
Mówi się, że historia miasta to nie tylko daty i bitwy, ale przede wszystkim ludzie. Pan Tadeusz, mieszkaniec ulicy Zrębińskiej, był postacią, która łączyła w sobie skromność codziennej pracy z niezwykłą pasją, wykraczającą daleko poza horyzont połanieckich pól. Wielu z nas zapamięta go jako pracownika z GS-u, człowieka dobrego, uczciwego i o wysokiej kulturze osobistej. Ale Pan Tadeusz miał też drugie oblicze – był „połanieckim przepowiadaczem pogody”.

o smutny dzień dla lokalnej społeczności, szczególnie tej związanej ze “starym Połańcem”. Dziś na cmentarzu przy ulicy Osieckiej pożegnaliśmy człowieka, który był żywą częścią krajobrazu Połańca – Pana Tadeusza Trybuszewskiego (1944-2026). W krótkim wpisie chciałbym przybliżyć sylwetkę tej nietuzinkowej postaci tym, którzy w ogóle go nie znali lub też znali go tylko z widzenia, oraz przypomnieć go tym, którzy pamiętają go z dawnych lat.
Urodził się 5 sierpnia 1944 roku. Interesował się astronomią od dziecka. Kiedy był mały, w harcerskim czasopiśmie “Świat Młodych” zaczytywał się w artykułach na temat astronomii. Niedługo potem kupił swoją pierwszą lornetkę. Odkąd pamiętał, interesowała go astronomia i prognozowanie pogody. Ta pasja pozostała do końca. Na co dzień dbał o porządek na placu GS przy ul. Zrębińskiej, jednak jego oczy rzadko patrzyły tylko pod nogi. Pan Tadeusz patrzył w niebo i obserwował przyrodę z uwagą, której mogliby mu pozazdrościć dyplomowani meteorolodzy. W archiwalnym reportażu redaktora Władysława Bobka z „Tygodnika Nadwiślańskiego” z 1982 roku (zamieszczonym na końcu artykułu) Tadeusz Trybuszewski tak opisywał swoją metodę:
Podstawą dla mnie jest przede wszystkim słuchanie i patrzenie na przyrodę. Ale patrzeć też trzeba umieć, by widzieć więcej niż inni i wyciągać wnioski. Cały świat roślinny i zwierzęcy ma swoje “barometry”.
W jego ogrodzie nie było nowoczesnych satelitów, ale był maszt z kierunkowskazem wiatru, termometr. I co najważniejsze – niezwykła intuicja. Wiedział, że obfite wrzosy zwiastują srogą zimę, a zamykający się kwiat mleczu to pewny znak deszczu za kilka godzin. Jego wiedza nie była ludowym zabobonem. To była głęboka, poparta latami obserwacji znajomość biologii i fizyki atmosfery. Sam podkreślał, że pomyłki zdarzały mu się głównie przy próbach opisania całego roku, ponieważ szczegółowe prognozowanie długoterminowe jest wyjątkowo trudne. Specjalizował się jednak w prognozach miesięcznych, a jego skuteczność potwierdziły spektakularne sukcesy, takie jak przewidzenie wielkiej wody w 1997 roku czy okresów suszy.
Pasja Pana Tadeusza nie ograniczała się tylko do przydomowego podwórka. Był uznanym autorytetem. Jego prognozy publikował prestiżowy „Zielony Sztandar”, a później także lokalny „Tygodnik Nadwiślański”, który nazywał go „Wicherkiem z Połańca”. To, co czyniło go postacią wyjątkową, to jego niezaspokojona ciekawość świata. Mimo że sytuacja rodzinna nie pozwoliła mu na wyższe studia, Pan Tadeusz nigdy nie przestał się kształcić. Został członkiem Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii w Krakowie. Sam konstruował urządzenia do obserwacji nieba – marzył o własnym teleskopie typu Newtona, by móc „bujać w nieskończonym wszechświecie”. I udało mu się zrealizować to marzenie. Przy obserwacji nieba korzystał z własnoręcznie zbudowanego teleskopu Newtona oraz lunetę, za pomocą prenumerowanego od ponad dwudziestu lat miesięcznika “Urania” wydawanego przez Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii w Krakowie. PTMA użyczyło mu również soczewek oraz pewnych części, bez których nie byłby w stanie zbudować tych przyrządów.
W dzisiejszym, pędzącym świecie, postać “Wicherka” przypomina nam o wartościach, które powoli odchodzą w zapomnienie. Był mężem (śp. żona Marianna), ojcem trzech synów (Stanisława, Tadeusza i Benedykta) i dziadkiem. Swoją postawą pokazywał, że autorytet buduje się nie stanowiskiem, a wiedzą i charakterem. Zapamiętam go jako człowieka, do którego każdy mógł podejść na rynku i zapytać: „Panie Tadeuszu, jaka będzie zima?”. A on, z właściwą sobie kulturą, odpowiadał, zawsze opierając się na znakach, które dawała mu ukochana natura.
Są w życiu pewne rzeczy, których nie da się kupić za żadne pieniądze: szacunek i honor. Jego kapitałem była wiarygodność. W Połańcu, gdzie wszyscy się znają, na autorytet pracuje się każdego dnia, każdym „dzień dobry” powiedzianym sąsiadowi, każdą rzetelnie wykonaną godziną pracy w GS-ie i każdą prognozą pogody, która, choć wypowiedziana skromnie przy płocie na Zrębińskiej, sprawdzała się lepiej niż te z wielkiego świata. Honor w wydaniu Pana Tadeusza to była przede wszystkim zgodność słowa z czynem. Jeśli mówił, że przyroda daje znaki, to on te znaki badał z niemal naukową pieczołowitością. Nigdy nie koloryzował, nie szukał taniej sensacji. Jego pasja do astronomii i meteorologii nie była na pokaz. Wynikała z głębokiej, wewnętrznej potrzeby zrozumienia wszechświata, w którym przyszło mu żyć.
Pan Tadeusz Trybuszewski zapracował na dobrą pamięć o nim przez 81 lat swojego życia. Dla pokolenia naszych rodziców i dziadków był stałym punktem odniesienia. Połaniec stracił nie tylko swojego „Wicherka”, ale przede wszystkim Dobrego Człowieka. Zmarł 17 stycznia 2026 r.
Niech spoczywa w pokoju.
Do zagrody pana Tadeusza Trybuszewskiego wskazała nam drogę pierwsza zapytana na rynku mieszkanka Połańca. Dowodzi to, że “ten od pogody” jest tu powszechnie znany. Rozmowę z panem Trybuszewskim poprzedza „zwiedzenie” wyposażenia tego osobliwego ośrodka meteorologii. Jak na zakres prowadzonych obserwacji i przepowiadania pogody — mówi gospodarz — to urządzeń mam bardzo mało. Tu maszt z kierunkowskazem wiatru, a przy oknie wisi termometr. Była jeszcze luneta na trójnogu, ale pękła w niej soczewka. Pozostały mi tylko własne oczy.
Podstawą dla mnie — kontynuuje pan Tadeusz — jest przede wszystkim słuchanie i patrzenie na przyrodę. Ale patrzeć też trzeba umieć by widzieć więcej niż inni i wyciągać wnioski. W moim przekonaniu cały świat roślinny i zwierzęcy ma swoje „barometry”. Nie wiem wprawdzie, gdzie są one konkretnie umiejscowione, ale dają o sobie znać w charakterystyczny sposób. Pozostaje tylko zauważyć ich sygnały, by powiedzieć, jaka nas czeka pogoda. Wymaga to długich lat obserwacji i znajomości zachowania roślin w różnych warunkach atmosferycznych Widzi pan — kontynuuje nasz gospodarz — jeśli kwitną obficie wrzosy a jarzębina ma dużo owoców a np. w październiku zakwitną jabłonie znak to nieomylny, że będzie zima sroga. Gdy kwiat mleczu w czasie słonecznej pogody zamyka swoją z płatków złożoną koronę, oznacza to, że za kilka godzin spadnie deszcz.
Inne rośliny też przewidują zmianę pogody. Wymienię tu jeszcze cykorię podróżnika (rośnie przy drogach), której kwiat przed deszczem się zamyka. I odwrotnie — w czasie deszczu, jeśli nadchodzi słoneczna pogoda kwiat się rozwija.
Z zachowania się zwierząt ptaków, owadów tez odczytuję pogodę na najbliższe 2-3 dni. Pszczoły potrafią, potwierdza to zresztą nauka, przewidzieć zbliżający się deszcz z dokładnością kilkunastu minut. Duże znaczenie — kontynuuje swoje uwagi pan Tadeusz — ma obserwacja nieba. Wiem, że kiedy gwiazdy migocą („mrugają”) będzie deszcz jeśli migocą nad ranem czeka nas burza. Także i „księżyc gdy jest w lisiej czapie, z taką otoczką — wnet na głowę deszcz nakapie”.
Obserwuje słońce i jego aktywność (plamy na tarczy), chmury, jak też ich rodzaj i kształty. Trzeba mieć bardzo bliski kontakt z taką przyrodą. Trzeba ją pilnie obserwować, powiem — mówi rozmówca — należy ją rozumieć i umieć czytać. Ciągle stawianie sobie pytań wymaga od pana Trybuszewskiego szukania odpowiedzi. Był zdolnym uczniem w szkole podstawowej. Sytuacja rodzinna nie pozwalała mu na kontynuowanie nauki. Trzeba było zdobyć trochę wiadomości z dziedziny rolnictwa i wziąć się do roboty w polu. Wtedy, a było to w połowie lat 60-tych, doszedł do przekonania. ze warunki atmosferyczne są szczęściem lub nieszczęściem rolnika. Bo raz zaleje suche już siano, innym razem woda zabierze plony. Być może, że i to wpłynęło na moje zainteresowania przyrodą i wszechświatem — kontynuuje. Wyobraźnię moją pobudzała literatura z dziedziny astronomii. Zostałem członkiem Towarzystwa Miłośników Astronornii w Krakowie Dzięki temu otrzymałem szkło, które po obróbce przez rzemieślnika z Mielca umożliwi mi wykonanie teleskopu typu Newtona.
Zaciera ręce pan Trybuszewski — to pozwoli mi znowu obserwować niebo. To ogromna przyjemność „bujać” w nieskończonym wszechświecie. Przyznaję, że bardzo potrzebuję jeszcze niektórych prostych urządzeń (barometr, termometr z automatyczną rejestracją temperatury, deszczomierz), które pomogłyby prowadzić dokładniejszą obserwację. Wszystkie dane każdego dnia już od wielu lat (temperatura, stopień zachmurzenia. wielkość opadów itp.) rejestruję na specjalnych arkuszach papieru. Porównania tych danych pozwalają mi przepowiedzieć pogodę na okres miesiąca i dłużej.
— Wobec tego proszę powiedzieć, jaka według pana będzie tegoroczna zima?
— Na pewno będzie mroźna z małą ilością opadów. Wskazuje na to nie tylko upalne i suche lato (takie jeszcze w marcu przepowiedziałem), ale obfite i dorodne owoce jarzębiny.
Pan Trybuszewski publikuje swoje prognozy w „Zielonym Sztandarze”. Twierdzi, z dużą zresztą satysfakcją, że są one lepsze, to znaczy sprawdzają się częściej niż te upowszechniane w radiu i telewizji.
Od października (1982 r. – przyp. red.) „Tygodnik Nadwiślański” też będzie zamawiał miesięczną prognozę pogody u “Wicherka” z Połańca.






