
Połaniec to miasto pełne tajemnic, ale jedna z nich przez ponad 100 lat skutecznie wprowadzała w błąd badaczy i mieszkańców. Kto dokładnie podjął decyzję o przeniesieniu miasta z Winnej Góry w dolinę rzeki Czarnej? Książę Kazimierz Sprawiedliwy czy król Kazimierz Wielki? Zapraszamy na nasze historyczne śledztwo, w którym analizujemy dawne dokumenty, demaskujemy XIX-wieczny błąd i krok po kroku udowadniamy, jak było naprawdę.
📌 W SKRÓCIE:


ołaniec jest miejscowością skrywającą wiele sekretów. Każda stara ulica i każdy kamień kryją tutaj swoją własną historię. Wśród lokalnych historyków od wielu lat istniał pewien bardzo poważny spór. Dotyczył on najważniejszego momentu w dziejach naszego miasta.
Chodzi oczywiście o moment przeniesienia Połańca w zupełnie nowe aktualne miejsce. Wśród historyków i pasjonatów historii od lat istnieją dwie wersje historii. Jedni powtarzali i powtarzają z pełnym przekonaniem, że nasze miasto przeniósł książę Kazimierz Sprawiedliwy (1138-1194). Drudzy, do których my się zaliczamy, stanowczo twierdzili i twierdzą, że dokonał tego król Kazimierz Wielki (1310-1370). Choć obie postaci nosiły to samo zaszczytne imię i odegrały ważną rolę w historii Polski, dzieliło je od siebie ponad półtora wieku. Różnica w czasie jest więc znaczna.
W dzisiejszym artykule chcemy spróbować ostatecznie rozwiązać ten problem. Sprawdzimy więc dawne dokumenty. Przeanalizujemy stare kroniki, dawne księgi i współczesne publikacje. Użyjemy do tego chłodnej logiki. Zapraszamy na nasze krótkie historyczne śledztwo. Krok po kroku będziemy starali się pokazać, jak było naprawdę. Udowodnimy również, jak łatwo jeden drobny błąd może zmienić historię na bardzo długi czas. Zacytujemy autorów hipotez i przedstawimy materiały źródłowe. Życzymy miłej lektury.
Aby zrozumieć całą zagadkę, musimy tradycyjnie cofnąć się w czasie. Musimy przenieść się do wczesnego średniowiecza. Mniej więcej do początków XIV wieku Połaniec znajdował się jeszcze w zupełnie innym miejscu niż dzisiaj. Pierwotna osada leżała na Winnej Górze, wysokiej i bardzo stromej skarpie. Górowała ona bezpośrednio nad rzeką Wisłą.
Miejsce nie zostało wybrane przez naszych przodków przypadkowo. Obszar leżący w widłach rzeki Wisły i rzeki Czarnej od zarania dziejów był niezwykle ważnym punktem na mapie. Ludzie żyli tu od tysięcy lat. Najstarsze ślady ludzkiej obecności na tych terenach pochodzą jeszcze z epoki kamienia. Koczownicze grupy dawnych łowców pozostawiły po sobie krzemienne narzędzia. Przełom nastąpił w neolicie, kiedy ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia. Archeolodzy znaleźli ważne ślady w miejscowości Zawada. Obecnie jest to teren Enea Elektrowni Połaniec. Ślady znaleziono również w Łęgu.
W średniowieczu Winna Góra pełniła bardzo ważną funkcję. Przede wszystkim była strategicznym węzłem handlowym i obronnym. Wysoka skarpa dawała ludziom doskonały punkt do obserwacji okolicy. Ułatwiała obronę przed wrogami i zapewniała też kontrolę nad rzeką. Wisła w tamtych czasach odgrywała rolę głównej drogi handlowej. W gęstych lasach i na stromych skarpach powoli rodziła się wielka historia naszego Połańca. Gród warowny kasztelanii połanieckiej rozwijał się bardzo prężnie.
Życie dawnych mieszkańców skupiało się wokół wiary. Na Winnej Górze rozwinęło się najwcześniejsze osadnictwo. Właśnie tutaj stanęła pierwsza świątynia chrześcijańska w całej okolicy. Był to niewielki, drewniany kościół. Pełnił on początkowo funkcję kaplicy grodowej. Świątynia nosiła bardzo dumne wezwanie. Jej patronką była święta Katarzyna, panna i męczenniczka z Aleksandrii, żyjąca w IV wieku. Święta Katarzyna była patronką filozofów. Co jednak ważniejsze dla osady nadrzecznej, patronowała również młynarzom.
Początki kościółka są bardzo odległe. Poświęciliśmy temu już kilka artykułów, więc nie rozpisując się niepotrzebnie zachęcamy do ich przeczytania. Stara lokalna tradycja mówi, że kaplicę ufundował sam król Bolesław I Chrobry (967-1025). Miało to mieć miejsce około 1000 roku. Jest to niezwykle ważna informacja. Pokazuje jak starym miejscem kultu była Winna Góra. Kościół z pewnością sięgał samych początków chrześcijaństwa w naszym kraju.
W połanieckim grodzie drewniany obiekt sakralny stanowił centrum życia duchowego. Uchodził za jednen z pierwszych ogniw organizacji parafialnej w regionie. Z biegiem czasu świątynia stawała się coraz bogatsza. Posiadała trzy ołtarze. Główny ołtarz, poświęcony św. Katarzynie, znajdował się na wschodniej ścianie kościoła. Drugi ołtarz poświęcony był św. Antoniemu Padewskiemu. Trzeci ołtarz przedstawiał św. Barbarę. W środku znajdował się również bardzo cenny obraz Matki Boskiej, namalowany na drewnie za pomocą farb woskowych.
W tym momencie naszego śledztwa musimy przyjrzeć się pierwszemu ważnemu dokumentowi. Pochodzi on z końca XII wieku, dokładnie z 1191 roku. Jest to pierwsza oficjalna i udokumentowana wzmianka o Połańcu. Wtedy to w Sandomierzu wystawiono akt poświęcenia tamtejszej kolegiaty.

Dokument ten jest kluczowym dla całej naszej historii. Pojawia się w nim postać pewnego władcy w osobie księcia krakowsko-sandomierskiego Kazimierza Sprawiedliwego. Kazimierz był najmłodszym z synów wielkiego władcy, Bolesława Krzywoustego (1086-1138). Co dokładnie zrobił książę? Dokument z 1191 roku opisuje prostą czynność prawną tj. rezygnację księcia ze swojego patronatu nad kościółkiem św. Katarzyny w Połańcu i przekazanie opiekę nad tą świątynią nowo powstałej Kolegiacie w Sandomierzu. W starym łacińskim dokumencie naszą świątynię nazwano kaplicą. Użyto słów “capella de Polancz”.
Kazimierz Warchałowski w książce “Połaniec. Zarys dziejów” napisał, że “O istnieniu kościoła – kaplicy przy grodzie połanieckim dowiadujemy się w 1191 roku, gdy książę krakowsko-sandomierski Kazimierz Sprawiedliwy najmłodszy syn Bolesława Krzywoustego rezygnuje z książęcego patronatu nad kościółkiem św. Katarzyny w Połańcu i włącza je do fundacji nowopowstałej Kolegiaty w Sandomierzu – erygowanej przez arcybiskupa gnieźnieńskiego, Piotra w latach 1191-1192, budując jej nową świątynię w stylu romańskim zniszczoną w czasie II najazdu tatarskiego w 1259-1260 r.”.
Dr Franciszek Piekosiński w „Kodeksie dyplomatycznym Małopolski z lat 1178–1386” napisał, że w egzemplarzu Długoszowym zamieszczonym w „Liber beneficiorum” podana jest data 1121, co jest błędem, ponieważ wymienieni w tym przywileju dostojnicy kościelni urzędowali w czasach panowania Kazimierza Sprawiedliwego. Informacja ta jest bardzo istotna i świadczy o tym, że Długosz nie zawsze miał rację i zdarzało mu się, jak każdemu człowiekowi, popełniać błędy.
W tym miejscu musimy się na chwilę zatrzymać. Zwróćmy uwagę na jeden fakt. Kazimierz Sprawiedliwy był tylko i wyłącznie księciem. Nigdy nie był królem. Nigdy nie miał na głowie królewskiej korony. W średniowieczu różnica między królem a księciem była ogromna. Ten fakt będzie nam bardzo potrzebny w dalszej części naszych poszukiwań. Pamiętajmy też o jednym, że w 1191 roku nikt nie przenosił miasta. Połaniec miał się dobrze i wciąż bezpiecznie stał na Winnej Górze. Książę jedynie zmienił przynależność prawną miejscowego kościoła.
Kolejne lata historii nie były dla naszego miasta łatwe. W XIII wieku przez ziemie polskie przetaczały się straszliwe wojny. Najgorsze były najazdy tatarskie. Połaniec leżał przy bardzo ważnym trakcie handlowym. Droga prowadziła z Krakowa na Ruś przez pobliski Sandomierz. Z tego powodu nasze miasto było często narażone na ataki obcych wojsk. Najazdy te niszczyły domy i zabijały ludzi. Prawdopodobnie to właśnie te wojny mocno zahamowały rozwój naszego grodu.
Mimo trudności, Połaniec powoli rósł w siłę. Najdawniejsza osada grodowa leżała w dolinie rzeki, w pobliżu dzisiejszej Winnicy. Funkcjonowała tam w XI i XII wieku. Zbliżamy się teraz do kolejnej bardzo ważnej daty. Jest to 18 lipca 1264 roku. Tego letniego dnia do miasta przybył ważny gość, książę krakowski i sandomierski, Bolesław V Wstydliwy (1226-1279). Swój przydomek zawdzięczać miał wielkiej pobożności. Książę przybył w otoczeniu swoich najwyższych urzędników, w tym wojewody. Bolesław Wstydliwy na zamku myśliwskim w Osieku wydał wtedy niezwykle ważny dokument. Dotyczył praw miejskich dla Połańca. Książę wprowadził w osadzie urząd wójta i powołał też specjalną ławę miejską. Dokument mówił o nadaniu dziedzicznego wójtostwa. Otrzymał je człowiek o imieniu Mikoła, syn Bartłomieja.
Historycy zwracają uwagę na pewną ciekawostkę. Rok 1264 przyjmujemy dziś jako datę lokacji Połańca. Świętujemy kolejne rocznice. Jednak jest to data tylko umowna. Dlaczego? Połaniecki dokument nie był pierwszym aktem tworzącym miasto od zera. Miejscowość była już mocno rozwinięta. Musiała otrzymać pewne prawa miejskie już wcześniej. Dokument z 1264 roku był tylko potwierdzeniem tych praw. Był zbiorem przywilejów i obowiązków dla mieszkańców. Możliwe, że już wcześniej wójt Bartłomiej próbował zorganizować miasto, ale przeszkodziły mu w tym ataki Tatarów.
Niezależnie od tych prawnych zawiłości, jedno jest pewne. W 1264 roku miasto wciąż znajdowało się na swoim starym miejscu. Życie toczyło się blisko rzeki. I to właśnie rzeka miała wkrótce zmienić wszystko.
Rozwój osady na wysokiej skarpie napotkał w końcu na potężną przeszkodę. Największym wrogiem dawnego Połańca nie byli wcale Tatarzy. Były nimi siły natury. Średniowieczna Wisła jawiła się jako rzeka dzika i nieokiełznana. Nie było wtedy nowoczesnych wałów przeciwpowodziowych. Nikt nie regulował brzegów, rzeka płynęła tak, jak chciała. Często zmieniała swoje koryto. Z dawnych podań wiemy, że początkowo Wisła płynęła trochę dalej od samej skarpy. Z biegiem lat nurt zaczął się jednak niebezpiecznie przesuwać.
Ks. Piotr Choroszyński w swojej relacji z 1881 r. pisał: “[…] I tradycja niesie, że Wisła płynęła o parę wiorst od dzisiejszego koryta, ale skutkiem zatoru zmieniła koryto do łachy płynącej od wsi Rybitwy i że w tym wypadku zerwała 144 domów skutkiem czego Kazimierz Wielki przeniósł miasto z dawnego na dzisiejsze miejsce, udzielając z gruntów folwarku połanieckiego, do dziś istniejącego, na sadybę miasta” […].
Prawdziwym koszmarem były wiosenne roztopy. Na rzece tworzyły się ogromne zatory lodowe. Grube kry lodu spływały z prądem i blokowały się w węższych miejscach. Woda nie miała jak odpływać. Poziom rzeki rósł wtedy błyskawicznie. Woda wylewała się z koryta i niszczyła wszystko na swojej drodze.
Taka właśnie straszna katastrofa spotkała najstarszy Połaniec na Winnej Górze. Potężny zator lodowy wywołał wielką powódź. Woda zalała niżej położone domy. Ale to nie był jednak koniec problemów. Silne fale zaczęły gwałtownie podmywać brzegi samej skarpy. Erozja postępowała z dnia na dzień. Ziemia zaczęła się osuwać prosto do rwącej rzeki. Drewniane domy traciły oparcie i wpadały do wody.
Skala zniszczeń była niewyobrażalna. Stare zapiski kościelne podają przerażającą liczbę. Skutkiem nagłej zmiany koryta rzeki zniesionych zostało aż 144 domów. W tamtych czasach była to wielka tragedia. Ludzie tracili dorobek całego życia. Ukochany kościół św. Katarzyny stał na skraju przepaści. Dalsze życie w tym miejscu stało się po prostu niemożliwe. Było zbyt niebezpieczne. Mieszkańcy potrzebowali ratunku. Musieli opuścić stary gród na Winnej Górze i poszukać bezpiecznego miejsca.
Pomoc nadeszła z samej góry. W połowie XIV wieku władzę w Polsce objął nowy monarcha. Był nim król Kazimierz III Wielki. Zasiadł na tronie w bardzo młodym wieku. Jego koronacja odbyła się na Wzgórzu Wawelskim w Krakowie 25 kwietnia 1333 roku. Został wtedy koronowany wraz ze swoją żoną, królową Anną Aldoną Giedyminówną. Było to pierwsze takie wydarzenie w historii naszego państwa, kiedy król i królowa otrzymali korony tego samego dnia.
Panowanie Kazimierza Wielkiego to zupełnie nowa epoka. Król postanowił całkowicie przebudować kraj. Mówi się o nim, że “zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”. To znane powiedzenie jest bardzo prawdziwe. Władca wybudował w całym kraju około 50 potężnych zamków. Otoczył solidnymi murami obronnymi kilkadziesiąt różnych miast. Ufundował też mnóstwo nowych, murowanych kościołów. Jego działania całkowicie odmieniły krajobraz całej Polski.
Dziś rzadko zastanawiamy się nad jego przydomkiem. Słowo “Wielki” wydaje nam się czymś naturalnym. Pamiętajmy, że jest to jedyny monarcha w ponad tysiącletniej historii Polski, który oficjalnie otrzymał taki zaszczytny tytuł. I właśnie ten potężny król usłyszał o wielkiej tragedii mieszkańców Połańca. Postanowił działać.
Władca nie mógł pozwolić, aby ważne miasto handlowe zniknęło w wodach Wisły. Około 1350 roku król Kazimierz Wielki podjął fundamentalną decyzję. Zarządził całkowitą translokację miasta tj. przeniesienie osady z jednego miejsca na drugie. Król nakazał opuścić zagrożone powodzią, strome brzegi Wisły. Nowe miasto miało powstać w bezpieczniejszej okolicy. Wybrano piękną i rozległą dolinę rzeki Czarnej. Tam teren był równy i oddalony od niszczycielskich zatorów lodowych na Wiśle. Królewscy urzędnicy wytyczyli nowy układ ulic. Zaplanowano duży, prostokątny rynek, który przetrwał w niezmienionej formie do dzisiaj. Współcześnie to Plac Uniwersału Połanieckiego.
Król Kazimierz Wielki przeniósł miasto z ciasnego wzgórza na płaski teren. Zrobił to bardzo nowocześnie. Połaniec zyskał wtedy swoje drugie życie stając się prawdziwym miastem królewskim z nowoczesnym układem urbanistycznym.
A co stało się ze starym grodem? Został opuszczony. Przestał pełnić swoje dawne funkcje administracyjne. Nie było tam już nikogo z urzędników. Winna Góra stała się zwykłym terenem rolniczym i podmiejskim. Z czasem natura i działalność rolników zatarły ślady dawnych domostw. Późniejszy potop szwedzki przyniósł kolejne zniszczenia w okolicy. Dawne wzgórze całkowicie straciło swoje znaczenie militarne. Ludzie woleli żyć w nowym, bezpiecznym centrum.
Wraz z przeprowadzką miasta pojawił się nowy problem. Ludzie potrzebowali przecież miejsca do modlitwy. Stary kościół św. Katarzyny na Winnej Górze był w stanie ruiny i podmywany przez wodę. Z biegiem lat zostały po nim zaledwie marne szczątki. Stracił swoje znaczenie i pełnił już tylko funkcję małej kaplicy. Ostatecznie, wiele lat później, bo w 1786 roku, z powodu fatalnego stanu stary kościół św. Katarzyny został całkowicie rozebrany.
Król Kazimierz Wielki był bardzo hojnym fundatorem. Przenosząc miasto w dolinę rzeki Czarnej, zadbał o potrzeby duchowe mieszkańców. Ufundował dla nich zupełnie nowy kościół. Został on zbudowany w połowie XIV wieku. Drewniana świątynia otrzymała nowego patrona. Poświęcono ją pod wezwaniem świętego Marcina Biskupa. Tym samym królewska fundacja dała początek długiej historii nowej parafii w Połańcu.
Losy nowego kościoła św. Marcina Biskupa były jednak bardzo burzliwe. Stał on dumnie przez ponad 200 lat. Niestety, drewniana architektura w miastach zawsze była narażona na ogień. W 1562 roku (inne źródła mówią o 1564 r.) wybuchł wielki pożar. Świątynia uległa poważnemu zniszczeniu.
Mieszkańcy nie zostali jednak sami. Kilka lat później kolejny król przyszedł miastu z pomocą, król Zygmunt August (1520-1572). Dzięki jego wsparciu w latach 1567-1572 wybudowano kolejny nowy kościół. Do potężnej budowli wykorzystano solidne drewno modrzewiowe i dębowe. Nad drzwiami zakrystii wyryto dumnie rok 1567. Nowa świątynia była tak duża, że imponowała swoim rozmiarem innym parafiom w całym kraju. Z nieznanych do końca przyczyn, wiele lat później, 5 lipca 1633 roku, kościół został uroczyście konsekrowany przez biskupa Tomasza Oborskiego. Świątynia służyła wiernym przez kolejne trzysta lat, aż do kolejnego tragicznego pożaru w 1889 roku.

Nim rozpoczniemy ustalenia z naszych poszukiwań, w tym miejscu chcielibyśmy jeszcze odwołać się do hipotezy wysuniętej przez Sylwestra Gołębiowskiego. W swojej książce podaje on informację, że to z Kazimierzem Sprawiedliwym, a nie Kazimierzem Wielkim, powinniśmy łączyć fundację miasta jak i kościoła pod wezwaniem św. Marcina Biskupa na nowym obszarze. Sylwester napisał, że: “[…] Przeniesienie lokalizacji miasteczka nastąpiło za Kazimierza Sprawiedliwego. Zastanawiający jest zwrot „Poloniae regem”. Jak wiadomo Kazimierz Sprawiedliwy nie był nigdy koronowany, więc mało prawdopodobny jest fakt, iż Długosz mógł się mylić w tej sprawie. Przecież w XIII wieku, a dokładnie 18 lipca 1264 roku książę Bolesław Wstydliwy wydał dokument przyjmowany za lokacyjny (była to wtórna lokacja). Eugeniusz Wiśniowski przeniesienie to wiązał z tym księciem. Naszym zdaniem informacja ta też jest błędna, ponieważ ze źródeł jasno wynika, że Połaniec funkcjonował w nowym miejscu przynajmniej od czasów Kazimierza Sprawiedliwego i to z nim ostatecznie należy wiązać fundację miasta i kościoła pod wezwaniem świętego Marcina na nowym obszarze. Tezy poprzednich badaczy, jakoby sprawcą fundacji był Kazimierz Wielki są całkowicie mylne i nie mają najmniejszych podstaw źródłowych, gdyż Jan Długosz w swym dziele nie mówi nam nic o Kazimierzu Wielkim. Na potwierdzenie tych hipotez można przywołać dokument fundacyjny […]” .
Czy faktycznie jest to mało prawdopobne, że Długosz mógł się mylić w tej sprawie? Skoro w swoim dziele, jak wyżej pisaliśmy omyłkowo zapisał datę 1121, zamiast 1191 to znaczy że jest taka ewentualność to po pierwsze. A po drugie naszym zdaniem Sylwester zostawił nam doskonałe pole do merytorycznej polemiki. Dlaczego? Hipoteza zawiera wyraźną lukę logiczną. Sylwester zauważa, że u Długosza pojawia się zwrot „Poloniae regem” (król Polski) i słusznie dodaje, że Kazimierz Sprawiedliwy nigdy nie był koronowany, a Długosz raczej nie popełniał takich pomyłek. Zatem jeśli kronikarz pisał o „królu”, to niemal na pewno miał na myśli Kazimierza Wielkiego! Wniosek Sylwestra Gołębiowskiego jest więc sprzeczny z dowodem, który sam przytacza.
Co więcej, napisał, że tezy o Kazimierzu Wielkim są „całkowicie mylne”, by chwilę później odwołać się do mglistego „dokumentu fundacyjnego”, nie wykazując ostatecznie, w jaki sposób z „króla” u Długosza robi się „książę”. Oczywiście poniżej przedstawimy w całości dokument Jana Długosza przekładając go na język polski, ponieważ jest w oryginale w łacinie. Szanując prawo autora do własnych interpretacji, my pozostajemy przy stanowisku, że to z osobą Kazimierza Wielkiego należy wiązać przeniesienie Połańca. Twierdzenie, jakoby teza ta nie miała podstaw, pomija realia epoki. Ale o tym więcej, w dalszej części artykułu. W każdym razie zachęcamy do przeczytania książki Sylwestra Gołębiowskiego, która jest ciekawa i zawiera wiele historycznych faktów z przeszłości parafii Połaniec od najdawnieszych czasów do końca wieku XVIII.
Skoro historia przeniesienia miasta wydaje się przynajmniej dla nas jasna, to skąd wziął się spór? Skąd wzięły się dwie wersje historii naszego Połańca? Wszystko zaczyna się od słów Jana Długosza (1415-1480) zapisanych w księdze “Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis” (Księga uposażeń diecezji krakowskiej). Księga stanowiła spis dóbr i przywilejów, zwłaszcza kościelnych, sporządzana dla celów statystycznych oraz podatkowych. I jest ona bezpośrednio związana z naszym artykułem. Długosz w swoich zapiskach bardzo dokładnie opisał też stary Połaniec. Żył stosunkowo niedługo po przeniesieniu miasta. Miał więc doskonałe informacje.
Jan Długosz to najsłynniejszy polski kronikarz. Był genialnym pisarzem, obserwatorem i dyplomatą. Napisał również wielkie dzieło opisujące historię Polski pt. „Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego” (Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae). Powszechnie znane jest ono po prostu jako „Kronika Jana Długosza”. To, co czyniło z niego tak genialnego pisarza i obserwatora, to jego nowoczesne – jak na tamte czasy – podejście. Długosz nie tylko spisywał zasłyszane opowieści, ale starał się podejść do tematu badawczo.



POLANYECZ.
Oppidum regium iuxta fluvium Czarna situm, habens ecclesiam parochialem ligneam, Sancto Martino pontifici et confessori glorioso dicatam. In quo sunt lanei oppidanorum non distincti in laneos, sed agri per pecies et quartas divisi, de quibus omnibus solvitur et conducitur decima manipularis et canapalis pro episcopatu Cracoviensi, et valor eius aestimatur ad viginti marcas. Item in eodem oppido sunt centum octuaginta hospites, domos proprias habentes, item est advocatia habens agros speciales, de quibus solvitur decima manipularis ecclesiae et eius plebano in Polanyecz, et valor eius aestimatur ad duas marcas. Item plebanus habet agros proprios satis bonos pro praedio, et prata et dotem propriam et horreum et hortum; et licet fluvius Czarna archidiaconatum Sandomiriensem dividat a praepositura Visliciensi, ecclesia tamen praefata Polanecensis sita post fluvium Czarna, pertinet ad praeposituram Visliciensem, sub decanatu rurali Paczanoviensi constituta, cuius nunc rector et plebanus est Nicolaus Laurentii de Sandomiria presbyter. Constat autem iuxta veterum relationem, quod oppidum Polanyecz olim situm fuit in monte, versus Vislam, et habuit in se ecclesiam ligneam, Sanctae Catherinae virgini dicatam, cuius adhuc visuntur reliquiae; sed per Casimirum Secundum Poloniae regem translatum est ad locum bassiorem, fluvio Czarna contiguum. Ex decimis etiam praefatae ecclesiae in Polanyecz, praepositura Sandomiriensis pro maiori parte fundata et dotata est, et ideo praepositus Sandomiriensis pro tempore, unicus est ecclesiae in Polanyecz collator et patronus. Item plebanus habet macellum in oppido Polyanyecz proprium et liberum.
POŁANIEC.
Miasto królewskie położone obok rzeki Czarnej, mające drewniany kościół parafialny pod wezwaniem św. Marcina, chwalebnego biskupa i wyznawcy. W którym to mieście łany mieszczan nie są podzielone na [regularne] łany, lecz pola są podzielone na mniejsze kawałki i ćwierci, z których wszystkich płaci się i odprowadza dziesięcinę snopową oraz konopną dla biskupstwa krakowskiego, a jej wartość szacuje się na dwadzieścia grzywien. Również w tymże mieście jest stu osiemdziesięciu osadników (gospodarzy) mających własne domy, jest również wójtostwo mające wydzielone pola, z których płaci się dziesięcinę snopową kościołowi i jego plebanowi w Połańcu, a jej wartość szacuje się na dwie grzywny. Pleban ma również własne pola, dość dobre na folwark, oraz łąki, własne uposażenie, stodołę i ogród; i chociaż rzeka Czarna oddziela archidiakonat sandomierski od prepozytury wiślickiej, to jednak wspomniany kościół połaniecki, położony za rzeką Czarną, należy do prepozytury wiślickiej, przydzielony do wiejskiego dekanatu pacanowskiego, którego rządcą i plebanem jest teraz prezbiter Mikołaj, syn Wawrzyńca z Sandomierza. Wiadomo zaś z dawnych przekazów, że miasto Połaniec niegdyś było położone na wzgórzu, w stronę Wisły, i miało w sobie kościół drewniany, dedykowany św. Katarzynie dziewicy, którego resztki są widoczne do dzisiaj; lecz przez Kazimierza Drugiego, króla Polski, [miasto] zostało przeniesione na miejsce niższe, przylegające do rzeki Czarnej. Z dziesięcin wspomnianego kościoła w Połańcu w przeważającej części ufundowana i uposażona została prepozytura sandomierska, i dlatego prepozyt sandomierski jest w tym czasie jedynym kolatorem kościoła w Połańcu i patronem. Również pleban ma w mieście Połaniec własną i wolną [od opłat] jatkę [kram mięsny/rzeźnię].
Kronikarz dokładnie zbadał sprawę. Zapisał, że nasze miasto leżało kiedyś na wzgórzu. Wspomniał, że blisko Wisły stał stary, drewniany kościół św. Katarzyny. Długosz widział to na własne oczy. Stwierdził, że za jego czasów z tego kościoła istniały już ledwie szczątki. Doskonale rozumiał też, dlaczego miasto musiało się przenieść. Napisał jasno, że rzeka była bardzo groźna. Opisał fale, które podmywały brzegi. Wspomniał o domach, które wpadały do wody. Podsumował, że z tego właśnie powodu miasto przeniesiono w dolinę rzeki Czarnej. Tam było po prostu bezpieczniej. Cały ten opis jest w stu procentach zgodny z faktami.
Gdzie więc leży problem? Problem kryje się w jednym, długim zdaniu, które powyżej zaznaczyliśmy pogrubioną czcionką zarównio w oryginalnej wersji po łacinie, jak i przetłumaczonej przez nas na język polski. I o którym napisaliśmy na początku tego rozdziału m.in. odwłojąc się do książki Sylwestra Gołębiowskiego. Długosz zapisał tam ważną rzecz. Chcąc wskazać bohatera, który uratował mieszkańców, stwierdził, że relokacji dokonał “Kazimierz Drugi, król Polski” (Casimirum Secundum Poloniae regem). I właśnie te kilka słów wywołało później ogromne zamieszanie w kolejnych wiekach.
Księgi Jana Długosza leżały bezpiecznie w bibliotekach. Mijały kolejne wieki. Nadszedł wiek XIX. Polska znajdowała się pod zaborami. Jednak nauka wciąż się rozwijała. W 1887 roku grupa polskich naukowców wydała bardzo ważną książkę w postaci wielkiego słownika geograficznego. Pełna nazwa wielotomowego dzieła to “Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”. Jego celem było opisanie każdej najmniejszej miejscowości na naszych ziemiach.
Twórcy słownika, Bronisław Chlebowski i Władysław Walewski, pracowali bardzo ciężko. Zbierali dane, czytali stare kroniki. Kiedy dotarli do hasła “Połaniec”, sięgnęli oczywiście po teksty nikogo by innego jak kronikarza Jana Długosza. Przeczytali jego opis, zrozumieli wszystko o Wiśle i zniszczonych domach. Zobaczyli też słowa kronikarza: “Kazimierz Drugi”.
I w tym momencie popełnili fatalny w skutkach błąd. Pomyśleli oni od razu o księciu Kazimierzu Sprawiedliwym. Dlaczego tak się stało? Bo użyli logiki ze swoich własnych czasów. W XIX wieku w szkołach uczono już bardzo jasnej numeracji władców Polski. Pierwszym Kazimierzem był Odnowiciel. Drugim był książę Kazimierz Sprawiedliwy. Trzecim był król Kazimierz Wielki. Kiedy badacz w 1887 roku czytał “Drugi”, w jego głowie od razu pojawiał się “Sprawiedliwy”.



Zignorowali oni jednak bardzo ważne słowo w tekście Długosza. Było to słowo: “król”. Długosz napisał wyraźnie: król Polski. Twórcy słownika nie zwrócili na to uwagi. Uznali, że kronikarz się pomylił. Przypisali zasługę przeniesienia Połańca Kazimierzowi Sprawiedliwemu. Książka poszła w świat. Wydrukowano tysiące egzemplarzy. Słownik stał się najważniejszym źródłem wiedzy dla wszystkich nauczycieli, historyków i dziennikarzy. Tak narodził się wielki błąd. Przez kolejne sto lat wszyscy powtarzali tę fałszywą informację. Pisano o tym w gazetach, uczono w szkołach. Wszyscy myśleli, że stare miasto przeniósł książę w XII wieku.
Wniosek z tej historii jest bardzo prosty. Jeden błąd w dawnej, szanowanej książce potrafi zmienić lokalną historię na całe stulecia. Ludzie wierzą drukowanemu słowu. Dlatego do starych tekstów zawsze trzeba podchodzić z chłodną głową. Trzeba weryfikować fakty.
W końcu jednak musiał pojawić się ktoś, kto zauważył brak logiki w tej historii. Lokalni badacze z naszego regionu rozpoczęli własne dochodzenie. W końcu odkryli prawdę. Byli to między innymi ksiądz Jan Wiśniewski (1876–1943), ks. Piotr Choroszyński (1814-1887), a w późniejszych czasach Jan Anioł (1898–1972) i Kazimierz Warchałowski (1927-1994). Między innymi dzięki nim znamy dziś właściwą wersję zdarzeń.
Ksiądz Jan Wiśniewski to postać niezwykle ważna. Człowiek o wielkiej wiedzy. Napisał wspaniały cykl książek, w którym opisywał historię i zabytki miejscowości z naszego regionu. Cykl ten rozpoczął się w 1907 roku. W 1915 roku w Radomiu wydał znakomitą monografię pt. “Dekanat sandomierski”, wielkie, staranne dzieło. Obejmowało ono opisy wielu miejscowości. Znalazły się tam informacje o Sandomierzu, Staszowie, Koprzywnicy, Osieku i oczywiście o Połańcu.



Ksiądz Wiśniewski pracował na starych, oryginalnych dokumentach parafialnych. Nie ufał ślepo nowym słownikom. Zauważył bardzo prostą rzecz. Rzecz, która umknęła wcześniejszym naukowcom. Kazimierz Sprawiedliwy był tylko księciem. Nigdy w swoim życiu nie miał na głowie królewskiej korony. Zmarł na długo przed tym, zanim Polska odzyskała godność królestwa.
Jan Długosz świetnie o tym wiedział. Kronikarz był bardzo mądrym człowiekiem. Znał poczet władców na pamięć. On nie wrzucał wszystkich władców do jednego worka. Wyraźnie oddzielał “książąt”, którzy władali tylko częścią ziem, na przykład w okresie rozbicia dzielnicowego od “królów”, którzy sprawowali realną władzę nad zjednoczonym krajem. I w ten sposób dla Długosza pierwszym, prawdziwym “królem” o imieniu Kazimierz był Kazimierz I Odnowiciel (1016-1058). Długosz uznał go za “prawdziwego króla” numer jeden, ponieważ władał całą Polską ze stołecznego Krakowa, mimo że z historycznego punktu widzenia Kazimierz Odnowiciel nigdy nie został oficjalnie koronowany. Jednakże dla Długosza liczył się fakt zjednoczenia państwa.
Z logiki Jana Długosza wynika, że w swojej “królewskiej” numeracji zignorował on Kazimierza II Sprawiedliwego (1138-1194). Dlaczego? Ponieważ Kazimierz Sprawiedliwy był zaledwie księciem zwierzchnim w czasach podziału Polski na dzielnice. W oczach Długosza nie zasłużył na rangę pełnoprawnego króla. Kto więc był dla kronikarza drugim królem o tym imieniu? Odpowiedź brzmi bardzo prosto – Kazimierz Wielki! To on był drugim wielkim władcą Polski o tym imieniu i to on nosił koronę. Zagadka słów Długosza została rozwiązana. Nie mamy co do tego żadnych wątpliwości.
Tutaj pojawia się ostatnie ważne pytanie w naszym śledztwie. Skoro Długosz liczył królów inaczej, to skąd mamy stuprocentową pewność? Dlaczego miasto przeniósł Kazimierz Wielki, a nie Kazimierz Sprawiedliwy? Trzeba to dokładnie uzasadnić twardą wiedzą. Analiza dawnych tekstów i zasobów internetowych nie pozostawia cienia wątpliwości.
Po pierwsze, ważny jest czas, bo musimy spojrzeć na daty. Kazimierz Sprawiedliwy (1138-1194) żył bardzo dawno temu. Panował w XII wieku. Tymczasem z dawnych dokumentów wiemy, że Połaniec stał na starym wzgórzu jeszcze przez kolejne dwieście lat. Przecież w 1191 roku istniał tam jeszcze kościół pod patronatem Kazimierza Sprawiedliwego. Co więcej, w 1264 roku książę Bolesław V Wstydliwy potwierdził prawa miejskie dla pierwotej lokacji miasta. Gdyby więc Kazimierz Sprawiedliwy przeniósł miasto w XII wieku, dokumenty z lat późniejszych nie dotyczyłyby grodu nad samą rzeką Wisłą.
Po drugie, musimy zrozumieć, jak budowano miasta w średniowieczu. W XII wieku, za czasów Kazimierza Sprawiedliwego, nikt w Polsce nie budował miast z równymi ulicami i kwadratowymi rynkami. Osady budowano w sposób nieregularny. W czasach księcia Kazimierza Sprawiedliwego osadnictwo w Polsce miało charakter organiczny i żywiołowy. Ośrodki miejskie tzw. podgrodzia rozwijały się wokół grodów w sposób całkowicie nieregularny, dostosowując się do naturalnej rzeźby terenu, rzek czy dawnych szlaków handlowych. Nie znano i nie stosowano wtedy koncepcji geometrycznego wytyczania placu centralnego.
Zmiana nadeszła znacznie później. Historycy mówią na to lokacja na prawie niemieckim. Taki sposób budowania miast od podstaw, z rynkiem, rozpoczął się w Polsce dopiero w XIII wieku, kiedy to zaczęto stosować w Polsce tzw. układ szachownicowy. Odmierzano miasto od podstaw, wyznaczając duży, regularny rynek i odchodzące od niego pod kątem prostym ulice. Regularny rynek, który stanowi serce dzisiejszego Połańca, to podręcznikowy przykład właśnie takiego lokacyjnego planowania urbanistycznego. Z historycznego i inżynieryjnego punktu widzenia fizycznie niemożliwe jest, aby ten układ pochodził z czasów XII-wiecznych. Zatem idealnie pasuje to do czasów króla Kazimierza Wielkiego.
Po trzecie, istotna jest także historia kościoła. Przeniesienie miasta wiązało się z budową nowej świątyni pod wezwaniem św. Marcina Biskupa. Wszystkie księgi i inwentarze parafialne, badane przez ks. Jana Wiśniewskiego, wskazują na XIV wiek. Kościół został ufundowany w połowie XIV wieku, około 1350 roku. Budowa ta idealnie pokrywa się z panowaniem Kazimierza Wielkiego. Kazimierz Sprawiedliwy zmarł ponad 150 lat przed wmurowaniem pierwszej belki pod ten kościół.
Wniosek jest tylko jeden. Żadne fakty nie pasują do księcia Kazimierza Sprawiedliwego. Wszystkie dowody układają się w logiczną całość tylko w przypadku króla Kazimierza Wielkiego. Kazimierz Sprawiedliwy jedynie formalnie dokumentował istnienie starego grodu na Winnej Górze pod koniec XII wieku. Z kolei Kazimierz Wielki, reagując na katastrofę naturalną ok. 1350 roku, przeniósł miasto i zbudował jego nowoczesne, funkcjonalne ramy przestrzenne w nowym miejscu.
Dotarliśmy do końca naszej podróży na fali czasu. Czego więc uczy nas historia Połańca? Uczy nas pokory wobec przeszłości. Pokazuje nam, jak bardzo siły natury mogą wpłynąć na życie człowieka. Groźna i nieprzewidywalna Wisła o mało nie zniszczyła wielkiego dorobku naszych przodków na Winnej Górze. Pokazuje nam również, że mądre decyzje wielkich władców mogą uratować całe społeczności.
Zrozumieliśmy, że słowa dawnych kronikarzy to prawdziwe skarby. Jan Długosz był niezwykle precyzyjny w swoich opisach. Należy go czytać bardzo uważnie i z szacunkiem dla jego logiki. Błąd popełniony w XIX wieku w słowniku geograficznym to dla nas ważna lekcja. Nawet uczeni mogą się mylić, jeśli patrzą na historię tylko przez pryzmat własnych czasów. Uwierzenie w mit o Kazimierzu Sprawiedliwym kosztowało nas sto lat fałszywej wiedzy.
Dziś nie powinniśmy mieć już żadnych wątpliwości, że to król Kazimierz III Wielki uratował naszych przodków. Jemu przypisuje się przeniesienie starego Połańca w dolinę Czarnej w XIV wieku, wytyczenie pięknego rynku i ufundowanie kościoła św. Marcina Biskupa. Z tego względu nadanie jednej z ulic w centralnej części miasta imienia Kazimierza Wielkiego było jak najbardziej trafne. Mimo że to jedna ze starszych nazw, funkcjonująca bez urzędowego potwierdzenia nominacji, godnie honoruje ona króla, dając świadectwo wdzięczności. Sama nazwa dobitnie podkreśla średniowieczne korzenie miasta i jego królewski patronat. Połaniec to naprawdę miasto niezwykłe. Miasto, które przetrwało powodzie, pożary i utratę swoich praw. Dziś stoi dumnie na mapie Polski, pamiętając o królu, który dał mu drugie życie. Cieszymy się, że możemy tu mieszkać. Do zobaczenia w kolejnych ciekawostkach historycznych.
MATERIAŁ POWIĄZANY:

