Korona, rzeka i nowe miasto. Jak król Kazimierz Wielki odmienił losy Połańca

Łukasz OrłowskiHistoria regionalna28 kwietnia, 2026188 Wyświetleń

Koronacja Kazimierza Wielkiego na Wawelu 25 kwietnia 1333 roku zapoczątkowała zupełnie nową epokę. Za jego panowania Połaniec zyskał drugie życie. Miasto zostało przeniesione z dala od niszczycielskiej rzeki stając się nowoczesnym miastem królewskim.

Czy można usłyszeć bicie wawelskich dzwonów, stojąc nad brzegiem Wisły w Połańcu? Zdajemy sobie sprawę, że dzieli nas od Krakowa ponad sto kilometrów, ale 25 kwietnia 1333 r. echo tamtego wydarzenia niosło się wzdłuż nurtu rzeki silniej niż kiedykolwiek.

  • 25 kwietnia 1333 roku na skroni młodego Kazimierza spoczęła korona, rozpoczynając jego panowanie.
  • Kazimierz Wielki (1310-1370) został koronowany wraz ze swoją żoną, Anną Aldoną, co było pierwszym takim wydarzeniem w historii Polski.
  • Przed relokacją Połaniec funkcjonował jako potężny wczesnośredniowieczny gród u ujścia rzeki Czarnej do Wisły.
  • 18 lipca 1264 roku książę Bolesław Wstydliwy wydał dokument lokacyjny dla Połańca, nadając dziedziczne stanowisko wójta Mikołajowi.
  • Ok. 1350 roku król Kazimierz Wielki podjął decyzję o translokacji Połańca z zagrożonych powodzią brzegów Wisły do bezpieczniejszej doliny rzeki Czarnej.
  • Wraz z przeniesieniem miasta, król Kazimierz Wielki ufundował nowy kościół pw. św. Marcina Biskupa w Połańcu.
  • Królewska fundacja zapoczątkowała wielowiekową historię kościoła parafialnego w Połańcu.

łaśnie wtedy, w niedzielę, na skroni młodego Kazimierza spoczęła korona, która miała zmienić Polskę z państwa z gliny w potęgę z kamienia i cegły. Wszyscy znamy to powiedzenie “zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”. Jak pokazała historia wybudował on około 50 zamków, otoczył murami obronnymi kilkadziesiąt miast i ufundował mnóstwo murowanych kościołów, całkowicie odmieniając krajobraz kraju.

Przydomek ostatniego władcy z dynastii Piastów jest dla Polaków tak naturalny, że rzadko dostrzegamy jego wyjątkowość. A przecież to jedyny monarcha w tysiącletniej historii naszego państwa oficjalnie uhonorowany mianem „Wielkiego”. Tytuł ten ominął nawet największych twórców potęgi Polski: Mieszka I oraz jego syna Bolesława Chrobrego. Prawdopodobnie to zaszczytne określenie pojawiło się po raz pierwszy dopiero w 1496 roku, w dokumencie wystawionym przez króla Jana Olbrachta (1459-1501).

Dla nas, mieszkańców Połańca osoba króla Kazimierza ma ogromne znaczenie i nie jest tylko suchym faktem z podręczników historii. Za jego panowania narodziła się wizja nowoczesnego miasta, wyrwanego niszczycielskiej sile żywiołu. Motywem do napisania dzisiejszego artykułu była 693. rocznica koronacji Kazimierza Wielkiego (25 kwietnia) i 716. rocznica jego urodzin (30 kwietnia). Zapraszamy Was w podróż do czasów, gdy młody król uczył się rządzić, a Połaniec stał się jednym z ważniejszych placów budowy w jego królestwie.

Dwa berła, jedna korona

Na zdj. korona, berło i jabłko Kazimierza Wielkiego, kopie insygniów królewskich, 1896, część zbiorów Katedry na Wawelu. Fot. Wojciech Kryński, Tomasz Prażmowski / PAP.

Ceremonia koronacyjna, która odbyła się w drugą niedzielę po Wielkanocy, była wydarzeniem, którego mieszkańcy Krakowa nie widzieli od wieków. Ulice miasta wypełnił radosny tłum, a atmosfera niepewności po śmierci starego króla Władysława Łokietka (1260-1333) ustąpiła miejsca prawdziwej euforii. Kazimierz mający zaledwie 23 lata, był jedynym możliwym kandydatem do objęcia tronu. Przypomnijmy, że los był wcześniej niezwykle okrutny dla rodziny Łokietka. Dwaj starsi bracia Kazimierza, Stefan i Władysław, zmarli jeszcze w dzieciństwie. Oznaczało to, że cała przyszłość dynastii Piastów spoczywała teraz wyłącznie na barkach tego młodzieńca.

Ale to, co wydarzyło się przed ołtarzem głównym katedry wawelskiej, miało wymiar przełomowy. Arcybiskup gnieźnieński Janisław włożył koronę zarówno na skronie Kazimierza, ale także jego żony, Anny Aldony (1311-1339). Koronacji Anny początkowo sprzeciwiała się matka Kazimierza, Jadwiga Kaliska (1266-1339), która była zdania, że Polska może mieć tylko jedną królową i póki ona żyje, Anna nie może nosić korony. Kazimierz zdołał jednak przekonać matkę, aby zmieniła swoje zdanie. Jak podaje Długosz, Jadwiga zgodziła się w końcu na koronację Anny, po czym zdecydowała się przenieść do klasztoru w Starym Sączu.

Był to akt o ogromnym znaczeniu politycznym i symbolicznym. Po raz pierwszy w dziejach Polski król i królowa zostali koronowani wspólnie podczas tej samej uroczystości. Anna Aldona Giedyminówna, litewska księżniczka, która przed ślubem przyjęła chrzest, stała się żywym symbolem sojuszu z Litwą. W ówczesnej Europie budziło to tyleż podziwu, co kontrowersji, ponieważ taktyczny sojusz miał stać się fundamentem nowej, rozsądnej polityki. Młody Kazimierz wiedział, że aby budować silne miasta, potrzebuje spokoju na granicach oraz stabilnej dynastii. Anna Aldona i Kazimierz III Wielki doczekali się dwóch córek Elżbiety (późniejszej księżnej pomorskiej) i Kunegundy. Niestety brak męskiego potomka z tego związku zapoczątkował późniejsze problemy sukcesyjne króla. Ostatecznie doprowadziło to do wygaśnięcia królewskiej linii Piastów i przekazania korony polskiej Andegawenom.

Jego mądrość szczególnie w aspektach dyplomatycznych, miała wkrótce przenieść się także na grunt spraw wewnętrznych i administracji. Na czym polegała nowa wizja zarządzania państwem? Kazimierz oparł ją przede wszystkim na wzmacnianiu pozycji miast, porządkowaniu prawa i stwarzaniu warunków do rozwoju handlu. Wizja ta miała wkrótce dotrzeć do każdego zakątka odradzającego się królestwa. I właśnie jednym z takich miejsc, które w sposób szczególny doświadczyło tej rewolucji, było miasto Połaniec. Aby jednak w pełni docenić to, co król zrobił dla naszego miasta, musimy najpierw cofnąć się w czasie i zrozumieć, czym był dawny Połaniec i z jakimi wyzwaniami musieli mierzyć się nasi przodkowie.

Kraków w przededniu wielkiej zmiany

Kiedy w kwietniowy poranek 1333 roku dzwony krakowskiej katedry na Wawelu obwieściły początek nowej ery, nikt z wiwatujących tłumów nie mógł jeszcze w pełni przewidzieć, jak głęboko nadchodzące dekady odmienią oblicze całego królestwa. Właśnie tego dnia korona Piastów spoczęła na głowie młodego księcia Kazimierza. Zanim jednak do tego doszło, państwo musiało przejść przez niezwykle trudny i pełen niepewności okres.

Władysław Łokietek, ojciec młodego księcia, zmarł 2 marca 1333 roku. Odszedł z tego świata z poczuciem niedokończonego dzieła. Ten uparty, stary wojownik, który przez całe dziesięciolecia nie szczędził własnej krwi i sił, by scalić rozbite na drobne księstewka polskie ziemie, zostawiał swojemu jedynemu ocalałemu dziedzicowi państwo wprawdzie zjednoczone, ale wciąż niezwykle kruche. Odrodzona Polska nie miała wówczas nawet trzydziestu lat, a jej granice i niezależność były kwestionowane przez potężnych sąsiadów. Na południu dwór czeski otwarcie zgłaszał pretensje do polskiej korony królewskiej. Na północy doskonale zorganizowani i uzbrojeni Krzyżacy trzymali w żelaznym uścisku Pomorze. A wewnątrz kraju wielu ambitnych możnowładców z nostalgią wspominało czasy rozbicia dzielnicowego, gdy każdy książę mógł rządzić swoimi włościami niczym niezależny władca.

Śmierć starego króla wywołała niebezpieczną wyrwę w ciągłości władzy. Przez blisko dwa miesiące, od początku marca do końca kwietnia, Polska pozostawała formalnie bez koronowanego przywódcy. Dlaczego ten czas oczekiwania był tak długi? Przygotowania do wielkiej ceremonii, która miała ostatecznie potwierdzić i uświęcić nową władzę, wymagały mnóstwa czasu i dyplomatycznego taktu. Należy pamiętać, że nie była to zwyczajna koronacja, do jakich przywykli mieszkańcy tych ziem. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu nowy monarcha wstępował na wawelski tron w drodze spokojnego, naturalnego dziedziczenia po zmarłym ojcu, a nie w wyniku wyniszczającej wojny domowej czy krwawych walk między pretendentami.

Mapa Polski za panowania Kazimierza III Wielkiego (1333-1370) z „Ilustrowanego atlasu historii Polski”, wyd. Demart, Warszawa 2006 (kliknij na mapkę w celu powiększenia, przybliżaj i oddalaj mapę wciśniętym klawiszem Ctrl i kółkiem myszki).

Gród u ujścia Czarnej do Wisły

Historia osadnictwa na terenach dzisiejszej gminy Połaniec nie rozpoczęła się wraz z panowaniem królów zjednoczonej Polski. Od pradziejów obszar pełnił funkcję strategicznego węzła komunikacyjnego, handlowego i obronnego, a wszystko to za sprawą wyjątkowego położenia geograficznego. Osada powstała w widłach dwóch rzek: potężnej Wisły oraz wpadającej do niej, znacznie mniejszej rzeki Czarnej. To usytuowanie było podstawowym czynnikiem kształtującym dzieje tych okolic na długo przed tym, jak pierwsi piastowscy kronikarze zaczęli spisywać czyny władców. W czasach, gdy nie istniały jeszcze utwardzone drogi, rzeki stanowiły główne arterie transportowe i żyły gospodarcze kontynentu.

Zanim powstało miasto w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, funkcjonował tu potężny wczesnośredniowieczny gród. Zlokalizowany był niezwykle korzystnie, na naturalnym wzniesieniu prawego brzegu rzeki Czarnej, tuż przy jej ujściu do głównego nurtu Wisły. W całej najbliższej okolicy nie było drugiego tak dogodnego wzniesienia, z którego można by tak skutecznie kontrolować żeglugę oraz strzec bezpiecznej przeprawy przez wodę. Gród wzniesiony prawdopodobnie w połowie XI wieku, był imponującą budowlą. Zbudowany na planie wydłużonego owalu, zorientowanego z północnego zachodu na południowy wschód, mierzył wewnątrz aż 105 na 70 metrów. Jego bezpieczeństwa strzegł masywny wał ochronny, zbudowany z ziemi i drewna, którego szerokość u podstawy wynosiła aż 10 metrów.

Funkcje prastarej fortecy wykraczały daleko poza zwykłą ochronę militarną. Mieścił się tam oficjalny ośrodek władzy kasztelańskiej, czyli terytorialnego zarządcy reprezentującego księcia. Kasztelanowie byli wówczas wielkimi włodarzami. W ich rękach spoczywała władza wojskowa, administracyjna i sądowa. Ponieważ pierwsi polscy władcy nie mieli jednej, stałej stolicy, lecz nieustannie podróżowali po swoim rozległym państwie, regularnie zatrzymywali się właśnie w takich grodach jak połaniecki.

Powołując się na analizę językowo-historyczną i hipotezę badawczą wybitnego historyka, profesora Franciszka Piekosińskiego (1844-1906) dowiadujemy się, że w latach 1001-1033 komesem, czyli zarządcą tego grodu, mógł być niejaki Połanek, syn Połana. Należy jednak jasno stwierdzić, że nie ma jednoznacznego potwierdzenia tego faktu w dokumentach historycznych. A wskazane ramy czasowe wynikają jedynie z prób osadzenia procesów powstawania grodów za czasów Bolesława Chrobrego lub Mieszka II, a nie z twardych dowodów archiwalnych. Profesor Piekosiński, wysnuł nawet teorię, zgodnie z którą to właśnie od imienia tego wczesnego zarządcy cała miejscowość i gród wzięły swoją dzisiejszą nazwę. Lokalna legenda głosi, że postać ta mogła zostać obwołana przywódcą podczas pradawnego wiecu, który miał się odbyć na wzgórzu w rejonie dzisiejszego Kopca Kościuszki. Innym wczesnym, znanym z imienia zarządcą tych ziem był kasztelan Mirosław, pieczętujący się herbem Lubowla. W tym przypadku mamy historycznie potwierdzenie tego faktu.

Organizacja życia wokół wczesnopiastowskiego centrum opierała się na systemie osad służebnych. Ponieważ załoga grodu i dwór kasztelański nie zajmowali się uprawą roli, musieli być utrzymywani przez wyspecjalizowane wioski, zlokalizowane w niedalekiej odległości. Sieć ta była starannie zaplanowana np. Rybitwy to wieś położona blisko rzeki, której głównym, przypisanym zadaniem było regularne dostarczanie na dwór świeżych ryb, stanowiących istotny element ówczesnej diety. Z kolei Winnica, zlokalizowana nad samym ujściem Czarnej do Wisły, na dobrze nasłonecznionych zboczach, słynęła z uprawy winnej latorośli. To tutaj, z miejscowych winogron, wytłaczano wino przeznaczone na stoły grodzkich dostojników.

Obraz tego tętniącego życiem miejsca przed epoką lokacyjną uzupełniają odkrycia archeologiczne. Współcześnie, w krajobrazie Połańca dominuje potężna bryła elektrowni, jednak podczas jej budowy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a następnie w latach dziewięćdziesiątych, badacze natrafili na niezwykle bogate ślady dawnego życia, sięgające nawet epoki kamienia, brązu i żelaza. Prawdziwym przełomem było jednak wydarzenie z 2005 roku, kiedy to doszło do osunięcia się ziemi ze zbocza Winnej Góry. Odsłoniło ono wspaniale zachowane pozostałości wczesnośredniowiecznej półziemianki z XI lub XII wieku, wyposażonej w autentyczne, kamienne palenisko. Znaleziska, które dziś można częściowo oglądać w lokalnej Galerii Kościuszkowskiej, bezsprzecznie potwierdziły, że tak zwany „Okop w Winnicy” i tereny przyległe były rozległą, pierwotną lokalizacją przedlokacyjnego Połańca. Był to model nazywany przez historyków “dwubiegunowym podgrodziem”, gdzie życie toczyło się w nisko położonym grodzie oraz na okolicznych wysokich wzgórzach.

Jednak świat powoli się zmieniał. Władza oparta wyłącznie na sile wojskowej i przymusowych daninach ze wsi służebnych stawała się przestarzała. Nadchodził czas miast, rzemiosła i wolnego handlu, a zwiastunem tych przemian były pierwsze przywileje, które docierały do osady na długo przed koronacją Kazimierza Wielkiego.

Zmierzch kasztelana, świt wójta

Droga Połańca od prastarej, zamkniętej twierdzy do wolnego, kupieckiego miasta rozpoczęła się w epoce rozbicia dzielnicowego. Przemiany ustrojowe w Polsce owego czasu polegały na stopniowym przechodzeniu od wczesnośredniowiecznego ustroju opartego na kasztelaniach do nowoczesnego ustroju miejskiego, w którym dominowały zasady prawa niemieckiego.

Historia samorządności połanieckiej rozpoczyna się oficjalnie w XIII wieku. Datą przełomową jest tu 18 lipca 1264 roku. Wtedy to panujący książę krakowski i sandomierski, Bolesław Wstydliwy (1226-1279), wydał oficjalny dokument lokacyjny, w którym nadawał w dziedziczenie stanowisko wójta w mieście Połańcu Mikołajowi. Mikołajbył synem Bartłomieja, pełniącego niegdyś również funkcję połanieckiego wójta. To wydarzenie ma kolosalne znaczenie dla zrozumienia tego, jak ewoluowało lokalne społeczeństwo. Władza terytorialna powoli zaczęła wyślizgiwać się z rąk surowych wojskowych komesów i kasztelanów, a przechodziła w ręce dziedzicznego urzędnika – wójta, który zajmował się administracją i dbał o rozwój rodzącego się ośrodka miejskiego.

Kolejny ważny krok na drodze do niezależności poczynił ojciec Kazimierza Wielkiego, sam król Władysław Łokietek. Miało to miejsce 16 stycznia 1321 roku, w okresie niezwykle niespokojnym dla państwa, krótko po stłumieniu groźnego zbrojnego buntu mieszczan krakowskich, kierowanego przez wójta Alberta. W owym czasie Połaniec miał wójta o imieniu Maciej (będącego prawdopodobnie synem lub wnukiem wspomnianego wyżej Mikołaja). W przeciwieństwie do rebeliantów z Krakowa, wójt połaniecki wykazał się ogromną lojalnością wobec walczącego o zjednoczenie kraju Łokietka. W nagrodę za te oddane usługi i wierność w dobie kryzysu, król, przebywając na zamku w Sandomierzu, wydał niezwykle ważny przywilej. Pozwalał on Maciejowi na zakładanie i lokowanie na prawie niemieckim zupełnie nowych wsi na podległych mu, rozległych terytoriach. Na mocy tego dokumentu dziedziczni wójtowie założyli wtedy między innymi potężną, istniejącą do dziś wieś Rudniki oraz osadę ukrytą głęboko w lasach, zwaną Szczeką.

Te wczesne nadania, choć szczodre, były dopiero zaledwie przedsmakiem wielkiej fali prosperity. Połaniec rósł w siłę demograficzną, ale jego fizyczne ułożenie, rozproszone pomiędzy rzeką, wzgórzami a starym wałem grodzkim, stawało się coraz większym problemem. Miasto nie mogło się rozwijać, mając za sąsiada wroga potężniejszego niż obce armie. Tym wrogiem była rwąca, nieprzewidywalna i niszczycielska potęga Wisły.

Jak król Kazimierz Wielki wyjął miasto z rzeki

Aby w pełni docenić to, co król Kazimierz Wielki zrobił w połowie XIV wieku, należy uświadomić sobie, jak wyglądało codzienne życie mieszkańców dawnego Połańca. Stare miasto i podgrodzie, skupione wokół wysokiego brzegu Wisły oraz na wzgórzu zwanym Winną Górą, było miejscem szalenie niebezpiecznym. Średniowieczna Wisła nie była rzeką uregulowaną, powstrzymywaną przez nowoczesne wały przeciwpowodziowe i tamy. Był to dziki, potężny żywioł, który po każdej srogiej zimie i po intensywnych wiosennych opadach podnosił się o wiele metrów, tworząc gigantyczne, porywiste powodzie.

Niszczące działanie wezbranych wód uderzało prosto w miękkie skarpy po stronie Połańca. Ziemia była tu stale narażona na wypłukiwanie. W efekcie rzeka z roku na rok coraz brutalniej podmywała strome brzegi, co prowadziło do dramatycznych obsuwisk ziemi. Domy, zagrody, rzemieślnicze warsztaty, a być może nawet części starych fortyfikacji, co pewien czas dosłownie zapadały się w nurt rzeki, grzebiąc dobytek całych pokoleń. Słynny polski kronikarz, Jan Długosz (1415-1480), w swoich zapiskach wspominał nawet legendy i przekazy mówiące o tym, że najstarszy grodek znajdujący się na Winnej Górze ostatecznie runął do koryta rzeki, ulegając całkowitemu zniszczeniu przez siły natury. Gwałtowne i nieprzewidywalne zmiany szerokiego koryta Wisły paraliżowały bezpieczny handel i groziły fizyczną eksterminacją społeczności.

Kazimierz Wielki widząc tę beznadziejną walkę człowieka z żywiołem, około roku 1350 podjął decyzję, która z dzisiejszej perspektywy wydaje się być aktem geniuszu urbanistycznego. Król zdecydował o całkowitym przeniesieniu miasta. Akcja nazywana w terminologii prawniczej translokacją lub relokacją miasta, polegała na wyznaczeniu przez geometrów królewskich zupełnie nowej siatki ulic w innym, bezpiecznym miejscu i przeniesieniu tam całego życia gospodarczego i społecznego.

Monarcha zarządził, by nowy Połaniec został przesunięty z niebezpiecznego, wysokiego brzegu dzikiej Wisły, w głąb lądu w cichą, płaską i znacznie bezpieczniejszą dolinę rzeki Czarnej. To nowatorskie posunięcie zakończyło czas istnienia “dwubiegunowego podgrodzia” rozsianego na wzgórzach i przy mokradłach. Jak mawiali późniejsi historycy, król dosłownie wyjął miasto z ciasnej doliny i niewygodnego wzgórza, by na surowym, ale stabilnym korzeniu stworzyć jeden, zwarty, nowoczesny organizm miejski. O dawnej potędze miejsca nad Wisłą przypominać miała już tylko ubożejąca dzielnica rolnicza jaką było przedmieście, które na stałe przyjęło nazwę Winnicy. Z biegiem czasu przyroda dokończyła dzieła. Stary gród zaczął popadać w zapomnienie, a intensywne rolnictwo i upływ czasu zatarły po nim większość widocznych śladów.

Centrum nowo wytyczonego Połańca stanowił rynek. I to nie byle jaki. Średniowieczni urbaniści wyznaczyli wielki plac mający formę nieregularnego prostokąta. Jego wymiary budziły respekt. Wynosiły aż 185 metrów długości na 82,5 metra szerokości. Z placu w sposób uporządkowany i przewidywalny rozchodziły się promieniście wszystkie nowe ulice. Ulice wyznaczały z kolei działki pod budowę mieszczańskich domów, które w owym czasie, podobnie jak w większości polskich miast, budowano wyłącznie z drewna.

Wielka inwestycja miała głęboki sens strategiczny. Nowy Połaniec stał się ważnym, bezpiecznym przystankiem na tak zwanej „drodze królewskiej”, czykli najważniejszej trasie komunikacyjnej i dyplomatycznej, która łączyła królewski Kraków z Sandomierzem. Wędrowni kupcy, posłowie, a także zbrojne orszaki nie musieli już bać się noclegów w niestabilnych warunkach. Jak pokazują późniejsze kroniki, to właśnie przez ten bezpieczny układ miasta, chętnie gościli w nim w kolejnych dekadach najważniejsi władcy i książęta polscy. Nocowała tu królowa Elżbieta (siostra Kazimierza), a później także Jadwiga Andegaweńska oraz słynny pogromca Krzyżaków, król Władysław Jagiełło.

Złoty wiek gospodarczy

Fizyczne przeniesienie całego miasta i budowa setek nowych, drewnianych domostw na planie nowego rynku było operacją nieprawdopodobnie wręcz kosztowną. Aby ufundować to przedsięwzięcie, król musiał wyposażyć lokalną społeczność w narzędzia, które pozwolą jej szybko się wzbogacić. Za panowania Kazimierza Wielkiego Połaniec przeżył prawdziwy, niespotykany dotąd rozkwit nie tylko urbanistyczny, ale i samorządowy. Zbiegło się to w czasie z wielkimi przemianami społecznymi. Powoli wygasał autorytet dawnego urzędu wojskowego kasztelana. Jego funkcja przekształciła się z czasem w zaszczytną, ale tylko tytularną godność senatorską, która ostatecznie wygasła dopiero wraz z rozbiorami Rzeczypospolitej.

Pieczęć, o średnicy 35 mm, datowana jest na czasy panowania Kazimierza Wielkiego, na co wskazuje charakterystyczny krój liter.

Pełną władzę zarządczą w mieście zaczęła sprawować nowoczesna i elastyczna rada miejska. W przeciwieństwie do dawnych królewskich mianowańców, w jej skład wchodzili rajcowie, którzy byli powoływani bezpośrednio poprzez wybory dokonywane przez samych mieszkańców. To był milowy krok w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Na czele tejże rady zasiadał wybierany burmistrz. Rada posiadała pełne prawo do podejmowania decyzji z zakresu spraw sądowych (mogła orzekać kary na rzemieślników i awanturników), finansowych (zarządzała miejskim skarbem i uchwalała lokalne podatki komunalne) oraz gospodarczych (kontrolowała ceny, miary i wagi na rynku). Trwałość i profesjonalizm tej instytucji potwierdza fakt, że posługiwała się ona oficjalnymi znakami urzędowymi, czego dowodem jest zachowany do naszych czasów odcisk pięknej, piętnastowiecznej pieczęci miejskiej na autentycznym dokumencie pochodzącym z 1449 roku.

Aby jednak radni i burmistrzowie mieli czym zarządzać, król hojnie obsypał miasto przywilejami napędzającymi średniowieczną machinę kapitalizmu. Odbiorcą najhojniejszych z tych aktów był wspomniany wójt Mikołaj, syn pamiętnego rycerza Bartłomieja. Władca, wystawiając dokumenty pergaminowe opatrzone swoimi woskowymi pieczęciami, dał Mikołajowi absolutną wolność na wznoszenie młynów napędzanych nurtem rzeki Czarnej. W epoce, gdzie siła mięśni stanowiła główne źródło energii, młyn wodny był odpowiednikiem dzisiejszej fabryki lub elektrowni. Pozwalał na masowe mielenie zboża na mąkę, przynosząc ogromne zyski. Wójt otrzymał również bardzo cenne monopolowe prawo do swobodnego łowienia ryb na szeroką skalę oraz budowy skomplikowanych zapór wodnych na samej Wiśle.

Król nie zapomniał jednak o najbiedniejszych rzemieślnikach i rolnikach. Na mocy królewskiego dekretu zwykli mieszczanie z Połańca otrzymali wolny dostęp do wielkich, rozciągających się kilometrami lasów książęcych, a w szczególności do słynnego lasu szczeckiego. W średniowieczu las nie był po prostu miejscem spacerów. Był spiżarnią, hurtownią materiałów i źródłem ciepła. Prawa, które im nadano, pozwalały na całkowicie darmowe i pozbawione przeszkód wypasanie swojego inwentarza, bydła, a przede wszystkim trzody chlewnej, która żywiła się spadającymi żołędziami i buczyną. Ludzie mogli swobodnie zbierać grzyby, leśne owoce, a co najważniejsze otrzymali licencję na wycinanie cennego drewna budulcowego, co w świetle konieczności budowy nowych domów po relokacji miasta było warunkiem absolutnie koniecznym, jak i drewna opałowego do przetrwania srogich zim.

Największym jednak klejnotem w koronie królewskich nadań był przywilej handlowy przyznany potężniejącej lokalnej społeczności kupieckiej. Połanieccy kupcy otrzymali niezwykle poszukiwany dokument, zwalniający ich całkowicie, stuprocentowo z obowiązku opłacania wszelkich uciążliwych ceł uiszczanych na lądzie oraz tak zwanych myt wodnych (opłat za przepływ rzeką) na całym gigantycznym terytorium księstwa krakowsko-sandomierskiego. Dzięki temu ich towary stawały się bezkonkurencyjne cenowo w stosunku do towarów innych kupców zrzeszonych w konkurencyjnych gildiach. Co więcej, w dokumencie wprost wspomniano o wyprawach połanieckich wozów kupieckich aż na odległą Ruś, dokąd z olbrzymim zyskiem wywożono i sprzedawano wyborne, grubotkane polskie sukno. To właśnie te pieniądze, monety zarabiane na wschodnich targowiskach, spływały potem na rynek w Połańcu, napędzając tutejsze karczmy, kramy i miejską kasę.

Należy pamiętać, że działania te nie były tylko lokalnym kaprysem władcy, lecz przemyślaną strategią ożywiania gospodarki całego państwa. Dokładnie te same mechanizmy król Kazimierz stosował wobec innych ważnych ośrodków. Wystarczy wspomnieć, że również pod murami zamku w Chęcinach król jeszcze jako namiestnik w 1331 r. umacniał władzę, stymulując potężny rozwój rzemiosła i górnictwa, oparty na lokalnych, chęcińskich złożach metali, by ufundować tam w 1368 roku monumentalny klasztor franciszkanów. Z kolei ta sama pragmatyczna, otwarta polityka króla objawiała się w jego tolerancji i ochronie różnorodności. Świadczy o tym spisany po łacinie dokument wydany 4 lutego 1367 roku dla ormiańskiego biskupa Grzegorza z Lwowa, który to akt gwarantował pokój, wsparcie i swobodę ormiańskim kupcom i osadnikom. Tworzyło to podwaliny pod tolerancyjną Rzeczpospolitą wielu narodów. Polityka kazimierzowska była spójnym, potężnym i wielowarstwowym programem rozwoju.

Nowa świątynia w zupełnie nowym miejscu

Wizjonerstwo królewskie w dobie lokacji nie ograniczało się jedynie do spraw przyziemnych, takich jak cła czy młyny wodne. W świecie ludzi średniowiecza sercem każdego prawdziwego miasta, obok rynku, była świątynia. Życie codzienne, upływ czasu, pory roku, praca i odpoczynek – wszystko to regulowane było dźwiękiem kościelnych dzwonów i rytmem świąt religijnych.

Dzieje kultu chrześcijańskiego na naszych ziemiach były starsze niż samo nowe miasto i sięgały głęboko w wiek XII. Kiedy Połaniec funkcjonował jeszcze jako podgrodzie, pierwsze, najprawdopodobniej skromne miejsce spotkań chrześcijan znajdowało się wysoko, na wzgórzach Winnej Góry. Stał tam mały, w całości drewniany kościółek pod wezwaniem świętej Katarzyny. Przeniesienie całego organizmu miejskiego około 1350 roku w dolinę Czarnej sprawiło, że stary kościół znalazł się nagle na absolutnych peryferiach z dala od rzemieślników i stracił niemal całe swoje wierne audytorium. Mieszkańcy nowej osady nie zamierzali codziennie wspinać się na niebezpieczne skarpy rzeczne. Przez wieki ta opuszczona na dawnym wzgórzu świątynia zatracała swoje znaczenie. Z czasem została sprowadzona zaledwie do roli miejscowej kaplicy cmentarnej czy okolicznościowej, a jej drewniana konstrukcja pozbawiona bieżącej troski zaczęła ulegać naturalnemu rozkładowi. Ten przygnębiający proces trwał stulecia, aż wreszcie w 1786 roku, z powodu skrajnie zrujnowanego i grożącego zawaleniem stanu, budynek starego kościółka musiał zostać ostatecznie rozebrany.

Rozumiejąc wagę religii jako spoiwa nowej społeczności, wraz z ufundowaniem i wytyczeniem planu nowego Połańca, król Kazimierz Wielki polecił wznieść tuż obok rynku, nad rzeką Czarną, nowy obiekt. Powołał w ten sposób do życia nową parafię i nową, wspaniałą jak na tamte czasy świątynię pod wezwaniem świętego Marcina z Tours (św. Marcina Biskupa). Budowla, drewniana i solidna, zlokalizowana została blisko centralnego drewnianego mostu prowadzącego do miasta, zapraszając swym majestatem wszystkich przybyszów podążających królewskim szlakiem handlowym.

Jednakże kościół na przestrzeni burzliwych wieków, wielokrotnie padał ofiarą pożaru. Losy parafii św. Marcina to pasmo dramatycznych zniszczeń i wspaniałych, upartych odbudów, w które regularnie musieli angażować się polscy władcy, wykazując poczucie dbałości o spuściznę Piastów. Oryginalny kościół zbudowany na polecenie Kazimierza służył wspólnocie ponad dwa wieki, aż do roku 1562, kiedy to miasto nawiedził katastrofalny pożar, w którym spłonęła większa część Połańca (ze 287 domostw ogień strawił aż 154), a wraz z nim w popiół obróciła się stara kazimierzowska świątynia.

Pamiętając o roli królewskiego miasta, monarcha z dynastii Jagiellonów, Zygmunt August, wkroczył do akcji z pomocą. Nie tylko na osiem lat zwolnił pogorzelców ze wszystkich bolesnych czynszów i opłat ułatwiając odbudowę domów, ale stał się też bezpośrednim fundatorem całkiem nowego kościoła. Dzięki ofiarności władcy w latach 1567–1572 wzniesiono wspaniały, nowy gmach. Aby zminimalizować ryzyko na przyszłość, użyto najwyższej jakości, niezwykle odpornego na szkodniki i czas drewna dębowego oraz modrzewiowego. Potężny, królewski kościół doczekał się wreszcie bardzo uroczystej konsekracji po kilku dekadach, w 1633 roku. Zyskał również zachwycający, murowany element. Na przełomie XVII lub XVIII wieku, staraniem zamożnego chorążego sandomierskiego Stanisława Szembeka dobudowano wspaniałą, murowaną kaplicę (późniejszą kaplicę pod wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej), będącą cennym zabytkiem barokowym i przylegającą do lewego ramienia krzyża nawy, która to kaplica jako jedyna przetrwała do dziś w swojej niemal nietkniętej formie.

Po potężnej restauracji przeprowadzonej pieczołowicie w 1852 r. z inicjatywy światłego duchownego, księdza Piotra Choroszczyńskiego, wydawało się, że kościół przetrwa wieki. Niestety, w noc 12 czerwca 1889 roku uderzył kolejny ogromny pożar. Większość wiekowej, wspaniałej modrzewiowo-dębowej konstrukcji, pamiętającej czasy Zygmunta Augusta uległa straszliwemu spaleniu. Ocalała jedynie wspomniana murowana kaplica ufundowana przez Szembeka. Czasowo wierni zmuszeni byli wznosić modły w dobudowanej obok skromnej, drewnianej prowizorce.

Nie chcąc już dłużej polegać na łatwopalnym materiale, podjęto ambitną i zuchwałą decyzję. Proboszczowie, pod przewodnictwem księdza kanonika Leona Kowalskiego, rozpoczęli w latach 1890-1899 budowę nowego kościoła. Został on ułożony z litych cegieł na klasycznym planie starożytnego krzyża łacińskiego. Do architektury wprowadzono wysoką wieżę, którą pomysłowo wtopiono bezpośrednio w fasadę wejściową, oraz elegancką, małą sygnaturkę wieńczącą sam szczyt potężnego dachu dokładnie na przecięciu nawy głównej z szerokim transeptem. Rozmach ten objawił się w niezwykle dostojnym, przestronnym, trójnawowym wnętrzu, utrzymanym w układzie bazylikowym. Dzieła poświęcenia (konsekracji) tej architektonicznej perły dokonał osobiście znakomity ksiądz biskup Antoni Sotkiewicz 29 lipca 1900 roku, witając symbolicznie na ziemi sandomierskiej w ten sposób zupełnie nowy wiek. Dziś to miejsce zachwyca turystów starannym, neoklasycystycznym wyposażeniem, a wybitne, misterne malowidła ścienne zrealizowane u progu drugiej wojny światowej (w latach 1937–1939) przez sprowadzonego z odległej Łodzi uzdolnionego artystę malarza Wójcika, dodają mu tylko wybitnego waloru wspaniałej i zadbanej sztuki.

Zależność magnacka a trwałość idei

Czasy rozkwitu miast królewskich rzadko trwały bez zakłóceń. Wraz z nadejściem XV wieku i angażowaniem się Polski w coraz większe, niezwykle kosztowne, europejskie konflikty i awantury militarne, ideały silnego, dającego swobodę rzemiosłu państwa stopniowo ustępowały miejsca twardym realiom brutalnej ekonomii wojennej i rosnącej, niezachwianej, egoistycznej wręcz potędze najbogatszej szlachty. Wówczas również i Połaniec, wbrew początkowej opiece ze strony władców, zaczął doznawać na własnej skórze bolesnych konsekwencji uzależnienia słabnącego skarbu państwa od prywatnego pieniądza arystokracji. Całe królewskie starostwo sandomierskie zaczęło bardzo często i niebezpiecznie szybko trafiać z powrotem w prywatne, pazerne ręce jako zabezpieczenie spłaty potężnych, dworskich długów.   

Najbardziej ikoniczny i wymowny wręcz przypadek upadku królewskiej protekcji, z którym musieli borykać się niezależni rajcowie, miał miejsce w 1442 roku. Tron w Krakowie i na dalekich Węgrzech dzierżył wtedy niezwykle młody i niecierpliwy król Władysław III (późniejszy nieszczęsny Warneńczyk, żyjący w latach 1424-1444). Jego obsesją stała się organizacja wielkiej, zbrojnej krucjaty wymierzonej przeciwko rozrastającemu się błyskawicznie imperium Turków Osmańskich. Przedsięwzięcie wymagało niewyobrażalnych ilości twardego pieniądza. Ponieważ jednak potężny ongiś węgierski i polski skarbiec państwowy świecił bolesnymi pustkami, zdesperowany monarcha musiał zwrócić się o pomoc. Udzielił jej bajecznie zamożny polski magnat, wybitny urzędnik i finansista państwowy, Dersław z Rytwian (lata życia 1414-1478), będący członkiem bardzo potężnego i wpływowego na południu kraju klanu rodowego pieczętującego się dumnym herbem Jastrzębiec. Dersław wyłożył na królewską wyprawę potężną w tamtych czasach kwotę gotówkową 2700 grzywien srebra. Aby zabezpieczyć tak szaloną inwestycję finansową, młody król po prostu formalnie i bez skrupułów oddał, czyli zastawił u bogatego arystokraty w zamian za dług, całe żyjące własnym rytmem, kwitnące miasto Połaniec oraz pobliski Osiek.   

Od tego mrocznego, kwietniowego dnia w 1442 roku (dokładnie od 27 kwietnia), wolność wywalczona jeszcze przywilejami w wieku XIV legła w gruzach. Pieniądze pobierane z licznych tuejszych podatków gruntowych i miejskich (od ceł lądowych, przez opłaty rzeczne i monopol na dochodowe młyny wybudowane na rzece Czarnej) zamiast wspierać wspólny, narodowy wysiłek królestwa lub zasilać rozbudowę samego rynku, wpadały szerokim strumieniem bezpośrednio do prywatnej i przepastnej kieszeni rezydującego w swym pałacu magnata i jego świty. Miasto, wyciągnięte z rzeki przez monarchę, stawało się odtąd w znacznej mierze wręcz dojną krową dla jednej rodowej koterii z Rytwian. Losy te bywały czasem jeszcze gorsze. W dokumentach z 1472 roku widnieje ślad, że inny panujący, król Kazimierz Jagiellończyk wręcz zwyczajnie odsprzedał to Połaniec panu Janowi, dziedzicowi z Rytwian.   

Dopiero mądra gospodarka kolejnego z monarchów, zatroskanego o integralność swoich dóbr Zygmunta I Starego, przyniosła pewne wytchnienie. Około 1508 roku król, kosztem wielu zabiegów, wykupił od rytwiańskich rodów magnackich Połaniec, przywracając go formalnie w pełni w objęcia struktur dóbr królewskich. Chcąc naprawić wieloletnie błędy, władca w 1514 roku zniósł wreszcie męczącą i dotkliwą zależność pospolitych obywateli od sądów i jurysdykcji okrutnego często nadzoru starostów zamkowych. Nadał mieszczanom prawdziwy oddech obywatelskich praw i nietykalności, a w czasie bolesnego kryzysu wywołanego pożarem z 1526 roku natychmiast nadał im korzystne wieloletnie zwolnienia celne by zapobiec emigracji podatników z miasta.   

Upływały kolejne krwawe i burzliwe wieki, pełne zbrojnych przemarszów wojsk i uciążliwych kontrybucji podczas mrocznego stulecia “Wielkiej Wojny”, zjazdów, obozowisk zimowych sławnej husarii idącej pod bitwę chocimską i zniszczeń szwedzkiego potopu z siedemnastego wieku. Okrutne burze zrównały w tamtym ciężkim okresie z ziemią resztki prastarego, pamiętającego komesa Połanka grodu na starym brzegu Wisły. Z biegiem dekad stary gród w Połańcu wpadł w totalne zapomnienie zatarte przez mroki dziejów. Rynek wybudowany z dala od złowrogiej i mętnej Wisły w spokojnym cieniu, wytrzymał bezwzględną siłę uciekającego czasu.

Od tamtego historycznego, kwietniowego poranka 1333 r. na Wawelu, związanego z koronacją minęło już blisko siedem stuleci. Bez względu na czas postać Kazimierza Wielkiego wciąż rzuca długi cień na ulice Połańca. Spoglądając dzisiaj na Plac Uniwersału Połanieckiego, widzimy dowód na to, że prawdziwa wielkość władcy nie mierzy się jedynie liczbą wygranych bitew ale przede wszystkim troską o bezpieczeństwo i dobrobyt poddanych.

Król Kazimierz III Wielki swoją decyzją o relokacji Połańca, dał mu fundamenty, które przetrwały wiele tragicznych wydarzeń, w postaci powodzi, pożarów, wojen i magnackiej chciwości. 693. rocznica koronacji i 716. rocznica jego urodzin to dla nas okazja, by przypomnieć, że historia Połańca to opowieść o nieustannym odradzaniu się. Dokładnie w ten sam sposób, jak odrodziło się królestwo polskie pod ręką ostatniego Piasta. Wisła wciąż płynie tym samym rytmem, ale dzięki decyzjom podjętym w XIV wieku, my tu i teraz możemy spokojnie patrzeć w jej nurt, m.in. stojąc na wybetonowanym brzegu przy dawnej przeprawie promowej na Winnicy czy też przejeżdżając mostem w kierunku Mielca.

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...