
Wyobrażacie sobie Połaniec bez prądu? Jeszcze w latach 50. to była codzienność. Stary wycinek z gazety „Trybuna Ludu” z 6 grudnia 1954 roku, który czytacie, kryje w sobie fascynującą historię o tym, jak zmieniało się nasze miasto.

rtykuł powołuje się na zapisy z kroniki gminnej, ale najciekawsze są opisy zwykłego życia. Autor przypomina bardzo trudne lata 30. XX wieku. Połaniec liczył wtedy 4 tysiące mieszkańców. Wiecie, ilu z nich uczyło się w szkołach średnich? Zaledwie 15 osób! Z kolei jedyna gminna biblioteka miała na półkach tylko 175 książek.
Prawdziwy przełom nadszedł wiosną 1954 roku. Zaczęła się wtedy wielka elektryfikacja Połańca. Postanowiono podłączyć osadę do prądu z Rytwian, które były oddalone o 12 kilometrów. Ten ogromny sukces to zasługa ciężkiej pracy Połańczan. Mieszkańcy sami zwieźli wszystkie potrzebne materiały. Ręcznie wkopali aż 560 słupów. Pomogli rozciągnąć przewody o łącznej długości 60 kilometrów.
Dzięki ich wspólnemu wysiłkowi w połanieckich domach wreszcie zabłysło światło. Za wybitne zasługi przy tej pracy odznaczono lokalnych działaczy: Tadeusza Machnickiego, Feliksa Hendke, Franciszka Sęka i Leona Bobrowskiego. Dziś prąd w gniazdku to dla nas norma, ale warto pamiętać, ile potu i pracy to kiedyś kosztowało.







