
Poznaj kulisy połanieckiego samorządu sprzed ponad 500 lat. Królewski dekret Zygmunta Starego z 1515 roku miał uporządkować miejskie życie. Kto naprawdę rozdawał karty w lokalnej polityce?

oznawanie dziejów naszego Połańca to dla nas niezwykła podróż w czasie. Szczególnie lubimy poznawać historie zwykłych ludzi i ich codziennej pracy. Połaniec przez stulecia znajdował się na ważnych szlakach komunikacyjnych. Dzielił losy całej Rzeczypospolitej doświadczając okresów niezwykłego bogactwa i dramatycznych upadków.
W dzisiejszym artykule skupimy się na niezwykłym dokumencie z początku XVI wieku. Dokument znaleźliśmy w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Udało się nam nawet zdobyć jako taką wisienke na torcie, wysokiej rozdzialczości skan oryginału. Jest on oknem na dawny świat miejskiego samorządu. Wszystko to opiera się na twardych dowodach. Dowody te m.in. archiwalne zapiski, przywileje królewskie i relacje świadków. Odtwarzają one prawdziwy, bardzo złożony obraz życia dawnego Połańca.


Cofnijmy się w czasie do epoki renesansu. Jest jesień 1515 roku. W pobliskim Sandomierzu przebywa właśnie król Zygmunt I Stary (1467–1548), który bardzo często podróżował po kraju. Jego obecność w danym mieście zawsze była wielkim wydarzeniem. Wiadomo z zachowanych zapisków podróżnych, tak zwanych itinerariów, że król spędzał w Sandomierzu ważny czas. Odbywał się tam wtedy sejm walny, najważniejsze zgromadzenie w państwie. Zjeżdżali na niego najpotężniejsi magnaci, szlachta i doradcy monarchy. Mimo nawału spraw wagi państwowej, król Zygmunt znajdował czas na uregulowanie kwestii lokalnych.
I właśnie w Sandomierzu, dokładnie 17 listopada 1515 roku, król wydał niezwykle ważny przywilej dla Połańca. Przywilej to specjalny dokument nadający konkretne prawa. Dokument będący dzisiejszym motywem przewodnim, dotyczył bezpośrednio władz miejskich. Został on spisany na papierze karcie papierowej o wymiarach 220×290 mm. Cały tekst został zredagowany w języku łacińskim. Był to ówczesny język urzędowy, zrozumiały dla wykształconych elit w całej Europie. Obecnie cenny oryginał jest pieczołowicie przechowywany w Warszawie. Znajduje się w Archiwum Głównym Akt Dawnych i spoczywa w księgach Metryki Koronnej, dokładnie w tomie 29, na stronie 193.

Facultas eligendorum consulum civibus Polanecensibus ad beneplacitum regium
Sigismundus etc. Significamus etc. Quia subditos Polanecenses oppidanos in eo iure ordine et consuetudine sicuti aliorum oppidorum nostrorum incolas conservare volentes eisdem duos consules singulis annis inter se consules delegere concessimus et admisimus. Nos vero ipsi sive officilaes nostri existentes reliquos duos consules alterum racione officii alterum vero racione advocaciae quam illic hereditariam possidemus eligemus et constituemus concedimusque vel officiales nostri existentes pro tempore eligent. Quocirca tibi generoso Stanislao Schaffranyecz de Pyeskowa Skala castellano Sanocensi et moderno ceterisque pro tempore futuris Polanecensibus capitaneis mandamus et severius precipimus quatinus eosdem nostros subditos Polanecenses oppidanos in ipso iure ordine et consuetudine eisdemque graciose per nos concessis et donatis conserventis et conservari faciatis ad nostrum beneplacitum et quamdiu a nobis aliud non habueritis. Harum quibus sigillum nostrum est subappensum testimonio litterarum. Datum Sandomirie Sabbato ante festum sancte Elizabeth proximo. Anno Domini millesimo quingentesimo quidecimo. Regni nostri anno nono. Relacio cuius supra.Prawo mieszczan połanieckich do wybierania rajców wedle woli królewskiej
Zygmunt itd. oznajmiamy itd. Ponieważ chcąc zachować poddanych naszych, mieszczan połanieckich, w takim prawie, porządku i zwyczaju, w jakim znajdują się mieszkańcy innych naszych miast, pozwoliliśmy i dopuściliśmy, aby ci każdego roku wybierali spośród siebie dwóch rajców. My zaś sami, lub nasi urzędnicy na on czas będący, dwóch pozostałych rajców – jednego z racji urzędu starościńskiego, a drugiego z racji wójtostwa, które tamże posiadamy dziedzicznie – będziemy wybierać i ustanawiać, i zgadzamy się, aby nasi urzędnicy na dany czas będący ich wybierali. Dlatego też tobie, urodzonemu Stanisławowi Szafrańcowi z Pieskowej Skały, kasztelanowi sanockiemu i obecnemu staroście, a także pozostałym przyszłym starostom połanieckim, nakazujemy i surowo polecamy, abyście tychże naszych poddanych, mieszczan połanieckich, w tymże prawie, porządku i zwyczaju oraz łaskawie im przez nas nadanych przywilejach zachowali i dbali o ich zachowanie, wedle naszej woli i dopóki nie otrzymacie od nas innego polecenia. Na świadectwo czego do niniejszych listów przywieszona została nasza pieczęć. Dano w Sandomierzu, w najbliższą sobotę przed świętem świętej Elżbiety. Roku Pańskiego tysiąc pięćset piętnastego. W dziewiątym roku naszego panowania.
O czym dokładnie mówi ten łaciński tekst? Zaczyna się on od tradycyjnej formuły. Król ogłasza w niej swoją wolę zachowania mieszkańców w dobrym porządku. Użyto tam słów “Sigismundus etc. Significamus etc.“. Dalej król pisze, że chce zachować mieszczan połanieckich w takim samym prawie i zwyczaju, jak mieszkańców innych miast. Najważniejsze zdanie pozwala mieszczanom na wybór dodatkowych urzędników. Tekst łaciński mówi: “eisdem duos consules singulis annis inter se consules delegere concessimus et admisimus”. Oznacza to, że król zezwala mieszkańcom Połańca na coroczny wybór dwóch nowych rajców. Rajcy to właśnie dawni radni, nazywani po łacinie “consules”.
Ale to nie był koniec zmian. Król zastrzegł sobie również pewne prawa. W kolejnym zdaniu dokumentu czytamy, że władca lub jego urzędnicy będą wybierać i ustanawiać dwóch kolejnych rajców. Tymi urzędnikami w imieniu króla byli starości. Zatem nowa rada miejska miała zostać powiększona łącznie o cztery osoby. Dwie wybierali sami mieszczanie, dwie narzucał im przedstawiciel króla. W dokumencie sprecyzowano też podział obowiązków. Jeden z urzędników mianowanych przez starostę miał zajmować się sprawami samej rady. Drugi natomiast miał mieć pieczę nad dziedzicznym wójtostwem. Taki układ sił zapewniał równowagę. Z jednej strony miasto zyskiwało większą samorządność. Z drugiej strony król nadal kontrolował sytuację przez swojego namiestnika. Dokument kończy się informacją, że prawo to obowiązuje tak długo, aż król nie postanowi inaczej. Było to więc rozwiązanie tymczasowe, zależne od woli monarchy.
Ten z pozoru prosty akt prawny niesie ze sobą ogromną wiedzę o dawnym naszym mieście. Dr Michał Kulecki, historyk, archiwista i starszy kustosz w Archiwum Głównym Akt Dawnych (AGAD) w Warszawie opracował bardzo ciekawy komentarz do tego dokumentu, który zamieściliśmy powyżej. Tłumaczy w nim zawiłości ówczesnego prawa. Połaniec, podobnie jak wiele innych miast, był rządzony w oparciu o prawo niemieckie. Prawo to dawało mieszkańcom możliwość tworzenia własnego samorządu. Był to jeden z największych i najważniejszych przywilejów tamtej epoki. Miasto mogło samo o sobie decydować, choć w określonych granicach.
Władza w takim mieście dzieliła się na dwa główne piony. Pierwszym była rada miejska, na której czele stał burmistrz. Rada zajmowała się szeroko pojętą administracją. Dbała o porządek, finanse miasta, podatki i handel. Drugim pionem była ława miejska pod przewodnictwem wójta. Ława pełniła funkcje sądu. Wymierzała sprawiedliwość, rozstrzygała spory i karała przestępców. Wójt bardzo często był potomkiem zasadźcy, czyli człowieka, który przed laty założył i zorganizował miasto. Dlatego funkcja wójta bywała dziedziczna przechodząc z ojca na syna. Wszystkie decyzje, wyroki i spisywane transakcje trafiały do specjalnych ksiąg. Nazywano je księgami radzieckimi i ławniczymi. Stanowiły one podstawę funkcjonowania średniowiecznego i nowożytnego archiwum miejskiego.
Co z tego wszystkiego wynika dla historii Połańca? Dr Michał Kulecki wysnuwa kilka bardzo logicznych wniosków. Przede wszystkim powiększenie rady świadczy o tym, że początkowo była ona bardzo nieliczna. Z biegiem czasu miasto się rozwijało i potrzebowało więcej urzędników do sprawnego zarządzania. Skoro tak mała rada mogła zarządzać Połańcem, to znaczy, że nie był to wtedy ogromny ośrodek miejski. Mimo że w mieście istniała już kasztelania i starostwo, sam organizm miejski był raczej skromny. Kolejnym wnioskiem jest istnienie specjalizacji wśród urzędników. Wyraźny podział ról zapisany w dokumencie z 1515 roku dowodzi, że każdy rajca miał z góry przypisane konkretne zadania do wykonania.
Z czasem nazewnictwo tych funkcji ulegało zmianom. W szesnastym i siedemnastym wieku mówiono po prostu “rajca”. W wieku osiemnastym upowszechniło się określenie “radca”. Pod koniec tamtego stulecia zaczęto już używać słowa “radny”, które znamy do dzisiaj. Zmianom podlegały też zasady pełnienia funkcji. Godność burmistrza była na ogół przekazywana w sposób rotacyjny. Oznaczało to, że rajcy co pewien czas wymieniali się na tym najważniejszym stanowisku. Zapewniało to równy dostęp do władzy w obrębie najbogatszych rodzin w mieście.
Bardzo ciekawy był los tych rajców, którym skończyła się kadencja. Jeśli nie wybrano ich ponownie na kolejny rok, nie tracili oni swoich wpływów w mieście. Zasilali oni gremium nazywane “starą radą”. Był to organ złożony z byłych urzędników. Pełnił on funkcje doradcze i kontrolne. “Stara rada” cieszyła się ogromnym autorytetem. Z grona tych doświadczonych, byłych rajców wybierano mediatorów. Mediatorzy negocjowali ugody i łagodzili konflikty wybuchające między zwykłymi mieszczanami. Taki system był bardzo sprytny. Z jednej strony zachowywano pozory corocznych wyborów i zmian. Z drugiej strony władza zawsze pozostawała w rękach tej samej, wąskiej elity, nazywanej patrycjatem. Tworzyło to bardzo stabilne, ale i zamknięte struktury władzy. Wspólne sprawowanie rządów bardzo silnie wiązało ze sobą najważniejsze rody w mieście.
Należy również wspomnieć o jeszcze jednym ważnym urzędniku miejskim. Był to landwójt. Nazywano go również lantwójtem lub wójtem sądowym. W oficjalnych dokumentach łacińskich figurował jako “viceadvocatus”. Teoretycznie był to tylko zastępca dziedzicznego wójta. Działał w jego imieniu wyłącznie w sprawach sądowych. W rzeczywistości jednak pozycja landwójta potrafiła być bardzo silna. Prawo mianowania tego urzędnika leżało całkowicie w gestii starosty lub posiadacza dziedzicznego wójtostwa. Przedstawiciel króla nie musiał pytać mieszczan o zgodę. Mianował kogo chciał. Bardzo często lądowali na tym stanowisku ludzie zaufani z otoczenia starosty. Nie musieli oni wcale liczyć się ze zdaniem lokalnej społeczności. Historia zna przypadki, gdy osoby pełniące funkcję landwójta były bardzo niepopularne i nie cieszyły się żadnym poważaniem wśród zwykłych obywateli.
Aby zrozumieć, kto rządził Połańcem, musimy spojrzeć wyżej, poza samych rajców i wójta. W omawianym królewskim dokumencie pojawia się istotne nazwisko. Król Zygmunt I Stary kieruje swoje słowa bezpośrednio do “generosovi Stanislao Schaffranyecz de Pyeskowa Skala” czyli Stanisławowi Szafrańcowi (1460-1525) z Pieskowej Skały. Dokument określa go jako kasztelana sanockiego i współczesnego starostę połanieckiego. Starosta w tamtych czasach był prawą ręką króla na danym terytorium. To on zarządzał dobrami królewskimi. To on dbał o dochody do skarbca państwa. To wreszcie on miał prawo wyznaczać połowę składu poszerzonej rady miejskiej w Połańcu.
Kim był ten potężny człowiek? Rodzina Szafrańców pieczętowała się herbem Starykoń. Byli niezwykle wpływowymi magnatami, trzęsącymi polityką w południowej Polsce. Ród wydał na świat wielu polityków o imieniu Stanisław, co bywa wyzwaniem dla badaczy. Historyczne wykazy potwierdzają, że interesujący nas Stanisław Szafraniec, pełniący funkcję starosty połanieckiego, zmarł najprawdopodobniej ok. 1525 roku. Jego kariera była błyskotliwa. Zasiadał na ważnych stanowiskach kasztelańskich i zarządzał wieloma miastami. W jego rękach skupiała się władza nad sporym fragmentem Małopolski. Dokumenty poświadczają również istnienie kolejnego Stanisława Szafrańca, żyjącego nieco później i zmarłego w 1598 roku. Był on synem Piotra i Agnieszki z Sienieńskich, a jego żoną została Anna Dębińska. Ten późniejszy Szafraniec osiągnął jeszcze wyższe zaszczyty, zostając między innymi wojewodą sandomierskim i marszałkiem Sejmu. Świadczy to o niesamowitej potędze tego rodu w całym regionie.
Fakt, że Połaniec znajdował się w orbicie wpływów tak wielkiej familii, miał swoje konsekwencje. Z jednej strony miasto miało potężnego protektora. Z drugiej strony, decyzje dotyczące życia zwykłych rzemieślników zależały często od widzimisię wielkiego pana rezydującego z dala od miasta. Król w swoim przywileju nakazuje Szafrańcowi, aby szanował nowe prawa nadane mieszczanom. Świadczy to o tym, że relacje między radą miejską a zamkiem starościńskim wymagały ciągłego nadzoru i odgórnych regulacji prawnych.
Jak widać na przykładzie dzisiaj omawianego historycznego fascynującemu dokumentu, dawna polityka potrafiła rozgrzewać emocje do czerwoności. Zwykli ludzie pragnęli brać sprawy w swoje ręce i decydować o mieście. Z drugiej strony stali potężni magnaci, którzy zaciekle bronili swoich wpływów. Czy to nie brzmi znajomo? Zmieniły się czasy. Inaczej dziś mówimy. Jednak ludzka pogoń za władzą jest wciąż taka sama. Dzisiejszy królewski akt z warszawskiego AGAD przypomina nam o bogatej historii naszej małej ojczyzny.
Ogromnie Wam dziękujemy za to, że czytacie nasze artykuły. Daje nam to wielką motywację do dalszego szukania dla naszych czytelników historycznych ciekawostek. Dzięki nim o wiele lepiej rozumiemy, skąd pochodzimy i jak budowano nasz współczesny świat.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!