Kronika Złotego Jubileuszu. Publikacja “50-lecie MKS Czarni Połaniec (1948–1998)”

Łukasz OrłowskiMoim okiem9 listopada, 2025401 Wyświetleń

© Na Fali Czasu.

Dzień 3 maja 1998 roku zapisał się złotymi zgłoskami w historii MKS Czarni Połaniec. Był to czas celebrowania 50-lecia działalności klubu, zarejestrowanego w lipcu 1948 roku. Z tej okazji, na stadionie przy ulicy Sportowej 1, rozegrało się wydarzenie, o którym kibice wspominają do dziś: wielki mecz drużyny oldbojów Czarnych Połaniec z legendarnymi "Orłami Górskiego". 4000 kibiców wypełniło trybuny, tworząc niesamowitą, świąteczną atmosferę.

hoć miejscowi oldboje z dumą stanęli na murawie, wzrok wszystkich, bez wyjątku, skierowany był na ich rywali – “Orły Górskiego”. Już sama obecność nazwisk, które w 1974 roku rozsławiły polski futbol na Mistrzostwach Świata, budziła dreszcz emocji. Na murawie Połańca pojawili się prawdziwi tytani polskiej piłki – mistrzowie i medaliści, których twarze zdobiły kiedyś okładki gazet i plakaty. Mimo że z biegiem lat tempo było wolniejsze, a kondycja nie ta sama, to magia podań, precyzja strzałów i inteligencja w grze wciąż biły od nich z taką samą siłą. Dla każdego kibica Czarnych było to spełnienie marzeń – zobaczyć na żywo legendy, których dokonania ukształtowały całe pokolenia piłkarzy i fanów. Mecz z “Orłami” to był nie tylko sport, to była lekcja historii i hołd oddany jubilatowi – klubowi MKS Czarni Połaniec. Właśnie temu wyjątkowemu, jubileuszowemu wydarzeniu, a dokładniej mówiąc historii 50-lecia MKS Czarni Połaniec, zawartej w pewnej bardzo ciekawej, unikatowej publikacji, której autorem jest p. Andrzej Skowron (serdecznie pozdrawiam!) poświęcony jest dzisiejszy artykuł.

Książeczka okolicznościowa wydana z okazji Złotego Jubileuszu Miejskiego Klubu Sportowego Czarni Połaniec, dokumentuje półwiecze działalności w latach 1948–1998. Jest pozycją wyjątkową na rynku regionalnych sportowych wydawnictw historycznych. Stanowi rzetelne sprawozdanie z osiągnięć sportowych na przestrzeni lat. W epoce, gdy lokalne historie często giną w natłoku informacji, niniejsza publikacja pełni rolę nieocenionego źródła wiedzy, utrwalając pamięć o pionierach, którzy budowali klub w oparciu o ideę czynu społecznego i ambicji. Dlatego warto ją przypomnieć i o niej pamiętać.

Historia MKS Czarni Połaniec jest ściśle spleciona z misją Ludowych Zespołów Sportowych. ​W latach 50. XX wieku LZS’y stanowiły główne ośrodki rozwijania kultury fizycznej i sportu na terenach wiejskich i w mniejszych miejscowościach. Publikacja doskonale ilustruje, jak LZS Połaniec wypełniał tę misję w ekstremalnie trudnych warunkach początkowych. Klub przeszedł transformację od absolutnej amatorszczyzny i metod finansowania opartych na improwizacji. Od organizowania zabaw tanecznych czy zbierania opłat za wypas krów, do osiągania znaczących sukcesów na poziomie wojewódzkim, w tym budowy infrastruktury w czynie społecznym.   

Za tekst odpowiadał wspomniany przeze mnie wyżej p. Andrzej Skowron, a za redakcję p. Mieczysław Machulak. Monografia 32 stronicowa została wydana w 1998 r. przez Urząd Miasta i Gminy Połaniec oraz MKS Czarni Połaniec, co nadało jej rangę oficjalnej kroniki historycznej. Dbałość o detale i wierność historycznym źródłom czyni ją trwałym świadectwem przeszłości. Przedstawiona w książce historia nie dąży do idealizacji początków. Zamiast tego, z szacunkiem utrwala zarówno osiągnięcia sportowe, jak i koncentruje się na heroicznych warunkach działania pionierów. Opowieść zamiast pomijać trudności, eksponuje walkę o teren, konieczność radzenia sobie na poczekaniu i ogromne samozaparcie. Takie podejście czyni dzieje klubu bardziej autentycznymi, inspirującymi i wartościowymi dla przyszłych pokoleń.

Geneza połanieckiego ruchu sportowego

Początki sportu w Połańcu sięgają głębiej niż oficjalna data założenia klubu, cofając się do okresu międzywojennego. Pierwsze wiarygodne wzmianki o zorganizowanej aktywności sportowej dotyczą czasów międzywojnia, kiedy amatorskie drużyny piłki nożnej i siatkówki rozgrywały mecze na tzw. “ciołkowym błoniu”. Mimo znaczących niedogodności logistycznych i transportowych Połańczanie rywalizowali z okolicznymi zespołami. Wśród lokalnych gwiazd tego okresu wymieniani są Ludwik Warchałowski oraz Czesław Kubik, postać o szczególnym znaczeniu historycznym, będący kapitanem Wojska Polskiego i dowódcą Batalionów Chłopskich w regionie, a później sekretarzem gminy. Książeczka odważnie dokumentuje również zaciętą rywalizację między połanieckimi Polakami a miejscowymi Żydami, których zespół określano zwyczajową nazwą Maccabi, a wśród których wyróżniali się bracia Kaufmann. Dokumentacja historyczna odnotowuje, że po zwycięstwie nad Polakami żydowscy sportowcy niejednokrotnie musieli salwować się ucieczką na “swój” brzeg rzeki. Opisanie tych społecznych napięć, wplecionych w tkankę sportowej rywalizacji, potwierdza, że sport na prowincji stanowił lustro skomplikowanych relacji społecznych i kulturowych danego okresu.

Na zdj. słynne boisko “pod kasztanami” w Połańcu w latach 50. Fot. Archiwum TK w Połańcu

Po drugiej wojnie światowej, w 1945 roku, miejscem sportowych zmagań stał się rynek, gdzie po raz pierwszy wbito słupki do siatkówki. Jednak hałas, kurz i regularnie wybijane szyby domów budziły zrozumiałą niechęć mieszkańców. W 1946 roku siatkarze przenieśli się na bardziej sprzyjający teren przy kościele św. Marcina. To właśnie tam, w cieniu kasztanów, rodził się zespół, który miał wkrótce stać się sportowym postrachem całego województwa kieleckiego. Gorzej wiodło się piłkarzom, dla których “ciołkowe błonie” – wykorzystywane głównie do wypasu bydła i drobiu – z prozaicznych przyczyn nie nadawało się do poważnej gry. Młodzi sportowcy zaczęli upatrywać sobie łąki za ulicą Staszowską, dzierżawione również pod wypas. W 1947 roku udało się przekonać dzierżawców do wkopania bramek i rozegrania meczu towarzyskiego z drużyną z Dwikóz. Połańczanie zwyciężyli, a słupki pozostały na zimę 1947/48.

Zwycięski mecz z Dwikozami był preludium do formalnego ustanowienia klubu. Wiosną 1948 roku, w akcie głębokiego samozaparcia, samorzutnie utworzony społeczny zarząd LZS rozpoczął oficjalne starania o przydzielenie łąk za ulicą Staszowską. W skład pierwszego zarządu weszli: Józef Pławski jako prezes, Ludwik Warchałowski jako sekretarz, Henryk Pasek jako skarbnik i Marian Korczak jako gospodarz. Prośba ta spotkała się początkowo z oporem radnych Gminnej Rady w Połańcu, wśród których znajdowali się dzierżawcy łąk. Biurokratyczny opór został jednak złamany nie tylko dzięki naciskom z Sandomierza (ówczesnej siedziby powiatu), ale przede wszystkim dzięki osobistemu zaangażowaniu i teatrowi emocji tj. emocjonalnemu wystąpieniu prezesa Pławskiego, w którym nie brakowało aktorskich popisów i łez. W powojennej Polsce, gdzie struktury formalne dopiero się kształtowały, osobista determinacja i zdolność do wywołania poruszenia emocjonalnego bywały równie skuteczne w osiąganiu celów, jak formalne procedury. Ostatecznie, wniosek rozpatrzono pozytywnie, a klub został oficjalnie zarejestrowany w lipcu 1948 roku, co zapoczątkowało działalność dzisiejszego MKS “Czarni”. Formalizacja klubu LZS była bezpośrednią odpowiedzią na chaos lokalizacyjny i jedynym sposobem na uzyskanie stabilnej bazy do rozwoju sportu.

Architekci sukcesu. Ludzie, władza i lokalna filantropia

Publikacja oddaje hołd pionierom, którzy, często ryzykując osobiste konflikty, zbudowali klubowe fundamenty. Wśród postaci najważniejszych dla wyróżnia się p. Józef Pławski, listonosz i pierwszy prezes. Choć to on wywalczył teren pod stadion, jego zaangażowanie miało swoje konsekwencje. Pławski musiał ustąpić ze stanowiska prezesa, ponieważ naraził się rolnikom, odbierając im możliwość wypasu bydła na terenie nowo powstałego boiska. Z jego osobą wiąże się jednak trwały symboliczny sukces: zmiana nazwy ulicy prowadzącej na stadion ze zwyczajowej Gać na Sportową. To symboliczny akt, który utrwalił zwycięstwo idei sportowej nad dawnym rolniczym przeznaczeniem tego terenu, trwale zapisując wpływ klubu na tożsamość miejską. 

Kolejnym ważnym działaczem był p. Władysław Kosowicz, który objął stanowisko prezesa w 1951 roku. Niezwykle wszechstronną postacią był również Ludwik Warchałowski, sekretarz pierwszego zarządu LZS, lokalna gwiazda sportu międzywojennego, samozwańczy trener piłkarzy i sponsor. 

Pierwsze lata LZS-u opierały się na kruchych podstawach finansowych. Większość środków pochodziła z organizowanych przez klub zabaw tanecznych. To za pieniądze zarobione na tych imprezach Marian Korczak, gospodarz pierwszego zarządu, zakupił pierwsze stroje klubowe w Warszawie. Wsparciem służyli też lokalni przedsiębiorcy i właściciele sklepów: Ludwik Warchałowski, Leopold Ratusznik, Marian Kula, Stanisław Głodo i Edward Iskra. 

Fenomenem, który charakteryzuje wczesne lata klubu, był unikalny mechanizm finansowania oparty na opłatach za wypas krów. Mieszkańcy ulicy Staszowskiej uiszczali comiesięczne opłaty za pozwolenie na wypas bydła na terenie stadionu. Choć ta specyficzna forma sponsoringu szybko się skończyła z powodu, jak to określa publikacja, “skąpstwa włościan”, jej zakończenie miało paradoksalnie pozytywny wymiar, ponieważ boisko stało się znacznie czystsze, oznaczając definitywne przejście terenu w ręce sportowców. Konflikt jasno zarysował konieczność zerwania z agrarną logiką użytkowania terenu na rzecz jego przeznaczenia sportowego. 

Zaangażowanie wczesnych działaczy wykraczało daleko poza ramy administracyjne. Publikacja zawiera wzruszające anegdoty o tym, jak Władysław Kosowicz i jego żona stali się faktycznym, nieformalnym zapleczem logistycznym klubu. Futboliści przebierali się w stodole Kosowicza, a jego żona przez wiele lat prała ich stroje po meczach. Owa wyłączność Kosowicza na wypas krów była formą rekompensaty za udostępnienie stodoły i ciężką, nieodpłatną pracę na rzecz klubu. Ta relacja ujawnia głębokie zaangażowanie osobiste, które w tym okresie było często jedyną formą infrastruktury. Państwo Kosowiczowie pełnili funkcję szatni, pralni i mecenasów w jednej osobie. 

Piłkarskie dylematy i wielkie momenty

Lata 60. to okres, w którym piłka nożna zaczęła generować największe emocje sportowe, pomimo ciągłej niestabilności formy drużyny, balansującej między klasami C i A. Piłkarze LZS Czarni Połaniec potrafili sprawiać sensacje w Pucharze Polski, niejednokrotnie wygrywając z zespołami z wyższych klas rozgrywkowych (Iskra Kielce, Wisła Sandomierz czy KSZO Ostrowiec). Tradycyjnie, mecze największego prestiżu rozgrywano przeciwko Pogoni Staszów, zwłaszcza w ramach corocznego Pucharu Przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej. Zaciętość boiskowa ustępowała jednak sąsiedzkiej przyjaźni, o czym dowodzi informacja o nieformalnym uzupełnianiu składów. W sytuacjach kryzysowych zespoły Czarnych i Pogoni potrafiły “na lewo” uzupełniać swoje składy najlepszymi zawodnikami sąsiada zza miedzy. Ta anegdota doskonale charakteryzuje unikalną atmosferę regionalnego sportu prowincjonalnego w PRL – gdzie więzi sąsiedzkie i potrzeba zapewnienia dobrego widowiska publiczności przeważały nad formalnymi przepisami.

Publikacja z rozbrajającą szczerością dokumentuje niski poziom organizacyjny połanieckiego futbolu w tym czasie, co jest cennym elementem historycznego zapisu. Skład drużyny często ustalano w niedzielę po mszy, a w skrajnych przypadkach, gdy brakowało jedenastego zawodnika, na najgorszą pozycję – bramkarza – stawiano kierowcę ekipy LZS-u, Zenona Irwańskiego. Różnice w profesjonalizmie między sekcjami są wyraźne. O ile siatkarze, bazując na środowisku studenckim, osiągnęli wysoki poziom strukturyzacji, o tyle piłkarze funkcjonowali na fundamencie lokalnej tradycji i pasji, gdzie improwizacja była na porządku dziennym. W drużynie grali m.in. Andrzej Matusiewicz, Ryszard Brzdękiewicz, a także rzadki ewenement w klubie LZS w okresie PRL – dwaj księża: ks. Józef Wójcik (zmarł 16.02.2014 r. w Kielcach) i ks. Leopold Kowalik.

Mimo organizacyjnego chaosu, połaniecki futbol czerpał z wpływów pobliskiego, potężnego ośrodka sportowego – Stali Mielec, gdzie najlepsi piłkarze uczyli się kunsztu w juniorach. Historycznym potwierdzeniem tych związków jest epizod z 1964 roku, kiedy to Zygmunt Kukla, kolega szkolny Mieczysława Matusiewicza i jeden z najlepszych bramkarzy w historii polskiej piłki nożnej, rozegrał jeden mecz w barwach LZS Połaniec przeciwko Pogoni Staszów. Mimo że krótki, ten występ potwierdza, że klub znajdował się na orbicie talentów i sportowych wpływów Stali Mielec, co podnosiło tym samym rangę lokalnego futbolu.

Myślę, że nie ma co więcej się rozpisywać, tylko zachęcić Państwa do jej przeczytania. Sprawdziłem, że egzemplarz monografii znajduje się na stanie w naszej połanieckiej Bibliotece. Mimo wszystko pozwoliłem sobie w celach edukacyjnych (mam nadzieję, że pan Andrzej nie będzie mi miał tego za złe) udostępnić mój egzemplarz (z autografami!) wszystkim zainteresowanym online. Znajdą ją Państwo poniżej na końcu artykułu. Zdecydowanie polecam tę ksiażkę wszystkim miłośnikom sportu i nie tylko. Jest ona cennym hołdem dla połanieckiego ducha sportu, który w pełni zasługuje na najwyższe uznanie. Zamiast serwować wyidealizowaną laurkę, opowiada ona historię pełną kontrastów, trudności i niebywałej ludzkiej wytrwałości. Swoją drogą, ostatnio miałem sposobność rozmowy z panem Andrzejem Skowronem i kto wie, czy za jakiś czas nie pojawi się reedycja bądź zupełnie rozszerzona wersja tej publikacji. Tym bardziej, że za dwa lata klub będzie świętować 80-lecie. Mam nadzieję, że tak się stanie.

MKS CZARNI Połaniec 50-LECIE 1948-1998

(Naciśnij na opcję [ ] w celu przełączenia dokumentu w tryb pełnego ekranu.)



Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
Ładowanie następnego posta...
Social Media
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...