Dezerter z Wehrmachtu, Niemiec z pochodzenia, dołączył do Armii Krajowej, by walczyć po stronie polskiej

Łukasz OrłowskiGaleria zasłużonych24 sierpnia, 2025231 Wyświetleń

Brał udział w wielu akcjach bojowych oddziału partyzanckiego „Jędrusie” i, jak z dumą podkreślał, nigdy nikogo nie ranił.

Manfred Zänker (1926-2007) ps. "Malutki" był postacią ciekawą. Wyróżniał się też wyglądem: wysoki, łysy z wąsami à la Salvadore Dali, broda niemal do pasa i rosyjskim akcentem wyczuwanym nawet wtedy, gdy mówił po angielsku czy niemiecku. Był więźniem Stalina i Hitlera. Uciekł z Wehrmachtu do legendarnego oddziału "Jędrusie" latem 1944 roku, tuż przed rozpoczęciem Akcji "Burza".

yciorysy naznaczone wojną często opowiadają o wyborach moralnych, o zmaganiu się z systemami totalitarnymi i poszukiwaniu własnej ścieżki w chaosie. Niewiele jednak historii jest tak paradoksalnych i bogatych w zwroty akcji jak ta Manfreda Zänkera, Niemca z pochodzenia, który stał się partyzantem w polskim lesie, a po ucieczce od Hitlera trafił do łagrów Stalina. Jego los, choć początkowo tragiczny, stał się ostatecznie świadectwem pojednania i triumfu humanizmu nad ideologicznymi podziałami. Manfred Zänker, znany w partyzantce jako „Malutki”, to postać, której opowieść wykracza poza czarno-białe kategorie i zmusza do refleksji nad skomplikowaną naturą historii.

Pacyfista w sercu III Rzeszy 

Manfred Zänker urodził się 22 lutego 1926 roku w Budziszynie. Pochodził z zamożnej rodziny, a jego ojciec, Oswin Zänker, był wysoko postawionym działaczem NSDAP (Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników). Wstąpienie do partii drastycznie odmieniło losy jego rodziny. Z obwoźnego handlarza Oswin stał się zarządcą dużego domu towarowego, co wzbudziło w nim głęboką wdzięczność i lojalność wobec reżimu. Wyobrażał sobie, że jego syn będzie kontynuatorem idei i aktywnie włączy się w budowę „narodowej ojczyzny”. 

Jednak Manfred miał inne plany. Od wczesnych lat był pacyfistą, co pozostawało w jawnej sprzeczności z przekonaniami i pozycją ojca. W 1938 r. jako 14-latek znalazł się w szeregach Hitlerjugend. Nie interesowała go wojskowa musztra ani „zabawa w wojnę”. Czuł awersję do ideologii nazistowskiej, która miała mu pozostać na zawsze. Zamiast tego wolał spędzać czas na obserwowaniu roślin i zwierząt, a jego pasją było zbieranie motyli i zamiłowanie do biologii i przyrody. Notoryczne wagarowanie z zajęć Hitlerjugend było pierwszym, symbolicznym aktem oporu przeciwko systemowi totalitarnemu. Wybory Zänkera nie były nagłym zrywem, lecz konsekwencją jego pacyfistycznego nastawienia, które ukształtowało jego postawę na długo przed tym, zanim musiał podjąć bardziej dramatyczne decyzje.

W 1942 roku, mając zaledwie osiemnaście lat otrzymał wezwanie do służby w hufcu pracy w okolicach Gdańska. Zdeterminowany, by uniknąć służby wojskowej, podjął desperacką próbę ucieczki do Szwajcarii. Pociągiem dotarł do Bregencji nad Jeziorem Bodeńskim a stamtąd do Feldkirch przy granicy szwajcarsko-austriackiej. Został jednak schwytany i skazany na trzy miesiące aresztu. Jego pomysłowość ujawniła się już wtedy, gdy na rozprawie sądowej wyjaśnił, że uciekał, aby dołączyć do elitarnego Afrika Korps feldmarszałka Rommla. Po uwolnieniu ojciec zabrał go prosto do hufca pracy we Frauensterin pod Dreznem. Pracował tam przez pół roku harując przy melioracji pól. Lecz to tylko wzmocniło determinację młodego Manfreda.

W nowej jednostce szybko zyskał reputację największego symulanta. Doskonale opanował sztukę udawania chorób, stosując wyrafinowane techniki, takie jak pocieranie termometru, by podnieść temperaturę ciała, ale nie przekraczając 38°C, co mogłoby wzbudzić podejrzenia lekarzy. Symulował nawet atak zapalenia wyrostka robaczkowego, co doprowadziło do operacji. Traktował szpital jako lepszą alternatywę niż codzienną musztrę i wojskowe ćwiczenia. Po powrocie do zdrowia uniknął wysłania na front, trafiając do Przemyśla, gdzie służył jako goniec batalionowy. W połowie 1943 roku został szeregowcem w Batalionie Saperów 154. Dywizji Piechoty, a jego umiejętności w udawaniu chorób były tak przekonujące, że przełożeni wysłali go na dwutygodniowe leczenie do sanatorium w Krynicy. To właśnie tam, pośród rannych żołnierzy, zaczął uczyć się języka polskiego, nieświadomy, jak bardzo przyda mu się to w niedalekiej przyszłości. Jego życie było nieustanną serią ucieczek i unikania służby. Celem nie była walka, lecz przeżycie za wszelką cenę. Heroizm nie leżał w brawurze bojowej, ale w sprycie, pomysłowości i moralnej konsekwencji, która nie pozwalała mu stanąć po stronie reżimu.

Z Wehrmachtu do „Jędrusiów”

Na przełomie 1943 i 1944 roku, w obliczu zbliżającego się do polskich granic frontu, został przeniesiony z Budziszyna do Sandomierza, gdzie jego jednostka miała za zadanie zabezpieczać strategiczne obiekty infrastrukturalne, takie jak tory kolejowe, drogi i mosty. W 1944 roku jego głównym zadaniem było pilnowanie Polaków kopiących okopy. To luźne zajęcie stworzyło mu szansę na nawiązanie kontaktów. Kluczową postacią, która odmieniła jego losy, był Tadeusz Pfeiffer, żołnierz Armii Krajowej, biegle władający językiem niemieckim. Zänker poprosił go o pomoc w pisaniu listów do polskiej dziewczyny, w której się zakochał. Regularne wizyty w stołówce prowadzonej przez matkę Tadeusza, panią Irenę Pfeiffer, cementowały tę znajomość, a Manfred zaczął zwierzać się ze swoich wojennych perypetii i pacyfistycznych przekonań.

Oddział „Jędrusiów” w Lasach Turskich. Fot. Wikimedia.

W Sandomierzu, po raz pierwszy od nieudanej ucieczki do Szwajcarii, odżyła w nim myśl o dezercji. Tym razem jednak miał dokąd uciec – okoliczne lasy roiły się od polskich partyzantów z legendarnego oddziału “Jędrusie”. Członkowie AK bacznie go obserwowali i zgłosili jego sprawę szefowi wywiadu obwodu opatowsko-sandomierskiego Armii Krajowej, Leonowi Torlińskiemu „Kretowi”, który przed wojną był oficerem wywiadu. Przyjęcie Niemca do konspiracji było wyjątkowym ryzykiem, dlatego „Kret” postawił Zänkerowi twarde warunki: zostanie przyjęty, jeśli przyniesie ze sobą trzy karabiny maszynowe. Taki warunek nie był jedynie transakcją, ale swoistym testem lojalności. W warunkach wojennych zaufanie nie mogło być ślepe. Zänker musiał udowodnić swoją wolę i odwagę, a jednocześnie dostarczenie nowej niemieckiej broni wzmacniało siły partyzantów.

Dezercja miała miejsce 12 czerwca 1944 roku. Manfred uciekł wraz z dwoma innymi żołnierzami: Ślązakiem Jerzym Pyką oraz Robertem Tomanem z Lotaryngii, zabierając ze sobą znaczną ilość uzbrojenia: amunicję, pięć pistoletów Walther oraz trzy karabiny maszynowe MG-42. Ich łup był wyjątkowo duży. Z całej trójki tylko Manfred został przyjęty do oddziału. Fakt ten świadczy o tym, że nie chodziło tylko o zdobycie broni, ale o osobiste zaufanie do Zänkera, który udowodnił, że jest godny zaufania. Dezercja nie była ucieczką od odpowiedzialności, ale ucieczką ku niej. Porzucił służbę w zniewalającym systemie, by walczyć o wolność u boku tych, którzy mieli w sobie na tyle odwagi i determinacji, by oprzeć się reżimowi. Zbiedzy zostali przyprowadzeni na partyzancką kwaterę w Smerdynie przez kapitana Leona Torlińskiego. Nowymi towarzyszami zbiegów zostali Józef Bojanowski “Walter”, który był szefem specjalnej sekcji likwidacyjnej wykonującej wyroki śmierci na Niemcach i konfidentach. Po przyjęciu do oddziału otrzymał pseudonim „Malutki”. Był to ironiczny żart partyzantów, biorąc pod uwagę jego niemal dwumetrowy wzrost. Trafił do plutonu pod dowództwem Zbigniewa Kabaty „Bobo”.


Latem 1944 roku przybyło nam w oddziale trzech nowych ludzi – dezerterów z Wehrmachtu. Jednym z nich był Manfred Zänker. Uciekli do partyzantów, bo groziło im skierowanie na front wschodni. Byli młodzi, chcieli żyć. Manfred wogóle do wojny miał osobliwy stosunek: zawsze starał się trzymać jak najdalej od walki, od strzelania do innych. Z tego też powodu u „Jędrusiów” nie wyróżniał się specjalnie.

— Mieczysław Korczak.

Jak wspomina Jerzy Lech Rolski „Babinicz”, Zänker od początku zaznaczył, że nie zamierza strzelać, ponieważ chciał po prostu przeżyć wojnę. Mimo pacyfistycznego nastawienia, jego wkład w życie oddziału był nieoceniony i niekonwencjonalny. Zänker kradł kury, używając do tego nasączonego spirytusem ziarna, które odurzało ptactwo. By zaimponować kolegom, ukradł nawet konia niemieckiemu dowódcy, który stacjonował w pobliskim majątku. Największe chwile grozy przeżył, jednak gdy po zachorowaniu na czerwonkę dochodził do zdrowia w Białym Ługu. Niespodziewanie w majątku pojawili się niemieccy żandarmi. „Malutki” udawał wówczas robotnika i pokazał im dokumenty stwierdzające, że jest wysiedleńcem z Warszawy, co pozwoliło mu uniknąć aresztowania.

Odyseja przez ZSRR

W styczniu 1945 roku oddział „Jędrusiów” złożył broń po rozwiązaniu Armii Krajowej, a Manfred był o krok od zrealizowania swojego celu, czyli przeżycia wojny. Sytuacja skomplikowała się jednak po wkroczeniu Armii Czerwonej. Zänker nie mógł przyznać się, że jest Niemcem, ani ujawnić swojej przynależności do Armii Krajowej. Za namową kolegów podał się za angielskiego lotnika z Cardiff, którego samolot został zestrzelony. Rosjanie, wierząc w jego historię, zawieźli go do Częstochowy, gdzie przetrzymywano brytyjskich jeńców. Następnie przetransportowano go najpierw do Mielca, później do Lwowa, a na końcu do Kijowa w celu skonfrontowania z przedstawicielami armii brytyjskiej.

Łubianka, obecna siedziba FSB, niegdyś KGB i NKWD w Moskwie. Tu przetrzymywano Manfreda Zänkera. Fot. Wikimedia.

Niestety, jego opowieść nie wytrzymała testu. Gdy poproszono go o wymienienie stacji na linii kolejowej Londyn – Cardiff, nie potrafił odpowiedzieć. Anglicy uznali go za rosyjskiego szpiega i odesłali do ambasady Wielkiej Brytanii w Moskwie, skąd ostatecznie trafił do osławionego więzienia NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) na Łubiance. Wspominał, że warunki na Łubiance nie były najgorsze. Miał łóżko i pościel, a także zapewnione jedzenie. Jednak zagrożenie, że zostanie uznany za szpiega, było ogromne. W końcu jego niemiecka tożsamość została potwierdzona po wkroczeniu Armii Czerwonej do jego rodzinnego Budziszyna. 

Chociaż nie był szpiegiem, Sowieci uznali go za „socjalnoopasnyj” (element społecznie niebezpieczny) i skazali na pięć lat łagru na Syberii. W obozie pod Nowosybirskiem, za kradzież siedmiu kilogramów ziemniaków (inne źródła podają, że było to siedem sztuk), otrzymał dodatkowe siedem lat kary – rok za każdy skradziony kilogram (lub sztukę). Ostatecznie został zwolniony z łagru w grudniu 1953 roku, po śmierci Józefa Stalina. Po powrocie do domu w Budziszynie czekała na niego matka. Ojciec, Oswin, popełnił samobójstwo w 1945 roku po kapitulacji Niemiec. W ZSRR spędził łącznie osiem lat, podczas których doskonale opanował język rosyjski. To właśnie ten język, w ironiczny sposób, stał się podstawą jego powojennej kariery i umożliwił mu odniesienie sukcesu w życiu, którego ideologia miała go zniszczyć. 

Powrót i połanieckie wątki w życiorysie “Malutkiego”

Po powrocie do Niemiec, ukończył studia slawistyczne na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim i został tłumaczem przysięgłym języka rosyjskiego. Otrzymał wysokie odszkodowanie za przymusowy pobyt w łagrze. Jego umiejętności okazały się tak cenne, że w swojej karierze tłumaczył dla kolejnych burmistrzów Berlina Zachodniego, w tym dla przyszłego kanclerza Republiki Federalnej Niemiec, Willy’ego Brandta. Historia Zänkera, od pacyfisty w Wehrmachcie, przez dezertera i partyzanta, po więźnia i zaufanego współpracownika politycznego, jest ostatecznym dopełnieniem jego niezwykłej podróży. W 1977 roku przeszedł na emeryturę. Mieszkał w Berlinie, ale miał też wygodne mieszkanie w bawarskim Kaufbeuren. Odwiedzał swoją córkę Gabrielę na Wyspach Kanaryjskich oraz swoich synów.

W latach 90. Manfred Zänker odnowił kontakty z dawnymi kolegami z partyzantki. Regularnie odwiedzał Polskę, a w szczególności sanatorium “Włókniarz” w Busku-Zdroju, miejsce polecone przez Jerzego Lecha Rolskiego „Babinicza”. Miał tam opłacony pokój na cały rok i przyjeżdżał bez zapowiedzi, zostając tak długo, jak miał na to ochotę. Zänker nie odwiedzał Polski z sentymentu do wojny, ale z potrzeby pielęgnowania więzi, które ukształtowały go w najtrudniejszym okresie życia. W 1998 r. w polskiej ambasadzie w Berlinie został odznaczony Krzyżem Partyzanckim nadanym przez Prezydenta RP. Było to wyjątkowe wydarzenie, bo żaden Niemiec poza nim, takiego odznaczenia nie posiadał.

Manfred Zänker (w środku, w dolnym rzędzie) na spotkaniu “Jędrusiów” przy ognisku. Fot. Archiwum TK w Połańcu.

Wizyty Zänkera w Połańcu, gdzie aktywnie kultywuje się pamięć o oddziale „Jędrusiów”, miały szczególne znaczenie. Na spotkania przybywał na zaproszenie Prezesa Związku Kombatantów Oddziału „Jędrusie”, Mieczysława Korczaka (1921-2021). Wsparcia udzielał mu także Mieczysław Machulak (1958-2022), ówczesny sekretarz miasta i gminy, a także prezes Towarzystwa Kościuszkowskiego w Połańcu. Zänker uczestniczył w spotkaniach, w których brali udział również byli żołnierze Batalionów Chłopskich. Mimo niemieckiego pochodzenia, był przyjęty w Polsce z ogromną sympatią. Był uważany za „sympatycznego dziwaka”, który nosił długą brodę à la św. Mikołaj, a czasem golił głowę na zero i mówił mieszanką polskiego i rosyjskiego. Ubierał się bardzo nietypowo np. nie nosił skarpetek, a jego ubrania były pełne kieszeni. Znajdowały się na rękawach, nogawkach i praktycznie wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. Z Niemiec wysyłał paczki z czekoladami i porcelanowymi figurkami, co pokazuje, jak głębokie więzi połączyły go z polskimi przyjaciółmi. 

Historia oddziału „Jędrusiów” jest mocno zakorzeniona w Połańcu. Miasto aktywnie kultywuje pamięć o partyzantach. Pielęgnowana przez lata tradycja uwieńczona została nadaniem w 1999 r. Zespołowi Szkół w Połańcu imienia Oddziału Partyzanckiego AK „Jędrusie”. W szkole znajduje się także Izba Pamięci poświęcona partyzantom, w której zebrano cenne pamiątki, takie jak oryginalny sztandar oddziału, stare fotografie czy osobiste przedmioty członków „Jędrusiów”. Powroty Zänkera do Połańca były więc nie tylko aktem osobistym, ale symbolicznym, międzypaństwowym gestem pojednania. Jak wspominał Mieczysław Korczak, Manfred był u niego jeszcze przez jakies 2 miesiące przed śmiercią. Na starość miał trochę zdziwaczeć, ale cały czas pozostawał tym samym dobrym człowiekiem. Zmarł 16 września 2007 roku w Berlinie, ale jego historia pozostaje żywym świadectwem humanizmu w czasach, gdy był on najbardziej zagrożony.

Warto uzupełnić artykuł o informację na temat książki „Z wizytą u Manfreda”, autorstwa Macieja Andrzeja Zarębskiego. Wydana w 1999 r. przez Staszowskie Towarzystwo Kulturalne, 94-stronicowa biografia opisuje losy Manfreda Zänkera jako przykład odwagi i wierności wartościom, które w czasach wojny postawił ponad przynależność narodową i wojskową.

Ciekawostką jest również to, że jego postać trafiła w 2021 r. do świata wirtualnego. Studio Destructive Creations stworzyło postać Manfreda Raufera w grze “War Mongrels”, inspirując się historyczną postacią niemieckiego żołnierza, Manfreda Zänkera. Miał on pacyfistyczne przekonania, zdezerterował z Wehrmachtu i dołączył do Armii Krajowej. Z kolei jego growy odpowiednik początkowo nie tylko wierzył w nazistowską ideologię, ale był też gotów dla niej zabijać. Zmienił swoje poglądy dopiero, gdy trafił na front wschodni i poznał prawdziwe oblicze wojny.

Od lewej: Tadeusz Pfeiffer, Manfred Zänker | Fot. wierzchu.blogspot.com

Życie Manfreda Zänkera to opowieść o walce o przetrwanie, ale przede wszystkim o konsekwentnym, moralnym sprzeciwie wobec opresji. Losy człowieka naznaczone traumą i nieustanną ucieczką stanowią dowód na to, że nawet w cieniu dwóch największych totalitaryzmów XX wieku, ludzka wola i moralność mogą znaleźć drogę do wolności i godności. Był synem nazisty, który wolał być pacyfistą, uciekł od Hitlera, by paradoksalnie walczyć po stronie polskiej, a w końcu stał się więźniem Stalina, wydanym przez Brytyjczyków. Więzi z partyzantami zbudowane w lesie, w obliczu największego zagrożenia, przetrwały dekady podziałów ideologicznych i politycznych. „Malutki” na zawsze pozostanie w pamięci nie jako żołnierz, lecz jako człowiek, który wolał kraść kury i udawać choroby niż zabijać, a w końcu, po długiej i dramatycznej podróży, wrócił do tych, którzy pomogli mu zachować człowieczeństwo.



Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...