
Przenosimy się w czasie do Połańca sprzed ponad dwustu lat. Jest mroźna zima 1816 roku. Jesteśmy tuż po Kongresie Wiedeńskim, a Połaniec właśnie staje się częścią Królestwa Polskiego. Na ulicach miasta pojawia się ważne urzędowe ogłoszenie.

łaśnie dotarł do nas najnowszy “Dziennik Departamentowy Radomski”. Musimy tu na marginesie wspomnieć, że to prawdziwa gratka, bo to nazewnictwo było pamiątką po niedawnym Księstwie Warszawskim. Jeszcze w tym samym 1816 roku departamenty zlikwidowano i zastąpiono je województwami.
W naszym przypadku województwem sandomierskim. Dokument uchwycił więc sam koniec pewnej epoki. A co w nim czytamy? Władze ogłaszają licytację na bardzo opłacalny biznes. Chodzi o tak zwaną “propinację miejską”. Czym była propinacja? Sprawa jest dość prosta. Było to wyłączne prawo do produkcji i sprzedaży alkoholu na danym terenie. Kto wygrał licytację, ten stawał się monopolistą. Mógł legalnie pędzić wódkę, warzyć piwo i lać je w karczmach. Nie musimy chyba pisać, że to był prawdziwy złoty interes, który przynosił ogromne zyski.
Dokument, który widziecie ogłasza taką licytację dla dwóch miast w powiecie staszowskim: Połańca oraz sąsiedniego Osieka. Zwycięzca miał dostać to prawo na całe trzy lata. Umowa miała obowiązywać od 1 czerwca 1816 roku aż do końca maja 1819 roku.

Jak możemy przeczytać, prawo to w naszym mieście wyceniono drożej. Cena startowa dla “Miasta Narodowego Połańca” wynosiła 1550 ówczesnych złotych polskich. Dla porównania, w tamtych czasach dobrą krowę można było kupić za około 30-40 złotych. Zwycięzca licytacji w Połańcu musiał więc wyłożyć kwotę równą wartości stada liczącego około 50 krów. To najlepiej pokazuje, jak gigantyczne zyski przynosił monopol alkoholowy. Dla Osieka z kolei było to nieco mniej, bo 1377 złotych. Może to oznaczać, że w Połańcu po prostu sprzedawało się więcej trunków, a sam rynek był znacznie bogatszy.
Pojawiająca się w tekście sentencja “Miasto Narodowe Połaniec” oznacza, że nie było ono własnością prywatną żadnego arystokraty czy biskupa, ale należało bezpośrednio do państwa. Miało to ogromne znaczenie dla mieszkańców. Pieniądze z licytacji alkoholu nie trafiały do kieszeni szlachcica, lecz zasilały miejską kasę.
Nie każdy mógł jednak wejść do tej gry. Zasady przetargu były bardzo surowe. Przed licytacją trzeba było mieć przy sobie żywą gotówkę i wpłacić z góry jedną czwartą sumy. Zwycięzca musiał też wpłacić resztę pieniędzy lub dać solidną gwarancję majątkową do Kasy Miejskiej. Dopiero wtedy zyskiwał prawo wyrabiania “rozlicznych trunków”.
W ogłoszeniu znajduje się jeszcze jeden bardzo ważny zapis. Czytamy tam, że z prawa do szynkowania, czyli bezpośredniej sprzedaży alkoholu, wykluczeni są od 1 lipca “Starozakonni”, czyli ludność żydowska. Zapis ten miał związek z nowymi regulacjami administracyjnymi zaraz po utworzeniu Królestwa Polskiego. Pod koniec istnienia Księstwa Warszawskiego, a następnie w pierwszych latach Królestwa Polskiego, władze prowadziły politykę rugowania Żydów z handlu alkoholem na prowincji i w mniejszych ośrodkach. Próbowano zakazać im prowadzenia szynków i dzierżawy karczm.
Dzisiaj idziemy do pubu czy baru. W XIX wieku karczma była centrum wszechświata, w którym dobijano targów, zatrudniano parobków do żniw, ogłaszano nowiny i plotkowano o sąsiadach ze Staszowa. Ten, kto wygrywał licytację, nie tylko sprzedawał alkohol, ale kontrolował całe życie towarzyskie w mieście. Kto ostatecznie wygrał licytację w tym konkretnym czasie? Tego na razie nie wiemy. Możemy być jednak pewni, że w 1816 roku walka o połaniecką propinację była bardzo zacięta.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!





