
W dzisiejszych rozważaniach historycznych postawiliśmy sobie pytanie, dlaczego do naszych czasów nie zachowały się nawet najmniejsze naziemne ślady po zabudowaniach kasztelanii połanieckiej. Jakiś czas temu opublikowaliśmy artykuł o dawnym grodzie kasztelańskim, w którym przekrojowo opisaliśmy dzieje Połańca oraz kasztelanii, funkcjonującej przez ponad 570 lat.

zupełnieniem wpisu będzie dzisiejszy tekst, w którym tym razem zastanowimy się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Bo skoro w Rytwianach pozostały ruiny zamku, to dlaczego u nas nie ma nawet najmniejszych naziemnych śladów po dawnym grodzie kasztelańskim?
Połaniec to bardzo stare miasto. Ma niezwykle ciekawą historię. Dziś w krajobrazie dominuje nowoczesna elektrownia. Jednak pod ziemią kryją się ślady zupełnie innej epoki. Przez setki lat obszar ten był ważnym punktem na mapie. Krzyżowały się tu wielkie szlaki handlowe wczesnego państwa polskiego.
Największą zagadką dawnego Połańca jest zniknięcie potężnego grodu. Gród był siedzibą miejscowego kasztelana. Stanowił serce całego regionu. Mimo swojej dawnej potęgi, warownia nie przetrwała do naszych czasów. Zniknęła z powierzchni ziemi. Zostawiła po sobie tylko ukryte w ziemi przedmioty i zatarte ślady wałów.
Gdzie dokładnie znajdował się ten gród? Jak wyglądała siedziba kasztelana? Co doprowadziło do ostatecznego upadku tej twierdzy? Analiza starych dokumentów i najnowszych badań archeologicznych pozwala poznać te losy. Dzieje grodu w Połańcu to historia o handlu i inżynierii. To także opowieść o brutalnych wojnach i niszczycielskiej sile natury. Brak tej warowni wpłynął na całe późniejsze losy miasta. Bo przecież miasto bez murów musiało zmagać się z wieloma problemami. Jakimi? O tym dowiecie sie w poniższym artykule.
Aby zrozumieć potęgę dawnego grodu, trzeba spojrzeć na mapę. Stare osiedla miejskie nie powstawały przypadkowo. Budowano je w miejscach o wyjątkowych zaletach obronnych. Tereny dzisiejszej gminy Połaniec były bardzo atrakcyjne do życia. Ludzie mieszkali tu już w epoce kamienia, brązu i żelaza.
Wczesnośredniowieczny gród został zbudowany w widłach rzeki Wisły i rzeki Czarnej. Była to tak zwana kępa nadzalewowa. Dokładne miejsce to dzisiejsza miejscowość Winnica. Jest to historyczne przedmieście Połańca. Miejsce zostało wybrana z wielką starannością. Z jednej strony rzeki stanowiły naturalną fosę. Z drugiej strony znajdowało się wzniesienie, nazywane Winną Górą. Zbocze tej góry opadało stromo ku wschodowi, w stronę Wisły. Taki układ terenu dawał doskonałą widoczność. Obrońcy widzieli całą dolinę rzeki.
Teren ten nazywano często “jęzorem małopolskim”. Znajdował się on na granicy dwóch różnych stref. Z jednej strony rosły gęste puszcze i lasy. Z drugiej strony leżały bardzo urodzajne ziemie. Dzięki temu spotykali się tu rolnicy, myśliwi i kupcy. Wzdłuż Wisły biegła stara, ważna droga handlowa. Łączyła Kraków, Sandomierz i Zawichost. Szlak prowadził aż na Ruś Kijowską. Doskonałe położenie sprawiło, że obszar stał się ważnym węzłem komunikacyjnym. Należało go pilnować i strzec. Dlatego postanowiono zbudować tu potężny gród.
Początki osadnictwa na Winnej Górze sięgają czasów przed powstaniem państwa polskiego. Były to czasy plemiennego państwa Wiślan. Jednak właściwy gród obronny powstał nieco później. Dzięki badaniom archeologów wiemy dziś bardzo dużo o dacie jego budowy. Prace na grodzisku w Winnicy prowadzono w dwóch etapach. Pierwsze badania odbyły się w latach 1966-1967. Kierował nimi J. Okulicz. Kolejne prace prowadzono w latach 1973-1981. Kierowały nimi E. Twardowska i B. Chomentowska z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Archeolodzy pobrali próbki drewna z dolnych części wałów. Poddano je specjalnym badaniom radiowęglowym. Badania te pozwoliły określić wiek drewna. Wyniki pokazały jasny obraz. Pierwsze wielkie umocnienia obronne zbudowano w drugiej połowie XI wieku. Prace mogły też trwać na początku XII wieku. Wczesnośredniowieczny gród działał aż do połowy XIII wieku.
Gród w Połańcu był ogromną twierdzą. Nazywa się go grodziskiem jednoczłonowym. Miał kształt podobny do owalu. Oś grodu biegła z północnego zachodu na południowy wschód. Powierzchnia całej warowni wynosiła prawie jeden hektar. Dokładnie było to około 0,9 hektara. Wymiary zewnętrzne wynosiły odpowiednio 125 metrów długości i 90 metrów szerokości. Samo wnętrze grodu mierzyło około 105 na 70 metrów.
Największe wrażenie robiły wały obronne. Gród otaczała jedna, ale bardzo gruba linia wałów. Szerokość wału na samym dole wynosiła aż 10 metrów. Budowa tak wielkiej konstrukcji była bardzo trudna. Wymagała ogromnej wiedzy i tysięcy ściętych drzew. Konstrukcja wału była bardzo nowoczesna jak na tamte czasy. Składała się z dwóch połączonych części. Każdą budowano innym sposobem. Wewnętrzna część wału była zbudowana z wielkich drewnianych skrzyń. Nazywano je izbicami. Miały one wymiary 3 x 4 metry. Ustawiano je w odstępach jednego metra. Ściana tych skrzyń była dodatkowo wzmocniona pionowymi słupami. Wbijano je w ziemię co około jeden metr. Puste wnętrza drewnianych skrzyń wypełniano mocno ubitą ziemią. Dzięki temu wał był bardzo twardy. Trudno było go zniszczyć taranem. Był też odporny na ogień.
Zewnętrzna część wału była zbudowana z drewna i ziemi. Pnie drzew układano na zmianę wzdłuż i w poprzek. Przesypywano je ubitą ziemią. Zewnętrzną ścianę również chroniły grube pale wbijane co metr. Obie te części powiązano ze sobą kolejnymi rzędami słupów. Wbijano je bardzo gęsto, co 40 lub 50 centymetrów. Od wewnętrznej strony do wału przylegał specjalny gliniany stopień. Nazywało się go bermą. Prawdopodobnie był on przykryty drewnianymi deskami. Służył jako uliczka dla obrońców. Dzięki niej żołnierze mogli szybko biegać wzdłuż murów podczas bitwy.
Wejście do grodu było bardzo dobrze pilnowane. Gród był połączony z sąsiednią osadą za pomocą mostu. Był to mocny, drewniany most zbudowany na palach. Jego szerokość wynosiła od 3,5 do 4 metrów. Taka szerokość pozwalała na swobodny przejazd wozów z towarami. W razie ataku wroga, most można było łatwo zniszczyć lub zablokować. Od strony lądu gród i osadę oddzielała głęboka fosa z mostem zwodzonym.
Wnętrze grodu nazywało się majdanem. Zabudowa na majdanie była bardzo uporządkowana. Podzielono ją na specjalne strefy. Blisko wewnętrznej ściany wału znajdowała się strefa gospodarcza. Badacze odkryli tam ślady dawnej kuźni. Były tam także magazyny na żywność i broń. Wzdłuż środka grodu stały rzędy domów mieszkalnych. Małe domki wkopane częściowo w ziemię tzw. półziemianki. Dach opierał się na drewnianych słupach i często kryto go słomą. Ziemia wokół ścian dawała dużo ciepła w czasie mroźnych zim. Archeolodzy odkryli ślady siedmiu takich domów w Połańcu.
Najciekawsze odkrycie znajdowało się w samym środku majdanu. Znaleziono tam spalone resztki dużego drewnianego budynku. Miał on płaską podłogę. Jego wymiary to 6,5 x 3,2 metra. W środku znajdowały się dwa oddzielne paleniska. Podłoga kryła dwie małe piwniczki do przechowywania zapasów. Budynek ten był znacznie większy i lepszy niż zwykłe domki. Badacze są pewni, że była to siedziba samego kasztelana połanieckiego. Stąd dowodził, przyjmował gości i wydawał wyroki. Więcej o badaniach znajdziecie tutaj.
W grodzie pracowało wielu rzemieślników. Działała tam zaawansowana pracownia ołowiarska. Świadczą o tym liczne kawałki i grudki ołowiu wydobyte z ziemi. Znaleziono też gotowe przedmioty z tego metalu. Kowale naprawiali miecze i robili narzędzia rolnicze. Odgłosy ciężkiej pracy mieszały się z gwarem rycerzy i sług.
Obok potężnego grodu istniała mniejsza osada. Nazywano ją podgrodziem. Zajmowała ona obszar około 9 arów. Z czasem miejsce to stało się zbyt ciasne. Ludzie zaczęli budować domy dalej na południe, za fosą. Osada nie miała własnych wałów. Mieszkali w niej rolnicy, kupcy i rzemieślnicy. Domy w osadzie to najczęściej małe, kwadratowe półziemianki. Miały one wymiary około 4 x 4 metry. Domy stały blisko siebie przy wąskich uliczkach. Drogi wykładano drewnem lub gałęziami. Ulice służyły do chodzenia, ale rynsztokami spływały też nieczystości.
Oprócz zwykłych chat, budowano tam także małe dworki dla rycerzy. Ważnym miejscem był plac targowy i karczma. Tam kupowano jedzenie i potrzebne rzeczy. Wymieniano również towary. Później zaczęto używać metalowych pieniędzy. W karczmie zaś rozmawiano o świecie i odpoczywano.
Tak jak wielokrotnie w naszych opracowaniach pisaliśmy, Połaniec leżał na ważnym szlaku. Przyjeżdżali tu kupcy z daleka, nawet z Rusi Kijowskiej. Archeolodzy znaleźli na to dowody. Odkryli m.in. sześć małych przęślików. Służyły one do przędzenia nici. Zostały zrobione z różowego kamienia. A taki rodzaj kamienia pochodził z okolic Owrucza na Rusi Kijowskiej. Oznacza to, że handel był tutaj bardzo żywy. Ale ziemia kryła też wiele innych skarbów.
Rozwój osady wiązał się z religią. Blisko wałów zbudowano pierwszy kościół w Połańcu. Patronką świątyni została św. Katarzyna Aleksandryjska, patronka filozofów, ale także młynarzy. Kaplica służyła najpierw rycerzom z grodu. Później modlili się w niej zwykli ludzie. Pierwsza wzmianka o tym kościele pochodzi z 1191 roku. Książę Kazimierz Sprawiedliwy (1138-1194) oddał wtedy nad nim opiekę kościołowi w Sandomierzu. Kościół św. Katarzyny przetrwał znacznie dłużej niż sam gród. W XVIII wieku był już jednak bardzo stary i zniszczony. W 1786 roku budowlę ostatecznie rozebrano.
Dlaczego tak potężna twierdza zniknęła z powierzchni ziemi? Są dwa główne powody. Pierwszym powodem była okrutna wojna. XIII wiek był bardzo krwawym okresem. Na ziemie polskie najechali Mongołowie. W Europie nazywano ich Tatarami. Ich ataki niszczyły całe miasta. Gród w Połańcu leżał na starym szlaku ze wschodu na zachód. Fale wojsk tatarskich przeszły dokładnie przez ten teren.
Pierwszy atak nastąpił zimą 1241 roku, kiedy to Tatarzy zdobyli Sandomierz. Zabili tam wielu ludzi, a potem ruszyli w stronę Krakowa. Zmienili jednak plany i zawrócili. Ich droga powrotna prowadziła przez Połaniec. Polscy rycerze ruszyli w pościg. Dowodził nimi wojewoda krakowski Włodzimierz. Dogonili Tatarów blisko grodu w Połańcu. Wojska wroga rozłożyły się w pobliskiej wsi Tursko. 13 lutego 1241 roku, w Środę Popielcową doszło do wielkiej bitwy. Było to pierwsze starcie polskich rycerzy z Tatarami w otwartym polu.
Początek bitwy zapowiadał się dobrze dla Polaków. Zaatakowali obóz wroga i zaczęli uwalniać więźniów. Niestety rycerze nie znali wschodnich sztuczek wojennych. Zaczęli zbierać łupy z namiotów. Wtedy Tatarzy wrócili stosując swoją ulubioną taktykę. Udali pozorowaną ucieczkę, a potem nagle zawrócili i okrążyli Polaków. Rycerstwo poniosło wówczas straszną klęskę. Następnie Tatarzy uciekli szybko w stronę Rusi, bojąc się kolejnych polskich wojsk.
Czy gród w Połańcu ucierpiał w tym czasie? Bitwa odbyła się bardzo blisko. Archeolodzy znaleźli dowody zniszczeń. Wały były budowane dwa razy. Każdy etap budowy zakończył się wielkim pożarem. Bardzo możliwe, że pierwszy pożar to efekt ataku z 1241 roku.
Drugi, jeszcze gorszy najazd tatarski nastąpił w latach 1259-1260. Ziemia sandomierska została wtedy całkowicie zniszczona. Gród w Połańcu spłonął po raz drugi. Wskazują na to znaleziska w ziemi. Archeolodzy wykopali ponad 150 grotów strzał. Taka ilość strzał w jednym miejscu oznacza długą i ciężką walkę. Drewniane wały i domy spłonęły. Zgodnie z oceną naukowców, koniec grodu nastąpił w połowie XIII wieku. Warownia nie podniosła się po tych pożarach.
Tatarskie strzały nie były jedynym wrogiem. Siedziba kasztelana miała jeszcze jednego, bardzo groźnego przeciwnika. Była nim sama natura. Rzeka Wisła była bezlitosna.
Winna Góra stanowiła świetny punkt obserwacyjny. Niestety, jej wschodnie zbocze opadało stromo do Wisły. Rzeka ciągle podmywała ten brzeg. Działanie wody było niezwykle niszczące. Wiosenne i letnie powodzie uderzały w górę z wielką siłą. Ziemia pękała i osuwała się do wody.
Geolodzy badający ten teren potwierdzają stare zapiski. Brzeg w tamtym czasie był niespokojny. Wielkie kawałki lądu wpadały do rzeki. Badacze z Krakowa przypuszczali nawet, że najstarsza część grodu wpadła prosto do Wisły w dawnych czasach. Rzeka dosłownie pożerała ziemię.
I właśnie ten żywioł miał definitywnie przypieczętować los grodu. Warownia była już spalona przez Tatarów, ziemia pod nią niestabilna. Odbudowa ogromnej twierdzy w tym samym miejscu nie miała żadnego sensu. Wały mogły w każdej chwili zjechać do wezbranej wody. Z tego powodu stare miejsce zostało porzucone. Siedziba kasztelanii przestała istnieć.
Gród znikał, ale ludzie musieli przecież gdzieś żyć. Potrzebowali innego bezpieczniejszego miejsca. Zaczęli powoli przenosić się na zachód. Odeszli od niebezpiecznego brzegu Wisły. Nowe osiedla powstawały w cichej dolinie rzeki Czarnej. W 1264 roku książę Bolesław Wstydliwy (1226-1279) wydał ważny dokument. Potwierdził w nim przywileje dla wójta połanieckiego, Mikołaja. Nadał miastu nowe, lepsze prawa. W dokumencie wspomniano, że miasto leżało jeszcze blisko Wisły. Mieszczanie dostali wtedy prawo do korzystania z lasów. Zostali zwolnieni z płacenia ceł. Mogli też zbudować młyn na rzece.
Ostatecznego przeniesienia miasta dokonał król Kazimierz Wielki (1310-1370). Miało to miejsce w XIV wieku, a dokładnie ok. 1350 roku. Kronikarz Jan Długosz napisał o tym wyraźnie. Król przeniósł Połaniec z wysokiego wzgórza na równe, niższe miejsce przy rzece Czarnej. Wytyczono tam nowy, duży rynek oraz zbudowano proste ulice. Powstał też nowy kościół parafialny pod wezwaniem świętego Marcina Biskupa.
Co stało się ze starym grodziskiem? Obszar ten nazwano Winnicą. Ludzie zaczęli tam uprawiać winorośl. Pamięć o grodzie powoli zanikała. W latach dwudziestych XX wieku brano stamtąd ziemię. Używano jej do budowy nowoczesnych wałów przeciwpowodziowych. Co ostatecznie zniszczyło widoczne ślady starych historycznych wałów obronnych. Dzisiaj to miejsce nazywane jest przez mieszkańców “Okopem”. Stoi tam pamiątkowy kamień z tablicą.
Przeniesienie miasta zmieniło jego charakter. Połaniec nie był już twierdzą wojskową. Nie miał grubych wałów z izbicami. Zamiast tego miasto skupiło się na handlu i rolnictwie. Taka zmiana przyniosła początkowo wielkie bogactwo. W XVI wieku Połaniec przeżywał swój złoty wiek, będacy czasem pokoju. Brak murów nie przeszkadzał w zarabianiu pieniędzy. Kupcy wykorzystali bliskość rzeki Wisły. Wisła zaś stała się autostradą handlową do Gdańska. Mieszczanie połanieccy handlowali zbożem i drewnem. Bardzo ważnym towarem był popiół, potrzebny do produkcji w Europie Zachodniej. W 1537 roku kupcy z Połańca sprzedali ogromne ilości popiołu, wyprzedzając nawet kupców z Sandomierza.
Organizowano tu także wielkie jarmarki. Sprzedawano na nich tysiące wołów. Bydło pędzono aż z dalekiej Mołdawii i Wołynia na Śląsk. W 1582 roku przez komory celne przeszły setki wołów z Połańca. Rzemiosło w mieście bardzo się rozwinęło. Piekli tu chleb piekarze, pracowali szewcy i krawcy. Liczba domów rosła. W 1564 roku w mieście stało prawie trzysta domów. W mieście działało również 15 bań gorzałczanych produkujących wódkę.
Władzę w mieście sprawował teraz burmistrz, rada miejska i wójt sądowy z ławnikami. Oni decydowali o sprawach mieszkańców. Kasztelan był już tylko postacią z przeszłości. Miasto radziło sobie samo. Ta wolność i bogactwo miały jednak swoją cenę. Kiedy nadeszły czasy wojen, brak potężnego grodu kasztelańskiego okazał się wielkim problemem.
Bezpieczeństwo miasta skończyło się w XVII wieku. Połaniec stał się miastem otwartym, bez żadnej obrony. Każde wojsko mogło wejść na rynek. Mieszczanie byli bezbronni. Zamiast chronić się za potężnymi wałami z drewna i ziemi, musieli patrzeć, jak ich dobytek jest niszczony.
Pierwszy cios nadszedł od własnych rodaków. W 1606 roku wybuchł bunt szlachty przeciwko królowi. Nazywa się go Rokoszem Sandomierskim. Szlachta walczyła z królem Zygmuntem III Wazą (1566–1632). Zbliżając się do Sandomierza, rokoszanie obrabowali wsie i miasta królewskie. Połaniec mocno ucierpiał. Żołnierze ukradli zboże, krowy, świnie i owce. Pobili wielu mieszkańców. Zniszczyli też folwark królewski. Zabrali stamtąd nawet kury, gęsi i sery. W starym grodzie z XI wieku taka kradzież byłaby niemożliwa. Teraz otwarte miasto nie miało jak się bronić.
Potem było jeszcze gorzej. W połowie XVII wieku przez Polskę przeszły wojska szwedzkie. Zniszczenia były ogromne. Szwedzi spalili wiele miast. W 1657 roku na Polskę najechał książę Siedmiogrodu, Jerzy Rakoczy. Jego żołnierze byli niezwykle okrutni. Palili wsie, mordowali ludzi i kradli wszystko, co miało wartość. Wojska Rakoczego dotarły do Połańca w kwietniu 1657 roku. Miasto zostało kompletnie splądrowane. Pożar zniszczył 75% zabudowań. Połaniec zamienił się w pustkowie. Ludzie, którzy przeżyli, musieli uciekać do lasów. Wtedy też przyniesiono straszną chorobę. Epidemia cholery zabiła wielu z tych, którzy uniknęli miecza.
Zaraz po tym, w lipcu 1657 roku, pod Połaniec przybył polski dowódca Stefan Czarniecki (1599-1655). Miał dziesięć tysięcy żołnierzy. Założył obóz wojskowy niedaleko miejsca, gdzie stał dawny gród kasztelański. Stamtąd pisał listy do mieszkańców innych ziem, wzywając do walki z wrogiem. Obecność tak wielkiego wojska, nawet własnego, była dla biednego miasta kolejnym obciążeniem. Żołnierze musieli coś jeść. Miasto pogrążyło się w strasznej ruinie. Z ponad 300 domów zostało tylko około 100.
Na przestrzeni lat sytuacja robiła się coraz trudniejsza. Dawne bogactwo zniknęło. Ludzie nie mieli pieniędzy. Brak silnej władzy, takiej jaką dawniej miał kasztelan w swojej twierdzy, powodował chaos. Okoliczna szlachta zaczęła zabierać miastu ziemię. Szlachcice budowali swoje dworki i magazyny na terenach miejskich, zwłaszcza nad Wisłą. Te nowe miejsca nazywano jurydykami. Właściciele jurydyk nie płacili miastu podatków. Nie słuchali miejskich sądów i robili, co chcieli. Mieszczanie stanowili siłę zbyt słabą i biedną, aby z nimi walczyć w sądach. Procesy były bardzo drogie. Zubożałe miasto straciło też prawo do korzystania z pobliskiego lasu szczeckiego. Szlachta odebrała im to prawo siłą.
Liczba ludności drastycznie spadła. W 1674 roku w Połańcu mieszkało zaledwie około 438 osób. To był prawdziwy koniec dawnej świetności. Rzemieślnicy porzucili swoje zawody. Aby przeżyć, musieli zająć się uprawą roli. Miasto powoli zmieniało się w dużą wieś rolniczą.
W XVIII wieku przeprowadzono dokładny spis mieszkańców. W 1744 roku urzędnicy spisali wszystkie ulice w Połańcu. Należały do nich ul. Krakowska, Mielecka, Kozia i Kościelna. W rynku mieszkało 27 rodzin. Domostwa posiadali tam na przykład Krzysztof Mitas, Wawrzyniec Piecek i Abraham Dudek. Wiele placów w mieście wciąż stało pustych. Był to znak, że miasto nie podniosło się po dawnych wojnach. Ciekawostką jest ulica Kościelna. Mieszkał tam wójt sądowy Stanisław Partycki. Dalej mieszkali inni ludzie, na przykład Błażej Jeleniewicz i wdowa Woliczka. Ulica Mielecka łączyła nowy Połaniec ze starym przedmieściem nad Wisłą. Stała przy niej drewniana bóżnica żydowska. Żydzi stanowili ważną grupę w mieście. Zajmowali się głównie handlem, podczas gdy Polacy uprawiali ziemię. Obraz naszego miasta bardzo różnił się od dumnego, obronnego grodu z XI wieku.
Pod koniec XVIII wieku w Połańcu znów pojawiło się wielkie wojsko. Przypomniało to dawne czasy, kiedy stacjonowała tu załoga grodu. W 1794 roku do miasta przybył Tadeusz Kościuszko, wódz powstania narodowego. Kościuszko szukał bezpiecznego miejsca. Zauważył, że tereny wokół Połańca mają świetne walory obronne. Postanowił wykorzystać rzekę Czarną jako naturalną fosę. Wysokie brzegi i bagna wokół miasta ułatwiały obronę. Był to powrót do starej, średniowiecznej koncepcji obrony z wykorzystaniem ukształtowania terenu.
Wojsko od razu zaczęło budować umocnienia polowe. Kościuszko znał się na inżynierii z czasów wojny w Ameryce. Sypano więc szańce z ziemi i budowano palisady z drewna. Mieszczanie połanieccy bardzo pomagali w tych działaniach. Dowozili drewno swoimi wozami z pobliskiego lasu. Pracowali razem z żołnierzami dniami i nocami. Zbudowano długi pas obronny, który chronił obóz od północy i zachodu.
W tym obozie, w 7 maja 1794 roku, Kościuszko wydał Uniwersał Połaniecki. Dokument miał za zadanie poprawić los chłopów w Polsce. Niestety, wkrótce wokół miasta pojawiły się wojska rosyjskie. Rosjanie zablokowali wszystkie drogi otaczając Połaniec wielkim półkolem. W mieście brakowało jedzenia, a żołnierze i cywile chorowali. Ale po kilku potyczkach i dzięki wykorzystaniu przeprawy promowej na Galicję polskim wojskom udało się przetrwać, odeprzeć ataki i zmusić rosyjskiego gen. Denisowa do odwrotu.
Wiek XIX przyniósł kolejne problemy. Po rozbiorach Polski, kordon graniczny podzielił terytorium. Wisła, która wcześniej łączyła regiony, stała się granicą z Austrią. Połaniec został odcięty od swoich dawnych partnerów handlowych. Austriacy wprowadzili wysokie cła. Komora celna w Połańcu, która dawniej przynosiła zyski, teraz tylko hamowała handel. Ludzie w mieście żyli w wielkiej biedzie. Domy były małe i drewniane, kryte słomą. Często też wybuchały pożary. W 1889 roku ogień zniszczył centrum miasta. Spłonął wtedy zabytkowy drewniany kościół świętego Marcina, a wraz z nim bezcenne stare dokumenty i księgi.
Mieszkańcy nie mieli pieniędzy na inwestycje. Młyn na rzece został zniszczony podczas wojny w 1809 roku. Przez wiele lat miasto nie mogło go odbudować z braku funduszy. Rolnictwo stało się podstawą przeżycia. Uprawiano dużo ziemniaków, które ratowały najbiedniejszych przed głodem. W połowie XIX wieku wprowadzono nowy budżet miejski. Pieniądze pochodziły głównie ze sprzedaży alkoholu w miejskich karczmach. Miasta nie było nawet stać na wybudowanie własnego budynku gminnego.
W końcu nadszedł najgorszy moment. W 1869 roku car rosyjski wydał surowy nakaz. Ukarał wiele polskich miast za udział w Powstaniu Styczniowym. Z powodu biedy i rolniczego charakteru, Połaniec stracił swoje stare prawa miejskie. Stał się zwykłą osadą wiejską. Dumne miasto, które wyrosło w cieniu potężnego grodu kasztelańskiego, stało się cichą, rolniczą prowincją.
Na zakończenie podsumujmy więc cały artykuł. Zniknięcie historycznej siedziby kasztelanii w Połańcu to wynik tragicznego splotu wydarzeń. Potężna nadwiślańska warownia padła ofiarą okrutnych najazdów tatarskich w XIII wieku. Ogień zniszczył drewniane wały, a strzały wrogów zabiły obrońców. Jednocześnie rzeka Wisła bezlitośnie niszczyła wysoką skarpę od strony Winnej Góry
Te nieszczęścia zmusiły ludzi do przeniesienia osady w dolinę rzeki Czarnej. Tam powstało nowe miasto, nastawione na handel. Jednak brak potężnych murów obronnych okazał się w późniejszych latach zgubny. Otwarte miasto było łatwym celem dla buntowników i obcych wojsk. Pożary i wojny wyniszczyły Połaniec.
Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy w tym miejscu nie pohipotetyzowali co by było gdyby. Wyobraźmy sobie zupełnie inną historię naszego miasta. Co by było, gdyby w XIII wieku mieszkańcy Połańca pokonali niszczycielską Wisłę? Mogliby umocnić brzeg i zbudować nowy, murowany gród na samej Winnej Górze. Dzisiejszy Połaniec wyglądałby wtedy zupełnie inaczej. Nasze miasto zachwycałoby pięknymi widokami. Przypominałoby znany z pocztówek Sandomierz albo Kazimierz Dolny. Nie mielibyśmy dziś dużego, płaskiego rynku w dolinie rzeki Czarnej. Sercem miasta byłby mały, bardzo urokliwy plac na wzgórzu. Dookoła niego stałyby bogate, stare kamienice.
Zamiast drewnianego grodu lśniłby murowany zamek. Zbudowałby go pewnie król Kazimierz Wielki. Z zamkowych okien patrzylibyśmy z góry na rzekę i lasy. Krawędzi skarpy strzegłyby grube mury obronne z bramami. Do dziś przyciągałyby one turystów z całego świata. Z kolei nad miastem dumnie górowałaby wielka, gotycka świątynia. Jej strzelistą wieżę widzielibyśmy z odległości wielu kilometrów. Miasto stałoby się potężną twierdzą. Wróg miałby ogromny problem z jej zdobyciem. Połaniec pewnie z łatwością odparłby dawne najazdy. Do dziś czulibyśmy tu klimat wielkiej warowni.
Historia potoczyła się jednak inaczej. Nasi przodkowie wybrali bezpieczniejsze życie w dolinie. Dziś dawny gród kasztelański to tylko wspomnienie ukryte pod polami uprawnymi na Winnicy. Pozostał on jednak wspaniałym pomnikiem inżynierii wojskowej z XI wieku. Badania archeologiczne pokazały, jak mądrze i solidnie budowano w czasach pierwszych Piastów. Chociaż na powierzchni ziemi nie został po nim żaden widoczny ślad, pamięć o warownym “Okopie” i dumnej kasztelanii wciąż żyje w historii tego niezwykłego regionu. Pokazuje, że korzenie Połańca sięgają o wiele głębiej i wyżej, niż wskazują na to dzisiejsze granice miejskiej zabudowy.
MATERIAŁ POWIĄZANY:
Strażnica w widłach Wisły i Czarnej. Powstanie, świetność i zmierzch kasztelanii połanieckiej






