
Przenieśmy się dzisiaj do początków XIII wieku. W artykule odnajdziemy odpowiedź jak wielka historia łączy się z losami Połańca. Główną postacią w naszym tekście jest książę Leszek Biały. Poznasz również Mirosława, pierwszego znanego nam kasztelana połanieckiego. Obie te osoby łączy stary dokument z 1224 roku. Z artykułu dowiesz się także, jak wyglądało życie na dawnym targu. Przeczytasz również o głośnej zbrodni. Nagle przerwała ona ten spokojny czas w historii kraju.

dzisiejszym artykule chcielibyśmy zabrać Was do początków XIII wieku. Motywem przewodnim będzie postać księcia sandomierskiego i krakowskiego Leszka Białego (1186-1227). Zobaczymy, jak wielka historia całego narodu splotła się z lokalnymi dziejami Połańca.
Wkroczymy prosto w świat ówczesnej polityki. Poznamy człowieka od zadań specjalnych, Mirosława herbu Lubowla, nazywanego czasem też Mścisławem. Był on pierwszym historycznie znanym i potwierdzonym kasztelanem połanieckim, który w latach 1224-1228 żelazną ręką pilnował kupieckiego porządku w grodzie.
Dokumentem spajającym te dwie postaci będzie pewien pergaminowy akt z 1224 roku. Co dokładnie zapisał w nim książę? Jak wyglądało codzienne życie na połanieckim targowisku? I dlaczego ta wspaniała epoka musiała nagle zakończyć się jedną z najgłośniejszych zbrodni w dziejach Polski? Nie przedłużając życzymy miłej lektury.
W I połowie XIII wieku gospodarka Połańca opierała się na bardzo solidnych, choć surowych fundamentach. Ludność dzieliła się wyraźnie na ludność rolniczą i rzemieślniczo-kupiecką. Praca na roli była niezwykle ciężka i wyczerpująca. Używano bardzo prostych, drewnianych narzędzi. Okucie żelazne było drogie i rzadkie. Ziemia wokół Połańca była jednak na szczęście bardzo żyzna. Okoliczne rzeki dostarczały w obfitości wielkich ryb. Czyste lasy pełne były grubej zwierzyny, grzybów, jagód i miodu z barci. Ludzie żyli w symbiozie z otaczającą, surową naturą.
Rzemiosło rozwijało się tutaj bardzo dynamicznie. Osada przygrodowa powstała przecież właśnie po to, by na bieżąco obsługiwać gród. Rzemieślnicy pracowali codziennie na potrzeby wojska i administracji kasztelańskiej. Kowale rozpalali ogień w paleniskach. Wykuwali końskie podkowy, ostre miecze i żelazne groty strzał. Ich praca była absolutnie niezastąpiona. Bez żelaza nie było obrony. Obok kowali pracowali inni, równie ważni specjaliści.
Bardzo prężnie rozwijało się rzemiosło rogownicze i kościane. Kość zwierzęca była odpowiednikiem dzisiejszego plastiku. Wytwarzano z rogów i kości krowich czy jelenich niezwykle przydatne przedmioty. Robiono zdobione grzebienie, igły, szydła i oprawy noży. Rzemieślnicy potrafili misternie zdobić swoje wyroby. Obok nich pracowali garncarze. Lepili oni naczynia gliniane, najpierw ręcznie, a potem przy użyciu koła garncarskiego. Wypalali je w specjalnych piecach. Kobiety w półziemiankach tkały szorstki len i ciepłą wełnę. Wyrabiały odzież dla całej rodziny.
Zajęciem najbardziej typowym, odróżniającym miasto od wsi, był jednak handel. Handel o charakterze lokalnym skupiał się na wyznaczonym miejscu targowym. Miejsce to stanowiło centralny punkt wymiany. Było ono łatwo dostępne dla wszystkich chętnych. Przybywała tam ludność miejscowa z osady. Przychodzili też regularnie mieszkańcy z pobliskich, leśnych miejscowości. Targi odbywały się zawsze w ściśle określone dni tygodnia. Od tych właśnie dni wzięły później swoje powszechne nazwy liczne polskie miejscowości. Doskonałym przykładem są osady takie jak Środa, Piątek czy Sobótka. Ślady tych dawnych funkcji handlowych przetrwały też w nazwach takich jak Nowy Targ, Stary Targ czy Targowica.
Targowisko połanieckie tętniło głośnym życiem. Każdy chciał tam coś korzystnie sprzedać lub tanio kupić. Rolnicy oferowali swoje naturalne produkty rolne. Ogromnym zbytem cieszyły się upowszechniające się, nowe narzędzia rolnicze. Rzemieślnicy z dumą wystawiali na pokaz swoje najlepsze wyroby. Obok nich działały jatki mięsne. Rzeźnicy sprzedawali tam świeże, surowe mięso. Producenci chleba i placków oferowali swoje pachnące wyroby w drewnianych kramach piekarniczych. Różnorodność towarów na rynku przyciągała kupujących z całej, szerokiej okolicy. Gwar, krzyki kupców i ryczenie zwierząt wypełniały całą przestrzeń.
Połaniec w czasach Leszka Białego absolutnie nie był tylko małym, podrzędnym lokalnym targowiskiem. Miał w skali kraju znacznie szersze, ponadregionalne znaczenie. Wynikało to z jego doskonałego, strategicznego wręcz położenia. Leżał dokładnie na pograniczu dwóch wielkich stref gospodarczych. Pierwszą z nich była północna strefa leśna, pełna dzikich ostępów. Drugą południowa strefa urodzajnej produkcji rolnej żyznej ziemi nadwiślańskiej. Taki styk kultur i gospodarek sprzyjał bogaceniu się.
Teren gwarantował niezwykle dogodne warunki dla szybkiej wymiany handlowej. Z leśnej strony przywożono cenne płody puszczy. Oferowano na sprzedaż jasny wosk, słodki miód i owoce lasu. Zbierano też bardzo drogie skóry dzikich zwierząt. Futra upolowanej w puszczach zwierzyny (kuny, lisy, bobry) były niezwykle pożądanym towarem. W okresie przed rozpowszechnieniem monet, futra pełniły początkowo nawet funkcję twardego pieniądza. Za skórkę kuny można było kupić wiele innych dóbr. Z drugiej strony na rynek trafiały owoce ciężkiej pracy rolnika np. zboże, proso, warzywa i inne środki żywnościowe.
Osada zyskała duże znaczenie na mapie szlaków wodnych i lądowych wczesnego średniowiecza. Rzeki odgrywały w tamtych czasach rolę najlepszych, darmowych autostrad Europy. Połaniec leżał bardzo blisko zbiegu Wisły, Wisłoki i Czarnej. Taki rodzaj węzła hydrologicznego stwarzał najdogodniejsze warunki do podróżowania statkami i łodziami. Łatwo komunikowano się z najodleglejszymi rejonami rosnącego państwa. Transport rzeczny był tani i stosunkowo szybki.
Oprócz rzek, przez sam Połaniec przebiegały niezwykle ważne, przetarte szlaki lądowe. Wzdłuż koryta górnej Wisły biegła bardzo stara, znana od stuleci droga handlowa. Łączyła bogate południowe Niemcy, biegnąc przez czeską Pragę. Szła dogodnie przez Bramę Morawską w stronę Śląska. Przechodziła przez Wrocław i kierowała się na wschód do Krakowa. Z Krakowa biegła traktem przez Sandomierz, przebiegając przez Połaniec, a potem docierała do Zawichostu. W Zawichoście szlak przecinał Wisłę i odważnie zmierzał dalej na wschód. Szedł przez graniczne Czermno nad Bugiem. Prowadził prosto do Włodzimierza Wołyńskiego, a ostatecznie aż do Kijowa, perły Rusi. Istniało też drugie odgałęzienie. Prowadziło ono w stronę Przemyśla i Halicza, biegnąc w górę rzeki San. Szlak ten zwano potocznie trasą czarnomorską.
Wspaniałe, węzłowe położenie przynosiło Połańcowi konkretne owoce. Do osady ciągle docierały egzotyczne, wschodnie towary. Kontakty kupieckie z bogatym wschodem były bardzo silne i regularne. Potwierdzają to z całą mocą współczesne badania archeologiczne. W ziemi, w grodzie i na podgrodziu, znaleziono liczne przedmioty luksusowe importowane bezpośrednio z Rusi Kijowskiej i bogatego Wołynia. Odkryto tam np. przęśliki owruckie tj. ciężarki do wrzecion, wykonane z różowego łupku, wydobywanego tylko w okolicach miasta Owrucz na Rusi. Świadczą one o rozwiniętym tkactwie i wymianie. Znaleziono również bardzo ozdobne, drogie sprzączki lirowate z brązu, służące do spinania pasów, oraz doskonałe kamienne osełki do ostrzenia noży. Ożywione kontakty handlowe, poświadczone bogatym materiałem archeologicznym, znajdują też odzwierciedlenie w nielicznych, ale cennych dokumentach epoki.
Aby w pełni i rzetelnie zrozumieć epokę, w jakiej nagle znalazł się Połaniec na przełomie XII i XIII wieku, musimy koniecznie spojrzeć szerzej. Musimy ocenić ogólną sytuację polityczną całej Polski. Kraj znajdował się wtedy w bardzo trudnym, dramatycznym okresie rozbicia dzielnicowego. Ten fatalny w skutkach podział zapoczątkował słynny testament Bolesława Krzywoustego z 1138 roku. Jedność państwa pękła jak gliniane naczynie. Książęta z rodu Piastów zaczęli brutalnie walczyć między sobą o władzę zwierzchnią nad resztą braci i o złoty tron w głównym Krakowie. Walki te wykrwawiały kraj i niszczyły gospodarkę.
Rok 1191 to wielka data przełomowa dla naszej miejscowości. Uważa się ją powszechnie za oficjalną metrykę urodzin starego, historycznego Połańca. W tym właśnie roku ówczesny książę krakowsko-sandomierski, mądry Kazimierz Sprawiedliwy, wydał ważny dokument z pieczęcią. Książę zrezygnował dobrowolnie ze swojego osobistego patronatu nad kościółkiem świętej Katarzyny w Połańcu. Włączył bogatą połaniecką świątynię, wraz z jej dochodami, do fundacji nowo powstałej Kolegiaty w Sandomierzu.
Książę Kazimierz II Sprawiedliwy, był ojcem naszego głównego, tytułowego bohatera, księcia Leszka Białego. Kazimierz nie cieszył się jednak długo spokojem. Zmarł bardzo nagle i niespodziewanie 5 maja 1194 roku. Śmierć wywołała natychmiastowy, potężny kryzys polityczny w całym państwie. Pozostawił małoletnich synów. Leszek Biały liczył sobie wtedy zaledwie kilka lat, pozostając całkowicie bezbronnym chłopcem. Badacze i historycy oceniają, że miał on wówczas zaledwie około 9 lub 10 lat. Jego matką była Helena Znojemska. Była niezwykle mądrą, przewidującą i bardzo ambitną księżniczką, wywodzącą się z czeskiego rodu Przemyślidów. Na jej barki spadł teraz ciężar utrzymania władzy.
Po nagłej śmierci ojca, ogromną schedę terytorialną podzielono sprawiedliwie między dwóch małoletnich braci. Leszek, jako ten pierwszy i starszy, miał otrzymać najcenniejszą dzielnicę krakowską oraz bliską nam, bogatą ziemię sandomierską. Z kolei jego brat, młodszy Konrad, znany nam z kart historii jako późniejszy, sprawca nieszczęść Konrad Mazowiecki, miał objąć władzę nad północnym Mazowszem i przyległymi Kujawami. Władza polityczna spoczywająca w małych rękach dziecka zawsze budziła niebezpieczną pokusę u starszych, zawistnych krewnych. Sytuacja młodego Leszka na tronie była więc od samego początku szalenie trudna. Na szczęście czuwała nad nim zdeterminowana matka, księżna Helena. Pomagali jej również lojalni dostojnicy zmarłego ojca w osobach wojewody krakowskiego Mikołaja oraz wpływowego biskupa krakowskiego Pełki. Ci dwaj dostojnicy stanowili twardy mur obronny wokół małoletniego władcy.
Zgodnie z pesymistycznymi przewidywaniami doradców, chwiejny pokój w państwie nie trwał długo. Już zaledwie rok po śmierci Kazimierza, w 1195 roku, o swoje rzekome prawa do tronu w Krakowie upomniał się zbrojnie Mieszko III Stary, najstarszy żyjący wówczas Piast i książę w dalekiej Wielkopolsce. Mieszko uparcie uważał, że zgodnie z prawną zasadą senioratu, najwyższa władza należy mu się bezwzględnie tylko z samego urzędu starszeństwa. Zwołał więc zaciężne rycerstwo. Wojska Mieszka uderzyły z ogromną siłą na południe. Walka toczyła się o najwyższą polityczną stawkę.
Armia wielkopolska Mieszka III Starego wkroczyła zbrojnie na spokojną Ziemię Sandomierską latem 1195 roku. Otwarty, bratobójczy konflikt rozegrał się stosunkowo niedaleko samego Połańca, bo w rejonie płynącej rzeki Mozgawy (ok. 70 km). Starcie przeszło na zawsze do historii jako jedna z największych i najkrwawszych bitew w całym ponurym okresie polskiego rozbicia dzielnicowego. Wierni stronnicy małoletniego księcia Leszka Białego musieli stanąć do bardzo twardej, bezkompromisowej walki obronnej. Ziemia Sandomierska znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Zjednoczonymi wojskami małopolskimi i sandomierskimi dowodzili wytrawni, doświadczeni dowódcy: wojewoda krakowski Mikołaj oraz waleczny kasztelan sandomierski Goworek. Co niezwykle ciekawe i rzadkie w tamtych czasach, na pomoc małemu Leszkowi pośpieszyły ochoczo silne posiłki wojskowe zza wschodniej granicy państwa. Młody książę, a właściwie jego doradcy, był mądrze sprzymierzony z bitnym Romanem, księciem włodzimierskim i halickim. Utrzymywanie ścisłych sojuszy z potężną Rusią stanowiło niezwykle ważną i strategicznie opłacalną kwestię dla władców w Sandomierzu. Pozwalało zabezpieczyć wschodnią flankę i zyskać posiłki zbrojne.
Sama historyczna bitwa nad Mozgawą została zapamiętana jako starcie niezwykle bezlitosne i brutalne. Walka trwała bardzo długo i przyniosła ogromne, bolesne straty po obu walczących stronach. Zginęło wielu znamienitych rycerzy. Potyczkę powszechnie uważa się jako taktycznie nierozstrzygniętą pod względem militarnym. Jednakże z punktu widzenia strategicznego i ogólnopolitycznego był to niewątpliwy sukces obozu Leszka Białego. Mieszko III Stary, mocno osłabiony i osobiście ranny w bitwie, stracił wielu swoich wiernych zbrojnych. Z bólem serca zarządził pospieszny odwrót i czym prędzej wycofał się z Małopolski. Młody książę Leszek tym samym obronił i utrzymał swoją kruchą pozycję. Ziemia Sandomierska, do której należał warowny gród w Połańcu, pozostała bezpieczna pod władaniem linii Kazimierza Sprawiedliwego. Mieszkańcy mogli odetchnąć z wielką ulgą.
Pomimo militarnego sukcesu, pozycja polityczna młodego księcia ani na moment nie pozostawała stabilną. Prawa do tronu krakowskiego wciąż budziły spory i nie zostały uregulowane. Księżna matka Helena zdawała sobie sprawę sytuacji. Dlatego też, stojąc w obliczu silnych, wewnętrznych tarć wśród własnych małopolskich możnowładców, musiała stosować niezwykle finezyjną i ostrożną dyplomację. W 1198 roku, ku zaskoczeniu wielu osób, zawarła trudny, polityczny kompromis z niedawnym wrogiem. Zgodziła się dobrowolnie na powrót Mieszka III w Krakowie. Jednakże zrobiła to pod jednym warunkiem. Udało jej się zachować dla dorastających synów, Leszka i Konrada, ich dziedziczne Mazowsze oraz Ziemię Sandomierską, którą strzegły grody takie jak Połaniec.
Pełnię utraconej wcześniej władzy nad dawną stolicą Leszek Biały odzyskał bez walki po naturalnej śmierci sędziwego Mieszka Starego. Miało to miejsce ostatecznie w 1202 roku. Oczywiście walki o Kraków zdarzały się jeszcze później np. roszczenia Władysława Laskonogiego czy incydent z Mieszkiem Plątonogim w 1210 roku. Zasadniczo jednak od tego momentu rozpoczyna się jego najświetniejsze, w pełni samodzielne panowanie. Książę dorósł i szybko okazał się władcą niezwykle ambitnym, roztropnym i dążącym do maksymalnego wzmocnienia władzy centralnej. Opanował zbrojnie i politycznie buntujący się Kraków. Zjednoczył podzieloną Małopolskę. Odzyskał utraconą wcześniej ziemię sieradzką i żyzną ziemię łęczycką. Przez zdecydowaną większość swojego aktywnego panowania w latach 1194-1198, 1199, 1206-1210 i 1211-1227 dzierżył z dumą zaszczytny tytuł księcia zwierzchniego całej Polski.
Błyskotliwa polityka Leszka Białego była niezwykle wielotorowa. Działał na kilku politycznych frontach naraz. Na niespokojnym zachodzie i północy współpracował bardzo blisko z potężnym Kościołem katolickim. Był jawnym, lojalnym stronnikiem wielkiego papieża Innocentego III. Postawił Polskę zdecydowanie w obozie propapieskim w Europie, w opozycji do ambicji Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Wsparł mocno arcybiskupa Henryka Kietlicza w niezwykle trudnym procesie wdrażania reform gregoriańskich w polskim kościele. Wzmacniało to bardzo pozycję księcia na trudnej arenie międzynarodowej. Cywilizowało to również wewnętrzne struktury słabego państwa. Leszek pobożnie ufundował też liczne, nowe kościoły np. kościół św. Wacława w Radomiu w 1216 roku. Sojusz z Kietliczem skończył się jednak w 1216 roku, po śmierci papieża Innocentego III.
Na dzikim wschodzie Leszek prowadził niezwykle aktywną i wręcz agresywną politykę zagraniczną na płonącym pograniczu z podzieloną Rusią. Gród w Połańcu leżał dokładnie na głównym szlaku wschodnim stanowiąc ważne ogniwo obronne i logistyczne w tych militarnych wyprawach. Sytuacja zmieniła się radykalnie, kiedy w 1205 roku jego stary, dawny sojusznik, silny książę halicki Roman, niespodziewanie zdradził. Zaatakował zbrojnie polskie terytorium. Leszek Biały i jego brat Konrad Mazowiecki odpowiedzieli na to z pełną, wojskową stanowczością. Błyskawicznie zgromadzili wierne rycerstwo z Ziemi Sandomierskiej oraz krakowskiej. Następnie z zaskoczenia rozgromili w pył wielką armię ruską w słynnej bitwie pod Zawichostem. Sam groźny książę Roman poległ w bitwie. Wspaniałe zwycięstwo umocniło sławę wojskową i pozycję Leszka Białego w Europie Środkowej. W następnych, burzliwych latach książę bardzo głęboko i kosztownie ingerował w mordercze walki o pusty tron w Haliczu. Próbował nawet osadzić tam jako władcę swojego zięcia z Węgier. Jednak militarne podboje na Rusi ostatecznie okazały się nieudane.
Leszek zadbał też usilnie o przyszłość swojej piastowskiej dynastii. Ożenił się bardzo zyskownie z księżniczką ruską Grzymisławą, córką zamożnego księcia łuckiego z dynastii Rurykowiczów. Owocem tego mariażu były dwie bardzo ważne, historyczne postacie. Pierwsza to piękna córka Salomea urodzona około 1211/1212 roku. Została wydana za mąż już w 1215 roku za węgierskiego królewicza Kolomana, syna króla Andrzeja II. Małżeństwo miało precyzyjnie zrealizować wielkie, polityczne plany dominacji obu państw na Rusi. Po śmierci męża, Salomea wróciła do kraju i została skromną zakonnicą klaryską w pobliskim Zawichoście, a potem w Skale. Drugim owocem związku był upragniony męski potomek, syn Bolesław. Urodził się dopiero pod sam koniec życia księcia, 21 czerwca 1226 roku. Przeszedł do kart historii jako książę Bolesław V Wstydliwy. W późniejszych latach panował długo i sprawiedliwie w Krakowie i Sandomierzu. Mieszkańcy Połańca z pewnością go kojarzą, choćby z aktu potwierdzenia nadania praw miejskich z 1264 roku.
W celu skutecznego utrzymania w ryzach tak ogromnego i rozległego państwa dzielnicowego, książę Leszek Biały bezwzględnie potrzebował bardzo sprawnego, lojalnego aparatu administracyjnego. Żelazny aparat wczesnego państwa polskiego opierał się na zaufanych urzędnikach terenowych. Nazywano ich kasztelanami. Stanowili oni zbrojne ramię państwa. Surowo zarządzali wielkimi okręgami w imieniu odległego władcy. Skrupulatnie gromadzili dla niego podatki i pełnili bezlitosną władzę sądowniczą. Oczywiście również dowodzili w razie wojny miejscowym, pospolitym rycerstwem. W epoce księcia Leszka Białego odnajdujemy wreszcie pierwszy, twardy historyczny dowód na to, że Połaniec był w pełni zorganizowaną, potężną kasztelanią o wielkim znaczeniu dla całego kraju.
Bezcennym źródłem historycznym do udowodnienia bezpośrednich powiązań księcia Leszka Białego z Połańcem jest pewien stary dyplom spisany po łacinie. Został on uroczyście wystawiony późną wiosną, dokładnie 23 maja 1224 roku. Książę przebywał wówczas wraz z całym dworem na wielkim zgromadzeniu, zwanym wiecem. Zjazd ten odbywał się w małej miejscowości Korytnica, leżącej niedaleko pięknej, znanej nam Wiślicy. Wiece książęce były najbardziej uroczystymi zjazdami państwowymi. Uczestniczyli w nich najwyżsi, bogaci dostojnicy kościelni, urzędnicy oraz najmożniejsi, zakuci w stal rycerze z bezpośredniego otoczenia księcia. Omawiano na nich publicznie najważniejsze sprawy państwowe. Sądzono trudne, wieloletnie spory i oficjalnie zatwierdzano cenne nadania ziemskie dla zasłużonych. Zjeżdżała się tam elita państwa.
Oryginalny dokument, skrupulatnie sporządzony 23 maja 1224 roku na wiecu w Korytnicy w powiecie jędrzejowskim, był aktem o ogromnym, międzynarodowym wręcz znaczeniu prawnym. Książę krakowski Leszek Biały uroczyście złożył na nim swoje pieczęcie. W dokumencie tym władca szczodrze nadaje wieś zapisaną jako “Claczow” (Czaczów) klasztorowi Cystersów. Klasztor miał swoją siedzibę w pobliskim Jędrzejowie. Biali mnisi, Cystersi, byli niezwykle pracowitym zakonem z zachodu. Propagowali na ziemiach polskich nowoczesne, wydajne rolnictwo, rzemiosło, a także bezcenne piśmiennictwo i naukę. Posiadali dzięki temu wielkie, merytoryczne wpływy na dworze książęcym. Tak cenne nadanie królewskie bezwzględnie wymagało prawnej obecności najważniejszych, wiarygodnych świadków. W łacinie nazywano ich “testorami”. Musieli oni reprezentować urzędowo całą dzielnicę. Ponadto zgromadzenie stało się miejscem zażegnania sporu politycznego pomiędzy Leszkiem Białym a biskupem krakowskim Iwo Odrowążem.
W tym miejscu dochodzimy do sedna. Właśnie na tej zaszczytnej liście świadków tego głośnego wiecu figuruje w dokumencie wyraźnie “Mirosław herbu Lubowla”. Jest on w dokumencie z 1224 roku wprost i dumnie określony łacińskim tytułem jako kasztelan połaniecki. Poza księciem zwierzchnim, biskupem krakowskim i kasztelanem połanieckim w wiecu wzięli również udział: wojewoda sandomierski Pakosław Starszy, kasztelan sandomierski Mszczuj (Mściw), kasztelan wiślicki Pakosław Młodszy i kasztelan sądecki Chwalisław. Mirosław herbu Lubowla jest pierwszą, historycznie znaną nam z imienia osobą pełniącą oficjalnie wysoką funkcję na naszym terenie. Jego osobista obecność na zjeździe w Korytnicy wcale nie była dziełem przypadku. Dowodzi ona ostatecznie dwóch bardzo ważnych faktów historycznych. Po pierwsze, kasztelania w Połańcu stanowiła niezwykle silny, bogaty i ważny ośrodek terytorialny w księstwie Leszka Białego. Wymagała i posiadała godnego, świetnie urodzonego reprezentanta na wiecu samego księcia. Po drugie, Mirosław herbu Lubowla był bardzo zaufanym, bliskim dostojnikiem Leszka Białego. Stanowił z racji urodzenia i majątku twardą elitę ówczesnej władzy. Cieszył się ogromnym uznaniem i sympatią samego, panującego władcy. Pełni obowiązki kasztelana połanieckiego w latach ok. 1224-1228 r.

Z kronikarskiego i historycznego obowiązku należy koniecznie dodać, że błyskotliwa kariera Mirosława toczyła się dalej niezwykle pomyślnie. Historyczne źródła pergaminowe sugerują wyraźnie, że w późniejszych latach jego wiernej służby został doceniony ponownie. Około roku 1229 został awansowany i mianowany kasztelanem w Małogoszczu. Zaszczytny awans i przeniesienie potwierdza, że funkcja objęta wcześniej w grodzie w Połańcu okazała się ważnym, prestiżowym szczeblem w karierze polskiego rycerstwa w XIII wieku. Można rzec, że posłużyła jako trampolina do najwyższych godności państwowych.
Zastanówmy się głębiej, co dokładnie w życiu codziennym oznaczało dla zwykłych mieszkańców Połańca twarde urzędowanie kasztelana Mirosława za czasów księcia Leszka Białego. W tamtej epoce kasztelan absolutnie nie był tylko malowanym figurantem na urzędzie. Miał w swoich rękach ogromną, niemal królewską władzę nad rzeszami ludzi osiadłymi na swoim podległym mu terenie. Wykonywał bezwzględnie wszystkie rozkazy i polecenia, które szły gońcami płynącymi z bogatego dworu w Krakowie lub w Sandomierzu. Odpowiadał przede wszystkim własną głową za pełną sprawność wojskową, drewniano-ziemnego grodu nad rzeką Czarną. Twierdza, z jej wysokimi wałami i głęboką fosą, musiała być bowiem w dzień i w noc zawsze gotowa do ewentualnej krwawej obrony przed wrogami ze wschodu. Remonty ciągnęły się w nieskończoność.
Mirosław odpowiadał także osobiście za utrzymanie żelaznego pokoju rynkowego na ruchliwym targowisku w Połańcu. Pobierał wysokie opłaty celne i targowe od bogatych kupców. Zatrzymywał statki, które transportowały cenną sól warzoną. Sól była wtedy towarem luksusowym, nazywanym “białym złotem”. Pilnował pilnie ze swymi wojami, aby bite, szerokie szlaki handlowe biegnące w stronę Rusi były całkowicie bezpieczne od leśnych zbójców i rabusiów. Kiedy waleczny Leszek Biały udawał się na kolejną, krwawą wyprawę wojenną na dziki wschód, a czynił to nader często w swym życiu, to właśnie kasztelan połaniecki musiał ogłosić alarm i zmobilizować okoliczne, podległe mu rycerstwo. Zbierał naprędce silny, zbrojny oddział jazdy i karnie dołączał z nim do głównej armii książęcej maszerującej ciężko na Zawichost czy daleki Halicz.
Wprawdzie nie znaleźliśmy bezpośrednich dowodów, które jednoznacznie potwierdzałyby, że książę Leszek Biały osobiście pojawił się w grodzie połanieckim, ale możemy jednak z dużym prawdopodobieństwem założyć, że tak mogło być. Wiadomo, że w latach 1200–1207 rezydował na zamku w pobliskim Sandomierzu. Zatem hipotetycznie załóżmy, że kiedy książę wraz z żoną Grzymisławą i orszakiem dworskim zjawił w Połańcu, mieszkańcy mieli pełne ręce ciężkiej roboty. Zgodnie z panującym, ówczesnym systemem starego prawa książęcego, obciążała ich powinność zwana potocznie “stacją”. Musieli w krótkim czasie dostarczyć świeże wyżywienie, beczki z piwem, pitny miód dla dworu i siano dla koni. Książę metodycznie objeżdżał swoje kasztelanie. Robił to, by doglądać pilnie swoich posiadłości. W tych rzadkich momentach cichy na co dzień gród w Połańcu stawał się przez moment dumną stolicą wielkiego księstwa.
Stabilność tej granicznej, niebezpiecznej prowincji opierała się w stu procentach na wiernych i twardych ludziach jak kasztelan połaniecki Mirosław. Dzięki takim ludziom książę mógł skutecznie i bezpiecznie zarządzać tym trudnym i niesamowicie wielkim, państwowym terytorium. Ziemia Sandomierska pod ich twardymi rządami kwitła. Nikt wówczas w Połańcu nawet nie przypuszczał, że ta złota era wczesnego średniowiecza w Polsce wielkimi krokami zmierza do tragicznego, niespodziewanego finału na drugim końcu kraju. Nadciągały gęste, czarne chmury zdrady.
Lata 20. XIII wieku przyniosły w Polsce gwałtowną eskalację napięć w podzielonej braterskimi konfliktami ojczynie. Książę krakowski Leszek Biały ze wszystkich sił starał się odgrywać zaszczytną rolę pokojowego arbitra i utrzymać swoją silną pozycję najwyższego księcia w państwie. Narastały jednak wciąż bardzo krwawe konflikty na dalekiej, leśnej północy kraju. Dotyczyły kontroli nad Pomorzem i Wielkopolską. Spierali się tam bezlitośnie książę Władysław Odonic oraz książę pomorski Świętopełk. Zatarg groził wybuchem niszczącej wojny domowej. Leszek Biały postanowił uciąć sprawę i zdecydowanie interweniować. Jako pełnoprawny zwierzchnik kraju zwołał wielki wiec zjazdowy całej panującej dynastii Piastów. Miało to położyć ostateczny kres swarom.
Wiekopomny zjazd zaplanowano na listopad 1227 roku. Na miejsce tego spotkania wybrano Gąsawę. Była to skromna osada położona na styku Kujaw i Wielkopolski. Zjechali tam najpotężniejsi książęta z rodu Piastów. Oprócz samego Leszka Białego przybył tam skłócony Władysław Odonic, Henryk Brodaty ze Śląska oraz brat Leszka, Konrad Mazowiecki. Leszek, czując się bardzo pewnie jako oficjalny organizator zjazdu i niestety nie zachował na miejscu należytych, wojskowych środków ostrożności. Nieliczna drużyna księcia, zwiedziona złudnym bezpieczeństwem, nie zachowała należytej ostrożności. W efekcie doprowadziło to do fatalnego i tragicznego w skutkach błędu księcia.
Ambitny Świętopełk pomorski pałał wielką nienawiścią. Z chorobliwej obawy przed surowym osądzeniem przez Leszka i utratą swojej wymarzonej niezależności, zaplanował zimno potworną zbrodnię. Rankiem, w feralnym dniu 24 listopada 1227 roku, obradujący książęta udali się wspólnie do gorącej, drewnianej łaźni na relaks i wypoczynek po naradach. Byli bezbronni. Wtedy właśnie na cichą osadę napadli wyjęci spod prawa, opłaceni zamachowcy nasłani przez Świętopełka. Zaskoczenie odpoczywających było całkowite. Wierni rycerze Leszka w mgnieniu oka zostali zablokowani w wąskich przejściach lub brutalnie zabici w nierównej, krwawej walce wręcz. Dzielny książę śląski, Henryk Brodaty, został bardzo ciężko ranny. Ledwie uszedł z życiem, broniąc się przed ostrzami w samej łaźni. Cudem osłonił go własnym ciałem rycerz Peregryn.
Leszek Biały, widząc natychmiast co się dzieje, zdołał w zgiełku uciec z pułapki. Ruszył do desperackiej, szaleńczej ucieczki na koniu w kierunku pobliskiej, leśnej wsi Marcinkowo Górne. Pościg pędzący za nim był jednak bezlitosny i szybszy. Zbrojni dogonili wyczerpanego księcia na drodze i bezlitośnie przebili go dzidami. Zginął od okrutnie zadanych ran w błocie mając zaledwie około 42-43 lat. Zostawił kraj w szoku. Szlachetna krew księcia zwierzchniego splamiła czarną ziemię i na zawsze zmieniła układ sił politycznych w państwie. Dzisiaj w cichym Marcinkowie Górnym stoi wysoki, pomnik upamiętniający w tym miejscu to straszne zdarzenie. Został wyrzeźbiony przez rzeźbiarza Jakuba Juszczyka w 1927 roku, w 700. rocznicę tragedii. Ten mroczny epizod, zwany “krwawą łaźnią”, do dziś rozpala wyobraźnię historyków.
Okrutna zbrodnia w Gąsawie wywołała powszechny, paraliżujący szok w całej pogrążonej w żałobie Polsce. Brutalne zabicie władcy pomazańca na wiecu, zwołanym dla pokoju, było czynem absolutnie niesłychanym w ówczesnej tradycji rycerskiej. Śmierć Leszka Białego oznaczała nagły i ostateczny koniec pewnego etapu w historii narodu. Załamała się całkowicie władza centralna w Krakowie. Zniknęła na zawsze instytucja księcia zwierzchniego (princepsa). Nikomu nie udało się już odzyskać realnego, powszechnego autorytetu nad zwaśnioną resztą książąt dzielnicowych. Nastał w Polsce ponury, długi czas jeszcze większego rozbicia, bratobójczych, wycieńczających walk i ogólnej słabości kraju na arenie międzynarodowej. Upadły wielkie polityczne plany wschodnie.
Dla kwitnącego, spokojnego Połańca i całej, zasobnej Ziemi Sandomierskiej był to niesamowicie potężny, destabilizujący cios. Władzę nominalnie przejęła zrozpaczona wdowa, dzielna księżna Grzymisława z Rusi. Z drżeniem serca czuwała z całych sił nad swoim jedynym, zaledwie rocznym synem, Bolesławem Wstydliwym. Region stracił jednak na wiele lat bezpieczną, militarną stabilność. Pozbawiony twardego, silnego obrońcy, jakim był niewątpliwie Leszek, wkrótce miał stanąć z przerażeniem w obliczu o wiele straszliwszego zagrożenia ze wschodu. Czekały na niego brutalne, niszczące ogniem i mieczem, krwawe najazdy mongolskich ord tatarskich. Zniszczą oni gród, obrócą osadę w perzynę i zapoczątkują zupełnie nową historię. Koniec epoki Leszka Białego stanowi więc w naszych lokalnych dziejach bolesną granicę czasową.
Historia starego Połańca do tragicznego roku 1227 to fascynująca kronika rodzącego się z trudami życia miejskiego, handlu i wiary na styku wielkich krain geograficznych. We wczesnośredniowiecznym mieście zatrzymywały się bogate kupieckie karawany zmierzające traktem na wschód. Jednak prawdziwą, niezatartą wielkość nadawali zawsze ludzie, tacy np. kasztelan Mirosław. Z kolei twarde i mądre panowanie księcia Leszka Białego przyniosło całej Sandomierszczyźnie złote, niepowtarzalne lata gospodarczego i rolniczego rozwoju. I ten piękny czas wzrastającej pomyślności trwał aż do tego feralnego zimowego poranka w Gąsawie. Dziś po dawnym, dumnym wczesnośredniowiecznym grodzie połanieckim pozostała jedynie pamięć. Połaniec z czasów księcia Leszka Białego na zawsze pozostał świadkiem budowania wczesnej potęgi. Świadkiem bardzo trudnego, często bolesnego, ale i pełnego chwały wczesnego średniowiecza.







