
Początek XVIII wieku to bardzo niespokojny czas. Przez Europę przetacza się wtedy Wielka Wojna Północna. Polska początkowo chciała uniknąć walk. W lipcu 1702 roku pod Kliszowem doszło do wielkiej bitwy. Historyczne burze nie ominęły naszego regionu. Na zawsze zmieniły losy Połańca i całej okolicy.


ył 19 lipca 1702 roku. Letnie słońce mocno grzało nad polami wokół wsi Kliszów. Dzisiaj jest to spokojna miejscowość w województwie świętokrzyskim, w powiecie pińczowskim. Jednak ponad trzysta lat temu ziemia ta drżała od huku armat i tętentu tysięcy końskich kopyt. Naprzeciw siebie stanęły dwie wielkie armie.
Z jednej strony walczyły wojska saskie i polskie. Dowodził nimi król Polski i elektor saski, August II Mocny (1670-1733). Pomagał mu hetman wielki koronny, Hieronim Augustyn Lubomirski (1647-1706). Z drugiej strony stanęła świetnie wyszkolona armia szwedzka. Jej wodzem był młody, wybitny król Szwecji, Karol XII Wittelsbach (1682-1718).
Bitwa pod Kliszowem była jednym z najważniejszych starć Wielkiej Wojny Północnej. Konflikt toczył się w latach 1700–1721. Na wiele lat zrujnował nasz kraj. Przyniósł głód, epidemie i ogromne zniszczenia materialne. Sama bitwa rozegrała się kilkadziesiąt kilometrów od Połańca. Jednak jej skutki bardzo szybko dotarły w nasze strony. Zaledwie kilka dni po starciu wielka historia zapukała do bram nadwiślańskiego miasta. I właśnie w naszym mieście schroniły się wojska polskie. Tutaj również zapadały ważne decyzje polityczne.
Historia naszego regionu jest pełna tajemnic. Czego dowiecie się w dzisiejszym artykule? Zobaczymy, jak wyglądała sama bitwa. Dowiemy się, dlaczego hetman Lubomirski nagle wycofał się z walki. Sprawdzimy, co dokładnie działo się w obozie wojskowym w Połańcu. Poznamy także niezwykłą legendę z pobliskiej Szczeki. Według lokalnych przekazów, to właśnie tam król Szwecji leczył złamaną nogę.
Aby zrozumieć wydarzenia z 1702 roku, musimy spojrzeć na mapę Europy. Wielka Wojna Północna wybuchła w 1700 roku. Był to konflikt o panowanie nad Morzem Bałtyckim. Szwecja była wtedy prawdziwym mocarstwem i kontrolowała ogromne terytoria. Jej sąsiedzi postanowili to zmienić. Dania, Rosja oraz Saksonia zawarły tajny sojusz. Chciały odebrać Szwecji jej wpływy. Władcą Saksonii był August II Mocny, który jednocześnie nosił koronę króla Polski.
Polska formalnie nie brała udziału w tej wojnie. Aż do 1704 roku Rzeczpospolita zachowywała oficjalną neutralność. Jednak polityka Augusta II wciągnęła nasz kraj w środek wojennego koszmaru. Król prowadził działania zbrojne w sojuszu z Rosją. Wykorzystywał do tego terytorium Polski. Młody król Szwecji, Karol XII, okazał się genialnym wodzem. Szybko pokonał Danię, a następnie rozbił wojska rosyjskie i skierował się na południe.
Już w 1701 roku Szwedzi zajęli polskie lenna: Inflanty i Kurlandię. Rok później wkroczyli w głąb Rzeczypospolitej. W maju 1702 roku Karol XII zajął Warszawę. Szwedzki władca zażądał od Polaków natychmiastowej detronizacji Augusta II Mocnego. Król Polski nie zamierzał jednak rezygnować z korony. Zdecydował się na otwartą walkę. Postanowił wydać Szwedom walną bitwę w Małopolsce. Do tego historycznego starcia doszło właśnie pod Kliszowem.
Kliszów to mała wieś leżąca w dolinie rzeki Nidy. Tutaj, w upalny lipcowy dzień, spotkały się wrogie armie. Siły Augusta II Mocnego wydawały się bardzo potężne. Król dysponował liczną armią saską. Wspierały go elitarne oddziały polskie. Dowodził nimi doświadczony hetman Hieronim Augustyn Lubomirski. Z kolei armia Karola XII była mniejsza, ale zaprawiona w bojach. Szwedzi słynęli z żelaznej dyscypliny i agresywnego stylu walki.
Siły polsko-saskie pod dowództwem Augusta II Mocnego i Hieronima Lubomirskiego liczyły ok. 16-18 tys. Sasów oraz ponad 6,5 tys. Polaków. Z kolei wojska szwedzkie dowodzone przez Karola XII liczyły ok. 12 tys. żołnierzy. Zestawienie sił wyraźnie pokazuje przewagę liczebną wojsk polsko-saskich. Szwedzi mieli jednak doskonałe morale. Ich król osobiście prowadził żołnierzy do ataku. Armia koronna, choć świetnie wyposażona, miała poważny problem wewnętrzny. Szlachta nie ufała królowi Augustowi II. Wielu rycerzy uważało, że ta wojna to prywatna sprawa władcy. Podziały wkrótce miały zdecydować o losach całego starcia.
Szwedzi przyjęli bardzo śmiałą taktykę. Karol XII postanowił zaatakować prawe skrzydło wojsk sasko-polskich. Tam stały chorągwie dowodzone przez hetmana Lubomirskiego. Król Szwecji uderzył z ogromną siłą. Atak był brutalny, ale Polacy nie ustąpili. Odparli pierwsze natarcie wroga. Hetman Lubomirski postanowił wykorzystać ten moment. Wydał rozkaz do kontrataku. Do szarży ruszyła polska husaria.
Niestety, atak ciężkiej jazdy zakończył się niepowodzeniem. Teren pod Kliszowem był podmokły i trudny. Szwedzi używali specjalnych, drewnianych zasieków. Były to tak zwane “kozły hiszpańskie”, rodzaj drewnianych zapór obronnych, które miały za zadanie chronić piechotę i tabory przed atakami kawalerii. Składały się z grubej belki, przez którą na krzyż (pod kątem 90°) przetykano zaostrzone, zazwyczaj 1,5-metrowe drągi. Znakomicie powstrzymywały szarżującą konnicę, dla której nabicie się na kolce było śmiertelnym zagrożeniem. Husaria wpadła pod gęsty ogień szwedzkich muszkietów. Atak załamał się, a jeźdźcy musieli zawrócić.
Wtedy wydarzyło się coś, co zmieniło bieg historii. Po nieudanej szarży husarii hetman Hieronim Lubomirski podjął szokującą decyzję. Nakazał polskim wojskom całkowity odwrót. Polacy opuścili pole bitwy. Zostawili wojska saskie same naprzeciw zwycięskiej armii szwedzkiej. Ten krok przesądził o klęsce Augusta II Mocnego. Sasi, pozbawieni wsparcia na prawym skrzydle, znaleźli się w pułapce. Walczyli mężnie, ale przewaga taktyczna Szwedów była już zbyt wielka. W szeregach saskich wybuchła panika. Rozpoczęła się bezładna ucieczka. Sam król August II Mocny musiał szybko opuścić pole bitwy. Szwedzi odnieśli pełne zwycięstwo.
Straty były bardzo poważne. Po stronie saskiej i polskiej zginęło około 2 tysięcy żołnierzy. Szwedzi stracili około 500 poległych. Następstwem przegranej było zajęcie Krakowa przez Karola XII. Wkrótce król Szwecji skierował swoje uderzenie bezpośrednio na Saksonię.
Dlaczego hetman Lubomirski wycofał się z walki? Prawda jest bardzo skomplikowana. Lubomirski był zręcznym politykiem. Nie chciał tracić swoich żołnierzy w wojnie, której nie popierał. Szlachta zresztą od dawna go krytykowała. Wielu rycerzy głośno narzekało na decyzję o stoczeniu bitwy bez zgody sejmu. Hetman uznał, że dalsza walka to bezsensowna rzeź. Postanowił ocalić polską armię. Zabrał wojsko i ruszył na południowy wschód. Szukał bezpiecznego miejsca na obóz. Tak właśnie wojska koronne trafiły do Połańca.
Zanim przejdziemy do wydarzeń w Połańcu, przybliżymy postać samego hetmana. Hieronim Augustyn Lubomirski był jednym z najpotężniejszych ludzi w ówczesnej Polsce. Urodził się 20 stycznia 1647 roku w Rzeszowie. Pochodził z niezwykle bogatego rodu Lubomirskich. Ród ten używał herbu Szreniawa bez Krzyża, zwanego potocznie Drużyną. Jego rodzicami byli marszałek wielki koronny Jerzy Sebastian Lubomirski oraz Konstancja z domu Ligęza.
Majątek rodziny był gigantyczny. Lubomirscy posiadali prywatne zamki, miasta i wielkie armie. Hieronim odziedziczył dobra w Wiśniczu i Rzeszowie. Miał też majątki w Jarosławiu. W 1663 roku młody magnat rozpoczął studia na słynnym uniwersytecie w Padwie. Wstąpił tam do zakonu joannitów, znanych jako kawalerowie maltańscy. Ślubował zbrojną walkę z niewiernymi.
Jego kariera wojskowa była bardzo imponująca. Już w 1668 roku brał udział w ciężkich walkach z wojskami kozackiego hetmana Piotra Doroszenki. W latach siedemdziesiątych XVII wieku walczył pod sztandarami króla Jana III Sobieskiego (1629-1696). Brał udział w bitwie chocimskiej w 1673 roku. Prawdziwą sławę zdobył dziesięć lat później. W 1683 roku stanął na czele polskiego korpusu, który pospieszył na pomoc Austrii. Walnie przyczynił się do pokonania Turków pod Bratysławą i Wiedniem. Za swoje zasługi otrzymał stopień feldmarszałka armii cesarskiej.
Życie prywatne hetmana obfitowało w skandale. W 1685 roku, będąc wciąż członkiem zakonu, wziął potajemny ślub z Konstancją Bokumówną. Złamał w ten sposób śluby zakonne. Wywołało to wściekłość nuncjusza papieskiego. Hierarchowie kościelni grozili mu wyklęciem. Zażądano unieważnienia małżeństwa. Hieronim poprosił o pomoc króla Jana III Sobieskiego. Władca przyjechał do Rzeszowa w 1687 roku i został ojcem chrzestnym pierwszego syna hetmana, Jerzego Ignacego. Ostatecznie papież ustąpił i w 1690 roku małżeństwo zostało uznane. Hieronim i Konstancja mieli łącznie trzech synów i dwie córki.
Lubomirski dbał o swoje posiadłości. Był dobrym gospodarzem. W podkarpackim Głogowie Małopolskim ufundował nowe cechy rzemieślnicze. W 1694 roku założono tam cech krawiecki, rzeźniczy i tak zwany “cech różny”. Postarał się też o przywilej królewski, który pozwalał miastu na organizację aż sześciu jarmarków rocznie. Mimo swoich talentów politycznych był bardzo zmienny. Często zmieniał sojusze. Raz pobierał ogromną pensję z Francji, by za chwilę popierać cesarza Austrii. Nie znosił króla Augusta II Mocnego. Taki właśnie człowiek zjechał latem 1702 roku do Połańca.
Po bitwie pod Kliszowem wojska koronne musiały znaleźć bezpieczne schronienie. Wybór padł na Połaniec. Było to doskonałe miejsce. Miasto leżało nad rzeką, co zapewniało obronę i dostęp do wody. Ponadto znajdowały się tam dogodne przeprawy rzeczne. Przez miasto biegły też ważne szlaki komunikacyjne.
Kiedy w lipcu 1702 roku hetman Lubomirski wprowadził do Połańca wielotysięczną armię, było to miasto zmagające się z biedą. Wojsko potrzebowało chleba, owsa i miejsca do spania. Często zaopatrzenie rekwirowano siłą. Zwykli mieszczanie z lękiem ryglowali drzwi. Pobyt żołnierzy oznaczał wyczyszczenie miejskich magazynów i zniszczenie upraw.
Hetman Hieronim Lubomirski dotarł do Połańca 25 lipca 1702 roku. Towarzyszyło mu początkowo kilka chorągwi jazdy. Wkrótce do miasta zaczęła ściągać szlachta z całego województwa sandomierskiego. Połaniec z dnia na dzień zamienił się w ogromny obóz wojskowy. Ulice małego miasta zaroiły się od wozów taborowych, koni i uzbrojonych mężczyzn. Namioty rozbijano na nadwiślańskich łąkach. Miasteczko stało się nagle politycznym centrum regionu. Stąd wysyłano gońców z tajnymi listami. Z Połańca hetman pisał bezpośrednio do prymasa Michała Radziejowskiego (1645-1705) oraz do generała Marcina Kątskiego (1636-1710). Lubomirski chciał rozpocząć mediacje z królem Szwecji. Zamierzał wysłać do Karola XII poselstwo z prośbą o przerwanie wojny. Z drugiej strony szykował się do obrony. Brał pod uwagę nawet ściągnięcie na pomoc wojsk brandenburskich.
W obozie w Połańcu przebywał również podkanclerzy koronny Karol Tarło (zm. 1749) . Zgadzał się on z hetmanem co do potrzeby rozmów pokojowych. Do miasta dotarły też potężne posiłki wojskowe. Podkomorzy koronny Jerzy Dominik Lubomirski (1654-1727) oraz starosta sądecki Jerzy Aleksander Lubomirski (1666-1735) przyprowadzili ze sobą około dwa tysiące żołnierzy jazdy. Jerzy Aleksander był doświadczonym politykiem i późniejszym wojewodą sandomierskim. Obecność członków potężnego rodu dodawała hetmanowi pewności siebie.
Nastroje w samym obozie były jednak fatalne. Zwykli szlachcice otwarcie krytykowali wodza. Towarzysze husarscy głośno narzekali na decyzję o stoczeniu bitwy pod Kliszowem. Zarzucano hetmanowi brak rozpoznania terenu i zlekceważenie rady wojennej. Zwykli obywatele Połańca mogli z trwogą obserwować te kłótnie. Wiedzieli, że pobyt tak wielkiej armii oznacza dla miasta ruinę i głód.
Polska armia w końcu opuściła Połaniec, szukając lepszych terenów. Jednak Wielka Wojna Północna nie zniknęła z regionu. Po bitwie pod Kliszowem wojska Karola XII spędziły kilka tygodni pod Krakowem. Jesienią 1702 roku król Szwecji wyruszył ze swoimi oddziałami na północ. Droga marszu prowadziła przez ziemię sandomierską. Z nadejściem chłodów szwedzcy żołnierze zajmowali kolejne miasteczka. W listopadzie Szwedzi przeszli przez Wiślicę oraz Pacanów. Następnie kwaterowali w okolicach Oleśnicy.
Dla okolicznych chłopów był to czas absolutnego terroru. Armia szwedzka nie posiadała dobrego zaopatrzenia. Żołnierze odbierali chłopom resztki jedzenia, porywali bydło i zabierali ciepłe ubrania. Z tymi tragicznymi wydarzeniami wiąże się fascynująca, lokalna legenda. Zaledwie kilka kilometrów od Połańca leży wieś Szczeka w gminie Rytwiany. Miejscowe opowieści mówią, że w nocy z 1 na 2 grudnia 1702 roku armia szwedzka założyła tu swój obóz. Wojsko było zmęczone. Zimowa pogoda i błoto utrudniały marsz. Żołnierze Karola XII ustawili tabor z wozów w formie wielkiego czworoboku. Wybrali bezpieczne miejsce w kotlinie, niedaleko miejscowej karczmy. W samym sercu tego obozu rozbito luksusowy namiot szwedzkiego władcy. Legenda mówi, że król Karol XII leczył właśnie w Szczece swoją złamaną nogę. Władca miał ulec bolesnemu wypadkowi podczas jazdy w trudnym, leśnym terenie.
Pobyt wroga pozostawił we wsi niezwykłą pamiątkę. W miejscowej kaplicy do dziś znajduje się bardzo stara, drewniana rzeźba Chrystusa na krzyżu. Starsi mieszkańcy opowiadają, że figurę tę zostawili ponad trzysta lat temu uciekający Szwedzi. Być może zabrali ją wcześniej z jakiegoś spalonego kościoła i porzucili ze względu na jej ciężar. Inna legenda mówi, że krzyż przypłynął do wsi podczas straszliwej powodzi, niesiony przez spiętrzone wody Wisły. Podobno chłopi z sąsiedniej wsi przybyli z księdzem, aby go odzyskać, ale mieszkańcy Szczeki nie pozwolili go zabrać.
Od tamtej pory figura była chroniona jako wielka świętość. Ludzie mocno wierzyli, że rzeźba chroni wieś przed kolejnymi najazdami i żywiołami. Na początku stała przy drodze, podobnie jak wiele innych kapliczek w regionie. Z biegiem lat wybudowano dla niej specjalną, kamienną kaplicę, którą w późniejszych czasach przebudowywano. Obiekt ten stoi około 150 metrów na południe od głównej drogi. Za ołtarzem namalowano dodatkowo postacie rozpaczających ludzi. Jest to wyjątkowy, materialny ślad dawnych wojen ukryty na świętokrzyskiej wsi.
Przeglądając źródła historyczne z różnych epok, wyraźnie da się zauważyć jedną prawidłowość. Wielka polityka niemal zawsze niosła dla zwykłych ludzi cierpienie. Podręczniki do historii przeważnie skupiają się na najważniejszych datach i nazwiskach dowódców. Mówią o Karolu XII, który miał swoją odwagą siać postrach w całej Europie. Piszą o Auguście II Mocnym, którego ambicje wpędziły Polskę w tragiczną wojnę. Analizują postawę hetmana Hieronima Lubomirskiego. Bada się, czy odwrót pod Kliszowem był mądrą kalkulacją wojenną, czy też polityczną zdradą.
Dla nas jednak historia ta ma wyjątkowy, lokalny charakter. Dlaczego? Ponieważ tutaj, na naszej ziemi krzyżowały się drogi wojsk z całej Europy. W Połańcu w upalne, lipcowe dni polska husaria obmywała końskie rany po nieudanej bitwie. W Połańcu hetman dyktował pisma do najwyższych urzędników państwowych. I wreszcie w chłopskiej karczmie w Szczece najpotężniejszy władca Północy leczył złamaną nogę.
Każda z tych wojen, bez względu czy były to najazdy tatarskie, potop szwedzki, Wielka Wojna Północna, czy koszmar II wojny światowej, zostawiła na tej ziemi głębokie ślady. Nasi przodkowie odbudowywali swoje domy, pożyczali zboże na zasiew i modlili się przy ocalałych kapliczkach. Przez wieki zmieniały się mundury wojsk przechodzących przez te tereny. Nie zmieniała się tylko siła lokalnej społeczności, która raz za razem potrafiła podnieść swoje miasto z popiołów. Każdy fragment naszej ziemi przesiąknięty jest historią, którą my musimy pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom.

Więcej o historii bitwy pod Kliszowem możecie znaleźć w publikacji p. Marka Wagnera pt. “Kliszów 1702”.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!





