
Dzień dobry! Kontynuując naszą podróż po archiwalnych wydaniach gazet, chcielibyśmy dziś przybliżyć czytelnikom artykuł pt. „Wielka Kariera Małego Połańca”. Ukazał się on w najstarszej, nieprzerwanie wydawanej polskojęzycznej gazecie codziennej na świecie tj. „Dzienniku Związkowym” (znanym również jako Polish Daily Zgoda). Gazeta ta została założona w styczniu 1908 roku w Chicago, od dekad dostarczając najważniejsze informacje Polonii amerykańskiej, głównie w metropolii chicagowskiej. Co ciekawe, od 2009 roku pozostaje ona jedynym polskojęzycznym dziennikiem w “wietrznym mieście”.

wydaniu z 4 czerwca 1974 roku, na którym się dziś skupimy, redaktor Andrzej Dzięgielewski nakreślił imponujący obraz przemiany Połańca. Autor uchwycił przełomowy moment, w którym tradycyjne, parterowe budyneczki zaczęły ustępować miejsca nowoczesności. Na oczach ówczesnych mieszkańców wyrastały nowoczesne osiedla mieszkaniowe, nowe placówki usługowe, szkoły i domy handlowe. Była to niezwykła relacja zza wielkiej wody o tym, jak historyczny Połaniec, symbol walki o wolność z czasów Tadeusza Kościuszki przekształcał się w tętniący życiem, nowoczesny ośrodek miejski. Wszystko to działo się pod okiem architektów, którzy z rozmachem planowali wielką przyszłość tego miejsca. Dla chicagowskiej Polonii była to wieść o tym, że ich Mała Ojczyzna rośnie w siłę.
Nie sposób nie wspomnieć o silnej więzi, jaka spaja te dwa odległe punkty na mapie. W Chicago i innych miastach w USA od pokoleń mieszkali i nadal mieszkają potomkowie osób wywodzących się z Połańca. Cieszymy się, że część z Państwa regularnie odwiedza nasz portal. Dziękujemy za tę obecność i serdecznie Was pozdrawiamy. To budujące, że lokalne dziedzictwo i pamięć o korzeniach sprawiają, iż mimo odległości wciąż pielęgnujecie więź ze swoją Ojczyzną, zarówno tą Dużą, jak i tą Małą.
180 lat temu w Połańcu na Kielecczyźnie Tadeusz Kościuszko ogłosił słynny uniwersał, znoszący częściowo pańszczyznę i przyznający chłopom wolność osobistą. Działo się to w maju 1794 r.
Przez wiele lat Połaniec szczycił się tym faktem jako najważniejszym wydarzeniem w swej długiej, liczącej prawie 1000 lat historii. Od niedawna jednak ta mała miejscowość żyje nie tyle historią, ile przyszłością.
Rozpoczęto tam bowiem budowę największej w Polsce elektrowni. Za pięć lat, po pełnym rozruchu wszystkich bloków energetycznych, elektrownia ta posiadać będzie moc 3100 megawatów. O znaczeniu tej inwestycji najlepiej świadczy fakt, iż obecnie wszystkie polskie elektrownie posiadają moc 16000 megawatów. Połanieckie “3100” będzie więc dla Kraju poważnym zastrzykiem energetycznym. Koszt budowy 9 miliardów złotych.
Elektrownia powstaje w zakolu Wisły, nieopodal miejsca, gdzie niegdyś obozował Kościuszko ze swymi wojskami. Z połanieckiego wzgórza widać pracujące w oddali ciężkie maszyny budowlane. Jeszcze dwa lata temu znajdowała się tam wieś Zawada. Obecnie wioska już nie istnieje. Potężne spychacze zrównały z ziemią domy, stodoły, drzewa.
Rolnikom wypłacono odszkodowania, gwarantując im jednocześnie mieszkania i pracę w elektrowni. Niektórzy skorzystali z tej szansy. Inni wyjechali i za otrzymane pieniądze kupili sobie nowe gospodarstwa.
Niebawem w połanieckim pejzażu pojawią się dwa ogromne, 250-metrowe kominy elektrowni. Zostaną one wyposażone w doskonałe filtry, które będą zatrzymywać 90% pyłów. Okolica nie straci więc swych walorów klimatycznych, a zbierające się w filtrach pyły będą przetwarzane w fabryce betonów komórkowych, która powstanie w pobliżu elektrowni, na elementy budowlane.
Połaniecka elektrownia została tak zaprojektowana, iż będzie wytwarzać energię w oparciu o najtańsze gatunki węgla. Zaopatrywać ją będą dwie śląskie kopalnie. Obecnie buduje się już specjalną linię kolejową, którą nieprzerwanie będzie dowożony węgiel. Gdy bowiem elektrownia ruszy całą swoją mocą, każdego dnia pochłaniać będzie 40 pociągów węgla po 2400 ton każdy.
Z jednej strony Połańca powstają wiadukty i nasypy kolejowe, z drugiej zaś rosną nowe, piękne bloki mieszkalne. Już w lipcu bieżącego roku zamieszkają w nich pierwsi lokatorzy. W przyszłości zaś na osiedlu tym mieszkać będzie 1500 ludzi, czyli nie wiele mniej niż liczy cały dzisiejszy Połaniec.
Elektrownia odmieni więc życie maleńkiej i trochę dotąd zaniedbanej miejscowości. Za kilka lat Połaniec stanie się 15-tysięcznym miastem. Ogromny to awans. Miejscowość ta przecież w ciągu całej swojej historii, nie miała więcej niż 200 domów. W 1980 r. będzie ich tu 10 razy tyle. Znikną małe parterowe budyneczki. Powstaną nowe ulice, place, osiedla mieszkaniowe, nowe szkoły i przedszkola. Wokół smętnie dziś wyglądającego ryneczku wyrosną nowoczesne domy handlowe, a także liczne placówki usługowe i gastronomiczne.
Architektoniczny kształt przyszłego miasta opracowują specjaliści z Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej w Kielcach. Plan zagospodarowania Połańca — po jego wykonaniu — zostanie poddany pod publiczną dyskusję. Mieszkańcy miasta, przed ostatecznym zatwierdzeniem projektu będą mogli zgłosić swoje postulaty i propozycje zmian.
Pomyślano już także o przygotowaniu odpowiednio wykwalifikowanych kadr dla elektrowni. Od września ubiegłego roku, pracuje w Połańcu zasadnicza szkoła energetyczna, do której uczęszcza ponad 100 uczniów. Wkrótce powstanie także technikum elektryczne, gdzie młodzież zdobywać będzie wysokie kwalifikacje, niezbędne przy obsłudze nowoczesnych urządzeń energetycznych. Szkoły te otrzymają zespół budynków, w których znajdować się będą liczne, dobrze wyposażone pracownie specjalistyczne oraz warsztaty.
Parę lat temu, gdy nie wiedziano jeszcze o wielkiej karierze, jaka czeka Połaniec, mieszkańcy tej miejscowości, postanowili uczcić pamięć Tadeusza Kościuszki wzniesieniem niewielkiego pomnika. Powstał nawet komitet społeczny, uzbierano trochę pieniędzy. Potem jednak zmieniono te plany.
— Najlepiej uczcimy Kościuszkę, wznosząc obiekt, który będzie służył ludziom — zadecydowali mieszkańcy Połańca. Niebawem więc tam, gdzie przed laty Kościuszko ogłosił swój uniwersał, powstanie pięknie zaprojektowany przez prof. dr. Wiktora Zina zespół obiektów kulturalno- rekreacyjnych. Tam również urządzona zostanie izba historyczna, gdzie zgromadzone będą pamiątki związane z osobą Naczelnika Powstania.
— Połaniec miał szczęście do słynnych nazwisk — mówią miejscowi ludzie. — Bywali tu niegdyś: królowa Jadwiga, Zygmunt III Waza, Stefan Czarniecki, ale nie miało to wpływu na losy miasteczka. Teraz zjechali inżynierowie i po nich — najtrwalszy zostanie ślad.
red. Andrzej Dzięgielewski.

Gazeta „Dziennik Związkowy Polish Daily Zgoda”, w której udało się nam znaleźć artykuł o Połańcu, działa nieprzerwanie od 118 lat i jest najstarszą polskojęzyczną gazetą codzienną w Stanach Zjednoczonych. Dla wielu milionów Polaków, którzy na przestrzeni lat szukali swojego miejsca za oceanem, była i jest żywą kroniką. Gazeta wystartowała w styczniu 1908 roku w Chicago, mieście nazywanym wówczas „drugą stolicą Polski”. Na początku XX wieku w Chicago mieszkało więcej Polaków niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie, z wyjątkiem Warszawy. Dziennik został powołany do życia przez Związek Narodowy Polski, organizację bratniej pomocy. ZNP wiedziało, że aby polska diaspora mogła rosnąć w siłę, potrzebuje wspólnego głosu. Od samego początku pełniła zatem funkcję informatora, nauczyciela i obrońcy praw imigrantów.
W pierwszej połowie XX wieku gazeta była dla przybyszów z Polski prawdziwym kompasem. Pomagała zrozumieć skomplikowane amerykańskie prawo i uczyła zasad nowej demokracji, a jednocześnie dbała o to, by język ojczysty i tradycje nie zatarły się w procesie asymilacji. W czasach, gdy nie istniał internet, a połączenia telefoniczne z Europą były luksusem, to właśnie na jej łamach Polonia odnajdywała wiadomości z kraju, ogłoszenia o pracy, informacje o formujących się polskich parafiach czy właśnie relację z Połańca o zachodzących tam wielkich zmianach. Gazeta aktywnie wspierała polskie dążenia niepodległościowe i mobilizowała Polonię do pomocy materialnej oraz politycznej dla Ojczyzny.
Artykuł z 1974 roku z pozoru wydaje się zwykłym, mało znaczącym tekstem, jednym z setek podobnych. To jednak tylko złudzenie. Bo tak naprawdę stanowił on fundament pod zupełnie nowy rozdział w relacjach PRL-u z Polonią. Rok 1974 był przełomowy, to wtedy Edward Gierek, jako pierwszy komunistyczny przywódca, odwiedził USA, w Chicago. Od początku XX wieku emigracja zarobkowa z tych okolic kierowała się głównie do Wietrznego Miasta. O emigracji wspominał m.in. śp. Mieczysław Korczak (1921-2021), którego ojciec i wuj wyemigrowali właśnie do Chicago.
Polacy osiedlali się w dzielnicach takich jak Back of the Yards. Pracowali w ekstremalnie trudnych warunkach w chicagowskich rzeźniach. Gęstość zaludnienia, brud i ubóstwo tych dzielnic paradoksalnie wzmacniały więzi wspólnotowe. Emigranci czuli się bezpieczniej w grupie swoich krajan. Z czasem Polonia chicagowska wypracowała potężne instytucje, takie jak Związek Narodowy Polski oraz prasę i „Dziennik Związkowy”. Wiemy, że gazeta ta była czytana z wypiekami na twarzy, gdy Polacy pisali o sukcesach w Polsce, takich jak właśnie budowa elektrowni w Połańcu. Dla emigranta z połanieckiej osady informacja, że jego rodzinne strony stają się sercem energetycznym kraju, była z pewnością formą rekompensaty za trudne lata na obczyźnie.
Współpraca nie ograniczała się jedynie do sentymentów. Polonia z Chicago regularnie wspierała region finansowo, zwłaszcza w okresach wojen i kryzysów. Dziedzictwo to jest kontynuowane do dziś m.in. przez Polonia Song & Dance Ensemble, który od 1991 roku promuje polską kulturę w Illinois, czy festiwal Taste of Polonia, będący największym świętem polskości w USA. W Chicago duch Połańca żyje w parafiach takich jak St. Hyacinth (Jackowo) czy Holy Trinity, gdzie tradycje przywiezione znad Wisły zostały wplecione w amerykański krajobraz kulturowy.
W kontekście transformacji Połańca nie można pominąć wpływu prof. Wiktora Zina, któremu w czerwcu ubiegłego roku poświęciliśmy osobny artykuł. Postać prof. została wspomniana w artykule red. Dzięgielewskiego. Wprawdzie nie projektował samej elektrowni, ale odegrał on ważną rolę w zachowaniu historycznej tkanki miasta. Jako Generalny Konserwator Zabytków w latach 1977–1981, Zin dbał o to, by industrializacja nie zniszczyła bezpowrotnie dziedzictwa kościuszkowskiego. Jego projekty detali architektonicznych, witraży i mozaik w okolicznych świątyniach były próbą zbalansowania surowości betonowych osiedli z pięknem tradycyjnej polskiej sztuki sakralnej. Zin uczył pokolenia budowniczych Połańca, że nowoczesność bez szacunku dla przeszłości jest jałowa, co idealnie współgrało z przekazem płynącym z Chicago o potrzebie pielęgnowania „polskiej duszy”.
„Wielka Kariera Małego Połańca”, ogłoszona przez chicagowską prasę w 1974 roku, jak pokazała historia stała się faktem. Miasto odzyskało prawa miejskie w 1980 roku. Stało się symbolem sukcesu technicznego i organizacyjnego. Mimo wszystko z perspektywy półwiecza widać, że kariera ta ma swoje odcienie szarości. Wszak sukces energetyczny został okupiony dramatem mieszkańców Zawady i nie powstrzymał negatywnych trendów demograficznych. Wielka kariera wciąż trwa, ale jej kolejny etap będzie wymagał tyle samo odwagi, co budowa pierwszego bloku w 1979 roku. Miasto, które przetrwało najazdy tatarów, carskie represje i wielkie powodzie, ma w sobie gen przetrwania, który miejmy nadzieję pozwoli mu przezwyciężyć także współczesne kryzysy. Tradycja Kościuszki, z jej hasłem „żywią i bronią”, znajduje w dzisiejszym Połańcu swoje nowoczesne rozwinięcie „energetyzują i budują przyszłość”, nie zapominając o tym, co było wcześniej.
MATERIAŁ POWIĄZANY:
Nadzieje i lęki mieszkańców Połańca w obliczu wielkiej zmiany, 1974 r.







