
Jak wyglądało serce Połańca w XIX wieku? Zapraszamy w podróż do serca Połańca sprzed ponad 160 lat! Odkryj, jak wyglądało życie w XIX wieku na miejskim Rynku – miejscu, gdzie błoto po kolana było codziennością, a ulicami przepływał miejski kanał ściekowy.

rzed Wami Plan Rynku w Połańcu sprzed ponad 160 lat. Dokument pochodzi z Archiwum Państwowego w Radomiu. Jest to odręczny oficjalny plan datowany na 1864 r. Nie było tu asfaltu, pięknych chodników ani równych placów.
Życie toczyło się zupełnie inaczej, a spacer po rynku bywał sporym wyzwaniem. Na planie widać wijącą się rzekę Czarną. Naniesiono nazwy ulic, m.in. Krakowska, Mielecka, Kościelna (dzisiaj 11 Listopada). Wyraźnie są zaznaczone parcele i zabudowania, które tworzyły obszar ówczesnego serca Połańca.
W tamtym czasie Połaniec znajdował się w granicach guberni radomskiej. W dolnym lewym rogu widnieje zapis z dwoma datami 5/17 czerwca 1864. Skąd ta różnica? 5 czerwca to data według starego porządku, czyli kalendarza juliańskiego. Z kolei 17 czerwca to data według naszego kalendarza gregoriańskiego. Na ziemiach polskich pod zaborami stosowano podwójne datowanie, aby uniknąć urzędniczego chaosu.
W XIX wieku połanieckie ulice nie miały bruku. Ówczesny burmistrz, Antoni Widuliński, zapisał w 1820 roku gorzkie słowa: „materiał w bliskości Miasta na ten przedmiot nie znajduje się”. Skutek był łatwy do przewidzenia. Wiosną i jesienią Rynek zamieniał się w wielkie grzęzawisko. Błoto dosłownie paraliżowało ruch.
Sytuację ratował trochę miejski kanał ściekowy, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z 1838 roku. Był to zwykły rów, wykorzystujący naturalny spadek terenu. Płynął od ulicy Krakowskiej, wzdłuż Rynku i ulicy Kościelnej (11 Listopada), aż do rzeki Czarnej. Żeby nikt do niego nie wpadł, władze miasta postawiły specjalne barierki. Były to solidne, oheblowane i wbite w ziemię drewniane słupki z poręczami. Pomalowano je na elegancki, jasnopopielaty kolor. Kanał ten przetrwał aż do czasów po II wojnie światowej, kiedy to ujęto go w betonowe kręgi i zasypano ziemią.
Do 1861 roku domy w Rynku były w całości drewniane i stały dość luźno. Między nimi znajdowały się „zagaty”, tj. wąskie przejazdy pozwalające dostać się na tyły podwórek. Wszystko zmienił tragiczny pożar. Po tej katastrofie władze wydały surowe nakazy budowlane. Domy przy Rynku musiały być murowane i stać w zwartej zabudowie. Dawne przejazdy zniknęły. Żeby ułatwić mieszkańcom życie, w 1862 roku wytyczono nową drogę na tyłach działek. Jest to dzisiejsza ulica Tylna. Miała dokładnie 11 stóp szerokości (około 3,3 metra). Pozostałe ulice nie zmieniły swojego biegu. Nadal istniała ulica Krakowska, Osiecka, Mielecka, Ruszczańska (dawniej Ruszczka) i Błotnista. Z tamtych czasów wywodzą się też ulice Staszowska, Kirkucka czy Kozia (dzisiaj Tadeusza Kościuszki). Ciekawostką jest ulica Zatylna, która biegła za południową stroną Rynku. Była przejezdna jeszcze przed II wojną światową, ale dziś nie ma już po niej śladu.
Rynek był zdecydowanie najbogatszą częścią Połańca. Tutaj swoje biznesy prowadzili głównie żydowscy kupcy, u których mieściły się „wszystkie znaczniejsze handle”. Do wielkiego pożaru działał tu wspaniały zajazd dla podróżnych. Jego utrata była ogromnym ciosem, o czym świadczą dawne zapiski: „zgorzał dom zajezdny w Rynku Miasta najwygodniejszy dla podróżnych, dlaczego też podróżni nie mogą w tutejszym Mieście zatrzymywać się”. W centrum miasta dbano o bezpieczeństwo. Postawiono specjalną szopę na sikawki strażackie i wykopano studnię. Drugą usytuowano przy ulicy Krakowskiej. A co z ratuszem? Okazuje się, że wyższe władze, a dokładniej mówiąc Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych w Królestwie Polskim, nie wydały zgody na jego budowę. Aż do 1869 roku miasto nie miało własnej siedziby, a burmistrz i urzędnicy musieli korzystać z wynajmowanych pokoi!
Rynek ożywał najbardziej w poniedziałki, kiedy odbywały się jarmarki. Rozstawiano wtedy tymczasowe stragany i drewniane jatki rzeźnicze kryte gontem. Miały one całkiem spore rozmiary, bo niemal 8 metrów długości i 3 metry szerokości. Przynosiły miastu stały dochód. Tuż za rynkiem, nad rzeką Czarną, stał miejski „szlachtuz”, czyli rzeźnia. Był to solidny, drewniany budynek z kamiennym piecem, murowanym kominem i wielkim żelaznym kotłem. Jeszcze w okresie międzywojennym ten budynek znajdował się w miejscu, gdzie dziś przy ulicy Kazimierza Wielkiego stoi sklep “Delikatesy Centrum”, a dawniej restauracja „Nadwiślanka”.
Połaniec słynął też z lokalnych trunków. Na przedmieściach prężnie działały gorzelnie. W 1864 roku, z którego pochodzi plan Rynku, w mieście było aż sześć szynków, gdzie mieszkańcy mogli kupić alkohol. Wiemy też, że kilkadziesiąt lat wcześniej działał u nas mały browar.







