Mały wycinek prasowy i wielka historia. Rozszyfrowujemy zapomnianą relację z Połańca sprzed ponad 120 lat

Łukasz OrłowskiPrasa historyczna25 sierpnia, 202691 Wyświetleń

Skan fragmentu katolickiego miesięcznika ilustrowanego 'Dzwonek Częstochowski' z 1905 roku, zawierający relację z wydarzeń w Połańcu.

Przed Wami skan karty tytułowej, którą połączyliśmy z krótką notatką z katolickiego miesięcznika ilustrowanego "Dzwonek Częstochowski" z 1905 r. Z pozoru mało istotna informacja, ale tak tylko się wydaje, ponieważ za tymi kilkoma linijkami druku kryje się prawdziwa, pełna buntu i odwagi historia Połańca z czasów rewolucji z początków XX wieku.

Czasopismo było wydawane w latach 1901-1915 w Częstochowie pod redakcją ks. Józefa Adamczyka (1852-1938). Ten konkretny skan, który zamieściliśmy, pochodzi z tomu 11-12 (53-54) listopad-grudzień. Można go znaleźć w zbiorach Biblioteki Głównej Uniwersytetu im. Jana Długosza w Częstochowie.

Notatka wprost relacjonuje wydarzenia z 11 listopada 1905 roku, czyli z dnia odpustu patrona połanieckiej parafii, św. Marcina Biskupa. Aby w pełni zrozumieć, czego konkretnie dotyczyła, przedstawimy najpierw tło historyczne tamtych wydarzeń.

Pozwólcie, że przeniesiemy się w czasie do Połańca i burzliwych początków dwudziestego stulecia. Przez całe Królestwo Polskie przetaczała się wówczas fala rewolucji. Ludzie żądali lepszych zarobków oraz powrotu języka polskiego do szkół, sądów i urzędów. Zimą, na początku 1905 roku, wybuchły masowe strajki szkolne. W Połańcu iskrą do buntu byli dwaj miejscowi księża: proboszcz Feliks Braziewicz i wikariusz Karol Sarnecki. Na plebanii potajemnie zbierała się młodzież. Pewnego zimowego dnia połanieccy uczniowie nie wytrzymali i powiedzieli “dość”. Rzucili rosyjskie podręczniki i zeszyty za szkolny piec i głośno zażądali nauki w języku ojczystym. Co więcej, portret “dobrego cara batiuszki” Mikołaja II wylądował w ustępie.

Rosyjski nauczyciel Dymitr Konow próbował załagodzić sytuację. Namawiał dzieci do posłuszeństwa i tłumaczył, że musi wykonywać rozkazy. Gdy to nie pomogło, wezwał na pomoc połanieckiego wójta. Nie musiał iść daleko, bo budynek gminy znajdował się tuż obok szkoły. Wójt, którego niestety nie znamy z imienia i nazwiska, chcąc szybko opanować sytuację, założył na szyję urzędowy łańcuch jako symbol władzy. Sprawa stała się bardzo poważna. Młodzież, bojąc się zsyłki na Sybir dla swoich rodziców i księży, musiała wrócić do ławek.

Ale ten opór miał wielki sens. W całym kraju strajkowały szkoły i uniwersytety. Car przestraszył się rewolucji i wiosną musiał pójść na ustępstwa. W kwietniu pozwolono uczyć religii i języka polskiego, a w czerwcu w urzędach gminnych znów można było mówić po polsku. Polacy poszli dalej, bojkotowali państwowe placówki, a jesienią jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć tajne komplety i szkoły Polskiej Macierzy Szkolnej.

I właśnie w tej gorącej atmosferze, jesienią 1905 roku, z naszego kościoła pod wezwaniem św. Marcina Biskupa wyszła wielka procesja. Z pozoru religijna, w rzeczywistości była potężną manifestacją patriotyczną. Wierni, zachęceni carskim Manifestem Październikowym i obietnicami swobód, głośno zaśpiewali zakazane „Boże, coś Polskę”. Intonowali też błagalne suplikacje „Święty Boże, Święty Mocny…”. Suplikacje to katolickie pieśni błagalne o charakterze pokutnym. Zwykle śpiewano je w chwilach trwogi, ale wtedy była to po prostu potężna modlitwa o wolność Ojczyzny.

Jak możemy przeczytać w notatce, tłum ruszył z samego centrum “przez całe miasto do krzyży”. Skierował się na rogatki dawnej zabudowy. Jesteśmy ciekawi, które to może być dokładnie miejsce. Do głowy przychodzi nam kilka takich miejsc. Mogli np. pójść w kierunku cmentarza cholerycznego, który znajdował się za obecną ulicą Jędrusiów, idąc w stronę Łęgu. Miejsce to było smutną pamiątką po wielkich epidemiach dżumy (tzw. morowego powietrza) z połowy XVII wieku, a później cholery. Współcześnie ten teren jest porośnięty młodym lasem sosnowym. Mogli też pójść w kierunku starych krzyży granicznych, by symbolicznie zamknąć i ochronić naszą miejscowość.

Powróćmy jeszcze na moment do ks. Feliksa Braziewicza. Był to prawdziwy patriota, ksiądz z krwi i kości. Zapisał się w pamięci mieszkańców dzięki kilku ważnym wydarzeniom (np. za ukończenie budowy kościoła, budowę kaplicy na cmentarzu przy ul. Osieckiej). Jak napisał w swojej książce p. Kazimierz Warchałowski, w czasach, gdy władze carskie prowadziły intensywną rusyfikację i dążyły do zatarcia wszelkich śladów polskości, ksiądz Braziewicz polecił namalować na sklepieniu prezbiterium symbol narodowy – orła białego w czerwonym polu. W tamtym czasie takie działanie uznawano za przestępstwo polityczne. W konsekwencji mogło to sprowadzić na niego surowe represje, łącznie z zesłaniem. Mimo problemów z carską żandarmerią proboszczowi udało się obronić orła, który pozostał na swoim miejscu. Niestety, podczas jednych ze współczesnych prac renowacyjnych, z niewiadomych przyczyn, symbol miał zostać zamalowany…

Na koniec warto przypomnieć piękny szczegół z dawnej notatki prasowej. Dziennikarz celowo użył słowa „miasto”, opisując trasę procesji. Przecież Połaniec stracił prawa miejskie już w 1869 roku za karę po powstaniu styczniowym. Naszym zdaniem użycie tego słowa przez ówczesnego redaktora nie było w żadnym wypadku pomyłką. Był to świadomy i niezwykle odważny zabieg, który miał na celu podnieść czytelników na duchu.

Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!

Napisz komentarz

Kalendarium Połańca

Ładowanie dzisiejszego wydarzenia...
Media społecznościowe
  • Facebook
  • X (Twitter)
  • YouTube
  • Instagram
Ładowanie następnego posta...
Szukaj Trendy
Polecam
Ładowanie

Logowanie 3 sekund...

Rejestracja 3 sekund...