
Kilka dni temu pisaliśmy Wam o intrygującej zagadce z przeszłości. Zastanawialiśmy się, dlaczego na starej mapie granicznej kościół św. Katarzyny na Winnej Górze został nazwany kaplicą. Dzisiaj chcieliśmy Wam udostępnić fragmenty kolejnej austriackiej mapy z 1776 roku, która będzie uzupełnieniem naszego ostatniego artykułu.

ym razem możemy spojrzeć na naszą okolicę w znacznie szerszym kontekście. Patrzymy na dokument zatytułowany „Mappa graniczna między Polską a Gallicyą”. Powstał on tuż po I rozbiorze Polski. Zwróćcie uwagę na legendę.
Każdy najdrobniejszy szczegół, każdy zawijas rzeki i kształt lasu rysowano oraz malowano ręcznie. Używano do tego specjalnych tuszów i farb. Cesarscy kartografowie używali prostego kodu. Czerwona linia oznaczała stronę polską. Z kolei żółta linia wyznaczała nowy, austriacki brzeg. Wybór żółtego koloru to nie przypadek, ponieważ była to oficjalna, cesarska barwa rodu Habsburgów.
Teraz pewnie zastanawiacie się dlaczego polską stronę zaznaczono czerwonym kolorem. W XVIII wieku, kiedy powstawała mapa, państwa nie posługiwały się jeszcze flagami w takim sensie, w jakim znamy je dzisiaj. Barwy narodowe wywodziły się wtedy wprost z heraldyki, a dokładniej z herbu państwa. W przypadku Korony Królestwa Polskiego był to oczywiście Orzeł Biały dumnie prezentujący się na czerwonej tarczy. I właśnie czerwień tarczy herbowej była najbardziej naturalnym, symbolicznym kolorem reprezentującym Rzeczpospolitą na arenie międzynarodowej. Wisła stała się wtedy wielką granicą oddzielającą dwa państwa. Dodajmy jeszcze, że czerwień od czasów średniowiecza była powszechnie uznawana za barwę królewską. Symbolizowała majestat, władzę, dostojeństwo, a także odwagę i przelaną krew. Dla ówczesnych kartografów użycie czerwonej linii do wykreślenia granic państwa polskiego było więc wyborem bardzo prestiżowym i naturalnym.
Oprócz wielkiej symboliki narodowej, w grę wchodziła też czysta pragmatyka rzemiosła kartograficznego. Mapy musiały być przede wszystkim czytelne i funkcjonalne. Czerwień (Polska) i żółć (Austria) to kolory bardzo wyraziste i mocno ze sobą kontrastujące. Dzięki takiemu zabiegowi każdy oficer czy urzędnik, który spoglądał na zakola Wisły w okolicach Połańca czy Rybitw, od razu wiedział, do kogo należy dany brzeg. Nie było tu miejsca na żadne pomyłki.




A jak w ogóle powstało takie dzieło w XVIII wieku? Została powołana specjalna, mieszana komisja. W jej skład weszli wojskowi inżynierowie i najlepsi kartografowie z obu państw. Ci ludzie musieli fizycznie przemierzyć całą granicę. Płynęli wiec łodziami, przedzierali się przez nadrzeczne zarośla i szli piaszczystym brzegiem Wisły. I z pewnością nie robili tego w przyjaznej, piknikowej atmosferze. Ale robili to przede wszystkim po to, aby nawzajem patrzeć sobie na ręce. Polski inżynier pilnował, by austriacki odpowiednik nie przesunął kopca granicznego ani o metr na niekorzyść polskiej wsi. Austriak z kolei pilnował interesów samego cesarza. Ich wspólna praca nad mapą przypominała więc bardziej twarde i bezwzględne negocjacje. Odległości mierzono w dawnych „prętach reńskich”, a nawet po prostu w „krokach”. Taka praca wymagała niesamowitej cierpliwości. Mierzono każdy zakręt rzeki i każdą małą wysepkę w okolicach Połańca. Mapa, na którą dzisiaj patrzymy, to owoc bolesnego kompromisu i zakończenie czteroletnich, brutalnych sporów o każdy nadwiślański skrawek ziemi.
Na pożółkłym płótnie wyraźnie widać nadwiślańskie wsie związane z Połańcem. Jeśli przyjrzycie się uważnie arkuszom, odnajdziecie takie miejscowości jak: Budziska, Ruszcza, Przychody, Maśnik, Rybitwy, Winnica, Zawada. Na kolejnym fragmencie mapy pięknie widać również Łęg oraz Tursko (z podziałem na Wielkie i Małe). Możemy zobaczyć, jak dokładnie w 1776 roku układały się zabudowania w tych wsiach. Widzimy również gdzie znajdowały się młyny, czy przeprawy promowe.
Mapa pokazuje nam coś jeszcze. Wisła wyglądała wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Nie była uregulowana. Na rysunkach widać szerokie koryto, mnóstwo piaszczystych wysp, łach i starorzeczy. Rzeka żyła własnym życiem, a mieszkańcy Budzisk czy Rybitw musieli na co dzień zmagać się z jej potęgą.
Nasza słynna kaplica św. Katarzyny w Winnicy, o której pisaliśmy ostatnio, również jest tu doskonale widoczna. Teraz możemy wyobrazić sobie, jak wznosiła się nad tą dziką, wijącą się rzeką, tuż przy nowej granicy z Austrią.
Na koniec taka mała refleksja. Dziś możemy swobodnie oglądać te zdigitalizowane skarby z Archiwum Głównego Akt Dawnych w zaciszu własnego domu. Ale pomyślcie tylko, że w 1776 roku był to dokument ściśle tajny. Miał ogromne znaczenie strategiczne i wojskowe. Dostęp do niego mieli tylko najważniejsi urzędnicy, generałowie i koronowane głowy. Wśród tych wielkich, politycznych spraw i cesarskich planów na mapie zapisano nasze małe, lokalne ojczyzny. Zwykłe nadwiślańskie wsie, które znamy do dzisiaj. Czy to nie działa na wyobraźnię? Zapraszamy Was do powiększenia mapy. Spróbujcie prześledzić wzrokiem linię brzegową i poszukać znajomych nazw.
MATERIAŁ POWIĄZANY:

