
1 września obchodzimy 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Dzisiaj Połaniec znów zatrzymuje się na chwilę ku pamięci tych, którzy zapłacili najwyższą cenę. Dokładnie 87 lat temu rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych rozdziałów w historii Europy.

dniu 1 września mieszkańcy Połańca oddają hołd żołnierzom poległym w czasie II wojny światowej. Wspomnimy również miliony ofiar tego okrutnego konfliktu. Ta wojna na zawsze zmieniła losy kolejnych pokoleń. Pamiętajmy o ich poświęceniu. Chwała bohaterom i wieczna pamięć wszystkim ofiarom II wojny światowej.
A jak wyglądały pierwsze dni w naszej małej ojczyźnie? Co czuli dawni mieszkańcy Połańca? Na początku ludzie wierzyli, że wróg szybko zostanie pokonany. Robiono cichą mobilizację. Potem na niebie pojawiły się obce samoloty. Z Mielca dobiegały głuche wybuchy. Rodziny z płaczem żegnały bliskich odchodzących na front. Zapanowała atmosfera grozy i wielkiego smutku.
Aby poczuć tamten klimat, sięgnęliśmy po książkę Mieczysława Tarnowskiego pt. „Połaniec”. Zobaczcie sami, jak wyglądał nasz region we wrześniu 1939 roku. Zapraszamy Was do lektury tej ważnej historii.

Mieczysław Tarnowski
“Połaniec”, 1994 r.
Połaniec w okresie okupacji

Jeszcze wojny nie było, ale psychoza wojenna coraz bardziej narastała. Wiadomości nadawane przez radio wzbudzały nadzieję, że się nie damy. Głoszono hasło: “jesteśmy silni, zwarci i gotowi”. Wierzono, że Anglia i Francja przyjdzie nam z pomocą na wypadek wojny. Mimo wszystko robiono cichą mobilizację.
W dniu 1 września (piątek) 1939 roku, wczesnym rankiem na zachmurzonym niebie nad Połańcem pojawiły się nieznane, małowidoczne samoloty. Leciały z zachodu na wschód, w stronę Mielca, skąd było później słychać wybuchy. Nikt z mieszkańców Połańca nie spodziewał się, że obce samoloty suną po naszym niebie. Dopiero w godzinach popołudniowych dotarła do osady wiadomość, że wojna się rozpoczęła. Wielu młodych mężczyzn otrzymało karty mobilizacyjne. Odchodzących na wojnę żegnały z płaczem rodziny. Dla potrzeb armii zbierano lepsze konie i wozy. Zapanowała atmosfera grozy i przygnębienia.
W nocy z 4 na 5 września 1939 roku wyjechała z Połańca za Wisłę policja i poczta. 7 września przestał funkcjonować Urząd Gminy w Połańcu. W dniu 8 września w południe pokazały się pierwsze tabory wojsk polskich w hełmach francuskich, cofające się z frontu śląskiego. Chociaż mieli radiostację polową, to jednak nie mogli uzyskać żadnego połączenia z jednostką macierzystą. Przez cały tydzień Armia Kraków cofała się dniem i nocą. Przez Połaniec także cofała się 23 dywizja piechoty generała Sadowskiego, 5 pułk strzelców podhalańskich pułkownika Woźniakowskiego, kawaleria dywizyjna i gros artylerii. Wszyscy zmierzali przez Wisłę. Szła masa piechoty, jechały wielkie tabory, artyleria, ciągniki gąsiennicowe i oddziały rowerowe. 10 września 1939 roku w niedzielę, przez kilka godzin, bez przerwy sunęły samochody osobowe, wojskowe i cywilne. Na czele tej kolumny przejechali przez Połaniec, chwilowo się zatrzymując, gen. Sadowski – polskim łazikiem, buickiem – gen. Szilling i fordem – ppłk. Władysław Stebik. 201 pułk piechoty, 55 dywizji i gros tej dywizji 10 września 1939 roku, przekroczyły rzekę Czarną w Niedziałkach i Rudnikach, kierując się do rejonu Szczeki i wioski Lesiska. 73 pułk 23 dywizji piechoty okopał od południa Tursko Małe, 75 pułk – okopał Rudniki i Okrągłą, 11 pułk – Strużki od strony Wisły. Tego dnia szef sztabu 22 dywizji piechoty górskiej, ppłk. dypl. S. T. Wójcik, jadąc samochodem polowym ku pozycjom 55 dywizji piechoty z rezerwy (widocznie w celu nawiązania łączności), około godziny 16⁰⁰ pod Kłodą został ostrzelany przez jej placówkę z działka przeciwpancernego i zginął wraz z dowódcą łączności kpt. Dworzańskim oraz trzecim oficerem i szoferem o nie znanych nazwiskach. Niektóre oddziały wspomnianych wojsk skorzystały z przeprawy wiślanej na Winnicy. Przewożono tabory, piechotę, ludność cywilną. Równocześnie z wojskiem, jechało i szło mnóstwo cywilów – uciekinierów. Uchodzili za Wisłę z nadzieją, że Polacy powstrzymają niemieckie natarcie.
Jeszcze istniała nadzieja na uratowanie Polski, ale rozwiało ją wkroczenie Armii Czerwonej 17 września 1939 roku, na ziemie kresowe. Podczas przemarszu wojsk polskich przez Połaniec, zastrzelono jednego żołnierza koło przysiółka Żapniów (koło krzyża), ponieważ podejrzany był o szpiegostwo. Na podwórku szkolnym w Górce (ul. Ruszczańska) zginął żołnierz rozerwany własnym granatem przy nabieraniu wody ze studni. W Domu Ludowym był szpital wojskowy i zmarło w nim 11 żołnierzy września. Pochowani są na cmentarzu przy ulicy Osieckiej.
Bilans wojny obronnej w 1939 roku dla Gminy Połaniec przedstawia się następująco: 11 zabitych żołnierzy, 6 ciężko rannych, 28 w niewoli niemieckiej, 3 – w Związku Radzieckim. (Józef Jungiewicz, był przez kilka miesięcy w Ostaszkowie), 2 internowanych na Węgrzech – Jan Łowicki i Franciszek Cieślikowski. Dwóch policjantów zabrało NKWD do niewoli radzieckiej, do Katynia i tam ich zamordowano (Adolf Górski i Ignacy Kobos).
Na różnych polach bitew zginęli: kpr. Stanisław Kwiatkowski, Tatara, Jan Kornaś, Feliks Łukaszek, Michał Machnicki, Zygmunt Mazgaj, Stanisław Ciszewski, Wałcerz – wszyscy z Połańca, Stanisław Kierys z Maśnika, kpr. Władysław Gwóźdź z Winnicy.
Z wojny powrócili: Feliks Łabuszewski – z Rynku, brał udział w obronie Gdyni, Piotr Przeworski – brał udział w obronie Warszawy, Czesław Kubik – brał udział w obronie Lwowa, Feliks Ramos – brał udział w obronie Warszawy, Kwiatkowski i Władysław Głogowski z Łęgu – brał udział w obronie Gdyni, Józef Wójcikowski- brał udział w obronie Stalowej Woli.
Świta wojskowa Połańca i Gminy:
W czasie okupacji niemieckiej, stopień oficerski otrzymali:
Już od połowy września 1939 roku na terenie Polski południowo – zachodniej dogasała kampania wrześniowa, uchodźcy wracali do swoich domostw, a wśród nich polscy żołnierze. Powoli życie zaczęło się stabilizować.
Pozorną ciszę na tym terenie, w godzinach popołudniowych, zakłócały samoloty niemieckie, wracające nad Wisłą z walczącej Warszawy w stronę Krakowa – do 29 września 1939 r. Trudno było pogodzić się z tym, że samoloty wroga bezkarnie latają po polskim niebie na niskim pułapie i nie można im tego utrudnić.
Do 1940 roku Połaniec i okolica były nadal “wolną republiką”. Z powodu złego stanu dróg: występowały piachy, lub błoto. Niemcy byli zajęci innymi sprawami. Bardzo rzadko zjawiała się tu żandarmeria niemiecka z Sandomierza. Nad powiatem sandomierskim, do którego gmina Połaniec należała, władzę objął oficer niemiecki, z siedzibą w Opatowie. Powołał policję, złożoną z polskiej przedwojennej policji.
Nakazał zawiesic w czynnościach wszelkie gminne organizacje, prócz PCK, OSP. Od 1 października 1939 r. rozpoczęły swą działalność szkoły podstawowe i Urząd Gminy. Z przedwojennych policjantów do służby nie powrócili: Ignacy Kobos i Adolf Górski – zostali zamordowani ZSRR. W Połańcu powstał posterunek policji złożonej z Polaków. Komendantem został przedwojenny policjant z poznańskiego, choć już tu pracował od wielu lat – Michał Peksa. Prawdopodobnie przyznał się do pochodzenia niemieckiego. Znał ludzi, drogi, ścieżki, był służbistą, nie miał skrupułów w zabijaniu i denucjacji, choć jego córka była żoną oficera polskiego, nauczyciela wychowania fizycznego w Połańcu – Nawrockiego.
Wiosną 1940 roku przez około 2 tygodnie oddział żandarmerii stacjonował w Połańcu, w Domu Ludowym (przy kościele św. Marcina) i w szkole na Zamościu, przy ul. Staszowskiej. Żandarmi ci pobili dwóch młodych mieszkańców Połańca – Michała Seremaka i Antoniego Chałońskiego za ubliżanie Peksie. Mężczyźni ci tak dotkliwie pobici – zostali inwalidami do końca życia.
Miejscowi Żydzi musieli wyposażyć żandarmów we wszystko: żywność, pościel, łóżka, opał, a nawet skóry na buty. Żandarmi zmuszali Żydów do porządkowania ulicy Staszowskiej, koło postoju żandarmerii. Polacy dostarczali podwody, a Żydzi nasypywali i rozsypywali piach. Niemcy śmiali się, robili im zdjęcia i zmuszali ich do śpiewu: “Śmigły Rydz nie nauczył Żydów nic, Hitler złoty nauczył Żydków roboty”. Do Polaków odnosili się normalnie. Nakazywali wszystkim Urzędom pracować normalnie i uczciwie. Urząd Melioracyjny zajął się np. wykopaniem kanału melioracyjnego na Podskalu, Żapniowie i kanał ten wykonano. Zaczęto kopać nowe koryto rzeki Czarnej w Ogrojcach, obok dzisiejszej hydroforni – nie skończono do dziś. Robiono pomiary wysokościowe terenów nadwiślanych. Wybuch wojny Niemiec ze Związkiem Radzieckim przerwał te prace. Jedynie podwody polskie przewiozły kamień z trasy nadwiślańskiej (w okolicy Ossali, Strużek) na drogę Osiek – Staszów. Na pryzmach wzdłuż drogi leżał kamień, z którego miała być budowana droga z Niekrasowa do Połańca.
W pamiętną niedzielę czerwcową w 1941 roku, tuż przed napadem Niemiec na ZSRR, wzdłuż koryta Wisły, od Krakowa w stronę Warszawy, przez kilka godzin leciały eskadry samolotów bojowych (niemieckie) – zbliżały się do zaplanowanej operacji “Barbarossa”.
Wojsko Polskie przegrało bitwę w 1939 r. lecz nie przegrało wojny, która nadal trwała. Od jej początku planowano walkę konpiracyjną z okupantem. W Połańcu i jego okolicy przystąpiono do organizowania podziemia. Nauczyciel Jan Bień, porucznik rezerwy, w tajemnicy opowiedział swoim uczniom, że we Francji powstał nowy Polski Rząd, na czele z gen. Władysławem Sikorskim, jak również kto zasiadł w Rządzie. Przekazał różne tajne, ale radosne nowiny. To oznaczało, że Polska nadal żyje i walczy.
W marcu 1940 roku kapitan wojsk polskich ps. “Sucha Rączka” zgromadził wokół siebie oficerów z terenu i wspólnie powołano improwizowaną kompanię.
Dowódcą kompanii został porucznik Jan Bień – nauczyciel z Połańca, natomiast dowódcami plutonów zostali: por. Józef Dalmata z Kraśnika, Kazimierz Wałcerz i Czesław Kubik. Kapitan “Sucha Rączka” przyjeżdżał do Połańca dwa razy w miesiącu. W 1941 roku złapany przez Niemców, torturowany nie zdradził tajemnicy. Praca konspiracyjna na pewien czas przycichła. W czerwcu 1942 roku Niemcy wywieźli do Oświęcimia Jana Bienia, Mariana Wojciechowskiego – absolwenta Wyższej Szkoły Handlowej, Tadeusza Kłosińskiego oraz Alicję Kubik. Wszyscy oni zginęli. Były to pierwsze ofiary okupacji. Mimo wojny władza w Gminie Połaniec nadal była w rękach Polaków.
Do czasu pobytu Żydów w Połańcu, Polacy mieli jeszcze życie ulgowe. Niemcy od czasu do czasu przyjeżdżali tu, aby ściągnąć kontrybucję od Żydów w postaci: skór na buty, futer, ciepłej odzieży, niklu, miedzi. Wszystko było im potrzebne. Koloniści niemieccy z Luszycy, Przeczowa, Mikołajowa zakładali sobie opaski faszystowskie i chodzili między kramami żydowskimi wyłudzają co im się tylko podobało, nie płacąc żadnego grosza. Tak się w końcu rozpanoszyli, że pewnego razu umundorowani po faszystowsku ze swastykami maszerowali po Połańcu ze śpiewem: “Zabraliśmy Polskę, jak róży kwiat, zabierzemy Anglię, Francję i cały świat”. Śpiewali także inne marszowe faszystowskie piosenki.
Fragment książki Mieczysława Tarnowskiego
“Połaniec” (Środowisko przyrodniczo-geograficzne,
Połaniec w latach 1914-1993).

Wspomnienia p. Mieczysława Tarnowskiego pokazują wyraźnie, że wielka historia działa się tuż za rogiem. Na połanieckich ulicach, nad brzegami rzeki Czarnej i Wisły. Zapiski z tamtych lat uświadamiają nam jedno. Nasi dziadkowie i pradziadkowie z dnia na dzień stracili swój dawny, bezpieczny świat. Wyobraźcie sobie nasz dzisiejszy, spokojny Połaniec. I nagle ten spokój zostaje bezpowrotnie zniszczony. Autor świetnie oddał w swojej publikacji ten bolesny moment. Ludzie do końca wierzyli, że „jesteśmy silni, zwarci i gotowi”. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo brutalna.
Chcielibyśmy zwrócić uwagę na jeszcze jedną, niezwykle ważną rzecz. Mimo ogromnego strachu i rosnącego terroru, nasi przodkowie nie poddali się. Organizowali ruch oporu. Przekazywali sobie wieści o polskim rządzie, żeby podtrzymać nadzieję. Wielu z nich oddało życie za Ojczyznę. Cześć i chwała Bohaterom!

Na koniec przypomnijmy postać samego autora tych bezcennych wspomnień. Mieczysław Tarnowski był niestrudzonym społecznikiem i prawdziwym regionalistą. Kochał nasze miasto. Za swoją oddaną działalność otrzymał w 1998 roku zaszczytny tytuł Honorowego Obywatela Połańca. Przez pewien czas pełnił funkcję prezesa miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, działał również w Radzie Gminy. Wielu mieszkańców pamięta go jako długoletniego nauczyciela i wychowawcę. Był też przewodniczącym Komitetu Budowy Pomnika Tadeusza Kościuszki. Co ciekawe, już za chwilę – w październiku 2026 roku – minie dokładnie 39 lat, odkąd pan Mieczysław zarejestrował w tarnobrzeskim sądzie Towarzystwo Kościuszkowskie w Połańcu.
Doceniamy Twój czas poświęcony na zgłębianie przeszłości Połańca. Naszą misją jest pielęgnowanie pamięci o regionie, co robimy z prawdziwym zaangażowaniem. Zachęcamy do aktywnego współtworzenia portalu. Jeśli dysponujesz dokumentacją historyczną lub unikalnymi wspomnieniami, podziel się nimi z naszą społecznością. Dziękujemy!





