
Wielka woda to żywioł, który nieustannie kształtował historię naszego regionu. Jakiś czas temu przypominaliśmy już tragiczne zmagania z niszczycielską "powodzią stulecia" z 1934 roku. Jak możemy się wspólnie przekonać rzeka pokazała jednak swoje groźne oblicze zaledwie trzy lata wcześniej.

ońcówka września 1931 roku przyniosła falę, która postawiła na równe nogi mieszkańców Połańca i całego Powiśla. Zaczęło się od niepokojących wieści z górnego biegu Wisły. W sobotę, 26 września rano, starosta sandomierski Stanisław Gliszczyński ogłosił ostre pogotowie ratunkowe.
Władze działały szybko. Zagrożone tereny nadrzeczne podzielono na specjalne okręgi. Wyznaczono m.in. odcinek Połaniec – Tursko oraz Osiek i Koprzywnicę. Do każdego rejonu wysłano urzędników. Zmobilizowano okoliczną ludność i miejscowe straże ogniowe. Wszyscy z niepokojem patrzyli na rzekę.
Prawdziwy koszmar zaczął się w nocy z soboty na niedzielę. Od godziny 17:00 woda przybierała w zastraszającym tempie – nawet o 15 centymetrów na godzinę. Długotrwałe deszcze mocno osłabiły ziemne wały, które zaczęły przepuszczać wodę. Cofające się dopływy Wisły wlewały się na okoliczne pola i łąki.
W niedzielę przed południem sytuacja w gminach Tursko Wielkie i Połaniec stała się krytyczna. Poziom wody zrównał się ze szczytem wałów. W 6 miejscach rzeka zaczęła się przelewać. Bardzo groźne chwile przeżywali mieszkańcy między Szwagrowem a Niekurzą. Woda zaczęła tam gwałtownie rwać wał ochronny. Na całe szczęście wyrwę udało się w porę załatać, co zapobiegło większej tragedii.
Niestety, nie wszędzie udało się wygrać z żywiołem. Zarządzono ewakuację ludności z najbardziej zalanych terenów. Pod wodą znalazła się wieś Ogrody pod Turskiem Małym. W gminie Połaniec cofające się rzeczki i strumienie zalały wsie Maśnik oraz Winnicę. Ucierpiała również gmina Osiek, gdzie woda wdarła się do Długołęki i Grabiny.
Jednak najpotężniejsze straty poniosła gmina Koprzywnica. Żywioł pochłonął tam całe Powiśle. Zalane zostały wsie Świężyce, Błonie, Kamieniec, Radowąż czy Łukowiec. Sytuacja była na tyle poważna, że w pełnej gotowości czekał oddział pionierów 2. Pułku Piechoty Legionów, a w rejon wysłano transporty z żywnością dla poszkodowanych.
Żywioł zaczął odpuszczać dopiero w poniedziałek wieczorem. Woda powoli zaczęła opadać, odsłaniając ogrom zniszczeń. Powódź z 1931 roku była potężnym ostrzeżeniem przed tym, co rzeka miała przynieść regionowi zaledwie kilka lat później.







