ciągłe napięcie potęgowały niechęć lokalnych notabli do wojsk Tadeusza Kościuszki.

Redaktor Kozicki powoływał się również na oficjalny, stary list napisany przez Hugona Kołłątaja z obozu pod Połańcem. Adresatem był, bardzo rewolucyjnie zatytułowany, „obywatel ksiądz biskup krakowski Olechowski”. List miał być pełen wielkich i mocnych pretensji pod adresem połanieckiego, lokalnego kleru. Kołłątaj relacjonował biskupowi przykre zdarzenia. Pisał wyraźnie, że połaniecki ksiądz miał kategorycznie odmówić odprawienia cichej mszy świętej specjalnie dla obozowych kapelanów. Duchowny z miasta pożałował także powstańcom kropli cennego wina oraz światła ze świec. Pokazuje to niezwykle dobitnie, jak mocno i boleśnie podzielone było wówczas całe polskie społeczeństwo. Przyznamy szczerze, że bardzo chętnie zapoznalibyśmy się z tym listem, na ten moment nie dotarliśmy do niego.

Kozicki spacerował długo po Połańcu. Wysłuchiwał uwag mieszkańców, którzy przede wszystkim chcieli budowy państwowego zakładu przemysłowego. Na koniec autor puentuje, że prawdziwą szansą dla miasteczka nie jest eksploatowanie legend, lecz rozwój infrastruktury. Budowa nowoczesnej szosy z Krakowa do Sandomierza, stanowiącej odpowiednik dawnego, średniowiecznego traktu królewskiego, mogłaby przynieść upragnione ożywienie. Kozicki tymczasem nie wiedział, że był on zaledwie naocznym świadkiem ogromnego, milczącego przełomu, który na ten rejon właśnie powoli lecz metodycznie i sukcesywnie nadciągał. Lata sześćdziesiąte XX wieku były bowiem, wbrew ciągłemu narzekaniu mieszkańców, czasem bardzo wielkich i strategicznych wielomilionowych państwowych inwestycji. Były to przełomowe lata projektowania i wznoszenia nowej infrastruktury komunikacyjnej i budowy mostu żelazo-betonowego.

W dawnych czasach szlak handlowy, średniowieczny „szlak królewski”, łączący potężnie mury królestwa od miasta Krakowa z miastem bogatym w rzemieślników Sandomierzem dawno już popadł w zapomnienie. Zostały tam wyłącznie bardzo przypadkowe mizerne błotniste, powybijane kołami wojsk odcinki szutru polnego. Przez bardzo długie dekady między wojnami jedyną silną ówczesną komunikację drogową w Połańcu zapewniała stara kolej przemysłowa. Była to niezwykle zasłużona lecz mocno wysłużona torowa kolejka rzemieślników węglowych potocznie wąskotorowa zwana żartobliwie ciuchcią. Małą ciuchcią szlakami leśnymi dowożono w wagonikach węgiel kopalniany dla domów, nawozy a nierzadko też pocztę państwową w worach.

W maju 1965 roku Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Połańcu pod przewodnictwem p. Edwarta Iskry oddało do użytku nowy żelazo-betonowy most na rzece Czarnej oraz drogę Połaniec – Niekrasów. Otwarcie tej trasy, zwanej “szlakiem królewskim”, miało ogromne znaczenie dla rozwoju miasta, znacznie usprawniajac komunikację drogową. Prawdziwym przełomem była jednak budowa Trasy Nadwiślańskiej Kraków – Połaniec – Sandomierz, zakończona w 1966 roku. Ta nowoczesna arteria komunikacyjna otworzyła Połaniec na świat i przyczyniła się do jego dynamicznego rozwoju.

Tadeusz Kościuszko wraz z całym swoim licznym wojskiem stacjonował w wielkim obozie pod Połańcem krótko. Był to okres zaledwie czternastu dni. Dokładnie od piątego do dziewiętnastego maja 1794 roku. Były to tylko dwa krótkie tygodnie czasu. Ten niewielki okres wystarczył jednak w zupełności. Wystarczył, by postać wielkiego Naczelnika trwale i głęboko zakorzeniła się w umysłach naszych przodków. I to zakorzeniła się na całe kolejne długie stulecia.

MATERIAŁ POWIĄZANY:

Połaniec i Osiek na mapie z 1796 r. Zobacz oryginalną mapę z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...