Proboszcz połaniecki, badacz, patriota. Życie i posługa ks. Apolinarego Knothego (1844-1894)

Łukasz OrłowskiGaleria zasłużonych9 czerwca, 2026297 Wyświetleń

Ks. Apolinary Knothe - proboszcz połaniecki, profesor sandomierskiego seminarium, wybitny badacz "Bogurodzicy" i poeta. © Na Fali Czasu 2026.

W mrocznych czasach zaborów, gdy polska tożsamość była brutalnie tłumiona, żył człowiek, który w swojej posłudze kapłańskiej połączył głęboką wiarę z żarliwym patriotyzmem i niezwykłym talentem badawczym. Ksiądz Apolinary Knothe (1844-1894), proboszcz połaniecki, profesor sandomierskiego seminarium i poeta, to postać, która zasługuje na ponowne odkrycie.

  • Ks. Apolinary Knothe (1844-1894) objął probostwo w kościele św. Marcina Biskupa w Połańcu 23 maja 1886 r.
  • Pełnił funkcję profesora w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu i był absolwentem Akademii Duchownej w Warszawie (ukończył studia w 1867 roku).
  • W 1877 roku otrzymał nominację proboszczowską do parafii pod wezwaniem Nawiedzenia NMP w Niekrasowie.
  • 12 czerwca 1889 roku w Połańcu wybuchł tragiczny pożar miejscowej plebanii i kościoła.
  • Ks. Knothe uratował bezcenne księgi metrykalne parafii w Połańcu (prowadzone od 1665 roku) oraz manuskrypt ostatniej księgi historii Jana Długosza, zabierając je do Sandomierza przed pożarem.
  • W 1884 roku opublikował w “Przeglądzie Katolickim” pracę “Starożytność pieśni Bogarodzica”, w której udowodnił związek “Bogurodzicy” z sakramentem chrztu i jej powstanie w początkach państwa polskiego.
  • Odkrył w bibliotece sandomierskiego seminarium tzw. “arkusz sandomierski” – rękopiśmienny zapis “Bogurodzicy” z 1408 roku.
  • Był poetą, autorem wierszy o tematyce religijnej i patriotycznej, m.in. zbioru modlitewnego “Godziny do Najświętszej Panny” oraz utworów opiewających Sandomierz.

zytając archiwalne zapisy związane z Połańcem i notując ważne wydarzenia, zwróciliśmy szczególną uwagę na datę 23 maja 1886 roku. Wiąże się ona z objęciem probostwa w kościele św. Marcina Biskupa w Połańcu przez ks. Apolinarego Knothe (1844-1894).

Już samo oryginalne imię zaciekawiło nas do tego stopnia, że postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o nowym proboszczu. Tym bardziej że w naszej lokalnej przestrzeni bardzo mało napisano o ks. Knothe. Być może powodem tego stanu rzeczy był fakt, że ks. Apolinary nie pracował w parafii długo, bo zaledwie 4 lata.

W 1890 roku jego następcą został ks. Leon Kowalski, który sprawował urząd proboszcza aż do swojej śmierci w 1896 roku. Pewne wątpliwości budziły dotąd ramy czasowe posługi ks. Apolinarego. W wielu ogólnodostępnych opracowaniach dotyczących duchowieństwa diecezji sandomierskiej z XIX wieku daty przeniesień bywają upraszczane, a czasem wręcz mylone. Praca z lokalnymi źródłami i dokumentami daje w takich sytuacjach najpewniejszy obraz rzeczywistości. Według archiwów parafii łagowieckiej miał on zarządzać miejscowym kościołem w latach 1885–1893. Jednak z naszych źródeł (m.in. z artykułu Teresy Switek z “Zeszytów Połaneickich” nr 31) wynika, że pracował w Połańcu w latach 1886–1890. Ustalenia te w pełni uwiarygadnia artykuł opublikowany na łamach „Gazety Radomskiej” z 4 lipca 1889 roku, pod którym sam ks. Apolinary podpisał się osobiście jako proboszcz połaniecki.

Był on również m.in. profesorem Seminarium Duchownego w Sandomierzu i wybitnym intelektualistą. Omawiając połaniecki etap posługi księdza Apolinarego, nie możemy pominąć Ruszczy. Właśnie tam pracował jego rodzony brat, Aleksander Knothe (1854-1924), pochowany na cmentarzu parafialnym przy ul. Osieckiej w Połańcu. Początkowo pełnił funkcję administratora majątku rodziny Potockich. Losy obu braci były ze sobą mocno splecione. Ksiądz proboszcz miał ogromny wpływ na wychowanie swoich bratanków, Stanisława (1880-1958) i Bronisława (1881-1950). Zaszczepił w nich głęboki patriotyzm. Lata później, w 1917 roku, wybitny inżynier Stanisław Knothe oficjalnie wykupił dobra ruszczańskie. W ten sposób rodzina na stałe zapisała się w dziejach naszej gminy. Braterska relacja przyniosła Połańcowi jeszcze jedno niezwykle ważne wydarzenie. W 1889 roku wybuchł tragiczny pożar miejscowej plebanii. Przebywający w tym czasie Aleksander Knothe bez wahania miał rzucić się w ogień. Udało mu się uratować z płomieni bezcenną pamiątkę. Było to słynne krzesło obite świńską skórą, na którym niemal wiek wcześniej miał rzekomo odpoczywać sam naczelnik Tadeusz Kościuszko.

Połaniec na mapie Królestwa Polskiego w XIX wieku | PTG Warszawa.

Druga połowa XIX wieku była dla Polaków czasem wyjątkowo trudnym. Polska nie istniała na mapach Europy, a władze rosyjskie z całą mocą zwalczały polską kulturę i tradycję. Represje nasiliły się zwłaszcza po upadku Powstania Styczniowego w 1864 roku. Konfiskowano majątki narodowe i zamykano polskie szkoły. Patriotów zsyłano na daleką Syberię. W tych mrocznych czasach Kościół katolicki stał się jedną z najważniejszych ostoi polskości. Duchowni przejęli na siebie ogromny ciężar zajmując się edukacją młodzieży. Prowadzili szeroką pracę społeczną. Podtrzymywali ducha narodowego wśród prostych ludzi. Ksiądz Apolinary Knothe był doskonałym przykładem takiego kapłana. Łączył głęboką wiarę z żarliwym patriotyzmem. Pracował jako oddany duszpasterz na wiejskich parafiach. Jednocześnie był cenionym badaczem literatury i utalentowanym poetą. Ks. Jan Wiśniewski (1876–1943) twierdził, że posiadał bardzo szeroką wiedzę, gdyż mówiono o nim „chodząca encyklopedia”.

Biografia księdza Apolinarego utwierdza nas w przekonaniu, że nawet w czasach największego ucisku można było tworzyć wielkie rzeczy. Historia księdza Knothego to opowieść o służbie. Służył Bogu, nauce i zniewolonej Ojczyźnie. Służył także zwykłym ludziom, z którymi dzielił trudy codziennego życia. W niniejszym artykule prześledzimy wspólnie dokładnie jego losy. Zaczniemy od lat dziecięcych. Następnie poznamy jego drogę edukacyjną. Odwiedzimy parafie, w których pracował. Zacytujemy jeden z jego artykułów w prasie radomskiej. A na koniec przyjrzymy się jego badaniom naukowym i twórczości poetyckiej. Życzymy miłej lektury.

Młodość w cieniu popowstaniowych represji

Apolinary Knothe przyszedł na świat 4 lipca 1844 roku. Urodził się w miejscowości Mnichów. Wieś znajdowała się wówczas na terenie guberni kieleckiej. Dzisiaj leży w granicach województwa świętokrzyskiego. Lata jego dzieciństwa przypadły na trudny okres bezpośrednio po upadku Powstania Listopadowego. Atmosfera w wielu polskich domach była wówczas przesycona bólem. Ludzie wciąż opłakiwali przegraną walkę, a strach przed carską policją był zjawiskiem powszechnym.

Taki domowy i społeczny klimat mocno wpłynął na młodego chłopca. Z pewnością ukształtował jego patriotyczną wrażliwość. Apolinary bardzo wcześnie zrozumiał, w jak trudnej sytuacji znajduje się jego naród. Od najmłodszych lat wykazywał wybitne zdolności intelektualne. Nauka przychodziła mu z niezwykłą łatwością. Edukację rozpoczął w swoich rodzinnych stronach. Następnie rodzice posłali go do szkół w Sandomierzu.

W Sandomierzu młody Knothe szybko zwrócił na siebie uwagę nauczycieli. Był uczniem niezwykle pilnym, którego talent był widoczny na każdym kroku. Ukończył sandomierskie progimnazjum z pierwszą nagrodą. Wielkie wyróżnienie w ówczesnym systemie edukacji otwierało drogę do dalszego, bardzo szybkiego rozwoju. Kolejnym etapem w jego życiu była nauka w szkołach radomskich. Tam mógł poszerzać swoje horyzonty. Właśnie w Radomiu musiał podjąć ostateczną decyzję o swojej przyszłości.

Zdecydował się na służbę duchowną. W tamtych czasach była to decyzja oznaczająca twarde życie. Księża byli pod stałą obserwacją carskich urzędników. Mimo to Apolinary nie miał wątpliwości. Chciał służyć ludziom i Kościołowi. W 1862 roku złożył dokumenty do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu.

Studia w sandomierskim Seminarium Duchownym

Wyższe Seminarium Duchowne w Sandomierzu miało w XIX wieku bardzo bogatą tradycję. Początki instytucji sięgały 1639 roku. Wtedy to ks. Mikołaj Leopoldowicz utworzył pierwszą szkołę dla przyszłych kapłanów. Początkowo uczelnię prowadzili ojcowie jezuici. Natomiast po likwidacji ich zakonu w 1773 roku, losy seminarium bywały różne. Kleryków przenoszono nawet na pewien czas do Kielc. Nowy rozdział rozpoczął się w 1818 roku, kiedy to papież Pius VII powołał wówczas do życia nową diecezję sandomierską. Niedługo później, 7 listopada 1820 roku, oficjalnie otwarto Wyższe Seminarium Duchowne w Sandomierzu.

Gdy Apolinary Knothe rozpoczynał naukę w 1862 roku, uczelnia borykała się z problemami lokalowymi. Nie miała własnego, dużego gmachu. Klerycy uczyli się i mieszkali w Domu Księży Emerytów. Budynek znajdował się tuż obok katedralnej dzwonnicy. Warunki były skromne, ale poziom nauczania pozostawał bardzo wysoki. Rektorem uczelni był wówczas ks. Antoni Misiórski. Kadra profesorska składała się z wybitnych specjalistów z różnych dziedzin teologii.

Przyjęcie Apolinarego do seminarium miało przebieg nietypowy. Ze względu na jego wyjątkową inteligencję i świetne oceny ze szkół świeckich, od razu wpisano go na drugi rok studiów. Taka sytuacja zdarzała się niezwykle rzadko. Przełożeni szybko zorientowali się, że mają do czynienia z genialnym młodzieńcem. Władze kościelne dostrzegły w nim wielki potencjał. Biskup i profesorowie widzieli w nim przyszłego lidera diecezji.

Nauka w Sandomierzu trwała jednak bardzo krótko. Po zaledwie jednym roku studiów podjęto ważną decyzję. Uznano, że talent młodego kleryka wymaga edukacji na najwyższym możliwym poziomie. Miejscowe seminarium nie mogło mu już zaoferować niczego nowego. Jednomyślną decyzją rady pedagogicznej wysłano go na dalsze studia. Skierowano go do najbardziej prestiżowej uczelni teologicznej w kraju, Akademii Duchownej w Warszawie.

Prestiżowa Akademia Duchowna w Warszawie

Wyjazd do Warszawy stanowił dla młodego kleryka wielki awans. Akademia Duchowna była uczelnią o statusie szkoły wyższej. Została powołana do życia specjalnym dekretem carskim 16 października 1835 roku. Jej powstanie wiązało się z trudną historią Polski. Rosjanie zamknęli wcześniej Królewski Uniwersytet Warszawski. Akademia miała zająć miejsce zlikwidowanego Seminarium Głównego. Głównym celem uczelni było wykształcenie nowych, elitarnych kadr dla Kościoła. Akademia miała przygotowywać wykwalifikowanych nauczycieli religii dla szkół państwowych. Kształciła przyszłych profesorów dla seminariów duchownych. Wychowywała znakomitych kaznodziejów oraz sprawnych urzędników do pracy w konsystorzach diecezjalnych. Początkowo uczelnia mieściła się w zabytkowym gmachu klasztoru ojców franciszkanów. Budynek ten znajdował się przy ulicy Zakroczymskiej w Warszawie.

Zasady nauczania w Akademii były ściśle określone. Podstawowym językiem wykładowym był język polski. Istniał jednak jeden bardzo ważny wyjątek. Wszystkie przedmioty teologiczne musiały być wykładane wyłącznie w języku łacińskim. Ponadto wszystkie dyplomy ukończenia studiów wydawano absolwentom tylko po łacinie. Wymagało to od studentów perfekcyjnej znajomości tego starożytnego języka. Apolinary radził sobie z tym zadaniem doskonale.

Czas jego studiów w Warszawie przypadł na bardzo niespokojne lata. W 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe. Wielu księży i studentów teologii angażowało się w pomoc powstańcom. Carat odpowiadał bezwzględnym terrorem. W 1865 roku władze rosyjskie nakazały przeniesienie uczelni do klasztoru karmelitów bosych przy Krakowskim Przedmieściu. Był to początek końca tej zasłużonej instytucji. Knothe ukończył studia w trudnym 1867 roku. Uzyskał prestiżowy stopień kandydata świętej teologii. W całej historii Akademii Duchownej tytuł ten zdobyło zaledwie 278 osób. Tuż po jego egzaminach, 1 lipca 1867 roku, władze rosyjskie ostatecznie zlikwidowały uczelnię. Ksiądz Apolinary znalazł się w gronie ostatnich absolwentów tej wielkiej szkoły.

Mając w ręku znakomity dyplom, młody teolog wrócił do Sandomierza. W 1867 roku przyjął święcenia kapłańskie. Udzielił mu ich biskup Józef Michał Juszyński (1793-1880). Biskup ten kierował diecezją sandomierską w latach 1859-1880. Jako doświadczony administrator, musiał manewrować między potrzebami Kościoła a naciskami rosyjskiego zaborcy. Wyświęcenie tak zdolnego kandydata było dla niego wielką radością.

Niepospolity profesor seminarium i wychowawca

Zwykle nowo wyświęceni księża trafiali na małe parafie. Zostawali wikariuszami, aby u boku starszych proboszczów zdobywać doświadczenie duszpasterskie. W przypadku księdza Knothego stało się zupełnie inaczej. Bezpośrednio po przyjęciu święceń kapłańskich otrzymał on niezwykłą nominację. Biskup Juszyński mianował go od razu profesorem Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Ten niezwykle szybki awans był dowodem ogromnego zaufania. Przełożeni docenili jego wiedzę zdobytą w Warszawie. Kościół w tamtym czasie cierpiał na brak wybitnych intelektualistów. Wielu kapłanów zostało zesłanych na Syberię za pomoc powstańcom. Diecezja zatem pilnie potrzebowała mądrych nauczycieli, którzy odpowiednio ukształtują nowe pokolenie duchownych. Biskup uznał, że młody ksiądz Apolinary będzie idealnym kandydatem na to trudne stanowisko.

Ksiądz Knothe szybko zyskał opinię niepospolitego pedagoga. Wyróżniał się ogromną erudycją oraz wielkim sercem. Jego styl nauczania był bardzo nowoczesny jak na ówczesne czasy. Nie ograniczał się do suchego dyktowania regułek z podręczników. Przez wiele lat specjalizował się w wykładaniu Pisma Świętego. Przedmiot ten często sprawiał klerykom spore trudności. Profesor potrafił jednak rozjaśnić nawet najbardziej zawiłe kwestie teologiczne. Posługiwał się bardzo jasnym i logicznym wykładem. Używał zręcznych porównań z życia codziennego. Dzięki temu nauka stawała się ciekawa i zrozumiała. Wpływ na uczniów był wprost ogromny. Przyszli księża nie traktowali tych zajęć jako przykrego obowiązku. Przeciwnie, z utęsknieniem czekali na kolejne wykłady. Z wielkim smutkiem słuchali dźwięku dzwonka, który oznajmiał koniec lekcji.

Ksiądz Apolinary potrafił wlać życie w każdy, nawet najtrudniejszy przedmiot. Potrafił obudzić w studentach prawdziwe zainteresowanie Biblią. Wychował wielu znakomitych kapłanów. Wśród jego słuchaczy znalazło się dwóch późniejszych biskupów. Pierwszym z nich był ksiądz Marian Ryx (1853-1930). Święcenia kapłańskie przyjął w 1879 roku. W późniejszych latach został rektorem tego samego seminarium, a w 1910 roku objął godność biskupa sandomierskiego. Drugim wybitnym uczniem był ksiądz Stanisław Zdzitowiecki (1854-1927), wyświęcono w 1877 roku. On również wykładał w Sandomierzu, a w 1902 roku został biskupem kujawsko-kaliskim.

Sukcesy pedagogiczne nie zwalniały ks. profesora z innych obowiązków kościelnych. Pełnił również funkcję wikariusza w sandomierskiej katedrze. Praca ta dawała mu stały kontakt ze zwykłymi wiernymi. Mógł słuchać ich problemów i służyć radą w konfesjonale. Ponadto biskup powierzył mu niezwykle delikatną misję. Mianował go kapelanem w klasztorze sióstr benedyktynek w Sandomierzu.

Władze rosyjskie prowadziły wówczas politykę niszczenia żeńskich zgromadzeń zakonnych. Zabraniano przyjmowania nowych nowicjuszek. Klasztory skazywano na powolne wymieranie. Siostry benedyktynki żyły w ciągłym strachu o swoją przyszłość. Obecność mądrego, wykształconego i pełnego empatii kapelana była dla nich ogromnym wsparciem duchowym. Ksiądz Apolinary dodawał im otuchy i pomagał przetrwać ten mroczny czas.ą misję.

Proboszcz w zabytkowym Niekrasowie

Po dziesięciu latach intensywnej pracy akademickiej przyszedł czas na nowe wyzwania. W 1877 roku ksiądz Knothe otrzymał nominację proboszczowską. Został skierowany do parafii pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Niekrasowie. Była to urokliwa miejscowość położona w ówczesnym powiecie sandomierskim. Znajdowała się na terenie historycznej gminy Tursko.

Dla badacza historii, jakim był ksiądz Apolinary, Niekrasów był miejscem fascynującym. Parafia posiadała niezwykle bogatą przeszłość. Pierwszy kościół katolicki powstał tam już około 1121 roku, czyli na czasy panowania księcia Bolesława III Krzywoustego (1086-1138). Początkowo świątynia stała wysoko na górze, dokładnie w miejscu, gdzie później wybudowano plebanię. Dostęp do niej był jednak bardzo trudny. Dlatego, jak zapisał słynny kronikarz Jan Długosz, kościół przeniesiono w dół, u podnóża góry. Ksiądz Knothe dobrze znał też trudne dzieje parafii z czasów reformacji. W latach 1536-1614 miejscowy kościół służył jako zbór ewangelicko-reformowany. Został on ufundowany przez właścicieli okolicznych dóbr Ossala, rodzinę Turskich. Byli oni wyznania kalwińskiego. Dopiero w 1615 roku budynek odzyskano dla katolików i uroczyście konsekrowano. Ten stary kościół ostatecznie spłonął.

Świątynia, w której rozpoczął posługę ksiądz Knothe, pochodziła z 1661 roku. Była jedną z najcenniejszych zabytków architektury drewnianej w całym regionie. Budynek zachwycał swoją konstrukcją. Został wzniesiony z solidnego drewna modrzewiowego. Oparto go na masywnych, dębowych przyciesiach. Całość spoczęła na trwałej podmurówce z kamienia. Kościół miał tradycyjną konstrukcję zrębową. Zewnętrzne ściany oszalowano drewnianymi deskami. Na szczycie gontowego dachu górowała urocza, ośmioboczna sygnaturka z krzyżem i baniastym hełmem.

Wnętrze niekrasowskiego kościoła robiło ogromne wrażenie. Przestrzeń była podzielona na trzy nawy przez cztery drewniane filary. Nad głowami wiernych rozpościerał się płaski strop ozdobiony pięknymi polichromiami. Przedstawiały one motywy roślinne i figuralne. Największym skarbem sztuki był jednak ozdobny, ostrołukowy łuk gotycki. Znajdował się on między nawą główną a prezbiterium. Przedstawiał rzeźbę Chrystusa na krzyżu w otoczeniu Matki Boskiej i Marii Magdaleny.

Dla księdza Apolinarego najważniejszy był jednak duchowy wymiar tego miejsca. Kościół w Niekrasowie był ważnym sanktuarium maryjnym. W ołtarzu głównym znajdował się słynący łaskami, niekoronowany obraz Matki Boskiej Niekrasowskiej. Został on namalowany na płótnie i przyciągał rzesze lokalnych pielgrzymów. Obok kościoła stała wysoka, czworoboczna dzwonnica z końca XVIII wieku. Zbudowana z drewna modrzewiowego, regularnie wzywała parafian na nabożeństwa prowadzone przez nowego, wykształconego proboszcza. Ksiądz Knothe z pewnością z wielkim zaangażowaniem dbał o ten cenny zabytek i o wiarę powierzonych mu chłopów.

Przeniesienie do parafii w Połańcu

Po 9 latach owocnej pracy w Niekrasowie nadszedł czas na kolejną zmianę. 23 maja 1886 roku ksiądz Apolinary Knothe oficjalnie objął funkcję proboszcza w Połańcu. Połaniec zapisał się złotymi zgłoskami w historii Polski, ponieważ na jego terenie, w obozie wojskowym, 7 maja 1794 roku naczelnik Tadeusz Kościuszko ogłosił słynny Uniwersał Połaniecki. Dokument dawał chłopom ograniczoną wolność osobistą. Miał ich zachęcić do masowego udziału w walce o niepodległość Ojczyzny.

Duch wolności był w Połańcu wciąż bardzo silny. Mieszkańcy pamiętali o dawnej chwale Rzeczypospolitej. Ksiądz Knothe, jako gorący patriota, z pewnością doskonale czuł się w tym środowisku. Parafia połaniecka nosiła wezwanie świętego Marcina Biskupa. Pierwsza świątynia istniała już w XII wieku. Z kolei samą parafię ufundował w XIV wieku król Kazimierz Wielki.

Początki chrześcijaństwa w Połańcu wiązały się z innym, niezwykłym miejscem. Była to Winna Góra. Na jej szczycie stał niegdyś pierwszy, drewniany kościół pod wezwaniem św. Katarzyny. Według lokalnych tradycji, został on wzniesiony około 1000 roku z fundacji samego Bolesława Chrobrego. Był to czas tuż po słynnym Zjeździe Gnieźnieńskim. Świątynia ta znajdowała się w obrębie grodu warownego, u zbiegu rzek Czarnej i Wisły. Pierwsze pewne wzmianki o kościele św. Katarzyny pochodziły z 1191 roku. Przez wieki był to główny ośrodek kultu w Połańcu. Dopiero gdy król Kazimierz Wielki przeniósł miasto na nowe miejsce w 1350 roku, stary kościół stracił na znaczeniu. Został zamieniony w kaplicę i ostatecznie rozebrany w 1786 roku z powodu złego stanu technicznego. Dzisiaj w tym historycznym miejscu stoi pamiątkowy krzyż z kamieniem.

Kiedy ksiądz Knothe obejmował parafię w 1886 roku, główny kościół parafialny św. Marcina Biskupa wyglądał inaczej niż obecnie. Współczesna, imponująca bryła tej świątyni powstała dopiero w latach 1897-1899. Wybudowano ją według projektu utalentowanego architekta Napoleona Statowskiego. Jest budowlą neoromańską, wzniesioną z lokalnie wypalanej cegły i piaskowca. Posiada wysoką wieżę na froncie i została zbudowana na planie krzyża łacińskiego. Uroczystego poświęcenia świątyni dokonał biskup Antoni Franciszek Ksawery Sotkiewicz (1826-1901) w dniu 29 lipca 1900 roku.

Oznacza to, że ksiądz Knothe przez cały okres swojej posługi w Połańcu pracował w znacznie starszym, dawnym kościele. Była to budowla pamiętająca dawne czasy, wymagająca ciągłej opieki. Z tego historycznego, starego kompleksu ocalał do dziś tylko jeden element, jakim jest piękna kaplica Matki Bożej Różańcowej. Pochodzi ona z przełomu XVII i XVIII wieku. Kaplica została zgrabnie wkomponowana w bryłę nowego, neoromańskiego kościoła. Przylega ona do lewego ramienia krzyża obecnej świątyni. W tej barokowej kaplicy ksiądz Apolinary modlił się najczęściej.

Praca w Połańcu była wymagająca. Proboszcz musiał dbać nie tylko o sprawy duchowe mieszkańców, ale również o ich morale. Zaborca nie ustawał w próbach rusyfikacji młodzieży. Edukacja w szkołach odbywała się po rosyjsku. Ksiądz Knothe starał się przeciwdziałać tej polityce. Podczas kazań przypominał o polskiej historii i uczył dzieci modlitw w języku ojczystym. Był ostoją dla lokalnej społeczności.

Tak mógł wyglądać protoplasta obecnego kościoła św. Marcina Biskupa w Połańcu (1565-1889). Na zdjęciu od lewej: nieistniejące współcześnie kościoły w Kawnicach, Olbierzowicach i Kazimierzu nad Renem.

Echa pożaru Połańca i artykuł ks. Apolinarego

Tak jak wspominaliśmy, ks. Knothe rozpoczynał swoją posługę w znacznie starszym, drewnianym kościele św. Marcina Biskupa. Zapraszamy do zapoznania się z relacją naocznych świadków pożaru, który wybuchł 12 czerwca 1889 r. w samo południe na połanieckim rynku. Ogień spowodował ogromne zniszczenia w samym Połańcu i doprowadził do utraty wielu bezcennych dokumentów. Doszczętnie spłonął również modrzewiowy kościół św. Marcina Biskupa. Sytuację miasta po tragedii – w szczególności to, co spłonęło, a co udało się uratować – opisał na łamach „Gazety Radomskiej” (z 4.07.1889 r.) proboszcz połaniecki, ks. Apolinary Knothe.

Proboszcz połanieckiej parafii po kilku tygodniach od pożaru przesłał do “Gazety Radomskiej” bardzo smutny i długi raport. Spisał w nim dokładnie wszystkie najważniejsze, bezcenne rzeczy, które bezpowrotnie pochłonął ogień. Lista ta do dziś budzi grozę w sercach historyków. W zgliszczach zamieniło się w szary popiół dosłownie całe kościelne archiwum.


Jeszcześmy nie ochłonęli z bolesnego wrażenia na widok zgorzałego do szczętu Kościoła w Połańcu, lecz szlachetne zainteresowanie się Redakcji Gazety Radomskiej i Radomian naszym smutnym położeniem, skłania nas do przesłania tych kilku wyrazów.

Długi byłby wykaz cennych przedmiotów zniszczonych w czasie rzeczonego pożaru – wymienię straty najważniejsze: Obraz Najświętszej Maryi Panny na drzewie, farbami woskowymi na podkładzie kredowym malowany, zabytek sztuki z wieku XV, pochodzący z dawniejszego miejscowego kościoła parafialnego, miejscowego pod wezwaniem św. Katarzyny Panny i Męczenniczki.

Obraz wielkich rozmiarów i pięknego pędzla na płótnie z wieku XVII, przedstawiający w allegorycznych postaciach znikomość świata.

Biblioteka kościelna mieszcząca się w dwóch szafach urządzonych w murze kaplicy Najświętszej Maryi Panny złożona ze 188 dzieł, między którymi były inkunabuły sztuki drukarskiej np.: Summa angelica de casibus conscientiae Mediolani 1444 r. Rosella casuum per fratrem Baptistam 1445 r. Speculum exemplarum Argentini 1495 r. Summa de laudibus Virginis Mariae Alberti Antistitis Coloniae 1502 r. Ambrosii Episcopi Mediolanenesis officiorum libri 3. Coloniae 1529. Psalmy Dawidowe z komentarzem po polsku, drukowane w Krakowie około r. 1590. Arytmetyka drukowana w Krakowie u. Hieronima Szarfenbergera. O męce Pańskiej Jana Leopolity Kraków 1537. Mszał drukowany w Krakowie r. 1545 u Marka Szarfenbergera.

Z całej biblioteki ocalały tylko trzy dzieła, które niżej podpisany miał w Sandomierzu, między innymi manuskrypt ostatniej księgi historii Długosza.

W tejże bibliotece spłonęły trzy dyplomaty dla cechów połanieckich: tkackiego, szewskiego i kowalskiego z podpisami i pieczęciami królów: Zygmunta III, Władysława IV i Augusta II, nadto księga rachunkowa cechu szynkarskiego z r. 1520.

W tejże bibliotece znajdowała się także erekcyja Bractwa Literackiego wydana w Krakowie 1490 r. przez królewicza Fryderyka Jagiellończyka Elekta biskupa krakowskiego. Na pieczęci był anioł z rozpostartymi skrzydłami trzymający oburącz tarczę, na tarczy orzeł Jagielloński. Prócz tej pieczęci na szkarłatnym sznurku wisiała pieczęć Zbigniewa Oleśnickiego Prymasa Arcybiskupa Gnieźnieńskiego – i trzy pieczęcie innych biskupów polskich, szóstej pieczęci brakowało.

Dyplomat ten ważnym był nie tylko dla miejscowego kościoła i bractwa, lecz nadto rozstrzygał kwestię naukową przez naszych historyków poruszaną; taka bowiem liczba pieczęci biskupich do jednego dokumentu przywieszonych, dowodzi, że dyplomat ten wydany został na synodzie prowincjonalnym. Otóż, gdy prałat Buliński w swojej historii Kościoła polskiego kładzie pod rokiem 1491 synod wątpliwy, zwołany w Krakowie, na którym uchwalone były dobrowolne ofiary od duchowieństwa na wyprawę przeciw Multanom, a ks. Fabisz tenże sam synod jako wątpliwy kładzie w Piotrkowie pod r. 1494; dyplomat połaniecki znosi wszelką wątpliwość co do zebrania się tegoż synodu, i wskazuje, że odbył się on rzeczywiście jak pisze ks. Buliński w Krakowie, lecz na rok wcześniej tj. w 1490 r.

Spłonęło całe archiwum kościelne złożone w skarbcu dużej drewnianej skrzyni. Z całego archiwum ocalały metryki kościelne rozpoczęte w r. 1665, a które na szczęście zabrałem do Sandomierza dla opatrzenia ich w nową oprawę. Niestety! spaliła się nam piękna rzeźbiona z drzewa kościelna chrzcielnica, z której ochrzczony był świętobliwy połańczanin Julian Stropoński zmarły w klasztorze Stopnickim w 1742 roku, a którego budujący żywot umieścił Florian Jaroszewicz, w dziele swoim Matka S-tych Polska pod dniem 31 maja.

Z uratowanych od ognia nielicznych przedmiotów zasługują na uwagę: Obraz na płótnie włoskiego pędzla, przedstawiający Patrona kościoła Ś-go Marcina Biskupa Turońskiego, malowany w XVI wieku. U stóp świętego Biskupa po obu stronach przedstawione są współczesne postacie jako to: Zygmunt August fundator Kościoła, ojciec jego Zygmunt Stary, Matka jego Bona w pięknym stroju z koronkami i długim trenem, niewiadomy z nazwiska proboszcz połaniecki, i paru świeckich panów, z których jeden z przystrzyżonymi wąsikami zdaje się coś szeptać do ucha Królowej.

Uratowane także zostało stare drewniane krzesło, na którym siadywał Tadeusz Kościuszko, w czasie kwaterowania swego w roku 1794 pod Połańcem, u Tekli Jungiewiczowej wdowy po Szymonie, która rodziła się w żydowstwie w mieście Staszowie w rynku, w tem miejscu, gdzie przed pożarem ostatnim Staszowa była kamienica nowa starozakonnego Karpena. Żydóweczkę tę odznaczającą się niezwykłą urodą wykradł z domu rodziców obywatel połaniecki sławetny Szymon Jungiewicz; przeprawił się z nią za Wisłę do dzisiejszej Galicji austriackiej i z ochrzczoną zawarł związki małżeńskie, po czym zamieszkał we własnym domu dotąd stojącym na przedmieściu Żapniowie. W tym to domu już po śmierci Szymona, u wdowy Tekli kwaterował Tadeusz Kościuszko. Dzisiejszy właściciel tego domu obywatel pan Michał Murczkiewicz jest prawnukiem Szymona i Tekli, synem ich bowiem był Stanisław Jungiewicz, którego córka Teresa wyszła za Dominika Murczkiewicza ojca Michała, ożenionego z Eufrozyną ze Skałukich. Szanowni ci małżonkowie w roku zeszłym krzesło po Kościuszce ofiarowali na własność Kościołowi Połanieckiemu, które wyratował z palącej się plebanii mój brat Aleksander, zaś obraz Ś-go Marcina wyratował z Kościoła obywatel Jungiewicz Senior Bractwa Różańcowego.

Ks. Apolinary Knothe, proboszcz połaniecki.

W tym miejscu nie możemy nie wspomnieć o Księgach metrykalnych parafii w Połańcu. Dokumenty, zawierające bezcenne wpisy o narodzinach, ślubach i zgonach mieszkańców prowadzone od 1665 roku, nie spłonęły w tragicznym pożarze z 12 czerwca 1889 roku z jednego, bardzo prozaicznego powodu: po prostu nie było ich wtedy w mieście. Tuż przed wybuchem pożaru, proboszcz ks. Apolinary Knothe zabrał zbiory metrykalne i zawiózł je do Sandomierza. Cel tej podróży był czysto praktyczny. Ksiądz oddał je do oprawy u tamtejszego introligatora. Przy okazji zabrał ze sobą również trzy inne, wyjątkowo cenne dzieła (w tym m.in. manuskrypt ostatniej księgi historii Jana Długosza), co uratowało je przed płomieniami. To była niesamowicie szczęśliwa decyzja. Można powiedzieć, że wyjazd do sandomierskiego introligatora dosłownie uratował genealogiczną pamięć Połańca. Dzisiaj zdigitalizowane księgi od 1665 roku można przeglądać elektronicznie.

Trudne lata w Łagowie i powrót do Sandomierza

Ostatnią parafią, którą zarządzał ksiądz Knothe, był Łagów. Miejscowość ta znajdowała się w bardzo specyficznej i bolesnej sytuacji. W 1869 roku Łagów, podobnie jak Połaniec, stracił prawa miejskie na mocy ukazu carskiego. Była to brutalna kara zbiorowa. Władze rosyjskie mściły się w ten sposób na mieszkańcach za ich aktywny udział w Powstaniu Styczniowym w latach 1863-1864.

Degradacja z dumnego miasta do rangi zwykłej osady wiejskiej była dla mieszkańców wielkim ciosem. Wiązała się z upadkiem lokalnego handlu i rzemiosła. Zapanowała ogólna bieda i poczucie głębokiej niesprawiedliwości. Wysłanie tam tak wybitnego i empatycznego duszpasterza, jakim był ksiądz Apolinary, nie było przypadkową decyzją biskupa. Wierni w Łagowie potrzebowali mądrego przewodnika. Potrzebowali kogoś, kto zrozumie ich żal i pomoże im odbudować utracone poczucie godności.

Ksiądz Knothe, znany z wielkiego miłosierdzia i patriotyzmu, był idealnym kandydatem do tego zadania. Z pewnością dzielił z parafianami ich smutki. Wspierał ich w codziennych trudach i przypominał, że wartość człowieka nie zależy od carskich dekretów. Jego posługa w Łagowie była czasem leczenia społecznych ran.

Jednakże wybitne talenty intelektualne ks. Knothego, podobnie jak w parafii połanieckiej, nie pozwalały mu na stałe pozostać w Łagowie. Biskup sandomierski Antoni Sotkiewicz postanowił wykorzystać jego wiedzę w stolicy diecezji. Biskup Sotkiewicz był człowiekiem bardzo światłym, byłym redaktorem “Przeglądu Katolickiego”. Doskonale znał wartość publikacji naukowych swojego podwładnego. Powtórnie powołał księdza Apolinarego na stanowisko profesora do uczelni duchownej w Sandomierzu.

Powrót do seminarium był dowodem na to, że wiedza i umiejętności pedagogiczne księdza Knothego były dla Kościoła po prostu niezastąpione. Biskup Sotkiewicz powierzył mu także inne, bardzo ważne zadanie. Poprosił uczonego profesora o sporządzenie szczegółowych opisów wszystkich kościołów wchodzących w skład dekanatu sandomierskiego. Praca ta wymagała zmysłu historycznego i doskonałej znajomości architektury sakralnej. Dzięki notatkom księdza Knothego zachowano bezcenną wiedzę o wyglądzie i wyposażeniu wielu świątyń pod koniec XIX wieku. Był to wielki wkład w ratowanie materialnego dziedzictwa narodowego przed zniszczeniem lub zapomnieniem.

Odkrywca najstarszych tajemnic “Bogurodzicy”

Pomimo licznych obowiązków proboszczowskich i akademickich, ksiądz Knothe znajdował czas na prowadzenie bardzo zaawansowanych badań naukowych. Jego największym osiągnięciem na tym polu była dogłębna analiza najstarszej polskiej pieśni religijnej, słynnej “Bogurodzicy”. W XIX wieku wiedza na temat pochodzenia tego utworu była wciąż niepełna i pełna domysłów. Rosyjskim zaborcom bardzo zależało na zacieraniu dowodów na starożytność polskiej kultury. Chcieli udowodnić, że Polacy są narodem młodym, bez wielkich tradycji. Prace księdza Knothego miały więc ogromne znaczenie. Miały wymiar nie tylko czysto naukowy, ale przede wszystkim głęboko patriotyczny.

Swoje przełomowe artykuły i rozprawy badawcze ksiądz Apolinary publikował w Warszawie. Ukazywały się one na łamach “Przeglądu Katolickiego”, najstarszego i najbardziej prestiżowego tygodnika katolickiego w stolicy, wydawanego od 1863 roku. Czasopismo czytały elity intelektualne z całego Królestwa Polskiego. W 1884 roku ukazała się tam fundamentalna praca księdza Knothego pod tytułem “Starożytność pieśni Bogarodzica”. Artykuł wywołał wielkie poruszenie w świecie nauki. Był dyskutowany i recenzowany przez innych badaczy, między innymi na łamach warszawskiej “Prawdy” w 1885 roku.

Ksiądz profesor podszedł do starego tekstu jak wnikliwy filolog i teolog. Skupił się na szczegółowej interpretacji bardzo starych, trudnych do zrozumienia fraz. Szczególną uwagę poświęcił słowom: “zyszczy nam, spuści nam”. Wielu badaczy miało problem z ich właściwym odczytaniem. Knothe udowodnił, że jest to wyraźna prośba wiernych skierowana do Matki Bożej o “Syna Twego, Pana”, z powołaniem się na wstawiennictwo św. Jana Chrzciciela. Zestawiając imperatyw “spuści nam” z wyrażeniem “twego dziela krzciciela” (co oznacza “ze względu na Twojego Chrzciciela”), wysnuł genialny wniosek. Udowodnił, że “Bogurodzica” jest hymnem ściśle związanym z sakramentem chrztu. To oznaczało, że pieśń ta musiała powstać w okresie wprowadzania chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Tym samym zdecydowanie cofnął metrykę tego hymnu do samych początków państwa polskiego, niszcząc rosyjską propagandę.

Badania księdza Knothego rzuciły także zupełnie nowe światło na niezwykłe powiązania “Bogurodzicy” z Sandomierzem. Uczony zbadał dokładnie zbiory biblioteki sandomierskiego seminarium duchownego. Odkrył tam stary łaciński kodeks, do którego wklejono odręczny zapis pieśni. Rękopis ten, znany w nauce jako “arkusz sandomierski”, pochodził z początku XV wieku. Zapisano go w 1408 roku na 87. stronie kodeksu. Stał się on ważnym dowodem w badaniach nad tekstem hymnu, zaraz obok najstarszego zapisu z Kcyni z 1407 roku.

Co najbardziej fascynujące, ksiądz Knothe dostrzegł niezwykły związek między starymi tekstami a sztuką sakralną w sandomierskiej bazylice katedralnej. Zauważył, że treść pieśni (motyw Deesis) ma swoje bezpośrednie odbicie w unikalnych, bizantyjskich freskach znajdujących się w Sandomierzu. Malowidła te zostały ufundowane przez króla Władysława Jagiełłę i powstały w latach 20. XV wieku. Wykonali je mistrzowie staroruscy. Fundamentalnym elementem historycznej układanki była również piękna, gotycka ambona w sandomierskim kościele, datowana na lata 1360–1382. Główny obraz pokrywający ścianę tej drewnianej ambony przedstawia “Zaśnięcie Najświętszej Bogurodzicy” (“The Dormition of the Mother of God”). Ksiądz Knothe dowodził, że staroruskie i bizantyjskie przedstawienia Matki Bożej są nierozerwalnie i w sposób “nieprzypadkowy” powiązane z treścią polskiej pieśni.

Podobne historyczne powiązania z ruskimi wizerunkami maryjnymi badacze odnaleźli później także w rękopisie częstochowskim hymnu. Dzięki benedyktyńskiej pracy księdza Apolinarego świat nauki zyskał solidne argumenty. Potwierdzono bezspornie wielowiekową tradycję “Bogurodzicy”. Udowodnił on wszystkim, że skromny proboszcz i profesor z Sandomierza potrafi prowadzić badania filologiczne i historyczne na najwyższym poziomie.

Poeta tęskniący za zmartwychwstaniem Polski

Ścisłe badania naukowe i obowiązki parafialne nie wyczerpywały energii księdza Knothego. Posiadał on również niezwykłą, głęboką wrażliwość artystyczną. Każdą wolną chwilę z pasją poświęcał na pisanie wierszy. Jego twórczość poetycka była doskonałym odzwierciedleniem jego wnętrza. Była to poezja wypływająca z dwóch największych miłości jego życia: miłości do Boga i Matki Najświętszej oraz miłości do zniewolonej, cierpiącej Ojczyzny. Dawał temu wyraz w swoich licznych utworach. Napisał m.in. zbiór modlitewny zatytułowany “Godziny do Najświętszej Panny”. Wylewał w nim swoje najgłębsze uczucia i dawał dowód wyjątkowej czci dla Maryi. Wielką miłością darzył również miasto Sandomierz. Spędził tam najlepsze lata swojej młodości i kariery naukowej. W wierszach często opiewał jego bogatą historię, wspaniałe zabytki i niezwykłe położenie na nadwiślańskiej skarpie.

Ciekawostką jest fakt, że jego zbiór zatytułowany “Wiersze o Sandomierzu” przez wiele lat po jego śmierci istniał wyłącznie w rękopisie. Dopiero w 1915 roku utwory te ujrzały światło dzienne w formie drukowanej. Stało się to dwadzieścia jeden lat po śmierci autora. Tomik został wydany w Radomiu, w znanej drukarni Jana Kantego Trzebińskiego. Publikacji tej dokonał wdzięczny uczeń profesora, ksiądz Jan Wiśniewski, ukrywając początkowo swoją tożsamość pod inicjałami “X. J. W.”. Zbiór poezji księdza Knothego stanowił literacki dodatek do wielkiej, historycznej monografii pod tytułem “Dekanat Sandomierski”, napisanej właśnie przez księdza Wiśniewskiego. “Wiersze o Sandomierzu” możesz przeczytac klikając tutaj.

Jeden z najsłynniejszych i najciekawszych utworów w tym zbiorze nosi tytuł “Rękawiczki Królowej Jadwigi”. Ksiądz Knothe w mistrzowski sposób opisuje w nim wnętrze starego, sandomierskiego kościoła. Wspomina, że świątynia ta jest niezwykle dumna ze swojej przeszłości. Przed wiekami witała potężnych książąt i królów, a w jej grobowcach spoczywają kości świętych. Poeta zadaje czytelnikowi retoryczne pytanie. Zastanawia się, jaki najcenniejszy, narodowy skarb kryje się w tych starych murach. Pyta, czy jest to drogocenny brylant, zaczarowany talizman z dalekiego Wschodu, czy może krwawe ślady pozostawione przez męczenników podczas dawnych najazdów tatarskich. Szybko sam odpowiada na to pytanie. Wyjaśnia, że tym niezwykłym skarbem jest rzecz z pozoru drobna i niepozorna. Są to stare, jedwabne rękawiczki.

Rękawiczki królowej Jadwigi. Niezwykły eksponat w muzeum w Sandomierzu. Rękawiczki królowej spoczywały niegdyś w stalowej skrzynce w skarbcu diecezjalnym. Fot. TVP3 Kielce.

Zwykłe rękawiczki urastają tu jednak do rangi świętej relikwii narodu. Należały one bowiem niegdyś do ukochanej władczyni Polaków Jadwigi Andegaweńskiej (1374–1399). Dziś mówimy o niej „królowa”, ale warto pamiętać, że w 1384 roku koronowano ją na króla Polski. Miała wtedy zaledwie 10 lat. Poeta z wielkim pietyzmem podkreśla, że przed laty zdobiły one “rękę najpiękniejszą w świecie”. Dla starego, zubożałego i znajdującego się pod zaborczym uciskiem Sandomierza, ten drobny przedmiot był czymś bezcennym. Zastępował złoto i diamenty. Przypominał mieszkańcom o czasach dawnej potęgi Rzeczypospolitej i dawał im nadzieję.

Poezja księdza Apolinarego bardzo często poruszała wątki czysto patriotyczne. Robił to w sposób niezwykle emocjonalny i odważny. W swoich wierszach chętnie odwoływał się do najważniejszych, zakazanych symboli narodowych. Pisał o Orle Białym, o rzece Wiśle, o królach z dynastii Piastów. W jednym z utworów pytał z żalem, kiedy wreszcie zrośnie się “rozszarpana Piastowa dziecina”. Ten mocny, profetyczny ton sprawiał, że jego liryki pełniły funkcję moralnego oporu.

Pierwsza komnata sandomierskich podziemi. Można tu przeczytać fragment tekstu ks. Apolinarego Knothego, przywołujący pamięć o najazdach tatarskich oraz postaci Haliny Krępianki.

W warunkach rosyjskiego zniewolenia jawna polityka była surowo karana. Ludzie trafiali do więzień za jedno niewłaściwe słowo. Właśnie dlatego to poezja stawała się najlepszą bronią w walce o dusze rodaków. Ksiądz Knothe pisał o swoich dziełach z ogromną skromnością. Nazywał je zaledwie “bladymi opowieściami”. Miał pełną świadomość, że sam osobiście nie dożyje zmartwychwstania Ojczyzny. Mimo to roztaczał bardzo optymistyczną wizję przyszłości. Prorokował stanowczo, że nadejdzie taki dzień, kiedy “stara Wisła hardy grzbiet podniesie”. Przewidywał chwilę, w której polski Orzeł ostatecznie wyrwie się z ciężkich kajdan i obudzi do życia uśpione kości niewolników. Wierzył, że po długich latach żałoby powstaną wreszcie natchnione liryki wyśpiewujące radosne “pieśni tryumfu po pieśniach boleści”.

Poezja bardzo silnie zakorzeniła się w świadomości mieszkańców Sandomierza. Ksiądz Apolinary napisał również poruszający wiersz o legendarnej, miejscowej bohaterce – Halinie Krępiance. Kobieta ta miała rzekomo poświęcić własne życie, sprowadzając podstępem Tatarów do podziemi, by ratować miasto przed zagładą. Utwór na stałe wpisał się w lokalną tradycję. Do dzisiaj obszerne fragmenty tego wiersza można przeczytać bezpośrednio na ceglanych ścianach słynnej Podziemnej Trasy Turystycznej w Sandomierzu. Oznacza to, że poezja ks. Knothego przetrwała próbę czasu. Słowa zmarłego kapłana nadal żyją i nieustannie edukują kolejne pokolenia.

Wielkie serce dla bliźnich i smutne pożegnanie

Ksiądz profesor Apolinary Knothe był postacią o wybitnym intelekcie. Zdumiewał wszystkich swoją historyczną wiedzą i poetyckim talentem. Jednak tym, co najbardziej zjednywało mu sympatię zwykłych ludzi, było jego niesamowicie dobre serce. Kapłan dosłownie i w pełni realizował ewangeliczne wezwanie do miłosierdzia. Wyróżniał się ogromną, bezwarunkową empatią w stosunku do najbiedniejszych.

Chociaż sam żył zawsze bardzo skromnie, nigdy nie potrafił przejść obojętnie obok ludzkiego nieszczęścia. W środowisku sandomierskim był powszechnie znany z pewnych niezwykłych zachowań. Jeśli spotkał na ulicy ubogiego i nie miał przy sobie pieniędzy na jałmużnę, potrafił zdjąć z siebie własne ubranie i oddać je potrzebującemu. Takie zachowania budziły ogromny podziw. Bezgraniczne oddanie sprawiało, że parafianie i inni duchowni często porównywali go do św. Jana Kantego (1390–1473), słynnego średniowiecznego profesora Akademii Krakowskiej, znany z podobnych, radykalnych gestów miłosierdzia wobec krakowskich biedaków. Święty Jan Kanty jest patronem studentów, profesorów i szkół katolickich. Jego relikwie znajdują się w kolegiacie św. Anny w Krakowie.

O księdzu Apolinarym mówiono często cytując słowa świętego Pawła Apostoła. Twierdzono, że “stał się wszystkim dla wszystkich”. Nie budował żadnego sztucznego dystansu wobec wiernych. Zawsze był bardzo blisko ludzkich problemów. Wspierał mądrą radą, głęboką modlitwą i konkretną pomocą materialną. W czasach biedy popowstaniowej, jaka panowała na polskiej wsi i w małych miasteczkach, takich jak Połaniec, proboszcz był prawdziwym skarbem.

Zestawienie tych wszystkich cech tworzy piękny obraz. Z jednej strony wielka erudycja badacza i filologa, z drugiej ogromna pasja patriotycznego poety. A do tego codzienna troska o los najsłabszych. Całość składa się na portret idealnego kapłana, społecznika epoki polskiego pozytywizmu. Ksiądz Knothe doskonale rozumiał ówczesne wyzwania. Wiedział, że w zniewolonym i uciskanym kraju Kościół katolicki musi otoczyć człowieka opieką na każdym możliwym poziomie. Musi dbać o duszę, ale musi też uczyć, bronić polskiej tożsamości i karmić głodnych.

Ksiądz profesor Apolinary Knothe odszedł zdecydowanie przedwcześnie. Zmarł 10 listopada 1894 roku w ukochanym Sandomierzu, mając zaledwie 50 lat. Zakończył swoje pracowite życie, które w całości oddał Bogu i potrzebującym ludziom. Wiadomość o jego nagłej śmierci wywołała powszechny żal i wielki smutek w całej diecezji. Opłakiwało go duchowieństwo, władze miasta oraz setki zwykłych mieszkańców Sandomierza, Niekrasowa, Połańca i Łagowa.

Jego ciało spoczęło na historycznym Cmentarzu Katedralnym w Sandomierzu. Jest to jedna z najstarszych i najpiękniejszych nekropolii w Polsce. Została założona w 1792 roku i do dziś mieści się na niej ponad 300 zabytkowych nagrobków rzeźbionych w kamieniu. Pogrzeb ukochanego profesora stał się wielką, uroczystą manifestacją szacunku. Wzięły w nim udział tłumy wiernych. Mowy żałobne nad jego grobem wygłosili najwybitniejsi przedstawiciele lokalnego duchowieństwa. Byli to jego dawni, najlepsi uczniowie, a ówcześnie znani kanonicy sandomierskiej katedry. Głos zabrał ksiądz Marian Ryx oraz ksiądz Stanisław Zdzitowiecki. Szczególnie wzruszające i zapadające w pamięć były słowa wygłoszone przez księdza Ryxa. Mówił on nad trumną swojego mentora z ogromną, nieskrywaną dumą: “Chlubię się, żem był jego uczniem”.

Pełne emocji przemówienia nie zaginęły i zostały starannie spisane. Rok później, w 1895 roku mowa pogrzebowa księdza Ryxa ukazała się w formie drukowanej. Stała się ona niezwykłym pomnikiem wierności ku czci zmarłego profesora. Mowę żałobną możecie przeczytać tutaj. Uczniowie i liczni przyjaciele nie poprzestali jednak tylko na słowach. Zorganizowali zbiórkę i wspólnie wznieśli na jego grobie wspaniały, pamiątkowy pomnik. Z biegiem długich dziesięcioleci kamienny nagrobek uległ naturalnemu zniszczeniu przez warunki atmosferyczne. Jednak pamięć o dobrym księdzu przetrwała ten najtrudniejszy test czasu. W 2011 roku, staraniem miejskich społeczników, pomnik profesora przeszedł gruntowną i fachową renowację. Udowadnia to niezbicie, że współcześni sandomierzanie nadal pamiętają o swoim wybitnym kapłanie i szanują jego ogromny dorobek.

Odnowiony nagrobek ks. Apolinarego Knothe na Cmentarzu Katedralnym przy parafii św. Józefa w Sandomierzu. Fot. eNagrobek.com

Spuścizna ks. Apolinarego to znacznie więcej niż tylko naukowe artykuły o średniowiecznej “Bogurodzicy” czy wzruszające wiersze opisujące widoki Sandomierza. To przede wszystkim wspaniały przykład życia, które zostało całkowicie poświęcone wyższym celom. Ks. Knothe udowodnił swoim postępowaniem bardzo ważną rzecz. Pokazał, że nawet w niewielkich, prowincjonalnych miejscowościach, oddalonych od wielkich stolic, można prowadzić pracę badawczą na najwyższym poziomie. Staranne analizy nad najstarszymi polskimi pieśniami do dzisiaj wzbudzają zasłużony szacunek historyków. Z kolei jego postawa życiowa pozostaje uniwersalnym wzorem do naśladowania dla nas wszystkich.

Łączył w sobie niezłomny patriotyzm z bezgranicznym miłosierdziem dla każdego człowieka. Objęcie przez niego probostwa w Połańcu 23 maja 1886 roku było zaszczytem dla Połańca. Dla całej historii ziemi sandomierskiej, a także dla szeroko pojętej kultury świętokrzyskiej, postać ks. Apolinarego Knothego pozostanie na zawsze wielkim symbolem niezwykłej siły polskiego ducha w mrocznych czasach carskich zaborów. Cześć Jego Pamięci.

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...