
Co jakiś czas w wolnej chwili przeglądamy internetowe archiwa. Ostatnio na niemieckim eBayu natrafiliśmy na dokument będący kawałkiem powojennej historii, który bezpośrednio łączy nasze okolice z losami uchodźców w Niemczech.

Mamy przed sobą oficjalne poświadczenie (nr KI 287-A-48) z 4 listopada 1948 roku, wydane przez Konsulat Generalny RP we Frankfurcie nad Menem. Ten mocno nadgryziony zębem czasu różowy druczek pełnił funkcję tymczasowego dowodu tożsamości w oczekiwaniu na wydanie właściwego paszportu zagranicznego.
Z dołączonej czarno-białej fotografii spogląda na nas Rojza-Tauba Zylberminc, urodzona w listopadzie 1892 roku w Połańcu. Dokument zdradza, że pani Rojza została zarejestrowana w konsulacie w lipcu 1947 roku. W rubryce adresu zamieszkania wpisano Zeilsheim b/Frankfurt/M.


To dosyć ciekawy trop historyczny. Dlaczego? Tuż po II wojnie światowej zorganizowano tam jeden z największych obozów dla “dipisów” (ang. Displaced Persons), w którym schronienie znajdowały osoby przemieszczone w wyniku działań wojennych i uchodźcy z Europy Wschodniej.
Na dokumencie, poza własnoręcznym podpisem kobiety, rzuca się w oczy również rubryka “dzieci”. Została ona starannie wykreślona powtarzającym się ciągiem znaków “xVxV”. Oznacza to, że podczas rejestracji we Frankfurcie kobieta nie zgłaszała żadnych potomków pod swoją opieką.
Poświadczenie zostało zatwierdzone okrągłą pieczęcią konsulatu i podpisem ówczesnego konsula generalnego Mieczysława Zembrzuskiego. Na tym dokumencie ślad po pani Róży niestety się urywa. Nie wiemy, gdzie ostatecznie osiadła po opuszczeniu obozu we Frankfurcie ani jak potoczyło się jej dalsze życie.






