Dzieje miasta Połańca na podstawie relacji z 1881 r. proboszcza parafii św. Marcina Biskupa, ks. Piotra Choroszyńskiego

Łukasz OrłowskiCiekawostki historyczne22 maja, 2026118 Wyświetleń

Grafika ilustracyjna. Oryginalny dokument z 1881 r. autorstwa ks. Piotra Choroszyńskiego jest bezcennym źródłem wiedzy o historii Połańca i jego mieszkańców. Znajduje się w archiwum parafialnym kościoła św. Marcina Biskupa w Połańcu.

Dokumenty z przeszłości Połańca i okolic są głównym źródłem wiedzy o tym, jak żyli dawniej nasi przodkowie. W dzisiejszym artykule chcielibyśmy się z Wami podzielić oryginalnym dokumentem spisanym pod koniec XIX wieku, a dokładniej z lutego 1881 roku.

  • Ks. Piotr Choroszyński (1814–1887), proboszcz parafii św. Marcina Biskupa w Połańcu, spisał szczegółową relację o historii miasta w 1881 roku.
  • W 1264 roku Połaniec oficjalnie otrzymał status miasta na mocy decyzji księcia Bolesława V Wstydliwego.
  • Mikołaj został wyznaczony dziedzicznym wójtem Połańca z zadaniem założenia miasta na prawie niemieckim.
  • Katastrofalna powódź Wisły, prawdopodobnie w wyniku zatoru lodowego, zniszczyła 144 domy starego Połańca.
  • Król Kazimierz Wielki (1310-1370) zdecydował o przeniesieniu miasta Połaniec w nowe, bezpieczniejsze miejsce na królewskich gruntach.
  • Stary cmentarz przy kościele św. Katarzyny na Winnej Górze był podmywany przez Wisłę, co skutkowało osuwaniem się ludzkich szczątków do doliny.
  • Po II rozbiorze Polski rzeka Wisła stała się granicą państwową, oddzielając od parafii połanieckiej wsie takie jak Gliny i Zdaków.
  • Ks. Paweł Złomański (zm. 1695 r.) ufundował dwa folwarki, których dochody przeznaczono na utrzymanie szpitala (przytułku) dla ubogich w Połańcu, działającego skutecznie jeszcze w 1881 roku.

utorem tego szczegółowego opisu naszego miasta był ksiądz Piotr Choroszyński (1814–1887), ówczesny proboszcz parafii św. Marcina Biskupa w Połańcu. Oryginał znajduje się w archiwum parafialnym. Relacja jest bardzo ważna z kilku powodów. Mimo iż czyta się ją dosyć trudno, to jednak i tak jest pełna ciekawostek i faktów.

Ksiądz Choroszyński poza spisaniem ważnych dat, opisał także dokładnie codzienne życie mieszkańców Połańca. Przekazał nam informacje o starych budynkach i zmianach w przyrodzie. Zwrócił uwagę na to, z jakimi problemami borykali się zwykli ludzie. Tekst spisany w 1881 roku jest dziś podstawą do badań nad historią Połańca i okolic. Artykuł rozpoczniemy od źródłowego tekstu, który będziecie mogli Państwo rozwinąć klikając na zakładkę. W dalszej części postaramy się zredagować dokument i podsumować. Życzymy miłej lektury.

Oryginalny tekst ks. Piotra Choroszyńskiego z 1881 r.

Dla pasjonatów, którzy chcą wnikliwie wczytać się w tekst z epoki, poniżej udostępniamy transkrypcję oryginalnego dokumentu ks. Choroszyńskiego zachowanego w kancelarii parafialnej kościoła św. Marcina Biskupa w Połańcu.

Czytaj tekst źródłowy (rozwiń) ↓

Połaniec naprzód kolonia odległej starożytności jak wszystkie osady nadrzeczne jako dające łatwość wyżywienia się z rybołówstwa, mnogości dziczyzny i ptactwa, a także łatwość wyżywienia na porzeczu dobytku i inwentarza.

Potem miasto na mocy przywileju Bolesława Wstydliwego w roku 1264 wydanego na osobę Mikołaja syna Bartka, dziedzicznego wójta upoważnionego do założenia miasta na prawie niemieckim. (Baliński: Staropolska). Kościół pierwiastkowo istniał nad Wisłą na górze. W tem miejscu na którem Kościół stał, dotąd istnieją szczątki kapliczki św. Mikołaja. Cmentarz grzebalny położony był o parę staj od kościoła, także nad Wisłą, o czem do dziś przekonać się można, jak co wiosnę i po dużych deszczach z poderwanego piasku wytaczają się i głowy i inne kości ludzkie na przyległą dolinkę, która uformowała znaczną część góry obsunięta przez podmywanie Wisły. I tradycja niesie, że Wisła płynęła o parę wiorst od dzisiejszego koryta, ale skutkiem zatoru zmieniła koryto do łachy płynącej od wsi Rybitwy i że w tym wypadku zerwała 144 domów skutkiem czego Kazimierz Wielki przeniósł miasto z dawnego na dzisiejsze miejsce, udzielając z gruntów folwarku połanieckiego, do dziś istniejącego, na sadybę miasta. Połaniec ze wsiami Brzozową, Zdziećmi i młynem na rzece Czarnej wraz z Osiekiem, do którego należały wsie: Długołęka, Osieczko, Sucha, Pliska wola, Strzegom, Czajków, Wiązownica, Bukowa, Łęk, Smerdyna, Łukawica i Budy stanowiły dobra stołowe królewskie, z których ostatnie 3 wsie konstytucją sejmową dla wielkich lasów oddane zostały Jerzemu Ossolińskiemu jako kompensata poniesionych kosztów na poselstwo do Rzymu i przez tegoż przyłączone zostały do dóbr jego dziedzicznych Klimontów.

Połaniec stanowił kasztelanię honorową do senatu. Co do kościoła prawdopodobieństwem jest, że Kazimierz Wielki kościół w Połańcu wystawił z drzewa, czy ten zgorzał, czy czasem zniszczony nie wiadomo, co jedno i drugie mogło nastąpić w ciągu 234 lat rachując od daty wstąpienia na tron Kazimierza co miało miejsce w 1333 roku, a datą wystawienia teraźniejszego kościoła 1561 roku, domysł ten popiera r. 1516 die 8 julii w tyle wielkiego ołtarza na mensie murowanej wyryta zatem o 5 lat poprzedziło wystawienie mensy budowę istniejącego dziś kościoła, a więc oczywisty wniosek, ze mensa ta była zbudowana w poprzednim kościele obok drzwi zakrystii, jest tablica z napisem: Altare consecratorum per Illustrissimum et Revererndiss imum D. Thomam Oborski Episcopum Laodicensem Sufraganeum et Canonicum Cracowiensem an. D 1633 die 5 Juli cum religius Sanctororum. Decdicatio Eccelesiae celebratrur Dominica prima post festum Sancti Matthaei (Ołtarz konsekrowany przez Najdostojniejszego Ks. Biskupa Tomasza Oborskiego sufragana i kanonika krakowskiego dnia 5 lipca 1633 r. wraz z relikwiami świętych. Poświęcenie kościoła jest uroczyście obchodzone w I-ą niedzielę po święcie św. Mateusza).

Kościół w Połańcu dziś istniejący zbudowany z drzewa w krzyż łaciński nad rzeką Czarną ma długość łokci 5514, szerokości 32, wysokości 13, mieści w sobie ołtarzy 5, z których pierwszy wielkim zwany wykonany snycerską robotą, a w nim znajduje się Pan Jezus ukrzyżowany, wybornego dłuta, znakomitych rozmiarów o dwu z każdej strony kolumnach. po obu stronach ołtarza znajdują się pięknej rzeźby duże figury św. Grzegorza i Mikołaja, ołtarz zakończa figura Boga Ojca w opromienieniu wybornie wykonanym, a sięgającym samej podsiebitki, ołtarz ten budował x. Antoni Duchnowski, kanonik proboszcz miejscowy w roku 1782. 2-gi przy bocznych wchodowych drzwiach Świętej Anny, stylu bizantskiego zdaje się pochodzić z dawnego kościoła, 3-ci od strony kaplicy św. Biskupa Marcina, patrona Kościoła stanowiący wielki ołtarz przed fundacją dzisiejszego, forma, rozmiary i tradycja to potwierdzają — 3-ci i 4-ty po obu stronach w bliskości wielkiego ołtarza św. Józefa i św. Jana Kantego wybornego pędzla, oba te ołtarze pochodzą ze zburzonej dworskiej kaplicy z Turska fundacji Tarłów, po przejściu tych dóbr w dom Ożarowskich przez dziedziczkę jako protestantkę fundatorkę kapelanii luterskiej w Dużem Tursku i tamże w ogrodzie pochowaną do parafialnego kościoła w Połańcu odesłane zostały. W zakrystii znajduje się obraz Najświętszej Panny szkoły bizanatskiej, który na drzewie pociągniętym masą kredową farbami olejnymi jest malowany — znawcy mówią, że obraz ten jest bardzo starożytny. Kościół w Połańcu co do rozmiarów, jak i czasu swego istnienia jest może jedynem pomnikiem w kraju architektury z drzewa i jako taki dla nagłości uzyskał uwzględnienie władz w roku 1852 odrestaurowania sposobem administracyjnym przy pominięciu formalności do restauracji budowli kościelnych przez władze wskazanych.

Styl o ile się to dało zastosować przy stawianiu kościoła z drzewa jest zbliżony do gotycyzmu z dachem bardzo wysokim i zatem ostrym, bardzo fundamentalnie zbudowanym, wiązania a nader silne tak np. że para krokiew jest 14 sztukami drzewa w różnych kierunkach połączonymi umocnień, a razem w jednej parze krokiew wyniesie drzewa sztuk 16. Wiązania wraz z belkowaniem i podsibitką oparte jest na dwóch słupach dębowych, z których pierwszy gdzie się krzyżuje kościół rozmiarami swojemi zdumiewa – na tej podstawie opiera się kopuła w stylu romańskim bardzo artystycznie zbudowana blacha białą kryta mieszczącą w sobie jak zwykle sygnaturek.

Kościół ten dziś jest cały wewnątrz pomalowany i dla tej przyczyny i innych przytoczonych przedstawia się bardzo zajmująco dobór materiałów, dokładność takowych i roboty przy dbanu o dach i przyciesi zapowiadają długie rwanie tej prześlicznej Boskiej świątyni.

Kościół ten przed dopełnioną dzisiejszą restauracją tak, że był malowany na podsibitkach w prezbiterium w kasetony a w nawie był wymalowany obraz króla ze senatorami obradującymi nad wystawieniem kościoła i przeznaczającego fundusze na postawienie kościoła w Połańcu podsibitka ta już bardzo uszkodzona jako w opuszczonym kościele, w którym się nabożeństwo przez kilka lat nie odbywało i przeznaczonym do rozebrania przy zupełnej restauracji w roku 1852 usunięta nową zastąpiona została. Pierwiastkowe malowanie kościoła wykonał malarz nazwiskiem Chyla vel Chyliński co świadczył napis pomiędzy kasetonami umieszczony.

Groby były prawie pod całem kościołem dla różnych familii fundowane przy restauracji po części dla bezpieczeństwa i mijazmów się wywiązujących zasypane – w jednym z pozostałych niezasypanych grobów spoczywa właściciel wsi Winnica, protoplasta familii Bohuszów rozrodzonych dziś bardzo i w Królestwie a więcej w Galicji Cmentarzy jest 3, pierwszy na górze nad Wisłą jak się nadmieniło po kościele św. Katarzyny, 2-gi przy kościele dzisiejszym, wielką mnogość kości obejmujący a 3-ci za miastem, na którym pochowanie zwłok zmarłych obecnie odbywa; dwa ostatnie oparkanione i w części ostatni obmurowany. Na cmentarzu przy kościele spostrzegać się dają głazy stanowiące niegdyś fundament kościoła szpitalnego św. Ducha, który jako z drzewa i zupełnie zniszczony z początkiem bieżącego wieku rozebranym został. W stronie południowej kościoła odpowiedniej wielkości zbudowana jest dzwonnica z drzewa, mieszcząca w sobie 3 średniej wielkości dzwony. Ze strony północnej kościoła do jednego z ramion krzyża przymurowana jest kaplica w stylu romańskim w ośmiokąt szerokości i długości łokci po 1 i 1/2 w samem świetle mająca z dachem takiego kształtu blachą angielską kryta; na wierzchu jest glorycetta o 6 okienkach; w ołtarzu umieszczony jest obraz N. M. Panny Różańcowej, bractwa od kilku wieków przy kościele istniejącego. Kaplicę tą wystawiła w wieku zeszłym dziedziczka wsi Gliny, dziś położonej w Galicji wówczas należącej do parafii Połaniec. Z drugim podziałem Polski, przy którym Wisła odgraniczała pozostała Polskę, do Galicji od parafii Połaniec odpadły do Galicji wsie: Gliny, Glinki, Ujście, Zdaków, obecnie należące do parafii Gawłuszowice.

A ślady w aktach kościelnych, że folwark i wieś Niekurza były uposażeniem probostwa w Połańcu, które skutkiem żądania ówczasowego biskupa krakowskiego w początku XII wieku przyłączone zostały do przyległych dóbr biskupich w Galicji, a biskup uprosił u króla wydzielenie gruntów na Połańcu, które pod nazwa folwarku Maki były do czasu przejścia na skarb własności kościelnej uposażeniem kościoła w Połańcu. Niektóre fundusze, a mianowicie dziesięciny w r. 1180 weszły w uposażenie probostwa b. kolegiaty sandomierskiej i skutkiem czego proboszcz kolegiaty był patronem (kollatorem) probostwa w Połańcu (Długosz Liber Beneficjorum 1440 r. z tego podwójnego stosunku wynikało, że najczęściej podproboszcz kolegiaty sandomierskiej bywał prezentowany na proboszcza Połańca. Kościół i parafia Połaniec dawniej był obsługiwany przez:
I-proboszcza parafialnego,
II-ego wikariusza
Ill 2-ch mansjonarzy śpiewających Kum de Beatissimo Virgine Maria i
IV przez proboszcza szpitalnego, który przy współdziałaniu wybranego seniora utrzymywał ubogich i szpitalnych w liczbie osób 8, na których utrzymanie przeważnie zapis uczynił x. Paweł Złomański, kanonik sandomierski, rodem z Małego Turska proboszcz w Miechocinie, zakupiwszy ku temu dwa małe folwarki na przedmieściu Żapniowie i w mieście Połańcu – zapis ten i fundacja dotąd się utrzymuje – korzysta z tego funduszu 10 osób ubogich, mieszczących się w domu własnością tej fundacji będącego.



Połaniec, dnia 16/28 lutego 1881 roku
X Piotr Choroszyński, proboszcz Połaniecki

Tekst jest napisany archaicznym XIX w. językiem zgodnie z obowiązującymi wówczas konkretnymi formami gramatycznymi i ortograficznymi (np. pierwiastkowo zamiast pierwotnie. Znajdziemy w nim również przestarzałe słownictwo (np. podsibitka to dzisiejsza podsufitka), dawne jednostki miar (np. wiorsty – dawna rosyjska miara długości). Bez względu na to tekst jest bardzo wartościowym i szczegółowym rysem historyczno-architektonicznym ówczesnego Połańca, ze szczególnym uwzględnieniem dziejów parafii św. Marcina Biskupa.

Pierwotne osadnictwo i gospodarka

Ks. Piotr rozpoczał swoją relację od przedstawienia najdawniejszej historii naszego miasta. Początki Połańca giną w mrokach wczesnego średniowiecza. Ksiądz Choroszyński pisze, że osada ta powstała jako kolonia w bardzo odległej starożytności. W języku dziewiętnastowiecznych badaczy oznaczało to czasy dawne, najpewniej wczesnośredniowieczne. Wybór miejsca na założenie osady był niezwykle przemyślany i opierał się na jednym istotnym elemencie jakim była Wisła. Dla pierwszych mieszkańców rzeka była wszystkim stanowiąc główne źródło pożywienia i okno na świat. Pierwotny Połaniec rozwijał się dzięki bogactwu naturalnemu doliny wiślanej. Kronikarz wymienia precyzyjnie korzyści z takiego położenia. Mieszkańcy mieli stały i łatwy dostęp do pożywienia dzięki rybołówstwu. W tamtych czasach rzeki były pełne ryb, co gwarantowało przetrwanie nawet w latach nieurodzaju.

Kolejnym atutem było bogactwo dzikiej zwierzyny i ptactwa wodnego. Lasy łęgowe rosnące wokół rzeki stanowiły doskonałe tereny łowieckie. Jednak to nie wszystko, bo ogromne znaczenie miały rozległe tereny na dorzeczu. Służyły jako naturalne, bardzo żyzne pastwiska. Wypas inwentarza na tych terenach był łatwy, ponieważ wiosenne wylewy rzeki nanosiły żyzny muł, na którym szybko rosła bujna trawa. Można śmiało stwierdzić, że pierwotny dobrobyt osady opierał się na mądrym korzystaniu z zasobów środowiska. Taki model gospodarki pozwalał na stabilny wzrost liczby ludności. Z małej kolonii osada przekształciła się z czasem w prężny ośrodek. Ten wczesny sukces gospodarczy przygotował grunt pod najważniejszą zmianę prawną w dziejach miejscowości.

Nowe prawo, nowy porządek

Stabilny rozwój osady nadrzecznej został dostrzeżony przez ówczesnych władców. Dokument proboszcza precyzyjnie wskazuje datę, która zmieniła wszystko. W 1264 roku Połaniec oficjalnie zyskał status miasta. Decyzję tę podjął panujący wówczas książę Bolesław V Wstydliwy (1226-1279). Był to trudny czas w historii Polski, niedługo po niszczących najazdach tatarskich. Książęta szukali sposobów na odbudowę i ożywienie gospodarcze swoich ziem.

Przywilej lokacyjny dla Połańca został wręczony człowiekowi imieniem Mikołaj. Z dokumentu dowiadujemy się, że został on dziedzicznym wójtem nowego miasta. Otrzymał także bardzo ważne upoważnienie. Miał założyć miasto na prawie niemieckim. Wprowadzenie prawa niemieckiego nie było tylko zmianą przepisów, a tak naprawdę prawdziwą rewolucją w życiu codziennym mieszkańców. Prawo wprowadzało zupełnie nowe zasady funkcjonowania społeczności. Wcześniej osada rządziła się starym prawem zwyczajowym, a chłopi byli silnie zależni od księcia. Nowe prawo dawało im wolność osobistą. Tworzył się zupełnie nowy stan społeczny – mieszczaństwo.

Zmianie uległ także wygląd samego Połańca. Do tej pory domy stawiano chaotycznie, zazwyczaj tam, gdzie pozwalał na to brzeg rzeki. Lokacja na prawie niemieckim oznaczała wprowadzenie porządku. Wójt Mikołaj musiał więc wytyczyć centralny plac, czyli rynek. Od rynku odchodziły regularne ulice. Wytyczono również działki budowlane dla nowych osadników. Miasto zyskało także własny sąd. Zamiast urzędników książęcych, sprawy mieszkańców rozstrzygała ława miejska, w której zasiadali sami mieszczanie. Mikołaj, jako dziedziczny wójt, stawał się najważniejszą osobą w mieście. Zbierał podatki, przewodniczył sądowi i dbał o porządek, czerpiąc z tego niemałe dochody.

Trudne czasy i upadek starego Połańca

W dalszej części relacji ks. Piotr przechodzi do opisu rozwoju młodego miasta, który nie zawsze przebiegał spokojnie. Zyskanie praw miejskich i regularnej zabudowy przyciągało zarówno kupców, jak i najeźdźców. W historii Połańca zapisał się między innymi krwawy najazd Tatarów w 1507 roku. Tego typu wydarzenia niosły ze sobą ogromne zniszczenia i konsekwencje dla rozwoju demograficznego i gospodarczego. Nasze miasto wielokrotnie podnosiło się z ruin po najazdach wroga, ale najgorszy kataklizm w jego historii nie nadszedł ze strony obcych wojsk. Przyniosła go rzeka, która wcześniej dała osadzie życie.

Współcześnie rzeki są w dużej mierze uregulowane. W dawnych wiekach Wisła, a nawet Czarna, były jednak dzikim, nieprzewidywalnym żywiołem. Ksiądz Choroszyński przytacza w swoim opisie starą, przekazywaną z pokolenia na pokolenie tradycję. Według niej dawniej Wisła płynęła zupełnie innym korytem, oddalonym o kilka wiorst od jej obecnego biegu. Wiorsta to dawna miara odległości, równa nieco ponad jednemu kilometrowi. Oznacza to, że dawny Połaniec leżał w zupełnie innym miejscu względem dzisiejszego głównego koryta rzeki.

Tragedia, która całkowicie odmieniła losy miasta, wydarzyła się prawdopodobnie podczas wczesnowiosennych roztopów. Doszło wtedy do nagłego zatoru na rzece. Kry lodowe i spiętrzona woda zablokowały naturalny przepływ Wisły. Woda, szukając ujścia, z ogromną siłą zmieniła swój bieg. Rzeka nagle skierowała się do starego koryta, zwanego łachą, które płynęło od strony wsi Rybitwy. Skutki tego zjawiska były apokaliptyczne. Rwący nurt uderzył prosto w zabudowania miejskie. Ksiądz podaje wstrząsającą liczbę: woda “zerwała”, czyli dosłownie zmyła z powierzchni ziemi, aż 144 domy. W tamtych czasach domostwa budowano z drewna, więc nie miały one żadnych szans w starciu z potężną falą powodziową.

Zastanówmy się nad samą skalą tej tragedii. Liczba 144 domów to potężna strata dla średniowiecznego organizmu miejskiego. Przyjmując średnią liczbę domowników na poziomie kilku osób, mówimy tu o nagłej utracie dachu nad głową dla niemal tysiąca ludzi. Cały dobytek, zapasy żywności, warsztaty rzemieślnicze. Wszystko to zniknęło pod wodą. Był to cios, po którym miasto w tym konkretnym miejscu nie mogło się już podnieść. Stara lokalizacja okazała się śmiertelną pułapką.

Kazimierz Wielki buduje nowe miasto

W obliczu tak dramatycznego zniszczenia, połaniecka społeczność nie poradziłaby sobie sama. Wymagana była interwencja z samego szczytu władzy państwowej. Na szczęście na tronie polskim zasiadał wówczas król Kazimierz Wielki (1310-1370). Władca słynął z mądrej polityki gospodarczej i troski o rozwój miast w swoim królestwie. Wiec zniszczenie ważnego ośrodka nad Wisłą nie umknęło jego uwadze.

Król podjął radykalną, ale jedyną słuszną decyzję. Postanowił o całkowitym przeniesieniu miasta w nowe, bezpieczniejsze miejsce. Zrozumiał, że odbudowa na starym, podmokłym i zagrożonym kolejnymi powodziami terenie mija się z celem. Pod nową sadybę miejską (osadę), jak to zaznaczył ks. Choroszyński, władca przeznaczył część własnych, królewskich gruntów. Ziemie pochodziły z folwarku połanieckiego, który, co ciekawe, przetrwał i istniał jeszcze w czasach proboszcza Choroszyńskiego w XIX wieku.

Dalsze działanie króla było kompleksowe. Zapewnił nową przestrzeń do życia, a w szczególności zadbał o potrzeby duchowe ocalałych mieszkańców. Z przekazów wynika, że to właśnie król Kazimierz Wielki wybudował w nowym Połańcu pierwszy drewniany kościół nad Czarną. Ksiądz Choroszyński zaznacza jednak, że nie wiadomo dokładnie, co się z nią później stało. Nie ma pewności, czy pierwszy kościół spłonął w pożarze, czy też zwyczajnie uległ zniszczeniu na skutek starości materiału. Budowle drewniane miały ograniczoną żywotność, jednak fundacja królewska dała miastu nowy początek.

Makabryczny spektakl na Winnej Górze

Wspomnienia zniszczonego przez rzekę starego miasta powracały do mieszkańców w dość makabryczny sposób przez kolejne stulecia. Rzeka nie przestała pracować nad kształtem doliny. Najbardziej poruszającym fragmentem relacji księdza Choroszyńskiego jest opis dawnego kościoła i cmentarza. Najstarszy kościół św. Katarzyny w Połańcu stał pierwotnie na wysokiej górze zwanej Winną Górą. Wokół tego dawnego kościoła, w odległości zaledwie “paru staj” (niewielka odległość wynosząca zazwyczaj kilkaset metrów), funkcjonował stary cmentarz grzebalny. Przez setki lat chowano tam naszych przodków. Teren znajdował się również tuż nad samą rzeką. I to właśnie bliskość wody okazała się z czasem zgubna.

Dzikie, nieuregulowane koryto Wisły nieustannie pracowało, podmywając piaszczyste brzegi. Szczególnie niszczycielskie były okresy wiosenne oraz czasy po ulewnych, długotrwałych deszczach. Wezbrana woda z impetem uderzała w piaszczysty klif góry cmentarnej. Efektem tego ciągłego podmywania były potężne osunięcia ziemi. Znaczna część góry po prostu zapadła się i uformowała na nowo.

Dla ówczesnych mieszkańców widok musiał być zatrważający. Ksiądz Choroszyński opisuje z niezwykłym realizmem przerażające zjawisko. Każdej wiosny i po większych opadach, z osypującego się piasku prosto na przyległą dolinę dosłownie “wytaczały się głowy i inne kości ludzkie”. Nurt wyrywał z ziemi szczątki dawnych Połańczan. Dla ludzi tamtej epoki, bardzo religijnych i szanujących miejsca wiecznego spoczynku, był to prawdziwy dramat. Osuwający się cmentarz stanowił ciągłe wyzwanie. Wymagał z pewnością zbierania kości i dokonywania ponownych pochówków. Za każdym razem przypominano sobie o potędze żywiołu, który zabrał ludzoim nie tylko domy, ale nawet spokojny sen po śmierci.

Rzeka zaczyna dzielić

Ale dzieje Połańca to, poza samymi zmaganiami z naturą, bolesne zderzenie z wielką polityką mocarstw europejskich. Pod koniec XVIII w. Polska zniknęła z mapy Europy. Rozbiory przyniosły drastyczne zmiany w życiu lokalnych społeczności. Granice nowych, wrogich państw przeprowadzano często w sposób sztuczny, przecinając dawne szlaki i rozrywając wielowiekowe więzi. Tak też stało się w Połańcu.

Po II rozbiorze Polski rzeka Wisła przestała być jedynie szlakiem handlowym. Stała się pilnie strzeżoną granicą państwową. Oddzieliła ona ziemie polskie od terenów Galicji, które znalazły się pod panowaniem austriackim. Woda, która niegdyś łączyła oba brzegi i dawała życie, teraz stała się murem dzielącym rodziny, znajomych i partnerów biznesowych. Dla połanieckiej parafii konsekwencje tego podziału były niezwykle bolesne i wymierne. Ksiądz Choroszyński dokładnie odnotował straty terytorialne. Od starej parafii zostały odłączone duże, prawobrzeżne wsie. Poza granicą znalazły się Gliny, Glinki, Ujście oraz Zdaków. Miejscowości z dnia na dzień znalazły się w innym państwie. Administracja kościelna musiała dostosować się do nowych realiów politycznych. Odcięte kordonem granicznym wsie nie mogły już przynależeć do Połańca. W czasach spisywania opisu, czyli w 1881 roku, przypisano je do nowej parafii w Gawłuszowicach po galicyjskiej stronie.

Najlepszym dowodem na to, jak silne były wcześniejsze więzi obu brzegów rzeki, jest historia jednej z kaplic w połanieckim kościele. Powstała ona jeszcze w XVIII wieku, czyli w czasach przedrozbiorowych. Została ufundowana przez zamożną dziedziczkę ze wsi Gliny. Kobieta naturalnie uważała Połaniec za centrum swojego życia religijnego i społecznego. Zmiana granic sprawiła, że w XIX wieku potomkowie fundatorów mieszkający w Glinach mieli ogromne problemy, by swobodnie odwiedzać kaplicę swoich przodków. Podział na zabory był nie tylko dramatem narodowym. Był on serią tysięcy małych, lokalnych tragedii. Niszczył handel regionalny, utrudniał zawieranie małżeństw i dzielił parafie, czego Połaniec jest doskonałym i bardzo smutnym przykładem.

Fundacja ks. Pawła Złomańskiego

Mimo politycznych i naturalnych przeciwności, w dawnym Połańcu niezwykle sprawnie działały mechanizmy pomocy słabszym. Przed nastaniem czasów nowoczesnych, to na Kościele spoczywał niemal całkowity obowiązek opieki nad chorymi, kalekami i starcami. Zapiski księdza Choroszyńskiego ukazują bardzo dobrze zorganizowany i przemyślany system pomocy ubogim.

Dawniej w Połańcu funkcjonowała rozbudowana instytucja parafialna. Personel duszpasterski składał się z proboszcza oraz jego pomocnika, czyli wikariusza. W mieście służyło także dwóch specjalnych duchownych, zwanych mansjonarzami. Ich rola polegała na codziennym, uroczystym chwaleniu Boga i śpiewaniu pieśni na cześć Matki Bożej. Kronikarz zapisał, że śpiewali oni pieśń Cum de Beatissima Virgine Maria. Taka oprawa liturgiczna świadczyła o sporym znaczeniu miasta. Jednak najważniejszą postacią z punktu widzenia opieki społecznej był tak zwany proboszcz szpitalny.

W dawnej Polsce szpital nie był miejscem leczenia chorób, jak rozumiemy to dzisiaj. Był to przytułek, schronienie dla osób, które nie mogły same zapracować na chleb. Byli to starcy, osoby z niepełnosprawnościami oraz samotni, pozbawieni opieki rodziny. Proboszcz szpitalny kierował właśnie takim miejscem. Nie robił tego jednak sam. Do pomocy miał wybranego spośród mieszkańców miasta seniora. To gwarantowało kontrolę nad wydatkami i łączyło wysiłek Kościoła z zaangażowaniem zwykłych obywateli. Ich wspólnym zadaniem było zapewnienie dachu nad głową i posiłków dla 8 najuboższych i najbardziej chorych osób w przytułku.

Tak zorganizowany system nie działałby bez odpowiednich funduszy. Utrzymanie 8 osób kosztowało niemało. Pieniądze na ten szlachetny cel zabezpieczył w przeszłości bardzo hojny człowiek. Był nim ksiądz Paweł Złomański (zm. 1695 r.). Pochodził z miejscowości Tursko Małe i pełnił prestiżową funkcję kanonika sandomierskiego. Zamiast rozdawać pieniądze jednorazowo, dokonał bardzo mądrej inwestycji. Za własne środki kupił dwa niewielkie folwarki rolnicze. Jeden z nich znajdował się na przedmieściu zwanym Żapniowem, a drugi mieścił się bezpośrednio na terenie miasta Połaniec.

Model okazał się genialny w swojej prostocie. Folwarki produkowały żywność, wytworzone w ten sposób plony z pól i dochody ze sprzedaży nadwyżek trafiały w całości na potrzeby szpitala. To gwarantowało stały dopływ środków bez względu na chwilowe trudności. Co jest absolutnie wyjątkowe w tej historii, to trwałość całego przedsięwzięcia. Mimo wojen szwedzkich, pożarów, rozbiorów państwa i zmieniających się rządów, dzieło księdza Złomańskiego przetrwało wieki. Gdy ksiądz Choroszyński pisał swój raport, fundacja ta nadal, z wielkim powodzeniem działała. Z jej funduszy korzystało na stałe aż 10 ubogich osób. Mieszkali wspólnie i bezpiecznie w domu należącym do fundacji. Jest to piękny przykład dawnej solidarności społecznej, która potrafiła oprzeć się próbie czasu.

Działalność ks. Piotra Choroszyńskiego

Aby w pełni zrozumieć kronikę z 1881 roku, trzeba przyjrzeć się w szczególności samemu autorowi. Ksiądz Piotr Choroszyński nie był zwyczajnym, prowincjonalnym duchownym. Dlatego też w przyszłości postaramy się stworzyć artykuł tylko o jego postaci. Żył w latach 1814-1887. Jego sylwetka to doskonały przykład człowieka, który łączył powołanie kapłańskie ze świetnymi umiejętnościami zarządzania gospodarczego, a wszystko to spajała wielka miłość do ojczyzny.

Autor opisu pochodził z bardzo bogatej, dobrze sytuowanej rodziny z Iłży. Posiadanie własnego majątku i odpowiednie wykształcenie pozwoliło mu na zdobycie cennego doświadczenia. Ksiądz samodzielnie zarządzał kilkoma dużymi folwarkami. Znał się na uprawie ziemi, hodowli, handlu i organizacji pracy. Miał żyłkę prawdziwego biznesmena.

Te niezwykłe, jak na duchownego, talenty nie uszły uwadze władz kościelnych. Ówczesny biskup sandomierski miał do niego tak ogromne zaufanie, że powierzał mu najtrudniejsze misje gospodarcze w całej diecezji. Ksiądz Piotr sprawdzał się w działaniu w najtrudniejszych warunkach. Doskonałym przykładem była sytuacja z 1861 roku. Biskup sandomierski Józef Michał Juszyński (1793-1880) budował wówczas nowy pałac biskupi w Sandomierzu i pilnie potrzebował dobrych materiałów budowlanych. Misję ich sprowadzenia zlecono proboszczowi z Połańca. Ksiądz Choroszyński znakomicie wywiązał się z zadania. Wraz z ks. Aleksandrem Malanowiczem (1816-1893) osobiście zorganizowali sprowadzenie ogromnych transportów drewna z zagranicy, prosto z zaboru austriackiego, czyli z Galicji. Wymagało to nie tylko znajomości rynku drewna, ale ogromnego sprytu w pokonywaniu przeszkód celnych i granicznych na Wiśle. Był prawdziwym “przedsiębiorcą w sutannie”.

Represje po Powstaniu Styczniowym

Niestety dobrze zapowiadająca się kariera gospodarcza duchownego zderzyła się z brutalną rzeczywistością polityczną. Lata 60. XIX wieku to w Polsce czas gorącego patriotyzmu, buntu przeciwko carskiej władzy i wreszcie wybuchu w 1863 r. Powstania Styczniowego. Ksiądz Choroszyński był gorącym patriotą. Jawnie wspierał polskie dążenia wolnościowe, co szybko zwróciło uwagę władz zaborczych. Nie ukrywał on swoich sympatii chętnie angażując się w manifestacje patriotyczne, które dodawały otuchy uciśnionemu narodowi. Dla carskich urzędników policyjnych stał się wrogiem publicznym. W oficjalnych, tajnych raportach władz rosyjskich widniał pod złośliwym pseudonimem “nieprawomyślnego fanatyka”. Oznaczało to człowieka niebezpiecznego, który podburzał lud i absolutnie nie godził się na rosyjskie panowanie. Była to łatka, która w tamtych czasach oznaczała kłopoty z prawem, ciągłą inwigilację, a często więzienie lub zsyłkę na Sybir.

Wobec księdza Choroszyńskiego Rosjanie zastosowali inną, równie dotkliwą karę. Postanowili go zniszczyć finansowo. Uderzyli w to, w czym był najlepszy tj. w jego zasoby majątkowe. Po upadku zbrojnego buntu, zaborca masowo stosował tzw. odpowiedzialność zbiorową. Zmuszano bogatych Polaków do płacenia ogromnych kar, zwanych kontrybucjami. Chodziło o ograbienie polskiego społeczeństwa z oszczędności, aby nie miało już siły na kolejne bunty.

W lutym 1865 roku na proboszcza połanieckiego nałożono ogromne kary. Powód był absurdalny i okrutny. Jakiś czas wcześniej polscy powstańcy styczniowi weszli do Połańca i zabrali na potrzeby rządu narodowego pieniądze z kasy miejskiej. Zaborca uznał, że brakującą kwotę ma pokryć “nieprawomyślny fanatyk”. Proboszcz musiał więc zapłacić z własnej kieszeni aż 229 rubli lokalnej kontrybucji. To jednak nie był koniec szykan, gdyż Rosjanie postanowili ukarać go dodatkowo. Dołożyli mu kolejną karę w wysokości 100 rubli. Tym razem była to grzywna za to, że inni powstańcy skonfiskowali pieniądze z rosyjskich kas państwowych w dalekim Sandomierzu. Ksiądz Choroszyński nie miał z tym napadem nic wspólnego, ale zaborca kazał mu za to zapłacić. Strach pomyśleć, jaki rachunek zaborca wystawiłby mu w kolejnych miesiącach. Gdyby w Warszawie nagle wylała rzeka, ksiądz prawdopodobnie musiałby sfinansować z własnej kieszeni osuszanie bulwarów przy Cytadeli.

Kwota 329 rubli w latach 60. XIX wieku stanowiła ogromny majątek. Gdybyśmy mieli to przeliczyć na współczesne pieniądze, mówimy o kwocie w przedziale od 100 000 zł do nawet 130 000 zł. Dla zwykłego rzemieślnika w mieście była to suma wręcz astronomiczna, często przekraczająca wieloletnie dochody z ciężkiej pracy. Fakt, że władze uważały, iż proboszcz zdoła to zapłacić, dowodzi jak bardzo sprawnym był gospodarzem na swoich folwarkach. Zaborca celowo uderzył w niego, aby złamać opór lokalnej elity. Jednak ks. Choroszyński przetrwał ten terror. Pozostał na swoim stanowisku, dbał o ubogich z dawnej fundacji Złomańskiego i 16 lat później spisał dokument, z którego m.in. dziś czerpiemy całą tę wiedzę.

Znaczenie dokumentu z archiwum parafialnego

Relacja proboszcza z 1881 r. jest czymś znacznie więcej niż tylko starymi papierami z kościelnego archiwum. Jest przede wszystkim niesamowitym źródłem pisanym do zrozumienia procesów, które ukształtowały dawne ośrodki nadwiślańskie. Z analizy wyłania się spójny obraz Połańca, który musiał ciągle walczyć o przetrwanie.

Po pierwsze, widzimy jak ogromny wpływ na człowieka miała potęga natury. Rzeka dawała początkowo dobrobyt i pożywienie, co pozwoliło osadzie urosnąć do rangi miasta z prawem magdeburskim w 1264 roku. Ta sama rzeka zniszczyła jednak stary Połaniec. Powódź i zator lodowy zmyły 144 domy, zmuszając króla Kazimierza Wielkiego do budowy miasta w nowym, bezpieczniejszym miejscu. Makabryczny widok osuwającego się cmentarza nad rzeką i ludzkich kości staczających się do doliny przypominał mieszkańcom, że z żywiołem nie da się ostatecznie wygrać.

Po drugie, dokument doskonale pokazuje mechanizmy wsparcia społecznego, gdy nie istniały jeszcze państwowe systemy emerytalne czy zdrowotne. Szpital prowadzony przez specjalnego proboszcza i miejskiego seniora był azylem dla najsłabszych. Mądrość fundatora, który zakupił folwarki, by dochód z ziemi wiecznie żywił biednych, zasługuje na najwyższe uznanie. Niewiele instytucji charytatywnych potrafiło przetrwać stulecia wojen i grabieży. A ta w 1881 roku wciąż z powodzeniem utrzymywała 10 pensjonariuszy w dedykowanym domu.

Po trzecie, tekst uświadamia nam zgubne skutki wielkiej polityki dla małych ojczyzn. Sztuczna granica po II rozbiorze przecięła żywy organizm społeczny. Odcięcie wsi prawobrzeżnych Glin i Zdakowa od Połańca oznaczało bolesne zerwanie więzi rodzinnych i ekonomicznych.

Ostatnim, ale niezwykle ważnym morałem płynącym z tego tekstu jest historia samego autora. Ksiądz Piotr Choroszyński uczy nas, że gospodarność i przedsiębiorczość może i powinna iść w parze z miłością do kraju. Płacąc w 1865 roku potężną karę 329 rubli kontrybucji za straty rosyjskie w czasie Powstania Styczniowego, zapłacił wysoką cenę za to, że pozostał wierny swoim przekonaniom i popierał naród walczący o wolność. Dzięki jego staraniom, pasji do historii i dbałości o dokumenty, dzisiaj każdy miłośnik dziejów może poznać fascynujące losy Połańca. Cześć Jego pamięci!

Osobom bardziej zainteresowanym historią kościoła polecamy dwie ciekawe publikacje wydane przez Towarzystwo Kościuszkowskie w Połańcu pod redakcją Mieczysława Machulaka (1958–2022). Obie dostępne są w Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej im. Adama Mickiewicza w Połańcu. Pierwszą z nich jest książka „Z dziejów parafii pw. św. Marcina w Połańcu” z 2000 r. Zachęcamy do lektury, w której znajdziecie m.in. relację ks. Choroszyńskiego oraz inne wartościowe materiały. Drugą pozycją są „Dzieje parafii Połaniec do końca XVIII wieku” z 2006 r. autorstwa Sylwestra Gołębiowskiego. Jest ona klasyczną, cenną monografią historyczna, która skupia się na najstarszym i najdłuższym okresie funkcjonowania parafii, sięgając do najgłębszych korzeni miasta i lokalnego Kościoła.

Jesteśmy bardzo ciekawi co może kryć w sobie jeszcze więcej połanieckie archiwum kościlne i sama księga parafialna? Skoro znajdują się w niej takie relacje jak ks. Choroszyńskiego, to możemy być niemal pewni, że kolejne zapisy stanowią prawdziwą kapsułę czasu. Mamy nadzieję, że zarówno dawne relacje księży jaki księga parafialna parafii św. Marcina Biskupa odsłonią przed nami jeszcze niejedną taką tajemnicę. Mamy nadzieję, że kiedyś uda się nam ją zobaczyć na żywo.

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...