
Przez lata żyliśmy w przekonaniu, że kaplica Matki Boskiej Różańcowej przy kościele św. Marcina w Połańcu to dziedzictwo z początków XVIII wieku. Najnowsze, sensacyjne odkrycie historyczne wywraca jednak tę wiedzę do góry nogami. Dotarliśmy do dowodów, które przesuwają metrykę tego miejsca.


historycznym krajobrazie Połańca architektura sakralna od zawsze pełniła funkcję szczególną, będąc czymś więcej niż tylko miejscem kultu. W ubiegłym roku, w 125. rocznicę konsekracji, napisaliśmy artykuł o historii kościoła św. Marcina Biskupa w Połańcu. Powstał również podcast. Pisaliśmy wówczas o dziejach świątyni, wspominając zaledwie kilkoma zdaniami o kaplicy Matki Boskiej Różańcowej, która jest cichym, lecz niezwykle istotnym fundamentem tej opowieści. Jak się okazuje historia tego obiektu jest bardzo ciekawa i niekoniecznie zaczyna się w początkach XVIII wieku. Dlatego też za główny cel dzisiejszego artykułu postawiliśmy sobie próbę rekonstrukcji dziejów tego zabytku, który w swojej materialnej strukturze łączy odrębne epoki. Począwszy od renesansowego optymizmu czasów Zygmunta Augusta (1520-1572), poprzez barokową pobożność sarmacką i pozytywistyczny trud odbudowy z przełomu XIX i XX wieku, a skończywszy na współczesnej XXI-wiecznej renowacji.
Analiza zgromadzonego przez nas nowego materiału źródłowego, unikatowej relacji prasowej z początku XIX wieku, inwentarzy kościelnych oraz współczesnych badań architektonicznych pozwala na postawienie tezy, że kaplica Matki Boskiej Różańcowej nie jest tylko dobudówką do nowego kościoła św. Marcina Biskupa, lecz dawniejszym autonomicznym bytem historycznym. Czy pożółkły papier gazety jest brakującym elementem układanki dotyczącej jednego z najbardziej unikalnych zabytków w regionie? Tekst wzbogacamy o dodatkowe grafiki, źródła historyczne, materiały pogłębiające i kontekstowe.

Aby zrozumieć fenomen trwania kaplicy, musimy cofnąć się do drugiej połowy XVI wieku. Lata 60. i 70. XVI wieku to okres szczytowego rozwoju Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czas stabilizacji politycznej, ale i narastających napięć religijnych, które znajdowały swoje odzwierciedlenie w architekturze sakralnej. W tym czasie Połaniec jako miasto królewskie przeniesione w 1350 roku przez Kazimierza Wielkiego (1310-1370) na bezpieczniejsze tereny z dala od wylewów Wisły, w XVI wieku przeżywał okres względnej stabilizacji. Jednakże ta stabilizacja przerywana była co jakiś czas dramatycznymi klęskami. Jedną z takich tragicznych sytuacji był rok 1564 i wielki pożar, który strawił średniowieczny, drewniany kościół z fundacji kazimierzowskiej. W odpowiedzi na tę stratę król Zygmunt II August, ostatni z Jagiellonów, ufundował w 1567 roku nową świątynię. Kościół wzniesiono z modrzewia i dębu czyli materiałów szlachetnych, gwarantujących (teoretycznie) trwałość, a jednocześnie dostępnych w bliskim regionie lasów okalających Połaniec. Świątynia była centrum życia religijnego miasta na ponad trzy stulecia. I właśnie przy tej drewnianej bryle zrodziła się inicjatywa prywatna, która dała początek historii kaplicy. Zaledwie trzy lata po wzniesieniu królewskiego kościoła, w 1570 roku, do jego boku dobudowana została kaplica!

Połaniec d. 22 I. (Kor. wł. „Gaz. Rad.”).
W r. 1570 kasztelanowa Połaniecka, zauważywszy, że w kościele w Połańcu, wystawionym przed trzema laty przez Zygmunta Augusta, brak miejsca na ołtarz Boga Rodzicy, poleciła własnym kosztem dobudować kaplicę — świadczył o tem napis na futrynie. W kaplicy w ołtarzu cnotliwa to matrona zawiesiła obraz Matki Boskiej, a na zasłonie św. Jana.
Podczas pożaru w czerwcu 1889 r., cały prawie Połaniec padł pastwą płomieni — spalił się i kościół i zabudowania plebańskie; kaplicy również nie dało się uratować, tylko mury, jako zbudowane zbudowane z dobrego materjału, oparły się zniszczeniu.
Przystępując do odbudowywania spalonego kościoła miałem na uwadze tak drogą pamiątkę po bogobojnej kasztelanowej i starałem się, aby do tej kaplicy zastosować cały kościół. Nie wszyscy chcieli przystać na mój projekt, jednak po długich naradach stanęło ostatecznie na tem, że obecnie kaplica trzyma się silnie kościoła i, mając wejście przez jedną z bocznych ścian nawy kościoła, jest prawdziwą ozdobą naszej świątyni — niestety jednak brak w niej ołtarza, gdyż nie mamy odpowiednich funduszów, a mowy być nie może, aby ich dostarczyli parafijanie, gdyż ci, nawiedzani ciągle przez klęski elementarne, sami znajdują się w opłakanem położeniu.
Podczas budowy kościoła nieraz słyszałem zdanie kompetentnych osób, że starożytne dzieło przodków naszych, które przetrwało przeszło 3 wieki, należy ocalić od ruiny: niewątpie, że i obecnie ludzie dobrej woli, serca szlachetne, jakich dzięki Najwyższemu nie brak u nas jeszcze, wesprą zamiary moje i dopomogą mi do odmalowania pamiątkowej kaplicy i wystawienia w niej ołtarza Pocieszycielki Strapionych.
— Prezydujący komitecie M. Piecek.
Powyższy tekst, opublikowany z zachowaniem oryginalnej pisowni w „Gazecie Radomskiej” w 1900 r., jest apelem o wsparcie finansowe na renowację murowanej kaplicy w Połańcu. Najciekawsze w tym dokumencie jest to, że Michał Piecek, mieszkaniec Połańca, jako korespondent własny gazety, przywołuje historię kaplicy ufundowanej już w 1570 roku i opisuje przetrwanie jej późniejszej wersji murowanej po wielkim pożarze miasta w 1889 roku. Zwraca uwagę na trudną sytuację materialną lokalnych mieszkańców i prosi ludzi dobrej woli o pomoc w sfinansowaniu nowego ołtarza. Wskazuje na pierwszą fundatorkę, określaną mianem bogobojnej kasztelanowej połanieckiej, która wzniosła obiekt na własny koszt. Artykuł wieńczy podpis Prezydujący komitecie M. Piecek. Autor w 1900 roku stał na czele powołanego do życia Komitetu Budowy Kościoła i Plebanii w Połańcu.

Dotychczasowa wiedza o historii murowanej kaplicy Matki Boskiej Różańcowej wskazywała, że została ona wzniesiona na przełomie XVII i XVIII wieku dzięki staraniom Stanisława Szembeka, chorążego sandomierskiego. Uważano ją za jedyny materialny łącznik między dawnym, 324-letnim kościołem modrzewiowym a obecną, murowaną świątynią. Dziś jednak wiemy więcej i odkrywamy kolejne karty historii, m. in. że obecna kaplica jest kontynuatorką fundacji z 1570 roku. To rzuca nowe światło na jej genezę, sugerując, że już ponad trzy wieki przed wielkim pożarem z 1889 r. istniała w tym miejscu jej poprzednia wersja.
Ale z pewnością zastanawiacie się Państwo, kim była owa kasztelanowa? My również! W latach 1563–1574 urząd kasztelana połanieckiego sprawował Stanisław Zaklika Czyżowski herbu Topór. Choć nie jesteśmy w stanie dotrzeć do dokumentów bezpośrednio wymieniających jej imię, co jest częste w przypadku dokumentów zniszczonych przez pożary, analiza genealogiczna pozwala na zawężenie kręgu poszukiwań. Źródła genealogiczne sugerują, że Stanisław Czyżowski, kasztelan połaniecki był żonaty z przedstawicielką lokalnej elity szlacheckiej. Niezależnie od jej imienia, Anna, Dorota czy Katarzyna, jej tożsamość społeczna jest pewna. Była to Pani Czyżowska, małżonka Stanisława, pani kasztelanowa. Dysponując własnym majątkiem posagowym lub też zarządzając dobrami męża, podjęła decyzję o wzniesieniu trwałego pomnika pobożności rodu. W XVI-wiecznej Polsce fundowanie kaplic przy kościołach było formą demonstracji statusu rodu oraz dbałości o memoria czyli pamięć modlitewną za zmarłych. Kasztelanowa Czyżowska, budując kaplicę przy nowym kościele, pozostawiła po sobie trwały ślad w przestrzeni miasta.

Przełom XVII i XVIII wieku to czas, gdy Połaniec, podobnie jak cała Rzeczpospolita, powoli podnosił się ze zniszczeń potopu szwedzkiego i najazdu Rakoczego, który spustoszył miasto. W tym okresie na scenę wkracza Stanisław Szembek herbu własnego, chorąży sandomierski, starosta lelowski i cześnik lubelski. Ród Szembeków, będący u szczytu potęgi, słynął z mecenatu artystycznego i głębokiej religijności. Dlaczego Szembek “przebudował” starą kaplicę? W tradycji dawnej Rzeczypospolitej lokalizacja obiektów sakralnych niemal nigdy nie była dziełem przypadku. Fundacje nowych kaplic w miejscach już wcześniej uświęconych tradycją stanowiły wyraz głębokiego szacunku dla dziedzictwa przodków oraz pragmatyzmu fundatorów. Istnieje kilka przesłanek pozwalających przyjąć, że Stanisław Szembek, wznosząc kaplicę, kontynuował dzieło zapoczątkowane w 1570 roku przez kasztelanową połaniecką.
Zacznijmy od tego, że kaplice przykościelne w dawnej Polsce rzadko były autonomicznymi bytami. Najczęściej pełniły one funkcje grobowe lub wotywne, ściśle związane z konkretnymi rodami lub urzędami, takimi jak urząd kasztelana czy chorążego. Szembek, jako chorąży sandomierski, mógł więc świadomie wybrać miejsce dawnej fundacji kasztelanowej, aby odświeżyć i przejąć prestiż związany z tą lokalizacją. Budowa nowej, okazalszej struktury na fundamencie starszej idei pozwalała fundatorowi wpisać się w poczet wielkich dobrodziejów kościoła, łącząc własne nazwisko z historycznym dostojeństwem miejsca.
Istotnym czynnikiem była również ewolucja materiałów budowlanych i estetyki. Kaplica z 1570 roku, wzniesiona w czasach Zygmunta Augusta, z dużym prawdopodobieństwem była konstrukcją drewnianą lub wykonaną z mniej trwałego kamienia. W okresie baroku, w którym działał Stanisław Szembek, panowała już wyraźna moda na manifestowanie statusu poprzez architekturę murowaną i kopułową. Jako wpływowy hierarcha, sprowadził do Połańca wzorce znane z największych ośrodków sztuki tamtego czasu (Krakowa czy Warszawy). Kaplica miała być nie tylko miejscem kultu, ale i pomnikiem potęgi rodu Szembeków. Wzniesienie nowej kaplicy nie musiało więc oznaczać zerwania z przeszłością, lecz było jej technologicznym i estetycznym podniesieniem do rangi nowoczesnego, barokowego mauzoleum.
W przekazach lokalnych spotykamy się z datą fundacji w 1683 roku. Aczkolwiek z uwagi na brak twardego potwierdzenia w źródłach pisanych, możemy jedynie snuć przypuszczenia, dopóki data ta nie zostanie ostatecznie zweryfikowana. Większość opracowań, w tym te używane przez służby konserwatorskie i historyków sztuki, podaje ostrożniejszy zakres czyli przełom XVII i XVIII wieku lub sam początek XVIII wieku. W archiwach kościelnych nie zachował się dokument erekcyjny z tą konkretną datą. Zaciekawił nas jednak rok 1683, ponieważ w tradycji lokalnej pojawia się on często jako data graniczna, co ma związek z odsieczą wiedeńską. Często wiąże się ją właśnie z powrotem wojsk spod Wiednia i ogólnym wzrostem pobożności maryjnej w tamtym okresie. Szembekowie byli blisko związani z dworem Jana III Sobieskiego, a w tamtym czasie wiele rodów magnackich i szlacheckich fundowało wota dziękczynne za zwycięstwo, czego trwałym wyrazem stawała się często budowa okazałych kaplic rodowych, mających świadczyć o potędze rodziny i jej zasługach dla wiary.
Dla nas najwżniejszym dowodem są słowa napisane przez Michała Piecka zawarte w jego apelu z 1900 roku. Wiarygodność tej relacji wzmacnia fakt, że Piecek był naocznym świadkiem opisywanych wydarzeń i posiadał doskonałe rozeznanie w historii poprzedniej świątyni. Trudno podważyć jego intencje, bo jako osoba zaangażowana w życie lokalnej społeczności, nie miał powodu, by przekłamywać fakty. Autor wprost przyznaje, że podczas prac nad odbudową spalonego kościoła jego nadrzędnym celem było ocalenie drogiej pamiątki po bogobojnej kasztelanowej. Piecek dążył więc do tego, aby do tej kaplicy zastosować cały kościół, co sugeruje, że murowana kaplica pomimo tego, że fizycznie przekształcona przez Szembeka, jednak wciąż pozostawała tym samym uświęconym miejscem, które ufundowano pierwotnie w 1570 roku.

Barokowa kaplica wzniesiona przez Stanisława Szembeka z cegły to najstarsza część połanieckiego kościoła. Przy kubaturze ok. 280 m³ i powierzchni użytkowej ok. 40 m², stanowi ona unikalny, materialny łącznik między dawną, 324-letnią świątynią modrzewiową, niestety strawioną przez pożar w 1889 r. a obecnym, murowanym kościołem. Obiekt przylega od północnej ściany nawy bocznej do kościoła św. Marcina Biskupa. W przeciwieństwie do poprzedniego kościoła, kaplicę wzniesiono z cegły na zaprawie wapiennej. Była to decyzja strategiczna, ponieważ dobry materiał miał zapewnić wiecznotrwałość.
Zbudowana na planie ośmioboku (oktagonu), co w symbolice chrześcijańskiej odnosi się do Zmartwychwstania i życia wiecznego. Jest bryłą jednoprzestrzenną, zwartą, opiętą na zewnątrz pilastrami, które nadają jej rytm i światłocień. Kaplicę, w której obok dwóch okien zasklepionych znajdują się dwa wypełnione witrażami, nakryto kopułą żebrową z latarnią na szczycie, wyposażoną w sześć okienek. Latarnia dawniej pełniła funkcję praktyczną jako doświetlenie wnętrza i symboliczną (światło wiary). Całość pokryto blachą, co w tamtych czasach było luksusem w porównaniu do gontowych dachów reszty świątyni i miasta.
Dzięki relacji ks. Wiśniewskiego (1876-1943) w dziele“Monografie dekanatu sandomierskiego”, Radom 1915 możemy się dowiedzieć, że w kaplicy stał ołtarz z obrazem Najświętszej Marii Panny, w cennej koronie. Na zasuwie znajdował się św. Stanisław, w górze św. Kazimierz. Obraz Matki Boskiej miał wota. Obecność wotów jest dowodem na to, że kaplica nie była martwym mauzoleum, lecz żywym miejscem kultu, gdzie wierni wypraszali łaski. Umieszczenie patrona fundatora na zasuwie było klasycznym zabiegiem upamiętniającym. Święty miał orędować za duszą donatora. Natomiast wizerunek św. Kazimierza nawiązywał do jagiellońskich tradycji kościoła i podkreślało państwowy wymiar kultu. Święty Kazimierz był jedynym kanonizowanym członkiem dynastii Jagiellonów.
W kaplicy znajdowały się również wnęki, szafy w murze, mieszczące bibliotekę kościelną, liczącą 188 woluminów, w tym bezcenne inkunabuły czyli pierwsze druki, takie jak Summa angelica. Umieszczenie ksiąg w murowanym obiekcie miało je chronić przed ogniem. Ironia losu sprawiła, że wysoka temperatura wewnątrz ocalałych murów zniszczyła ten księgozbiór w 1889 roku. Więcej o utraconych na zawsze starodrukach z kaplicy w kolejnym rozdziale.
Pod kaplicą, według przekazów ma znajdować się sklepiona grobowa krypta.
Wiek XIX przyniósł powolną degradację drewnianego kościoła św. Marcina Biskupa. Inwentarz z 1837 roku rysuje obraz budowli chylącej się ku upadkowi. Mowa w nim o gnijącym dachu, fundamentach toczonych przez wilgoć, ścianach zakrystii odstających od korpusu tak bardzo, że człowiek przejść może. W 1852 roku przeprowadzono wprawdzie gruntowną restaurację pod kierunkiem ks. Piotra Choroszyńskiego, a wnętrze ozdobiono polichromią artysty Kasiewicza z Sandomierza, jednak natura materiału w postaci starego drewna była nieubłagana. Na tym tle murowana kaplica Szembeka jawiła się jako oaza stabilności. Jej ceglane mury i blaszany dach wydawać się mogły jedyną barierę dla żywiołów.

Środa 12 czerwca 1889 roku stała się dla Połańca symbolicznym punktem zwrotnym, który na zawsze przeciął historię miasta na dwa odrębne etapy. Rekonstrukcja wydarzeń, oparta na relacjach naocznych świadków w osobach Michała Piecka, ks. Wawrzyńca Sieka i wikarego ks. Feliksa Kuropatwińskiego, pozwala odtworzyć dramat tamtego dnia. W samo południe, w domu żydowskim przy połanieckim Rynku, wybucha ogień. Mieszkańcy podejrzewali podpalenie, co w relacjach z epoki oddaje napiętą atmosferę społeczną i rozpacz poszkodowanych. Tego dnia wiał gwałtowny wiatr, który stał się głównym aktorem tragedii. W ciągu zaledwie 10 minut ogień przeniósł się na gontowe i słomiane dachy większości zabudowań w centrum. Iskra niesiona wiatrem pokonała dystans trzystu kroków i spadła na dach kościoła lub dzwonnicy. Dramat spotęgował brak sprzętu. Miejscowa sikawka strażacka miała zasięg rzutu wody zaledwie na 15 łokci (ok. 9 metrów). To było zbyt mało, by dosięgnąć zarzewia ognia na wysokim dachu świątyni. – Kwartą wody można było ugasić, gdyby można było dosięgnąć – notowali świadkowie z goryczą. Wstrząsającym epizodem był los 24 włościan zamkniętych w areszcie gminnym. Nie mając własnego majątku do ratowania, błagali o wypuszczenie, by ratować kościół. Zostali zwolnieni dopiero, gdy dach aresztu zaczął płonąć, niestety zbyt późno, by ich pomoc mogła ocalić świątynię.
W tym miejscu przytoczę w oryginalnej pisowni słowa zapisane przez ks. Apolinarego Knothe, proboszcza parafii św. Marcina Biskupa i naocznego świadka pożaru z 1889 r. Ksiądz Knothe w odniesieniu do strat związanych tylko z kaplicą Matki Boskiej Różańcowej wspominał:

[…] Biblioteka kościelna mieszcząca się w dwóch szafach urządzonych w murze kaplicy Najświętszej Maryi Panny złożona ze 188 dzieł, między którymi były inkunabuły sztuki drukarskiej np.: Summa angelica de casibus conscientiae Mediolani 1444 r., Rosella casuum per fratrem Baptistam 1445 r., Speculum exemplarum Argentini 1495 r., Summa de laudibus Virginis Mariae Alberti Antistitis Coloniae 1502 r., Ambrosii Episcopi Mediolanenesis officiorum libri 3. Coloniae 1529 r. Psalmy Dawidowe z komentarzem po polsku, drukowane w Krakowie około r. 1590. Arytmetyka drukowana w Krakowie u. Hieronima Szarfenbergera. O męce Pańskiej Jana Leopolity Kraków 1537. Mszał drukowany w Krakowie r. 1545 u Marka Szarfenbergera.
Z całej biblioteki ocalały tylko trzy dzieła, które niżej podpisany miał w Sandomierzu, między innymi manuskrypt ostatniej księgi historii Długosza. W tejże bibliotece spłonęły trzy dyplomaty dla cechów połanieckich: tkackiego, szewskiego i kowalskiego z podpisami i pieczęciami królów: Zygmunta III, Władysława IV i Augusta II, nadto księga rachunkowa cechu szynkarskiego z r. 1520.
W tejże bibliotece znajdowała się także erekcyja Bractwa Literackiego wydana w Krakowie 1490 r. przez królewicza Fryderyka Jagiellończyka Elekta biskupa krakowskiego. Na pieczęci był anioł z rozpostartymi skrzydłami trzymający oburącz tarczę, na tarczy orzeł Jagielloński. Prócz tej pieczęci na szkarłatnym sznurku wisiała pieczęć Zbigniewa Oleśnickiego Prymasa Arcybiskupa Gnieźnieńskiego – i trzy pieczęcie innych biskupów polskich, szóstej pieczęci brakowało.
Dyplomat ten ważnym był nie tylko dla miejscowego kościoła i bractwa, lecz nadto rozstrzygał kwestię naukową przez naszych historyków poruszaną; taka bowiem liczba pieczęci biskupich do jednego dokumentu przywieszonych, dowodzi, że dyplomat ten wydany został na synodzie prowincjonalnym. Otóż, gdy prałat Buliński w swojej historii Kościoła polskiego kładzie pod rokiem 1491 synod wątpliwy, zwołany w Krakowie, na którym uchwalone były dobrowolne ofiary od duchowieństwa na wyprawę przeciw Multanom, a ks. Fabisz tenże sam synod jako wątpliwy kładzie w Piotrkowie pod r. 1494; dyplomat połaniecki znosi wszelką wątpliwość co do zebrania się tegoż synodu, i wskazuje, że odbył się on rzeczywiście jak pisze ks. Buliński w Krakowie, lecz na rok wcześniej tj. w 1490 r. […]
— ks. Apolinary Knothe, Połaniec.
W pożarze przepadło niemal całe wyposażenie drewnianego kościoła: trzy ołtarze (w tym główny z Ukrzyżowanym Jezusem w srebrnej koronie), organy, ambona z rzeźbami Ojców Kościoła oraz większość paramentów (przedmioty ruchome). Łącznie spłonęły 82 budynki mieszkalne, nie licząc zabudowań inwentarskich i stodół. Przeszło 200 rodzin pozostało bez dachu nad głową, chleba i odzienia.
Łączne straty oszacowano na 300 tysięcy rubli, kwotę na ówczesne czasy astronomiczną. Gdybyśmy chcieli hipotetycznie przeliczyć ówczesne ruble na współczesne złotówki szacunkowo można przyjąć, że 300 tysięcy rubli z 1889 roku to równowartość dzisiejszych 50-80 milionów złotych. Skąd takie kwoty? Wyliczenia te opieramy na dwóch metodach. Pierwszą jest metoda siły nabywczej ówczesnego rubla, czyli analiza tego, co można było za niego kupić w 1889 roku. Przykładowo krowa kosztowała wtedy ok. 25-30 rubli, więc za 300 tysięcy rubli można było kupić stado 10 tysięcy krów. Z kolei robotnik dniówkowy zarabiał ok. 20-30 rubli miesięcznie, zatem 300 tysięcy rubli to równowartość 10 tysięcy pensji miesięcznych wykwalifikowanego pracownika. Przekładając to na dzisiejsze realia i przyjmując pensję na rękę w wysokości 5 tysięcy zł, otrzymujemy kwotę rzędu 50 mln zł. Gdybyśmy natomiast przeliczyli ruble w oparciu o drugą metodę odpowiadającą wartości kruszcu, wtedy przyjmując wartość jednego rubla jako ok. 0,77 grama czystego złota, to mnożąc 300 tysięcy rubli przez 0,77 g, otrzymujemy 231 kg złota. Przy dzisiejszej cenie kruszcu (ok. 340–350 zł za gram), sama jego wartość wyniosłaby ok. 80 mln zł.
Pamiętajmy jednak, że strata ta była dla Połańca tym dotkliwsza, że wyposażenie kościoła stanowiło kumulację darów i pracy pokoleń. Niektóre elementy, jak wspomniane wyżej rzeźby Ojców Kościoła czy ołtarz z Ukrzyżowanym, miały wartość historyczną i artystyczną, której nie da się w pełni wycenić ani samym kruszcem, ani żadną inną miarą.
Wracając do pożaru, gdy dym opadł, oczom Połańczan ukazał się widok apokaliptyczny. Z dumnego, modrzewiowego kościoła Zygmunta Augusta pozostały jedynie zgliszcza. Jednak pośród popiołów stała nienaruszona konstrukcyjnie bryła kaplicy Szembeka. – Tylko mury, jako zbudowane z dobrego materiału, oparły się zniszczeniu – pisał w 1899 r. korespondent “Gazety Radomskiej”. Przetrwanie kaplicy było warunkowane czynnikami technicznymi tj. ogniotrwałością ceglanych murów, obecnością murowanego sklepienia chroniącego przed płonącym stropem oraz blaszanym pokryciem dachu, które izolowało od iskier. Mimo że dla społeczności wiernych zdarzenie to miało charakter nadprzyrodzony, z perspektywy historycznej kaplica stała się arką chroniącą tożsamość tego miejsca. Wysoka temperatura i dym zniszczyły doszczętnie bibliotekę, czyniąc niepowetowane straty ale nienaruszona konstrukcja budynku posłużyła jako fundament do późniejszej rekonstrukcji.
Niemal natychmiast po pożarze kaplica Szembeka stała się sercem życia religijnego parafii. Ponieważ jej wnętrze było zbyt małe, by pomieścić wiernych, do jej murów dobudowano obszerną, drewnianą szopę krytą słomą. W tej prowizorycznej strukturze kaplica pełniła funkcję prezbiterium. Był to czas wielkiej próby dla wspólnoty, która modliła się w warunkach polowych, marząc o nowej świątyni.
Doświadczenie tak gwałtownego i całkowitego zniszczenia drewnianej świątyni, przy jednoczesnym ocaleniu murowanej kaplicy, musiało w naturalny sposób wpłynąć na decyzję o wyborze trwalszych materiałów przy planowaniu nowego obiektu. Jako ciekawostkę dodamy, że współczesny kościół, wzniesiony na osi wschód-zachód, został obrócony o 180 stopni względem starego drewnianego kościoła. Zmiana ta była podyktowana przede wszystkim nowym zagospodarowaniem terenu oraz względami komunikacyjnymi od strony ulicy Kardynała Wyszyńskiego.

Decyzja o budowie nowego kościoła zapadła szybko. Proboszcz połanieckiej parafii ks. kanonik Leon Kowalski (1835-1896), a po nim jego następca ks. Feliks Braziewicz (1842-1910), odrzucili myśl o rekonstrukcji kościoła drewnianego. Nowa świątynia miała być murowana, monumentalna i ogniotrwała. Wybrano styl neoromański, popularny w architekturze sakralnej przełomu wieków, kojarzony z solidnością, powagą i wczesnochrześcijańskimi korzeniami. Projekt przygotował architekt Napoleon Statowski z Rytwian. Najważniejszą decyzją projektową było zachowanie kaplicy Matki Boskiej Różańcowej. Zamiast wyburzyć stary obiekt, by uzyskać czysty plan krzyża łacińskiego, architekci zintegrowali go z nową bryłą. I w ten oto sposób kaplica została wkomponowana w lewe ramię transeptu (nawy poprzecznej) nowego kościoła.
Zwieńczeniem dekady trudu była uroczysta konsekracja kościoła, która odbyła się 29 lipca 1900 roku. Aktu tego dokonał biskup sandomierski Antoni Franciszek Ksawery Sotkiewicz. Wydarzeniu towarzyszyła anegdota o zabarwieniu profetycznym. Biskup wielokrotnie ponaglał proboszcza Braziewicza, by spieszył się z budową, gdyż chciał zdążyć z konsekracją przed własną śmiercią. Rzeczywiście, poświęcenie kościoła w Połańcu było ostatnim wielkim aktem liturgicznym biskupa, który zmarł niespełna rok później, w maju 1901 roku. Wraz z konsekracją kościoła poświęcono trzy ołtarze, w tym ołtarz w kaplicy różańcowej, co ostatecznie usankcjonowało jej status jako integralnej części nowego sanktuarium.
Kaplica Matki Boskiej Różańcowej, przylegająca do nawy głównej kościoła św. Marcina, od zawsze zajmowała szczególne miejsce w sercach Połańczan. Dbałość o nią ma długą tradycję, ponieważ jej barokowy charakter i cenne wyposażenie wymagały regularnych prac konserwatorskich. Prace odbywały się w latach 1937–1939 oraz na początku milenium. Jednakże w obliczu zbliżającego się jubileuszu 125-lecia konsekracji murowanej świątyni (przypadającego na 29 lipca 2025 r.), w ostatnich latach podjęte przez parafię wysiłki renowacyjne nabrały tempa.
W 2021 r. parafia otrzymała dotację w ramach programu „Ochrona zabytków” na najbardziej specjalistyczne prace przy samym ołtarzu. Zadania skupiały się na konserwacji technicznej i estetycznej ołtarza. Przed rozpoczęciem prac w 2021 roku, stan kaplicy budził uzasadniony niepokój konserwatorów. Późnobarokowy ołtarz był pokryty licznymi warstwami wtórnych przemalowań, które zatarły subtelne detale snycerskie. Pod kilkoma warstwami olejnych farb z XIX i XX wieku odnaleziono oryginalną, XVIII-wieczną warstwę malarską. Dzięki temu zdecydowano o odejściu od dotychczasowej, ciemnej kolorystyki na rzecz błękitów oraz złoceń wykonanych z użyciem 23-karatowego płatkowego złota. Decyzję o jej przywróceniu podjęto w porozumieniu z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, aby oddać autentyczny charakter epoki. Dużym problemem była również wilgoć, przenikająca przez nieszczelne pokrycie dachowe kościoła.


Na zdj. powyżej ołtarz w kaplicy przed renowacją w 2017 r. (z lewej – fot. parafia św. Marcina) i po renowacji w 2024 r. (z prawej – fot. MediaTom).
Istotnym momentem był 2023 rok, kiedy z budżetu samorządu przyznano dotację na odnowienie i restaurację kaplicy. Urząd Miasta i Gminy w Połańcu wsparł parafię kwotą 20 tys. zł z przeznaczeniemna prace remontowo-konserwatorskie wewnątrz kaplicy, w tym odnowienie tynków i detali architektonicznych otaczających ołtarz.
Rządowy Program Odbudowy Zabytków (tzw. Polski Ład) to największy zastrzyk gotówki, który wpłynął na kompleksowe prace w kościele w ostatnich latach (2023/2024). Lwia część tej kwoty została przeznaczona na bardzo kosztowny remont dachu, jednakże część funduszy została również rozdysponowana na prace konserwatorskie wewnątrz świątyni, co pozwoliło na sfinalizowanie detali w kaplicach bocznych, w tym Różańcowej.

Należy podkreślić, że realizacja prac renowacyjnych była możliwa dzięki wspólnemu wysiłkowi całej wspólnoty. Oprócz wsparcia z Urzędu Miasta i Gminy i funduszy zewnętrznych znaczną część kosztów pokryły także ofiary składane przez parafian, fundusze zebrane podczas zbiórek do puszek oraz darowizny. Dziś kaplica prezentuje się w swojej pełnej, barokowej okazałości. Dzięki renowacji wydobyto głębię kolorów i precyzję detali snycerskich, zabezpieczono obiekt na kolejne dziesięciolecia przed niszczeniem oraz przywrócono jej funkcję jako godnego miejsca modlitwy i perełki turystycznej Połańca.
Współcześnie kaplica stanowi mistyczne serce kościoła. Przechowywany jest w niej otoczony kultem wizerunek Maryi, który przyciąga wiernych swoimi łaskami. Obiekt jest zabytkiem nieruchomym wpisanym w rejestrze zabytków pod nr ewidencyjnym A.861/1-2 z 15.03.1975 r., 16.06.1977 r., 05.09.2011 r.
Jak wygląda kaplica w środku po renowacji? Kaplica w środku jest pięknie odnowiona. Centralnym punktem jest ołtarz z XIX/XX wieku, który charakteryzuje się kompozycją sakralną utrzymaną w tematyce dominikańskiej, łączącą malarstwo i rzeźbę w bogatej, złoconej oprawie. W samym jego centrum znajduje się obraz przedstawiający Matkę Boską Różańcową z Dzieciątkiem Jezus, siedzącą w obłokach. Scena obrazuje przekazanie różańca. Maryja i Jezus podają go dwóm klęczącym postaciom ubranym w biało-czarne habity dominikańskie. Postać po prawej stronie to św. Katarzyna ze Sieny, natomiast po lewej – św. Dominik. Tło wypełniają aniołki, a u dołu obrazu, obok otwartej księgi i małego psa, widnieje glob ziemski. Dzieło to jest typowym przykładem ikonografii maryjnej, powstałym na potrzeby bractwa różańcowego.
W niszach po obu stronach obrazu, zdobionych bogatymi złoceniami, znajdują się dwie figury. Po lewej stronie widnieje rzeźba św. Tomasza z Akwinu ze słońcem na piersi i księgą w dłoni. Słońce symbolizuje boskie oświecenie, mądrość oraz klarowność jego nauki, która według tradycji rozjaśnia Kościół. Księga nawiązuje do jego monumentalnego dorobku naukowego, w tym słynnej Sumy Teologicznej. Święty ubrany jest w białą tunikę i czarny płaszcz z kapturem, co podkreśla jego przynależność do Zakonu Kaznodziejskiego.
Po prawej stronie umieszczono rzeźbę św. Jacka Odrowąża, trzymającego monstrancję w prawej dłoni oraz figurkę Matki Bożej w lewej. Monstrancja przypomina o ocaleniu Najświętszego Sakramentu z płonącego kościoła. Według legendy, gdy Jacek opuszczał świątynię, usłyszał głos Maryi: – Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę?. Choć alabastrowy posąg Madonny (zwanej odtąd „Jackową”) był niezwykle ciężki, po modlitwie świętego stał się lekki, co pozwoliło mu go wynieść. Podobnie jak św. Tomasz, św. Jacek nosi charakterystyczny habit dominikański, co upamiętnia go jako postać, która sprowadziła ten zakon do Polski.
Górna część ołtarza, czyli jego zwieńczenie, również posiada bogatą dekorację. W okrągłym medalionie na samym szczycie widnieje monogram IHS (skrót imienia Jezus), nad którym umieszczono małą postać Dzieciątka Jezus. Całość wieńczy ozdobny, złocony krzyż. Strukturę ołtarza zdobią kanelowane (żłobione) kolumny z korynckimi kapitelami oraz liczne, złocone ornamenty roślinne. W dolnej części ołtarza znajduje się stół ołtarzowy (mensa), udekorowany kompozycją białych margerytek oraz fioletowych wrzosów w doniczkach. Po obu stronach obrazu ustawiono wysokie, smukłe świece.
Na bocznych filarach znajdują się polichromowane rzeźby dwóch najważniejszych apostołów. Z lewej strony widnieje św. Piotr przedstawiony w tradycyjnej, złoto-żółtej szacie. W dłoni dzierży dwa duże klucze, symbolizujące władzę odpuszczania grzechów oraz bramy Królestwa Niebieskiego. Dynamiczna poza i wzrok skierowany ku górze nadają figurze wyraźnie barokowy charakter. Z prawej strony ołtarza umieszczono postać św. Pawła z jego charakterystycznym atrybutem – mieczem, na którym się wspiera. Oręż ten przypomina o jego męczeńskiej śmierci, lecz w teologii jest również symbolem „miecza ducha”, czyli Słowa Bożego. Apostoł ubrany jest w zieloną tunikę i czerwony płaszcz, co w symbolice chrześcijańskiej oznacza odpowiednio nadzieję oraz męczeństwo. Obecność św. Piotra i św. Pawła obok świętych dominikańskich podkreśla jedność zakonu z Kościołem powszechnym i papieżem, co dla dominikanów (jako zakonu papieskiego) zawsze było priorytetem.
W kaplicy znajdują się również dwa wysokie, półkoliste okna wypełnione klasycznymi witrażami. Ich wzory oparto na motywach geometrycznych i roślinnych (rozetach) w intensywnych kolorach: królewskim błękicie, głębokiej czerwieni i szmaragdowej zieleni. Witraże nie tylko zdobią wnętrze, ale też filtrują światło, tworząc w kaplicy mistyczną atmosferę. Ściany utrzymane w ciepłych, jasnych tonacjach beżu i żółcieni stanowią doskonałe tło dla bogato złoconych detali ołtarza oraz kolorowych polichromii rzeźb. Są zwieńczone potężnymi, wielowarstwowymi gzymsami w kolorze ochry, które oddzielają część pionową od sklepienia. Kaplicę wieńczy ośmioboczna kopuła podzielona wyraźnymi, jasnymi żebrami. Pola między żebrami są pomalowane na kolor jasnobłękitny, co symbolizuje niebo. Na samym szczycie kopuły znajduje się okrągły otwór, wewnątrz którego widać błękitną przestrzeń, co nadaje wnętrzu lekkości.
Artykuł wyrósł na dosyć sporą publikację, ale mamy nadzieję, że ciekawie uporządkował pewne historyczne fakty. Nie przedłużając, historia lubi nas zaskakiwać wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy. Niepozorne notatki naszego przodka, Michała Piecka, mieszkańca Połańca i przewodniczącego Komitetu Budowy Kościoła i Plebanii, znalezione w cyfrowej bibliotece w “Gazecie Radomskiej”, pozwoliły nam odkryć fakty rzucające zupełnie nowe światło na historię jednego z najbardziej unikalnych zabytków Połańca. Okazuje się, że korzenie kaplicy sięgają aż o wiele dalej wstecz, niż wskazywałaby na to oficjalna fundacja z początków XVIII wieku. Mamy nadzieję, że uda się nam znaleźć potwierdzenie w innych źródłach historycznych, aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, że praktycznie wszystko co najważniejsze, dawne starodruki, dokumenty i księgi kościelne spłonęły w 1889 r. Część udało się uratować, część zdeponowana była wcześniej przed pożarem i instytucjach zewnętrznych. Ogień bezpowrotnie strawił dawne archiwa kościelne, ale era cyfryzacji daje nam drugą szansę. Każdy odnaleziony dokument to mały triumf nad zapomnieniem. Obiecujemy trzymać rękę na pulsie i dzielić się z Wami kolejnymi odkryciami!


POSŁUCHAJ PODCASTU “NA FALI CZASU”
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją w nafaliczasu.pl jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu: jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością.Dziękujemy!

MATERIAŁ POWIĄZANY:
Bractwo Różańcowe w Połańcu w 1679 r. jako centralna instytucja wiary, wsparcia i mecenatu








Odpowiedź: Bractwo Różańcowe w Połańcu w 1679 r. jako centralna instytucja wiary, wsparcia i mecenatu - Na Fali Czasu