
Rok 1921 to ważna data dla naszego miasta. Wtedy oficjalnie powstała Ochotnicza Straż Pożarna w Połańcu. Ale pożary wybuchały przecież znacznie wcześniej. 105. rocznica założenia OSP sprowokowała nas do zadania sobie tego pytania. Jak nasi pradziadkowie walczyli z żywiołem równe 80 lat, czyli w 1841 r. przed założeniem OSP?

statni weekend był dla naszych strażaków niezwykle absorbujący i pełen wyzwań. Wystarczy wspomnieć choćby trudną akcję poszukiwawczą na Wiśle, zainicjowaną odnalezieniem wywróconego pontonu. Strażacy byli pierwsi na miejscu, gotowi błyskawicznie niosąc pomoc i w pełni wykorzystując do tego swój ratowniczy sprzęt.
Niezawodność wyposażenia to dziś absolutna podstawa ich skutecznego działania. A jak o strażacki sprzęt dbaliśmy w naszym mieście w dalekiej przeszłości?
Drewniana zabudowa, strzechy i otwarty ogień w piecach to była gotowa recepta na katastrofę. W XIX wieku ludzie musieli działać wspólnie. Nie było jeszcze wtedy wozów strażackich ani nowoczesnych pomp. Używano bardzo prostych narzędzi ogniowych. Były to zazwyczaj skórzane wiadra, bosaki do zrywania płonących dachów, drabiny i proste, ręczne sikawki. Taki sprzęt wymagał stałej opieki, żeby nie zawiódł w decydującej chwili.
W archiwach udało się nam znaleźć niezwykle ciekawy dokument z wiosny 1841 roku. Jest nim “Dziennik Urzędowy Guberni Sandomierskiej nr 11 z 14 marca 1841 roku. Władze ogłosiły wtedy specjalny przetarg na prace w Połańcu. Chodziło o naprawdę ważną inwestycję w bezpieczeństwo mieszkańców.

Co dokładnie zrobiono? Po pierwsze, zlecono pilną naprawę miejskiego sprzętu gaśniczego. Przeznaczono na to budżet w wysokości 697 ówczesnych złotych. Po drugie, odnowiony sprzęt musiał mieć swoje własne, zadaszone miejsce. Zaplanowano więc budowę zupełnie nowej szopy. Miała ona służyć jako bezpieczny magazyn. Koszt jej postawienia został oszacowany dość precyzyjnie, bo na kwotę 860 złotych i 5 groszy.
Łącznie cała operacja poprawy bezpieczeństwa kosztowała ponad 1557 złotych. W połowie XIX wieku był spory wydatek. Aby znaleźć wykonawcę, konieczna była licytacja in minus. Oznacza to, że wygrywał ten rzemieślnik, który zgodził się wykonać pracę najtaniej. Licytacja odbyła się u Komisarza Obwodu Sandomierskiego. Chętni musieli wpłacić 155 złotych kaucji, aby udowodnić, że traktują sprawę poważnie i zrealizują powierzone im zadanie do końca.
Prosta, drewniana szopa na sprzęt gaśniczy z 1841 roku jest na swój sposób takim wczesnym przodkiem naszej dzisiejszej remizy Ochotniczej Straży Pożarnej przy ul. Ruszczańskiej i jej pierwotnej wersji na Placu Uniwersału Połanieckiego. Stary dokument zachowany w Bibliotece Jagiellońskiej, który możecie zobaczyć, świetnie udowadnia, że mieszkańcy Połańca dbali o siebie nawzajem na długo przed oficjalnym sformowaniem oddziałów straży pożarnej. Byli zorganizowani i po prostu wiedzieli, że z ogniem nie ma żartów.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!





