
Listopad 1370 roku zwiastował koniec epoki Piastów i początek wielkiej politycznej gry. Gry, która na zawsze zmieniła oblicze Europy Środkowo-Wschodniej. W jaki sposób 9-letnia Jadwiga Andegaweńska trafiła na polski tron? Dlaczego sojusz z pogańskim księciem Litwy, Jagiełłą, okazał się politycznym majstersztykiem, który powstrzymał ekspansję Krzyżaków? Poznaj historię narodzin potęgi Jagiellonów, widzianej z perspektywy małego, królewskiego miasta Połaniec.

źwięk krakowskich dzwonów w listopadzie 1370 roku obwieścił koniec pewnej epoki. Zmarł król Kazimierz III Wielki (1310-1370). Władca, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Zastał ją słabą, a zostawił silną i zjednoczoną. Jego śmierć wywołała jednak w kraju wielki niepokój. Wszak zmarły król nie pozostawił po sobie męskiego potomka.
Tym samym długa i burzliwa historia dynastii Piastów dobiegła końca. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami i umowami, władza w państwie miała przejść w obce ręce. Na tronie zasiadł monarcha z Węgier, Ludwik Andegaweński (1326-1382). Ten moment rozpoczął w naszej historii czas wielkiej politycznej gry. Zmiany na szczytach władzy dotknęły każdego zakątka naszego kraju. Wielka dyplomacja wkraczała nie tylko do krakowskich pałaców. Jej echa docierały równieżdo mniejszych miast i miasteczek. Jednym z takich miejsc był Połaniec. Królewskie miasto nad Czarną wkrótce miało stać się świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmieniły układ sił w Europie.
Król Ludwik Andegaweński rządził ogromnym terytorium. Imperium rozciągało się od Adriatyku aż po Bałtyk. Szybko jednak pojawił się poważny problem. Podobnie jak Kazimierz III Wielki, Ludwik Węgierski nie doczekał się męskiego potomka. Monarcha za wszelką cenę chciał utrzymać władzę w rękach swojej rodziny. I jak się później okazało, postanowił zabezpieczyć przyszłość swojej dynastii w dość nietypowy sposób. Celem stało się przekazanie polskiej i węgierskiej korony córkom. Plan ten wymagał jednak zgody polskich elit.
Szlachta w Polsce była bardzo nieufna. Rycerstwo obawiało się obcych rządów. Nie chciano, aby kraj stał się jedynie dodatkiem do potężnych Węgier. Dlatego też król musiał pójść na ustępstwa. Rozpoczęły się trudne negocjacje. Przełom w pertraktacjach nastąpił 17 września 1374 roku. Wówczas, w węgierskim mieście Koszyce, podpisano specjalne porozumienie. Zmieniło ono całkowicie reguły gry politycznej w Polsce.
Ludwik Andegaweński zaoferował rycerstwu ogromne przywileje. Przede wszystkim drastycznie zostały obniżone podatki. Od tej pory szlachta miała płacić jedynie dwa grosze z łanu ziemi chłopskiej. W zamian za te korzyści majątkowe, polscy panowie zgodzili się na niezwykły warunek. Zaakceptowali, że po śmierci króla na polskim tronie zasiądzie jedna z jego córek. Przywilej koszycki był momentem przełomowym. Od tego momentu polska szlachta zyskała ogromny wpływ na państwo. Monarcha nie mógł nakładać nowych podatków bez jej zgody, a najważniejsze urzędy zastrzeżono wyłącznie dla Polaków.
Początkowy plan króla zakładał, że Polskę przejmie jego córka Maria (1371–1395), która po śmierci najstarszej siostry Katarzyny stała się główną kandydującą do sukcesji. Jej mężem był Zygmunt Luksemburski (1368–1437). Jednakże ten wariant spotkał się z dość ostrym oporem w Krakowie. Szlachta nie wyobrażała sobie unii z Węgrami pod rządami tej samej monarchini. Nie chcieli być potraktowani jako prowincja. Jeszcze większą niechęć budził mąż Marii, Zygmunt Luksemburski. Po pierwsze miał niemieckie pochodzenie, a po drugie był znany ze swojej arogancji. Polacy obawiali się, że otoczy się on obcymi doradcami. Dlatego też zażądano radykalnego rozwiązania. Nowa władczyni musiałaby na stałe przyjechać do Polski. Elity w Krakowie postawiły sprawę jasno. Nie będzie rządów z odległej Budy. Wobec tak silnego sprzeciwu oraz fakt, że Węgrzy pośpiesznie koronowali Marię u siebie, jej kandydatura do polskiej korony upadła. Uwagę skierowano na jej młodszą siostrę. Tym samym na scenę dziejów wkroczyła młodziutka Jadwiga Andegaweńska (1373–1399).
Jadwiga pojawiła się w Polsce w 1384 roku. Dokładny dzień jej przyjazdu pozostaje do dziś tajemnicą dla historyków. Wiadomo jedynie, że przekroczyła granice królestwa między 25 maja a 11 października. Jej przyjazd wywołał wielkie poruszenie. Zmęczony bezkrólewiem kraj witał ją z ogromnymi nadziejami. Uroczysta koronacja odbyła się w katedrze wawelskiej 16 października 1384 roku.
Sytuacja była bez precedensu. Władczyni miała zaledwie dziewięć lat. Została ukoronowana jako pełnoprawny król Polski, a nie jedynie królewska małżonka. Dziewięcioletnia dziewczynka zamieszkała w potężnym zamku na Wawelu. Była jeszcze przed osiągnięciem wieku prawnego, tak zwanego wieku sprawczego. W tamtych czasach wynosił on dwanaście lat. Dopiero po jego osiągnięciu mogła oficjalnie zawrzeć ważne małżeństwo .
Problem małżeństwa pojawił się natychmiast. Kto zostanie mężem młodej władczyni? W dzieciństwie Jadwiga została zaręczona z austriackim księciem. Nazywał się Wilhelm Habsburg (1370-1406). W sierpniu 1386 roku (niektóre źródła wskazują na rok 1385) książę Wilhelm ten przybył do Krakowa. Chciał dopełnić dawnych ustaleń i skonsumować małżeństwo. Polskie elity były przerażone, ponieważ sojusz z Austrią nie dawał Polsce żadnych korzyści. Poza tym, wciągał kraj w niebezpieczne zachodnie konflikty.
Polscy doradcy zablokowali księciu dostęp do królowej. Doszło do wybuchu ogromnego skandalu dyplomatycznego. Pod silną presją krakowskiego otoczenia, młoda królowa musiała podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim krótkim życiu. W listopadzie oficjalnie zerwała dziecięcy związek z Habsburgiem. Książę musiał opuścić Polskę. W ten sposóbdroga do nowego, znacznie bardziej opłacalnego sojuszu została otwarta. Polka szlachta miała wtedy już zupełnie inny plan. Ich wzrok skierował się na wschód.
O wyborze nowego męża dla Jadwigi zdecydowała czysta, pragmatyczna polityka. Zarówno Polska, jak i Wielkie Księstwo Litewskie znajdowały się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. U podstaw tego nieoczekiwanego zbliżenia leżał strach. Był to strach przed rosnącą potęgą Zakonu Krzyżackiego. Rycerze z czarnym krzyżem na płaszczach stworzyli nad Morzem Bałtyckim agresywne i świetnie zorganizowane państwo.
Litwini nienawidzili Krzyżaków. Zakon organizował coroczne najazdy na terytorium Litwy. Krwawe krucjaty usprawiedliwiano w Europie chęcią nawracania pogan. W rzeczywistości chodziło o zdobywanie ziem, łupów i niewolników. Społeczeństwo litewskie było na skraju wyczerpania. Dążyli za wszleką cenę do powstrzymania tego nieustannego pustoszenia kraju. Litewscy książęta rozumieli jedno, że.tTylko oficjalne przyjęcie chrztu mogło odebrać Krzyżakom pretekst do dalszych ataków .
Z kolei w Polsce narastały problemy gospodarcze. Krzyżacy całkowicie odcięli Polskę od Morza Bałtyckiego. Ujście Wisły znalazło się pod ich kontrolą. Utrudniało to handel polskim i litewskim mieszczanom. Miasta pragnęły ożywienia szlaków handlowych. Wspólny sojusz dawał nadzieję na pokonanie Zakonu i otwarcie drogi do morza. Co więcej, polscy feudałowie patrzyli chciwym okiem na rozległe ziemie wschodnie. Liczyli na powiększenie swoich prywatnych majątków oraz na odzyskanie bogatej Rusi Halickiej.
Sytuacja wewnętrzna na Litwie również była napięta. Rządził tam wielki książę Jagiełło (1362-1434). Na Litwie znano go jako Jogaiłę. Władzę objął w 1377 roku, tuż po śmierci swojego ojca Olgierda Giedyminowicza (1296/1304-1377), wielkiego księcia litewskiego. Początkowo dzielił on rządy ze stryjem Kiejstutem (1308/1310-1382). Jagiełło, widząc krzyżackie zagrożenie, próbował prowadzić własną, tajną grę dyplomatyczną z Malborkiem. W efekcie doprowadziło to do wojny domowej. Kiejstut został uwięziony i zmarł w niewoli u Jagiełły. Konflikt przeniósł się na syna Kiejstuta, księcia Witolda (1354/1355-1430).
Zakon Krzyżacki z radością patrzył na walki bratobójcze między litewskimi księciami. Umiejętnie wykorzystywał każdy nawet najmniejszy rozłam. Wkrótce Krzyżacy zajęli Żmudź. Przygotowywali się do ostatecznego uderzenia na serce Litwy. Jagiełło wiedział, że sam nie przetrwa. Początkowo rozważał sojusz z Moskwą. Jego matka, prawosławna księżniczka Julianna, negocjowała nawet z moskiewskim księciem Dymitrem Dońskim (1350-1389). Jagiełło miał poślubić jego córkę Zofię i przyjąć chrzest w obrządku prawosławnym. Jednakże napięcia z Moskwą szybko zaczęły narastać. Moskwa nie oferowała Jagielle królewskiej korony i właśnie wtedy litewski władca spojrzał w kierunku Krakowa.
18 stycznia 1385 roku do Krakowa przybyło litewskie poselstwo. Litwini oficjalnie poprosili o rękę młodziutkiej królowej Jadwigi. Zgoda na to małżeństwo nie zależała jednak tylko od polskich panów. Zgodę musiała wyrazić również matka Jadwigi, Elżbieta Bośniaczka (1340-1387), która przebywała na Węgrzech. Litewska delegacja wyruszyła więc na południe. Na jej czele stał książę Skirgiełło (1354/1355-1394/1396), brat Jagiełły i potężny namiestnik Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Negocjacje zakończyły się pełnym sukcesem. Miejscem podpisania historycznego traktatu stało się niewielkie miasteczko Krewo na Litwie. 14 sierpnia 1385 roku zawarto tam wstępne porozumienie. Otwierało ono drogę do połączenia dwóch potężnych państw w jeden wielki organizm polityczny. Układ z Krewie stawiał Jagielle twarde, ale dość opłacalne warunki. Fundamentem porozumienia i krokiem o największym znaczeniu geopolitycznym była obietnica chrztu Litwy. Jagiełło zobowiązał się do przyjęcia wiary chrześcijańskiej w obrządku łacińskim wraz z całym swoim dworem i narodem litewskim. Strategiczny ruch przyniósł natychmiastowe korzyści polityczne. Wytrącił z rąk Zakonu Krzyżackiego główną broń ideologiczną, pozbawiając rycerzy pretekstu do organizowania zbrojnych krucjat przeciwko pogańskiemu dotąd państwu.
Kolejnym niezwykle ważnym, a zarazem najbardziej kontrowersyjnym punktem układu, było zobowiązanie do terytorialnego złączenia obu państw. W dokumencie użyto łacińskiego słowa applicare, oznaczającego włączenie (przyłączenie) ziem Litwy i Rusi do Korony Królestwa Polskiego. Ze względu na wieloznaczność tego terminu, zapis ten budził w późniejszych latach ogromne spory prawne i polityczne między polskimi a litewskimi elitami, dotyczące rzeczywistego statusu i niezależności Wielkiego Księstwa Litewskiego. Układ w Krewie zakładał również ścisłą współpracę militarną. Jagiełło złożył obietnicę odzyskania wszystkich ziem, które w przeszłości zostały utracone zarówno przez Polskę, jak i Litwę. Oznaczało to w praktyce stworzenie potężnego, wspólnego frontu militarnego, zdolnego skutecznie przeciwstawić się wspólnym wrogom, ze szczególnym uwzględnieniem państwa krzyżackiego.
Dokument odnosił się także do pilnych kwestii społecznych i dyplomatycznych. Wielki książę nakazał uwolnienie jeńców. Oznaczało natychmiastowe wypuszczenie na wolność wszystkich Polaków z niewoli w wyniku dawnych najazdów zbrojnych. Z kolei dla zagwarantowania bezpieczeństwa dyplomatycznego nowej unii, Jagiełło wziął na siebie kompensatę finansową. Zobowiązał się do wypłacenia olbrzymiej sumy 200 tysięcy florenów Wilhelmowi Habsburgowi. Było to polityczne zadośćuczynienie za zerwane zaręczyny Wilhelma z Jadwigą. Ostatecznie otwierało Jagielle legalną i bezkonfliktową drogę do poślubienia polskiej monarchini.
Słowo applicare, użyte w traktacie, sprawiło wiele kłopotów. W języku łacińskim oznaczało ono dołączenie lub wcielenie. Nie oddawało jednak w pełni prawnego charakteru tego związku. Litwa nie stała się po prostu kolejną polską prowincją. Zachowała swoją odrębność, a unia miała na razie charakter personalny. Ostateczne potwierdzenie wszystkich krewskich ustaleń nastąpiło kilka miesięcy później. Miało to miejsce 11 stycznia 1386 roku w Wołkowysku.
Wiadomość o porozumieniu w Krewie wywołała w Malborku prawdziwą wściekłość. Krzyżacy byli zaniepokojeni. Polsko-litewski sojusz i chrzest Litwy całkowicie podważały sens istnienia Zakonu nad Bałtykiem. Gdyby Litwa stała się chrześcijańska, europejscy rycerze przestaliby przyjeżdżać na krucjaty. Od 1386 roku krzyżacka dyplomacja ruszyła do ataku. Ich głównym celem stało się rozbicie tego układu wszelkimi dostępnymi metodami.

Machina historii ruszyła. Na początku 1386 roku wielki książę Jagiełło wyruszył do Polski . Jego podróż przypominała triumfalny pochód. Zgromadzenia szlacheckie witały go z entuzjazmem. Na walnym zjeździe w Lublinie został oficjalnie ogłoszony królem Polski. Do Krakowa dotarł 11 lutego. Zaledwie cztery dni później, 15 lutego, odbyła się najważniejsza ceremonia. Pogański władca przyjął chrzest święty. Wraz z wodą chrztu przyjął chrześcijańskie imię Władysław. Razem z nim ochrzczeni zostali również towarzyszący mu litewscy bojarzy. Wśród nich znajdował się jego dawny rywal, książę Witold. Ceremonię chrztu w Katedrze wawelskiej w Krakowie poprowadził arcybiskup gnieźnieński Bodzanta (1290-1366), nazywany także Bodzętą. Wydarzenia następowały błyskawicznie. Już 18 lutego odbył się ślub trzydziestokilkuletniego Jagiełły z dwunastoletnią Jadwigą. Związek ten przypieczętował sojusz dwóch narodów. Koronacja Władysława Jagiełły na króla Polski odbyła się 4 marca 1386 roku. Na Wawelu zapanowała radość. Polska zyskała potężnego obrońcę, a Litwa wsparcie cywilizacyjne i militarne.
Rok później, w 1387 roku, król Władysław Jagiełło musiał wrócić na Litwę. Miał do spełnienia najważniejszy punkt krewskiego paktu. Towarzyszyło mu polskie duchowieństwo. Rozpoczęto masową chrystianizację pogańskiego kraju. W Wilnie utworzono nowe biskupstwo. Zostało ono podporządkowane polskiej metropolii w Gnieźnie. Pierwszym biskupem wileńskim został Polak. Nazywał się Andrzej, a pochodził ze znanego rodu Jastrzębców .
Aby przyspieszyć proces nawracania, król użył zachęt prawnych. Wydał m.in. specjalny przywilej dla litewskich bojarów. Ci, którzy przyjęli wiarę katolicką, zyskiwali pełne prawo dziedziczenia swojej ziemi. Zwalniano ich również z uciążliwych osobistych świadczeń na rzecz wielkiego księcia. Był to wielki krok w stronę zrównania praw szlachty litewskiej z polską.
W międzyczasie Zakon Krzyżacki wpadł w furię. Dyplomaci w białych płaszczach rozjechali się po europejskich dworach. Próbowali podważyć legalność całego przedsięwzięcia. Do kurii papieskiej w Rzymie kierowano skargi. Zakon twierdził, że chrzest Jagiełły to tylko kłamliwy manewr. Oskarżano Polaków, że ich małżeństwo z Litwą ma na celu jedynie ochronę pogan przed prawdziwą krzyżową misją zbrojną. Kwestionowano też ważność małżeństwa Jadwigi, przypominając o Wilhelmie Habsburgu. Papież jednak nie dał się oszukać. Ostatecznie potwierdził ważność chrztu przeprowadzonego na Litwie. Uznał również pełną legalność małżeństwa Władysława Jagiełły i Jadwigi. Świat chrześcijański zyskał nowego potężnego członka.
Wielkie wydarzenia w Krakowie, Krewie czy Wilnie decydowały o losach narodów. Jednak prawdziwa siła państwa opierała się na mniejszych ośrodkach. Aby królestwo mogło przetrwać wojny i dyplomatyczne spory, musiało mieć sprawne gospodarczo miasta. Takim właśnie pełnym życia punktem na mapie ówczesnej Małopolski był Połaniec. Dzieje miasta w czasach Jadwigi i Jagiełły doskonale pokazują, jak wielka polityka wpływała na życie zwykłych ludzi.
Połaniec w drugiej połowie XIV wieku znajdował się w bardzo ciekawym momencie swojej historii. Osadnictwo na tym terenie było bardzo stare, bo sięgało jeszcze XI wieku. Pierwotny, stary gród połaniecki nie leżał jednak tam, gdzie miasto znajduje się dzisiaj. Został zbudowany na stromym brzegu, nad samą rzeką Wisłą. Miejsce to nazywano Winną Górą. Była to potężna warownia strzegąca rzeki. Stary Połaniec miał jednak groźnego wroga. Nie byli nim obcy rycerze, lecz sama natura. Rzeka Wisła była nieprzewidywalna. Potężne wiosenne powodzie systematycznie podmywały strome zbocze. Niszczące fale odrywały potężne partie lądu. W końcu, w połowie XIV wieku, zapadła ważna decyzja. Król Kazimierz Wielki (1333-1370) postanowił przenieść miasto w bezpieczniejsze miejsce.
Nowy Połaniec ulokowano nieco dalej na zachód. Znalazł się w zacisznej dolinie rzeki Czarnej. W czasach panowania Jadwigi i Jagiełły mieszkańcy zdążyli się już dobrze zadomowić w nowym miejscu. Zmieniono układ przestrzenny. Wytyczono duży, regularny rynek. Od niego odchodziły siatką wąskie ulice. Miasto było zbudowane w całości z drewna. Półziemianki i kurne chaty powoli ustępowały miejsca solidniejszym domostwom. Dachy kryto słomą lub trzciną. Wokół miasta nie było grubych, kamiennych murów. Naturalną obronę zapewniały szerokie rozlewiska rzek Czarnej, Wschodniej i Wisły, a także okoliczne bagna i podmokłe tereny.
Religia odgrywała istotną rolę w życiu dawnych Połańcan. I tak jest do dzisiaj. W starym miejscu, na Winnej Górze nad Wisłą, wciąż stał wiekowy kościółek. Nosił on wezwanie świętej Katarzyny, patronki młynarzy. Była to pierwsza świątynia w tej okolicy. Z kolei w nowym, przeniesionym przez Kazimierza Wielkiego mieście, wzniesiono drewniany kościół parafialny. Jego patronem został święty Marcin Biskup. Świątynia znajdowała się na północ od rynku, za rzeką Czarną. Prowadziła do niej ulica Kościelna (obecnie 11 Listopada). Obszar parafii połanieckiej był w tamtym czasie ogromny. Obejmował kilkanaście okolicznych osad i wiosek.
Dlaczego Połaniec był tak ważny dla państwa Jagiellonów? Decydowała o tym geografia. Miasto leżało na jednym z najważniejszych traktów handlowych w Europie Środkowej. Przez Połaniec biegła stara droga królewska. Łączyła południowe Niemcy, Czechy i Kraków z Sandomierzem, Zawichostem, a stamtąd prowadziła dalej na wschód, aż do Kijowa na Rusi. Przez miasto nieustannie przetaczały się karawany kupieckie. Ruch przynosił ogromne zyski. W Połańcu funkcjonowała królewska komora celna. Pobierano tu opłaty od każdego przejeżdżającego wozu i przepływającego statku. Opłaty nazywano cłem lądowym i wodnym. Punkty poboru opłat znajdowały się w dwóch strategicznych miejscach. Pierwszy przy moście na rzece Czarnej, tuż obok kościoła świętego Marcina. Drugi punkt znajdował się na dawnym przedmieściu nad Wisłą na Winnicy. Zatrzymywano tam statki rzeczne i zmuszano kupców do uiszczenia należności. Pieniądze bezpośrednio zasilały skarbiec królestwa, finansując armię i dyplomację.
Społeczeństwo Połańca w czasach Władysława Jagiełły różniło się od naszego wyobrażenia o miejskim życiu. Było to społeczeństwo na poły rolnicze. Rzemieślnicy po skończonej pracy w warsztatach szli pracować na swoich polach. Ziemię mieszczan dzielono wówczas na tak zwane półłanki i ćwiartki.
Miasto żyło z wymiany towarowej. Na wytyczonym rynku, pośród drewnianej zabudowy, stały liczne kramy. Rzeźnicy mieli tu swoje jatki mięsne. Działały ławy piekarskie, stanowiska szewców i kowali. W określone dni tygodnia do Połańca zjeżdżali chłopi z okolicznych osad. Przynosili to, co urodziła ziemia i las. Sprzedawali skóry dzikich zwierząt, wosk pszczeli oraz miód. Miód był w średniowieczu jedynym powszechnie dostępnym środkiem słodzącym. W zamian mieszkańcy kupowali żelazne narzędzia rolnicze i sól. Sól, niezwykle cenna w procesie konserwacji żywności, była spławiana Wisłą z królewskich żup w Bochni i Wieliczce.
Rozwój Połańca regulowały specjalne przywileje. Podstawowym dokumentem było prawo wydane w 1264 roku, a następnie odnowione w 1321 roku. Na ich mocy rządy w mieście sprawował wójt. Funkcja ta była dziedziczna. Wójt połaniecki był postacią potężną. Należał zazwyczaj do stanu rycerskiego. Czerpał ogromne zyski z zarządzania miastem. Zatrzymywał dla siebie jedną trzecią wszystkich opłat pobieranych od piekarzy, szewców i rzeźników. Przysługiwała mu również jedna trzecia kwot z kar sądowych. Istotnym elementem lokalnego łańcucha dostaw były także młyny na rzece Czarnej, zajmujące się przerobem zboża na mąkę. Prawo do ich budowy pozostawało w rękach dziedzicznych wójtów, stanowiąc dla nich wysoce zyskowny monopol. Z kolei codzienne potrzeby gospodarcze mieszkańców zabezpieczała intensywna eksploatacja lasu szczeckiego. Dzięki nadanym przywilejom wójt wraz z mieszczanami mieli prawo do pozyskiwania z niego drewna budowlanego, prowadzenia barci pszczelich oraz swobodnego wypasu bydła, co znacząco wspierało funkcjonowanie całej społeczności.
Z czasem jednak wielkie wójtostwo zaczęło słabnąć. Majątek dzielono między kolejnych spadkobierców. W czasach panowania Jadwigi i Władysława Jagiełły obserwujemy wyraźne procesy przejmowania władzy przez potężne rody szlacheckie. Świadczy o tym zachowany dokument z tamtego okresu. Dnia 12 listopada 1394 roku w Wiślicy zebrał się sąd ziemski sandomierski. Przed sędzią Wojciechem oraz podsędkiem Prandotą stanęli ważni ludzie. Rozpatrywano sprawę połanieckiego majątku. Z dokumentów dowiadujemy się, że w tym czasie właścicielką jednej trzeciej dziedzicznego wójtostwa w Połańcu była kobieta. Miała na imię Katarzyna i była córką dawnego wójta Mikołaja. Jej majątek obejmował tereny położone nad samą Wisłą. Katarzyna zawarła oficjalny układ z rycerzem Marcinem (zwanym Marciszem) ze Zborowa.
Marcin ze Zborowa pieczętował się herbem Jastrzębiec. Należał do rodu, który szybko rósł w siłę. Jego potomkowie zostaną później wojewodami. Na mocy zawartej umowy przed sądem w Wiślicy, wójtówna Katarzyna zrezygnowała z części swoich praw na rzecz Marcina. Zezwoliła mu na posiadanie własnego jazu, czyli specjalnej tamy do łowienia ryb na rzece Wiśle. Szlachcic otrzymał również prawo do budowy kolejnego, nowego jazu w dół rzeki, znacznie bliżej zabudowań Połańca. Powyższa sprawa sądowa pokazuje, jak bogaci rycerze przenikali do struktur miejskich. Czerpali zyski z przywilejów, które dotychczas były zarezerwowane tylko dla mieszczan i miejskich wójtów.
Przypomnijmy, że władzę polityczną nad terytorium wokół miasta sprawował kasztelan. W latach 1378-1400, a więc przez cały okres najważniejszych przemian i unii polsko-litewskiej, kasztelanem połanieckim był Mirosław z Koszui (Mściszko). Reprezentował on króla w terenie, dbał o bezpieczeństwo i zbierał drużyny rycerskie na wypadek wojny.
Miasto i jego mieszkańcy musieli znosić także liczne obciążenia na rzecz państwa. Obok Połańca znajdował się ogromny folwark królewski. Jego zadaniem była produkcja żywności nie na sprzedaż, lecz na potrzeby wędrującego dworu. W epoce Jagiellonów monarcha rzadko siedział w jednym zamku na Wawelu. Dwór nieustannie podróżował po kraju. Gdy król zbliżał się do Połańca, folwark musiał być pełen zapasów. Mieszczanie i okoliczni chłopi mieli obowiązek dostarczenia owsa dla koni, mięsa, serów oraz jaj, aby wyżywić setki dworzan, rycerzy i sług. Taki przyjazd oznaczał wielkie koszty, ale był też okazją do spotkania z samą górą władzy.
Szlaki przecinające Połaniec często gościły niezwykłych podróżnych. Dyplomacja polsko-litewska była bardzo aktywna. Mówi o tym wydarzenie z wczesnej wiosny 1389 roku. We wtorek, 23 marca, przez miasto przejeżdżał litewski wojewoda imieniem Homa. Towarzyszyło mu czternastu uzbrojonych jeźdźców. Zmierzali z Połańca prosto do Nowego Korczyna. Mieli tam wziąć udział w ważnej, generalnej naradzie państwowej. Droga przez Połaniec była główną arterią nowo powstałego mocarstwa.
Jednak prawdziwe święto dla mieszkańców nadeszło jesienią tego samego roku. Senna atmosfera średniowiecznego miasteczka, liczącego wówczas nieco ponad sto pięćdziesiąt drewnianych domostw, nagle ożyła. Przyniesiono wieść, której nikt się nie spodziewał. Do Połańca zbliżała się sama królowa Jadwiga Andegaweńska.
Wizyta ta nie była przypadkowa. Jadwiga, jako pełnoprawny król Polski (Rex Poloniae), bardzo poważnie traktowała swoje obowiązki. Regularnie wyjeżdżała z Krakowa w objazdy kraju. Osobiście dokonywała kontroli podlegająych jej dóbr królewskim. Przyjmowała skargi od poddanych i dbała o przestrzeganie prawa na prowincji. Pod koniec października 1389 roku królowa wybrała się w podróż z Sandomierza na zachód. Jej trasa wiodła bezpośrednio przez Połaniec.
Przygotowania do wizyty trwały od dłuższego czasu. Nad wszystkim czuwał stanowniczy, czyli specjalny urzędnik królewski. Pełnił on funkcję głównego kwatermistrza. Do jego zadań należało m. in. upewnienie się, że w Połańcu nie zabraknie żywności dla licznego orszaku. Doglądał stan stajni, zajmował się organizacją odpowiedniej paszy dla koni. Dbał także o czystość komnat, w których nocować miała królowa Jadwiga. Z informacji zachowanych w źródłach historycznych królowa przybyła do miasta najprawdopodobniej 25 lub 26 października 1389 roku. Wjechała konno, w otoczeniu swoich rycerzy, doradców i dwórek. Wśród wieloosobowej świty znajdowała się szanowana ochmistrzyni Krystyna. Orszak skierował się do dworu, który służył jako królewska kwatera. Obiekt znajdował się na obrzeżach ówczesnego miasta, w rejonie mniej więcej dzisiejszej ulicy Zrębińskiej. Nad progiem budynku wywieszono polskie znaki państwowe. Lokalni dostojnicy, na czele z wójtem oraz radą miejską, witali królową zgodnie z pradawnym, polskim obyczajem. Złożyli jej dary z chleba i soli. Chleb to sybmol dostatku dla całego królestwa. Sól natomiast oznaczała mądrość, trwałość władzy i ochronę przed złem.
Wizyta Jadwigi była dosyć krótka, ale intensywna. Jako monarchini nie miała czasu na zwykły odpoczynek. Udzielała audiencji miejscowym urzędnikom. Dyskutowała o problemach lokalnej gospodarki. Wysłuchiwała spraw sądowych, w których zdesperowani poddani poszukiwali królewskiej sprawiedliwości. Świadczyła także dobroczynność wobec najbiedniejszych mieszkańców. Wiele wskazuje na to, że królowa znalazła również czas na modlitwę. W otoczeniu swojej świty udała się do niewielkiego, drewnianego wówczas kościoła świętego Marcina Biskupa. Świątynia ta, ufundowana przez jej poprzednika Kazimierza Wielkiego, stanowiła duchowe centrum Połańca.
Wieczorem w królewskim dworze wydano uroczystą wieczerzę. Na stołach serwowano potrawy godne królewskiego podniebienia. Nie zabrakło znakomitej dziczyzny, upolowanej w puszczach otaczających miasto. Podawano pieczone ryby, świeżo wyłowione z wód rzeki Czarnej i Wschodniej. Do tego wyśmienite pieczywo z miejskich piekarni oraz dzbany wina i piwa. Następnego dnia, po porannym posiłku, orszak był już gotowy do drogi. Jadwiga pożegnała mieszkańców Połańca. Wraz ze swoimi rycerzami i ochmistrzynią Krystyną wyruszyła na zachód. Zmierzała do zamku w Nowym Korczynie. Tam, jeszcze tego samego dnia, spotkała się ze swoim mężem. Razem z królem Władysławem Jagiełłą zjadła uroczysty obiad (zapisany w łacińskich rachunkach dworu jako prandium).
Wizyta młodej królowej na stałe zapisała się w pamięci Połańczan. Krótkie spotkanie z wielką monarchinią było dowodem na to, że Połaniec nie był zapomnianą prowincją. Stanowił ważny punkt na politycznej mapie zjednoczonego królestwa. Epoka Jadwigi i Władysława Jagiełły była czasem, w którym narodziła się nowa potęga w Europie Środkowo-Wschodniej. Małżeństwo węgierskiej księżniczki z pogańskim księciem Litwy na początku wydawało się czystym szaleństwem. Jednak poźniej okazało się politycznym majstersztykiem. Unia w Krewie 14 sierpnia 1385 roku połączyła dwa narody. Chrystianizacja Litwy wytrąciła broń z ręki Zakonowi Krzyżackiemu, a Polska odzyskała strategiczny oddech. Zwiastowało to początek wspaniałego, złotego wieku.
Pamiętajmy, że wielkie imperium nie mogłoby funkcjonować bez takich miast jak Połaniec i jemu podobnych. W setkach takich ośrodków odbywało prawdziwe życie państwa. Praca rzemieślników, cła pobierane na mostach rzecznych. Dziesięciny płacone z pól, a nawet owies dostarczany przez chłopów dla koni. Wszystko te czynności budowały i wzmacniały siłę monarchii. Bez pracowitości mieszczan Połańca i ich gościnności, królewskie orszaki utknęłyby w błocie historii. Władysław Jagiełło i Jadwiga zjednoczyli państwo, ale to polskie miasta zjednoczyły ich siłę w jedną, potężną całość.







