
Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni zaglądamy do Połańca w początkach XX wieku. W dzisiejszym wpisie dokumentem źródłowym, opisującym ówczesną sytuację, będzie archiwalny egzemplarz "Kuriera Radomskiego" z 7 kwietnia 1906 r.

dziale korespondencji udało nam się znaleźć list napisany przez p. Jana Muszyńskiego. Z dzisiejszej perspektywy można go śmiało nazwać kapsułą czasu. Co napisał o naszym mieście ponad 120 lat temu? Pan Jan bardzo szczerze opisał ówczesną rzeczywistość.
Z jego relacji wyłania się obraz pełen skrajności. Przeczytacie o ruinach po wielkich pożarach i trudach codziennego życia. Dowiecie się o unikatowej, modrzewiowej bożnicy. Poznacie też węglową gorączkę, która na chwilę zawładnęła umysłami mieszkańców.
Połaniec w poprzednich wiekach był bogatym i głośnym miasteczkiem. W 1906 roku przypominał już jednak raczej zapomnianą osadę na końcu świata. Niestety, trzy wielkie pożary strawiły domy w latach 1889, 1894 i 1903. Spacer po ówczesnym rynku musiał budzić wielki smutek wśród mieszkańców. Stały tam odrapane ruiny, a wiele dachów straszyło pustką i wypalonymi dziurami.
Korespondent w swojej relacji wspomina o starej, modrzewiowej bożnicy. Nazwał ją prawdziwym unikatem, który zasługiwał na wielką uwagę. Budynek miał stare, kolorowe szybki misternie oprawione w ołów. Tutejsi Żydzi z ogromną dumą twierdzili, że ich synagoga pamięta jeszcze czasy króla Kazimierza Wielkiego. Podobno na całym świecie były tylko trzy takie budowle.
W Połańcu mieszkało w tamtym czasie ponad 4000 osób. Jak relacjonował Jan Muszyński, życie codzienne było tutaj bardzo trudne. Przemysł i rzemiosło praktycznie nie istniały. Z kolei rolnictwo było bardzo zacofane. Ówcześni chłopi pracowali na słabej, piaszczystej ziemi. Wokół Połańca rosło mnóstwo wierzby. Wyplatanie koszyków mogło przynieść Połańczanom duże zyski i stać się hitem. Niestety, nikt w okolicy nie potrafił rozwinąć tego fachu.
Mieszkańcy żyli w dziwnym zawieszeniu i letargu. Wydaje się, że brakowało chęci do zmian. Nagle jednak w mieście wybuchła wielka sensacja. Za miastem rzekomo odkryto węgiel. Ta plotka podziałała wówczas na umysły mieszkańców jak uderzenie prądu. Wszyscy zaczęli marzyć o wielkim bogactwie i zupełnie nowym życiu.
Pojawiły się ogromne plany. Mieszkańcy żyli piękną nadzieją, że wkrótce powstanie tu potężne “Zagłębie Połanieckie”. Niestety, żadne prace wydobywcze nigdy się nie rozpoczęły. Górnicze marzenia o wielkim bogactwie musiały pozostać tylko w sferze fantazji.
Taki właśnie był nasz Połaniec na początku XX wieku. Zaskakujący, prawda?







