
Jakiś czas temu wspominaliśmy rocznicę dramatu, który rozegrał się 22 maja 1931 roku. Wówczas, na Wiśle zatonął galar z 32 osobami na pokładzie. Zginęło wtedy 11 osób. Opierając się na pierwszej krótkiej prasówce z „Gazety Tygodniowej”, snuliśmy domysły.

astanawialiśmy się, skąd mogła wracać tak duża grupa osób i kim były te osoby. Dziś już na większość pytań znamy odpowiedzi. Udało się nam dotrzeć do kolejnego, niezwykle cennego źródła. Jest nim artykuł z gazety „Ziemia Radomska” z 27 maja 1931 roku.
Prasówka całkowicie zmienia nasze spojrzenie na tamte wydarzenia. Robotnicy wracali z zakończonych robót w gminie Ostrówek na prawym brzegu Wisły. Byli to robotnicy i robotnice, którzy chcieli wrócić do swoich domów. Zmęczeni wsiedli na drewniany galar. Wszyscy pasażerowie pochodzili z Małego Turska. Ostrówek to wieś leżąca na prawym brzegu Wisły, dokładnie naprzeciwko Turska Małego, należąca do gminy Gawłuszowice w powiecie mieleckim.
Gazeta bardzo obrazowo opisuje przebieg samego wypadku. Chwilę po odbiciu od brzegu przeciążona łódź nagle przechyliła się na bok. Na łodzi wybuchła niesłychana panika. Ludzie w ogromnym zamieszaniu rzucili się na przeciwległą stronę łodzi, chcąc ją zrównoważyć. Niestety, ten odruch przyniósł katastrofalne skutki. Wielu robotników straciło równowagę, upadło na dno i zsunęło się wprost w mroczne nurty rzeki. Krzyki przerażenia ściągnęły na brzeg okolicznych ludzi. Zorganizowano natychmiastową pomoc dla tonących. Cudem zdołano uratować 21 osób. Niestety, rzeka zabrała 11 żyć. Wśród ofiar byli bardzo młodzi ludzie: 30-letnia Aniela Raz, 30-letnia Julia Samborska, 20-letnia Maria Husarska, 19-letnia Maria Walasówna, 26-letnia Józefa Jędrasówna, 32-letnia Julia Wróbel, 26-letni Stanisław Pielak, 22-letni Jan Szczygieł i 19-letni Stanisław Pryk. Porwał ich prąd rzeki i nie odnaleziono ich od razu. Na czas pisania artykułu nie znaleziono jeszcze ciał dwóch osób 26-letniego Jana Wnuka i 31-letniej Marii Cieli.
Ówczesne śledztwo błyskawicznie ustaliło przyczynę tragedii. Było to przeładowanie galara. Winą za katastrofę obarczono przewoźnika z Małego Turska, Kazimierza Pisarskiego. Na miejsce przybył prokurator oraz komendant policji państwowej, którzy rozpoczęli dalsze dochodzenie.
Tym samym dzięki dzisiejszemu wycinkowi prasowemu udało się nam złożyć w całość skrawki smutnej lokalnej historii. Zamykając tę historię chcemy oddać hołd ofiarom i przekazać opowieść kolejnym pokoleniom, aby wyciągnęli wnioski z tej bolesnej lekcji z przeszłości. Żywioł i natura zawsze wymagają od nas ogromnej pokory. Ślepe nawyki i chęć szybkiego zysku mogą kosztować to, co najcenniejsze, ludzkie życie. Pamiętajmy o tym.







