Przemyt, pościg na Wiśle i zablokowany Połaniec. Sensacyjne doniesienia z 1867 roku

Łukasz OrłowskiPrasa historyczna23 sierpnia, 2026103 Wyświetleń

Fragment "Breslauer Zeitung", nr 551 z 24 listopada 1867 roku, źródło informacji o wydarzeniach.

Zbierając materiały do naszych historycznych opowieści, staramy się zaglądać dosłownie wszędzie. Szukamy starych dokumentów, map i wycinków prasowych. Czytamy i analizujemy każdy ślad o naszym mieście i regionie. Nawet te w obcych językach.

wietnym tego przykładem jest znalezisko, którym chcemy się dzisiaj z Wami podzielić. A jest nim fragment niemieckiej gazety, a dokładniej wydania porannego „Breslauer Zeitung” (Gazeta Wrocławska), nr 551 z 24 listopada 1867 roku. Wrocław w tym czasie, znany oficjalnie pod niemiecką nazwą Breslau, należał do Królestwa Prus.

Co w nim przeczytaliśmy? Artykuł pt. “Znad granicy polskiej, 21 listopada” to relacja prosto z ówczesnej granicy polsko-galicyjskiej. Zaborcze władze rosyjskie miały spory problem. Chodziło o przemyt zakazanej polskiej prasy, między innymi „Czasu” i „Gazety Narodowej”. Szef warszawskiej policji generał-lejtnant Aleksander Friederichs, wydał tajny rozkaz do inspektorów policyjnych na granicy, aby bezwzględnie łapać kurierów.

I tak oto pod Koszycami wpadło dwóch żydowskich handlarzy. Mieli przy sobie dużą paczkę nielegalnych gazet. Jednemu z nich udało się cudem uciec. Wskoczył do rzeki i przedostał się na austriacki brzeg do Uścia Solnego. Drugi miał mniej szczęścia. Został zakuty w kajdany i trafił do aresztu w Opatowcu. Ten incydent wywołał prawdziwą burzę. Rosjanie zdecydowali o natychmiastowym uszczelnieniu granicy. Cały odcinek rzeki, począwszy od Opatowca aż po sam Połaniec, został obsadzony bardzo gęstym kordonem strażników. Do ich zadań należało błyskawiczne otoczenie i dokładne rewidowanie każdej łodzi, która przybijała z galicyjskiego brzegu. Życie nad wodą stało się nagle niezwykle trudne.

Ale to jednak nie koniec rewelacji z tej starej gazety. Dalej czytamy o wizycie rosyjskiego gubernatora z Kielc, generała Konstantego Dymitriewicza Chlebnikowa, w pobliskim Staszowie. Odebrał tam raport od kozackiego majora Skripicyna i wydał surowy zakaz. Nikt nie mógł przekroczyć granicy bez specjalnego paszportu z Kielc.

Autor prasówki przytacza również pewną anegdotę. Pewien zaprzyjaźniony szlachcic, mający majątek pod Osiekiem, bardzo chciał pojechać w pilnych interesach do Mielca. Dwa razy jeździł do Kielc po przepustkę. Gdy po raz drugi próbował tłumaczyć gubernatorowi, jak bardzo ważna to sprawa, Chlebnikow wpadł w furię. Krzyczał: „Co mi pan tu mówi o pilności! Wie pan, co jest pilne? Żeby pan i wszyscy Polacy stali się dobrymi Rosjanami, którzy nie mają nic do czynienia z tym motłochem z Galicji!”. Audiencja skończyła się brutalną odmową.

Korespondencja kończy się wzmiankami o rozszerzeniu drakońskich środków ostrożności również na granicę pruską (Kalisz, Stawiszyn), w związku z doniesieniami o aresztowaniach osób przenoszących bezimienne, rewolucyjne proklamacje. Władze carskie obawiały się emisariuszy Ludwika Mierosławskiego (1814-1878), który z Paryża miał rzekomo przygotowywać w Polsce nowe zbrojne wystąpienie. Ludwik Mierosławski herbu Leszczyc był polskim generałem, pisarzem i poetą, a także teoretykiem wojskowości oraz działaczem politycznym i niepodległościowym. Stanął na czele dwóch powstań w Wielkopolsce w 1846 i w 1848 roku, a następnie został pierwszym dyktatorem powstania styczniowego.

Niestety rok 1867 był dość mrocznym i trudnym czasem na mieszkańców Połańca. Minęły zaledwie 3 lata od upadku powstania styczniowego. W całym Królestwie Polskim władz carskie stosowały bardzo surowe represje. W dodatku zaborca prowadził działania związane z nowym podziałem administracyjnym. Nasilała się również rusyfikacja i bezwzględny terror policyjny. Wisła wówczas była pilnie strzeżoną granicą państwową między zaborem rosyjskim a austriacką Galicją. Rosjanie panicznie bali się przenikania stamtąd idei niepodległościowych, broni i prasy. Stąd też miasto zostało ściśnięte gęstym kordonem wojsk i straży granicznej.

Życie toczyło się w cieniu rosyjskich bagnetów. Pomimo tych potężnych trudności i stale rosnących represji, w 1867 roku Połaniec wciąż jeszcze posiadał prawa miejskie. Pętla powoli się zaciskała i ostateczna utrata praw miejskich przez Połaniec nastąpiła dopiero 2 lata później, w 1869 roku, kiedy to zdegradowano go do rangi osady.

Rok opublikowania artykułu we wrocławskiej prasie to zatem dla Połańca moment swoistego zawieszenia. Miejscowość wciąż zachowywała swój dawny status miejski, ale dusiła się pod ciężarem granicznej blokady, wojskowego nadzoru i nadciągających zmian.

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...