
Wiosna 1812 roku. Europa wstrzymuje oddech, gdy Cesarz Francuzów, Napoleon Bonaparte, szykuje swoją Wielką Armię do decydującego marszu na Rosję. Przez ziemie Księstwa Warszawskiego ciągną tysiące żołnierzy, wozy aprowizacyjne i artyleria.
W SKRÓCIE:

ymczasem w nadwiślańskim Połańcu, z dala od wielkiej polityki, miejscy radni mają na głowie znacznie bardziej palący problem: jak dopiąć miejski budżet na nadchodzący 1813 rok? Odpowiedź okazuje się prosta, choć w dzisiejszych czasach mogłaby budzić kontrowersje.
W Archiwum Głównym Akt Dawnych zachował się kolejny ciekawy dokument z czasów księstwa Warszawskiego „Protokół Licytacyi” oraz szczegółowy budżet Kasy Ekonomicznej Miasta Narodowego Połańca na lata 1813/1814. Kassa Ekonomiczna była odpowiednikiem dzisiejszego budżetu miasta lub wydziału finansowego. Zajmowała się gromadzeniem dochodów (np. z podatków, opłat rynkowych czy właśnie propinacji) i pokrywaniem wydatków miejskich. Zapisane wykaligrafowanym pismem liczby, pod którymi radni podpisali się 18 grudnia 1812 roku, opowiadają fascynującą historię o tym, jak przetrwać w czasach globalnego konfliktu.




Kluczem do zrozumienia ówczesnej ekonomii małych miasteczek, jakim był nasz Połaniec jest jedno słowo: propinacja. Było to wyłączne prawo do produkcji i sprzedaży trunków alkoholowych, głównie piwa i wódki. Mieszczanie i chłopi nie mogli pędzić alkoholu na własną rękę ani kupować go od kogoś spoza miasta. Musieli korzystać z oficjalnych szynków.
Dla miejskiej kasy dzierżawa tego prawa była absolutnym fundamentem przetrwania. 7 kwietnia 1812 roku odbyła się w Połańcu licytacja na ten zyskowny przywilej. Zwycięzcą okazał się lokalny żydowski przedsiębiorca, zapisany w aktach jako Beymuś Izraelowicz. Kwota, którą zaoferował za prowadzenie interesu, musiała wywołać uśmiech na twarzach urzędników: 1481 złotych polskich.
Aby zrozumieć skalę, wystarczy spojrzeć na pozostałe rubryki dochodowe miasta. Czynsze z miejskich gruntów funduszowych przynosiły zaledwie nieco ponad 198 złotych. Opłaty targowe od kupców i rzemieślników wynosiły skromne 40 złotych. Wpływy z kar policyjnych wyceniono na raptem 10 złotych. Krótko mówiąc, ponad 85% rocznego budżetu całego Połańca zależało od tego, czy miejscowi będą regularnie odwiedzać karczmy dzierżawione przez Izraelowicza
Gdy znamy już dochody (łącznie 1729 złotych), przyjrzyjmy się, na co miasto wydawało te pieniądze. Ówczesna administracja była niewielka, ale jej utrzymanie pochłaniało niemal wszystko, co wpłynęło do kasy. Lwią część budżetu inkasował sam Burmistrz Połańca, którego roczna pensja wynosiła równe 1000 złotych. Była to kwota ogromna w stosunku do całości miejskich finansów. Jego współpracownikom wiodło się znacznie skromniej. Pisarz miejski zarabiał 300 złotych, a miejski policjant zaledwie 200 złotych. Do tego dochodziło 206 złotych na niezbędne koszty utrzymania kancelarii, czyli papier, inkaust i wosk do pieczęci.
Podsumowując wydatki, radni doliczyli się kwoty 1706 złotych. Prosta matematyka wykazała, że dzięki lukratywnemu kontraktowi z Beymusiem Izraelowiczem, w kasie miasta została nadwyżka w wysokości 23 złotych. Można śmiało rzec, że bez pieniędzy z „gorzałki” miasto przestałoby funkcjonować. Było uratowane na kolejny rok. Dzięki dokumentowi możemy również poznać nazwiska ówczesnych radnych połanieckich. Pod tym zestawieniem widnieją podpisy Kazimierza Murczkiewicza, Franciszka Brzdękiewicza, Franciszka Zakrzewskiego i Sebastiana Justyńskiego.
Dokumenty te pokazują jeszcze jedną niesamowitą rzecz. Budżet projektowano w grudniu 1812 roku, ale jego ostateczne papierowe zatwierdzenia na szczeblu podprefekta w Staszowie i prefekta Departamentu w Radomiu noszą daty z lipca i sierpnia 1813 roku. Był to czas, w którym wojska Napoleona wycofywały się po klęsce w Rosji, a tereny Księstwa Warszawskiego były już zajmowane przez wojska carskie. Stare urzędy (jak Prefektura w Radomiu) nadal zbierały dokumenty, ale ze względu na trwające działania wojenne i niepewność polityczną, wiele spraw nie było ostatecznie zatwierdzanych. Sypał się porządek geopolityczny całej Europy, a mimo to w Radomiu i Staszowie urzędnicy wciąż skrupulatnie przybijali pieczęcie i analizowali, czy 206 złotych na papier kancelaryjny w małym Połańcu to aby nie za dużo. Pieczątka z datą 9 sierpnia 1815 roku na połanieckim dokumencie to czasy utworzenia Królestwa Polskiego. Urzędnicy w Radomiu, którzy po latach wojennego zamieszania w końcu „domykali” zaległe sprawy finansowe z Połańca, posługiwali się już nowymi pieczęciami z napisem „Królestwo Polskie”.
Wielka historia przetaczała się przez polskie ziemie, ale na samym dole, w miejskim magistracie, najważniejsze było to, by cyferki w rubrykach z napisem „Etat Kassy Ekonomiczney” ostatecznie się zgadzały.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!





